Zarys dziejów traktora po ukraińsku, bo tak brzmi polski tytuł, to książka, która wciąga od pierwszych stron. Dwie siostry, Nadia i Vera dowiadują się, że ich wiekowy ojciec ma zamiar poślubić imigrantkę z Ukrainy, Walentynę. Nie wierzą w szczerość intencji kobiety, która de facto, jest gotowa na wszystko, aby ułożyć sobie życie w „luksusowym” Zachodnim świecie. Siostry nie są wolne od uprzedzeń do samych siebie, do swojego ojca i całej rodziny, która tak jak teraz Walentyna, zaczęła szukać szczęścia na angielskiej prowincji tuż po wojnie. Siostry będą musiały zawiesić broń i połączyć siły, aby pozbyć się „obcej”, co okaże się trudniejsze niż się tego spodziewają.
Autorka, Marina Lewycka, nie raczy nas niesamowitymi zdarzeniami, bohaterami, czy miejscem akcji. Co jest urzekające, to właśnie „normalność” tej książki. Mamy obraz imigrantów, którzy zdążyli zaklimatyzować się w nowym świecie, ale pamięć o przeszłości, wojnie i komunizmie, nie jest czymś, co można zostawić za wschodnia granicą. Bagaż doświadczeń dziadków, rodziców i samych sióstr tworzy obraz ich tożsamości.
Postać ojca, ukraińskiego inżyniera, zasługuje na szczególną uwagę. Jego lekkomyślność i oderwanie od rzeczywistości nieraz pakowały cała rodzinę w kłopoty. Fascynacja Walentyną, kobietą surową, fałszywą i niemoralną, pozwala mu na przeżycie ponownej młodości i zapomnienie o zbliżającym się schyłku życia.
Oprócz rodzinnych perypetii, mamy także dzieje traktora, o którym z pasją rozpisuje się stary inżynier. Dowiadujemy się również ile tajemnic, kryje każda rodzina, a ich odkrywanie nie zawsze niesie za sobą coś dobrego. Wzruszającą i ciepła lektura. Polecam.
Moja ocena: 8/10
Tytuł: Zarys dziejów traktora po ukraińsku
Tytuł oryginalny: A Short History of Tractors in Ukrainian
Autor: Marina Lewycka
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Penguin Books, London 2006