
Podczas VIII Festiwalu Kultury Hiszpańskojęzycznej wybrałam się na swoisty maraton filmowy. Nieodłącznymi elementami seansu (może z jednym wyjątkiem) była muzyka i śpiew.
Najlepszym tego przykładem był pierwszy film "maratonu", dzieło Carlosa Saury Flamenco, flamenco. Film ten jest kontynuacją filmu Saury z 1995 roku Flamenco (de Carlos Saura), gdzie reżyser po raz kolejny spotyka się z licznym gronem artystów i zaprasza ich do wspólnego tańca i śpiewu.
W najnowszym filmie twórca dodaje kolejny element sztuki, czyli malarstwo hiszpańskie. Artyści tańczą w swoistym studio wypełnionym obrazami, które tworzą element scenografii. Tak naprawdę nic więcej nie potrzeba, aby ukazać tą intrygującą część hiszpańskiej kultury.
Mamy rozmaite style flamenco w najróżniejszych aranżacjach, do tego oryginalny śpiew i piękne stroje. Co mnie urzekło w tym muzycznym obrazie to właśnie śpiew i teksty. Nigdy naprawdę nie zastanawiałam się o czym śpiewają ci artyści. Zawsze myślałam, że jest to coś bardzo wyrafinowanego. Teraz dzięki napisom polskim, wiem, że dla nich liczy się prostota. Utwory mają prostą treść, ale jakże prawdziwą i szczerą. Ból, zdrada, zazdrość, albo po prostu wiosna!
No i jak nie wierzyc takiemu artyście, co swoje serce podaje nam wszystkim na tacy.
Dałam się przekonać w stu procentach!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz