Jak się później okazało nie należała ona do najłatwiejszych. Powieść składa się z wielu, luźno ze sobą powiązanych wątków, ukazanych z różnej perspektywy. Autorka wielokrotnie zmienia miejsce i czas akcji. Razem z narratorką cofamy się do przeszłości, aby później rzucić się w wir teraźniejszości. Całość można potraktować jako achronologiczny wywód uzupełniony soczystym językiem i opisami z dodatkiem wątków autobiograficznych. Przydatna na pewno okazała się lektura biografii Acker, która była równie barwna i skomplikowana, co jej powieść.
Muszę przyznać, że taka zwariowana książka nawet przypadła mi do gustu, ale po jej lekturze nadal nie wiem o czym była Kicia, król piratów. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że o samotności i poszukiwaniu szczęścia, ale w bardzo zawoalowanym, rockandrollowym wydaniu. Nikogo nie zniechęcam, ale też nie namawiam na lekturę. Obcowanie z twórczością Acker jest bardzo intymnym doświadczeniem i nie wszystkim się to musi podobać. Mi Kicia podobała się z czysto literackich względów, jako pewien postmodernistyczny eksperyment. Ta powieść jest jak jedna z wielu pirackich map prowadzących do zagubionego złota: pełna labiryntów, niejasnych wskazówek i ukrytych pułapek. Jest na niej także skarb, ale tylko wytrwali zdołają go odnaleźć.
Moja ocena: 5/10
Tytuł: Kicia, król piratów
Tytuł oryginalny: Pussy, King of the Pirates
Autor: Kathy Acker
Ilość stron: 275
Wydawnictwo: Zysk i S-Ka, 2002
