czwartek, 3 listopada 2011

Dziewczyna w czerwonej pelerynie

Dziewczyna w czerwonej pelerynie Catherine Hardwicke to film luźno oparty na bajce o Czerwonym Kapturku. Bardzo trafnie został przetłumaczony tytuł angielski: Red Riding Hood sugeruje, że nie będziemy mieli do czynienia z niewinną opowiastką dla dzieci.
Główna bohaterka też już nie jest dzieckiem, lecz dziewczyną rozdartą pomiędzy dwoma wielbicielami, mieszkającą w małej wiosce, której zagraża wielki wilk. I w tym momencie inspiracja Czerwonym Kapturkiem się kończy, bo Hardwicke postawiła na dobrze sobie znane rozwiązania ze Zmierzchu. A ja do fanek tego typu kina raczej nie należę.
Mamy w Dziewczynie wilka, mamy babcię, co ma wielkie oczy, mamy przemoc,okrucieństwo, zazdrość i wątpliwą urodę Amandy Seyfried. Lecz pomimo tego wszystkiego film pozostawia wielki niedosyt.
Twórcy Dziewczyny mieli szansę przełożyć najbardziej znaną baśń na ekran filmowy i stworzyć ponadczasową i uniwersalną historię.
Niestety, w efekcie mamy romantyczną opowiastkę dla nastolatek, o której zapominamy tuż po wyjściu z kina.
Mam nadzieję, że Królewna Śnieżka, której premiera jest zapowiadana na rok 2012 uratuje honor filmowych baśni i będzie jej bliżej do świetnych Nieustraszonych braci Grimm, niż do Dziewczyny w czerwonej pelerynie.

1 komentarz:

  1. Ogladalismy, czas temu juz jakis. W sumie... hmmm... podobalo mi sie! a najbardziej to, ze w pewnym momencie nie wiedzialam, kto jest tak naprawde wilkiem. Dalam sie widzac zwiesc ;) Urzekla mnie (w pewnym sensie) historia zmienionego leśniczego, Pana Ktory Koniecznie Chcial Dorwac Wilka (przepraszam za ignoracje, ale wiele wody wrzece uplynelo od czasu, gdy film ow ogladalam). Zaintrygowal mnie tez aspekt tego ustrojstwa, do ktorego wsadzali ludzi, i "podgrzewali";) Romantyczna troche jest, fakt. Zmierzchu nie widzialam (nie nie i jeszcze raz nie), ale Let The Right One In (o ktorym juz kiedys Ci wspominalam) ktory podczas ogladania nie wiem dlaczego mi sie nasuwal na mysl, owszem, i podobal mnie sie rowniez. Moze czesc mnie jednak biega po sniegach w czerwonym plasczyku, sorry, pelerynie?? ;) Ja osobiscie na plus wzielam to, ze nie byla to wlasnie "ponadczasowa i uniwersalna historia", takich aż nadto, co do mają w sobie tekst, iż dobre są każde zęby, które prowadzą do gęby. W tym przypadku i tak doszukałam się morału, że nigdy nie wiesz, kto jest wilkiem ;) i dlugo rozmyslalam nad tym, jak wiele ludzie sa w stanie poswiecic, zeby dochowac tajemnicy, oraz, ze w rodzinie zawsze sa tajemnice. Niby oczywista oczywistosc, ale w takim wydaniu dla mnie troche inaczej absorbowalna. nie, zeby to arcydzielo bylo, nie powiedzialabym. Ale obejrzalam bez zniesmaczenia, i - o zgrozo! - bez "Ale po co to panu?!" :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...