Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą animacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 października 2013

Animowane wtorki: Klasycy polskiej animacji cz. 1

W cotygodniowym cyklu Animowane wtorki powiedzieliśmy już sobie o animacji z różnych stron świata, ale przyszedł czas, aby poznać naszych rodzimych artystów. Według mnie polscy klasycy animacji należą do światowej czołówki tej dziedziny filmowej. Dlatego czas zapoznać się z polskimi animatorami, którzy stworzyli historię polskiej animacji.



www.nowehoryzonty.pl

Witold Giersz

Twórca filmów, które już na stałe weszły do kanonu polskiej animacji:  Koń (1967), Czerwone i czarne (1968) czy Wspaniały marsz (1967). W karierze tego wybitnego artysty za przełomową uznaje się realizację w 1960 Małego westernu. Od tego filmu rozpoczął się okres intensywnych poszukiwań twórcy, który podjął ambitne próby w zakresie filmu autorskiego, eksperymentując zwłaszcza z techniką malarską w animacji. Według zapowiedzi ma powstać kolejny autorski film Witolda Giersza, inspirowany kulturowym i plastycznym fenomenem malarstwa jaskiniowego.





wtorek, 8 października 2013

Animowane wtorki: Mariola Brillowska



Dzisiaj Animowane wtorki krótkie, acz treściwe. Chciałam przybliżyć Wam twórczość kontrowersyjnej artystki Marioli Brillowskiej, którą spotkałam na Animatorze 2009.

„Ruski make-up. Ruski perfum. Ruski make-up. Ruska rewolucja!”- to hasła z filmu Marioli Brillowskiej, polsko-niemieckiej artystki z Hamburga. Ruski make-up (2008) opowiada o tym, co działo się w Europie od czasów rewolucji francuskiej.

Jednak film, który uzyskał największe uznanie krytyków to Grabowski. Dom życia (1990)- opowieść o polskim emigrancie, który w Niemczech spełnił swoje marzenie i został grabarzem. Brillowska przyznaje, że na tym filmie dopiero uczyła się animacji i była zaskoczona, kiedy krytycy przyznali jej główną nagrodę na festiwalu w Oberhausen. Publiczność była mniej zachwycona. Bo filmy Brillowskiej mogą wzbudzać skrajne emocje. Artystka oscyluje gdzieś pomiędzy kiczem, prowokacją, obscenicznością i niesmakiem. Ale równocześnie porusza takie tematy jak emigracja (Grabowski), wpływ techniki i mediów na życie codzienne (Komórkowy przepis) czy miejsce seksu we współczesnym świecie (Porno Karaoke International).



Brillowska jest też malarką i poetką. Stworzyła tzw. „Films for poems”- jednominutowe ilustracje wierszy. Jej drugi od 10 lat pełnometrażowy film Diabelskie dzieci jest adaptacją prozy takich autorów jak Manuela Gretkowska, Edward Limonow czy Stefan Beus, zawarte w sześciu 15-minutowych epizodach. Tematem są małe dzieci, które mordują swoich rodziców. Artystka porównała ten projekt do mini-serialu rodzinnego.

Co sądzicie o jej twórczości?

Jeżeli chcielibyście zobaczyć więcej filmów jej autorstwa, polecam stronę www.mariolabrillowska.org


wtorek, 24 września 2013

Animowane wtorki: Animacja brytyjska i japońska


Początków animacji brytyjskiej należy doszukiwać się w latach 80 XX wieku. Wtedy to twórcy zaczynali od produkcji reklam i bajek dla dzieci. Najstarszy animowany film brytyjski, Kreacja artystyczna został nakręcony w 1901 roku. Do późniejszego rozwoju tej dziedziny przyczynił się nowo powstały kanał telewizyjny Channel 4, który wspierał nieznanych i niedocenianych twórców spoza głównego nurtu. Jak się później okazało, stanowisko CH4 miało ogromny wpływ na rozwój współczesnej animacji brytyjskiej. 

Gościem Animatora 2009 była Jayne Pilling, dyrektor Brytyjskich Nagród Animacji, która podzieliła filmy na trzy zestawy. W pierwszym z nich zostały zaprezentowane takie dzieła jak Piaskowy dziadek (1992) Paula Berry. Jest to klasyczna animacja lalkowa na podstawie utworu Hoffmana, w pełni oddająca grozę oryginału. 



Na szczególną uwagę zasługuje film A jak autyzm Tima Webba, gdzie ludzie dotknięci tą chorobą aktywnie uczestniczyli w tworzeniu dzieła. Film pozwala spojrzeć na świat z perspektywy osoby autystycznej. A na koniec film bardzo zabawny, aczkolwiek pełen poważnych aspektów: Body beautiful Joanny Quinn. Akcja toczy się w Walii, gdzie w 1970 roku upadł przemysł górniczy, a Japończycy wykupili fabryki. Beryl, pracownica jednej z takich fabryk za wszelką cenę pragnie pozbyć się nadwagi. 



Pokaz japońskiej animacji eksperymentalnej wzbudził bardzo duże zainteresowanie wśród festiwalowej publiczności. Fani mangi i anime tłumnie zawitali do Kina Muza, aby zobaczyć dzieła, które wpłynęły na rozwój współczesnej sztuki japońskiej. Pomimo, że te skrajnie rożne nurty miały wspólny początek, okazało się, że japońska animacja eksperymentalna nie ma nic wspólnego z Czarodziejką z księżyca

Wszystko zaczęło się ok. 700 lat temu, kiedy powstał zwój zawierający scenki rodzajowe z udziałem ludzi i zwierząt. Uznaje się go za pierwszą japońską animację, która przez lata rozwijała się jako sztuka dla dzieci. Należy rozróżnić dwie grupy japońskich filmów animowanych: anime i animation, których historia łączy się w 1960 roku. Wtedy właśnie powstały takie filmy jak Astro Boy czy Speed Racer

www.tvtropes.org

Pierwsza grupa filmów czyli anime to komercyjne historie tworzone przez dwa główne studia animacji. Są to filmy telewizyjne, należące do głównego nurtu. Pokaz na Animatorze 2009 miał na celu ukazanie innej strony animacji japońskiej. Pełnej minimalizmu i formalizmu, przeciwnej animacji amerykańskiej - organicznej, intymnej, osobistej. Widzowie przekonali się o tym oglądając takie filmy jak Moje filmowe melodie Junichi Okuyama, Atman Toshito Matsumoto czy Thunder Tokashi Ito.


środa, 4 września 2013

Animowane wtorki: Bracia Quay

Dzisiaj Animowany Wtorek jest w środę, ale myślę, że wybaczycie mi to małe opóźnienie.
Zachęcam Was także do głosowania w sprawie całego cyklu o animacji. Chciałabym się dowiedzieć czy ten temat jest dla Was ciekawy i jeżeli macie jakieś uwagi czy sugestie to proszę o kontakt.

Timothy i Stephen Quay to kultowe postaci dla filmu animowanego. Po obejrzeniu ich retrospektywy podczas Animatora 2008, sam pan Witold Giersz określił ich „mistrzami tworzenia nastroju”. Ci ekscentryczni bliźniacy w swoich projektach sięgają do tradycji animacji wschodnioeuropejskiej, inspirując się twórczością między innymi Franza Kafki czy Brunona Schulza. 

I taki właśnie jest film Instytut Benjamenta - oniryczny, poetycki, pełen przenośni i niedopowiedzeń. Scenariusz filmu powstał na podstawie powieści szwajcarskiego pisarza Roberta Walsera Jakob von Gunten. Do Instytutu Benjamenta, szkoły dla służących prowadzonej przez rodzeństwo Lisę i Johannesa Benjamenta, wstępuje Jakob von Gunten. Nauka w Instytucie oznacza poddanie się osobliwym i ścisłym prawom i rytuałom. Jakob musi też poradzić sobie z oczekiwaniami, które stawiają mu piękna Lisa i jej dominujący brat. Wzajemne fascynacje tych trojga burzą ład ustalony w Instytucie. 





Oprócz takich filmów jak Instytut Benjamenta czy Stroiciel trzęsień ziemi Bracia Quay stworzyli wiele oryginalnych filmów krótkometrażowych. In Absentia (2000) jest historią kobiety bezustannie piszącą ten sam list wiecznie łamiącym się ołówkiem. Film został zadedykowany „E.H., która przebywała w domu dla obłąkanych, skąd pisała listy do męża”. Najbardziej znany film lalkowy Braci Quay Ulica krokodyli (2000) na podstawie książki Brunona Schulza, został zaliczony do grupy najlepszych animacji wszech czasów. The unnameable little broom (The epic of Gilgamesh) (1985) jest bardzo skróconą wersją eposu o Gilgameszu, który w filmie Braci Quay jest groteskowym dzieckiem, bezwzględnym despotą, jeżdżącym na rowerze z trzema kołami, bezustannie patrolującym swój teren. Kompozytorem muzyki do filmów Braci był Polak Leszek Jankowski. Bracia podkreślali jak ważna jest dla nich współpraca z Leszkiem oraz muzyka, którą tworzy do ich filmów. „Muzykę darzymy ogromnym zaufaniem. Pracę nad większością filmów animowanych rozpoczynamy od muzyki. Tak nam się najlepiej pracuje. Pozwalamy muzyce prowokować i kształtować obraz. Przemawianie wewnętrznym językiem muzyki umożliwia ujawnianie ukrytych tajemnic.” 




Inwentorium śladów to produkcja na podstawie Maski Stanisława Lema, a jej premiera odbyła się w styczniu 2010. Inwentorium śladów to opowieść o Janie Potockim, a w sumie śladach, które zostawił po sobie na zamku w Łańcucie. Bracia Quay, dla których Europa Środkowa jest źródłem inspiracji, od razu zafascynowali się postacią Jana Potockiego, twórcy Rękopisu znalezionego w Saragossie. W filmie Inwentorium śladów pragnęli złożyć mu hołd i ukazać zamek z perspektywy tego enigmatycznego podróżnika. Przez okna zamkowych komnat wpada światło księżyca, a przedmioty, w dzień oglądane przez zwiedzających, w nocy zaczynają żyć własnym życiem. Inwentorium śladów to nowy kierunek w twórczości braci Quay- wizualna dokumentacja w oparciu o autentyczne przedmioty, gdyż bracia nie tworzyli lalek i dekoracji. Tak samo było z o wiele starszym filmem The Phantom Museum. Film ten został zrealizowany na prośbę Wellcome Trust i miał na celu ukazanie największej na świecie kolekcji kuriozów medycznych zebranej przez Henry’ego Wellcome’a (1853-1936).



Tekst pierwotnie ukazał się na stronie:
http://www.film.gildia.pl/imprezy/animator/2008/relacja


wtorek, 27 sierpnia 2013

Animowane wtorki: Bill Plympton

www.vimeo.com
Bill Plympton to urodzony w Portland twórca komiksów, animacji, reżyser i ilustrator. Jego projekcje zdobywały laury w Cannes (Push Comes to Shove 1991), a jeden z jego pierwszych filmów Twoja Twarz przyniósł mu nominację do Oscara'88 w kategorii najlepszego krótkometrażowego filmu animowanego. Film Idiots and Angels był pokazywany jedynie na festiwalu w Annecy, więc w Poznaniu podczas Animatora 2008 była to dopiero druga projekcja. Towarzyszyła jej producentka filmu Plymptona, Biljana Labovic. Swoistą rozgrzewką przed filmem był 5-minutowy film Hot Dog (2008), kontynuacja filmów Guard Dog (2004) i Guide dog (2006), które opowiadają o losach pewnego chętnego do pomocy psa, który za każdym razem pakuje się w tarapaty.








www.plymptoonstore.com
Idiots and Angels to czarna komedia opowiadająca o człowieku, który pewnego dnia budzi się ze skrzydłami na plecach i robi wszystko, aby się ich pozbyć. Praca nad filmem Idiots and Angels trwała 3 lata, 15 osób pracowało nad projektem, który zawiera 25,000 rysunków Billa Plymptona. Z racji tego, że film jest bez dialogów, bardzo ważną rolę odgrywa muzyka. Pierwotnie miała być to muzyka Moby’ego, ale okazało się, że nie pasuje do atmosfery filmu - ponurej, ciemnej, „barowej”. Kompozycje Toma Waitsa zdawały się być idealne. Waits zgodził się udostępnić swoją muzykę po rozmowie z dobrym znajomym Billa, Jimem Jarmuschem oraz po obejrzeniu filmu. Rzeczywiście, muzyka idealnie komponuje się z ideą filmu, mówiącą o tym, że w każdym z nas drzemie coś dobrego i coś złego, i jak sam reżyser podsumował swój film, każdy ma w sobie coś z idioty.

U Plymptona najbardziej spodobała mi się charakterystyczna kreska, poczucie humoru i dystans do otaczającego nas świata.








wtorek, 20 sierpnia 2013

Animowane wtorki: Pionierzy animacji

Zapraszam na drugą odsłonę cyklu "Animowane wtorki". Dziś skupimy się na kilku ważnych artystach, do których na początku XX wieku należał świat animacji. Bez ich wkładu w tę dziedzinę sztuki filmowej współczesna animacja nie byłaby taka sama. To artyści, którzy na przekór panującym ówcześnie trendom postanowili stworzyć coś nowego dla X Muzy. Ich dokonania nadal wzbudzają podziw i są źródłem inspiracji.

www.animator-festival.pl
Julian Pappé mając 27 lat wyjechał z Polski do Paryża, gdzie założył własne studio lalkowe Magic-Films. Zrealizował wiele krótkometrażowych autorskich filmów animowanych. Tworzył również filmy eksperymentalne i dokumentalne. Współpracował z awangardowymi twórcami filmu francuskiego takimi jak Francois Truffaut, Louis Malle czy Jean-Luc Godard. W 1979 wraz z Janem Lenicą zrealizował długometrażowy film animowany Król UbuPappé wykorzystując swoje techniczne doświadczenia, wymyślił sposób na zapisywanie starych klatek filmowych na taśmie 35 mm, na co poświęcił ostatnie 15 lat swojej działalności. W ten sposób udało mu się ocalić pierwsze filmy Emila Reynauda jak Teatr optyczny z 1877 roku oraz Biedny Piotruś z 1893, czy filmy takich pionierów animacji jak Éttiene-Jules Marey czy George Demenya. Wśród filmów Juliana Pappé znalazły się takie filmy jak Zosia i gamy (1964), Papierowy ptaszek (1961), Chłopiec ze stawu (1963), Geneza biustu (1965) oraz Śpiew pieska (1975). 

www.mubi.com
Władysław Starewicz jest określany jako pionier animowanego filmu lalkowego i odkrywca metody poklatkowej (1919). Z zamiłowania entomolog, używał uśpionych żuków jako „aktorów” w swoich filmach, na przykład w pierwszym w historii filmie lalkowym Piękna Lukanida (1912). W jego dorobku znalazły się takie filmy lalkowe jak Stary lew (1932), Szczurze miasto i szczurza kraina (1926), Maskotka (1933) oraz Królowa motyli (1927). Każdy jest filmem niesamowitym i ukazuje Starewicza jako rzeczywistego pioniera animacji. Dzięki jego wynalazkowi techniki poklatkowej możliwe było stworzenie takiego filmu animowanego jak Piotruś i wilk.




www.cinelatinotrieste.org
Gabriele Zucchelli stworzył film Quirino Cristiani. The mystery of the first animated movies na podstawie jedynego, niedawno odkrytego wywiadu z twórcą wczesnej włoskiej animacji Quirino Cristianim. Reżyser ukazuje go jako nonkonformistycznego twórcę, wiernego swoim zasadom, który nie raz naraził się władzom Argentyny, do której emigrował jako dziecko. W swoich filmach często uciekał się do satyry na ówczesną sytuację polityczną i właśnie dzięki takiemu filmowi jak El Apostol (1917) czy Bez śladu zyskał rozgłos. W pierwszym z nich ukazuje argentyńskiego prezydenta Yrigoyena jako apostoła, który udaje się na Olimp, aby prosić Jowisza o pioruny, którymi mógłby zaprowadzić porządek w Buenos Aires. Bez śladu był filmem zbyt kontrowersyjnym, który mógł zaszkodzić stosunkom argentyńsko-niemieckim, więc został skonfiskowany przez władze, a jego tytuł przesądził o jego losie, gdyż faktycznie zniknął bez śladu. 

Nie chcąc więcej ryzykować, Cristiani przerywa prace nad swoim pierwszym dźwiękowym filmem pełnometrażowym z 1928 Peludopolis, który miał być kolejną satyrą na argentyńskiego prezydenta. Zucchelli ukazuje Cristianiego jako twórcę, który pogodził się z tym, że za życia jego twórczość była niedoceniania. Był osobą o radosnym usposobieniu, spędzając większość czasu ze swoją rodziną. Zapalony wegetarianin i naturysta. W tej dziedzinie też podobno był pionierem. Do końca zachował wigor i radość życia. Film-pomnik o Włochu z małego miasteczka który odmówił Disneyowi.




www.wikipedia.org
W roku 2008 obchodzone było 100-lecie powstania pierwszego animowanego filmu z fabułą Fantasmagorie. Z tej okazji Filmoteka Narodowa przygotowała unikalny pokaz filmów Émile Cohl'a, który jest twórcą pierwszej kolorowej animacji, pierwszej animowanej reklamy, pierwszego animowanego filmu opartego na satyrycznym scenariuszu swojego autorstwa. Powołał do życia pierwszego animowanego bohatera – Fantoche. Jego dokonania były źródłem inspiracji m. in. dla Walta Disney’a i Normana McLarena i wpłynęły znacząco na rozwój światowej animacji. Co najważniejsze, Cohl podniósł animację do rangi sztuki i nadał jej poetycki sens. Wśród filmów stworzonych prze Cohle'a znalzały się: Fantasmagorie (1908), Dramat u Fantoche’ów (1908), Komiczne generacje (1908), Matrymonialne buty (1908), Sprawy sercowe (1909), Binetoskop (1910) czy Malarz neoimpresjonista (1910).





Ten tekst pierwotnie ukazał się na portalu Gildia.pl: 


wtorek, 13 sierpnia 2013

Animowane wtorki: Mariusz Wilczyński

Kochani! Od teraz na blogu In the Deep Blue Sea wtorki będą poświęcone animacji. Co tydzień będziecie mogli poczytać o wybitnych twórcach oraz filmach, które tworzą współczesny kanon animacji polskiej i światowej. No to zaczynamy!




Mariusz Wilczyński, animator-samouk, fan Petera Greena, pierwszy polski autor filmów animowanych, który miał swoją indywidualną retrospektywę w prestiżowym Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Tam też odbyła się światowa premiera pełnometrażowego filmu Kizi Mizi. Podczas Animatora 2008 udało mi się zamienić z panem Wilczyńskim kilka słów. Artysta stwierdził, że sam jeszcze do końca nie wie, jak to się stało, że jego twórczość znalazła się w MoMie. „To tak jakby teraz zadzwonił do pani Brad Pitt i zaprosił na kawę!”. W ramach festiwalu Animator 2008 miała także miejsce retrospektywa filmów Wilczyńskiego, gdzie widzowie mieli okazję obejrzeć miniatury będące fragmentami autorskiej animowanej oprawy TVP Kultura oraz filmy animowane takie jak Niestety (2004), Wśród nocnej ciszy (2000) czy Śmierć na pięć (2002) będący dla twórcy szczególnie ważnym filmem, gdyż w trakcie rysowania tego filmu nagle zmarł kompozytor i wykonawca piosenki Grzegorz Ciechowski.

 Zapraszam do lektury!

Małgorzata Lewandowska: W piątek z okazji cyklu Animacja i Muzyka będzie miał miejsce performance z pana filmami oraz muzyką na żywo Fisz/ Emade/ Tworzywo. Będzie to pierwsza pana współpraca z tymi artystami. Dlaczego akurat oni?
Mariusz Wilczyński: Tak, tak, to będzie pierwszy pokaz z Fiszem i z Emade. Są świetni! Młodzi, inteligentni, wrażliwi, oryginalni, nie idą za owczym pędem. Ja zawsze staram się zapraszać do moich projektów takich muzyków. W przeszłości to był Tomasz Stańko, Pink Freud z takich młodych zespołów, a teraz Fisz i Emade.


ML: Czy jest jakaś część festiwalowego programu, która pana szczególnie zainteresowała? Jakaś retrospektywa, jakiś pokaz filmów?

MW: Ja uważam, że ten festiwal jest w ogóle fantastyczny, bo pierwszy raz, nie chcę mówić przeciwko innym festiwalom, ale tu się ma poczucie, że jest się na festiwalu światowym. Można zobaczyć retrospektywy najlepszych twórców, można spotkać na przykład pana Kowalowa, na którego wczoraj byłem retrospektywie i to jest absolutne mistrzostwo świata. Taki zjazd gości, wybitnych twórców z zagranicy, z całego świata. Zaraz przyjadą Bracia Quay, zaraz przyjedzie Zbyszek Rybczyński. Tak powinno być, aż dziwne, że takiego festiwalu nie było. Myślę, że to jest w ogóle świetny pomysł, że Poznań. Ja tu do Poznania kiedyś jeździłem, bo tutaj kiedyś mieszkał i żył mój tata. I teraz jak przyjechałem do Poznania to w ogóle oczy otwieram! To tak samo jak Wrocław - to jest też miasto, które najpiękniej się zmienia. Ja mam tylko taką nadzieję, że to się uda utrzymać. Bo naprawdę, niestety duża część festiwali w Polsce jest skażona jakimś prowincjonalizmem, to znaczy jak w jednym mieście jest organizowany festiwal, to wiadomo jak w banku, że artyści z tego miasta zwyciężą. Tak jest w Krakowie, niestety w tym roku tak samo było w Łodzi. Mówię niestety, bo z Łodzią jestem związany, tam się urodziłem, wiele lat mieszkałem. Teraz pracuję w łódzkiej filmówce, zresztą z Piotrkiem Dumałą i Markiem Skrobeckim. Ale tak niestety w tym roku było na festiwalu. I te festiwale staczają się wtedy w prowincjonalizm, zaściankowość. A tutaj jest po prostu inny oddech! Wczoraj jadłem na przykład obiad i siedział obok pan Witold Giersz. Boże! Przecież to jest legenda animacji! I siedział sobie obok Krzysiek Knittel i przysiadł się do nas Żmudzki, i potem przyszedł do nas pan Żmudziński i na to wszystko przyszedł Marcin Giżycki! Ci ludzie się zmieniają, a obok siedział właśnie Kowalow. I o to chodzi, że my się spotykamy, wymieniamy się myślami. Rewelacja, jestem zachwycony!

ML: I jeszcze ten duch Borowczyka, Lenicy…
MW: No dokładnie! Nie jest tu taka wymuszona atmosfera, napięta, tylko wszystko na luzie. Super!

ML: A czy jest jeszcze jakiś artysta, na spotkanie z którym pan czeka, oprócz wspomnianego Igora Kowalowa?
MW: Ja mam trochę taką filozofię, że staram się dosyć mało oglądać i to nie jest gest przeciwko żadnemu konkretnemu artyście, tylko taka moja filozofia wynikająca z tego, że ponieważ jestem samoukiem w animacji i tworzę, na ile to możliwe w dzisiejszych czasach, ale w izolacji. I teraz się czuję na tyle silny, że nie wydaje mi się, żeby jakiś artysta mógł przestawić mi coś w głowie jeżeli chodzi o mój świat. Chodzę, ale nie na za wiele pokazów, ale codziennie jestem na dwóch pokazach, co i tak wystarczy. Z tego co widziałem zrobił na mnie wrażenie właśnie wczoraj pan Kowalow. To widać, że to jest mistrz Piotra Dumały. To jest naprawdę artysta wielkiego kalibru, który rzadko robi film, co parę lat. To są perły i wczoraj te perły można było zobaczyć i można było z reżyserem pogadać. Super!

Wywiad pierwotnie ukazał się na stronie:



poniedziałek, 29 lipca 2013

"Consuming Spirits" reż Chris Sullivan

Festiwal Filmów Animowanych odbył się w tym roku w Poznaniu już po raz szósty! Nie wierzę jak ten czas leci, ale cieszę się, że byłam z Animatorem od samego początku. Festiwal ruszył w 2008, a ja miałam wtedy wielki zaszczyt i przyjemność relacjonować przebieg Festiwalu dla portalu Gildia.pl. To był niesamowity czas! Udało mi się przeprowadzić wywiad z Mariuszem Wilczyńskim, rozmawiać z panem Witoldem Gierszem, no i oczywiście obejrzeć tuziny niesamowitych filmów polskich, jak i zagranicznych twórców. Jeżeli dla kogoś animacja to tylko Disney, Pixar i Cartoon Network, nie wie, co traci i koniecznie musi przyjechać do Poznania, aby zmienić zdanie.

W tym roku obejrzałam zwycięski film pełnometrażowy Consuming Spirits i to skłoniło mnie do napisania tego, jakże sentymentalnego posta.




Film jest kroniką życia trzech osób mieszkających w miasteczku Magguson, które pracują dla lokalnej gazety. Gentian Violet, Victor Blue i Earl Gray zdają się być dobrymi znajomymi, ale okazuje się, że mają za sobą diaboliczną przeszłość, związaną z interwencją służb socjalnych i domem dziecka. W filmie są trzy różne warstwy wizualne: papierowe rysunki oddają wspomnienia bohaterów, wycinanki ukazują czas obecny, a modele w odpowiedniej skali ukazują krajobraz. 
www.animator-festival.pl


Chris Sullivan zdaje się mówić, że consuming spirits (ang. spożywanie alkoholu) było główną przyczyną rozpadu rodziny i późniejszych tragicznych wydarzeń. Zagubieni bohaterowie próbują za wszelką cenę odnaleźć się w dorosłym życiu, ale przeszłość dosięga ich na każdym kroku. Autor łączy dziecięce wspomnienia i ponurą teraźniejszość w gorzką, bardzo smutną całość.

Swoistym leitmotivem filmu jest postać jelenia, który może być symbolem małżeńskiej zdrady, ale też rozpaczy i wolności. Film nie jest łatwy w odbiorze. Trwa 2 godziny i przez cały ten czas praktycznie nic się nie dzieje, a akcja toczy się niespiesznie. Consuming Spirits zasiał we mnie pewien rodzaj smutku, ponieważ historie w nim pokazane mogły przydarzyć się każdemu. Sullivan swoim filmem tylko potwierdza, że człowiek nie jest w stanie oderwać się od przeszłości. Ona towarzyszy nam przez całe życie, aby znienacka porwać nas w swoje mgliste odmęty. Consuming Spirits nikogo nie pozostawi obojętnym.


CONSUMING SPIRITS / CHRIS SULLIVAN / 2013 /125’



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...