piątek, 30 marca 2012

Początki

Czy początki zawsze są takie trudne?
Nie mam czasu na pisanie, czytanie czy oglądanie filmów. 
Paczka na wymianę nadal nie zrobiona, a książki z wyzwania leżą odłogiem.
Cały czas rozmyślam i się martwię.
Na początku zawsze jest najtrudniej.
Trzeba tylko wziąć się w garść i przetrwać.
 I z uśmiechem witać każdy dzień.
Nieważne jak ciężki.
Potem już będzie tylko lepiej.

środa, 21 marca 2012

Autor Widmo

Książki są niesamowitym wynalazkiem ludzkości. Dzięki nim przenosimy się do innego świata i możemy żyć życiem innych. Ale niektóre książki mogą mieć na nas zabójczy wpływ. Roman Polański poruszył to zagadnienie w filmie Dziewiąte Wrota, a teraz wraca do niego w Autorze Widmo.

Młody pisarz (Ewan McGreggor) zostaje wynajęty, aby dokończyć pracę nad wspomnieniami byłego premiera Wielkiej Brytanii Adama Langa (Pierce Brosnan), ponieważ jego poprzednik Michael McAra zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Duch, ponieważ nie poznajemy jego imienia, udaje się na wyspę, gdzie mieszka premier razem ze swoja żoną, grupą asystentek i ochroniarzy. Zaczyna pracę nad manuskryptem i daje się wciągnąć w szereg tajemniczych zdarzeń. Jednak Duch zrobi wszystko, aby nie pójść w ślady swojego poprzednika.

Polański po mistrzowsku dawkuje napięcie, a muzyka Alexandra Desplat tylko dodaje uroku wydarzeniom na ekranie. W efekcie, mamy dobrze zrobiony thriller ze znakomita obsadą, w którym zakończenie zaskoczy nie jednego widza. Dla mnie jedynym minusem filmu była polityka, która w dosyć zagmatwany sposób przewija się przez film. Powieść Roberta Harrisa The Ghost była inspiracją dla Polańskiego, a więc może tam należałoby szukać wyjaśnienia niektórych kwestii politycznych. Pomimo tego, film z pewnością wart obejrzenia. Polecam.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Autor Widmo
Tytuł oryginalny: The Ghost Writer
ReżyseriaRoman Polański
Występują: Ewan McGreggor, Pierce Brosnan
Czas trwania: 2:08
Premiera polska: 19.02.2010

wtorek, 20 marca 2012

"A short history of tractors in Ukrainian" Marina Lewycka

Zarys dziejów traktora po ukraińsku, bo tak brzmi polski tytuł, to książka, która wciąga od pierwszych stron. Dwie siostry, Nadia i Vera dowiadują się, że ich wiekowy ojciec ma zamiar poślubić imigrantkę z Ukrainy, Walentynę. Nie wierzą w szczerość intencji kobiety, która de facto, jest gotowa na wszystko, aby ułożyć sobie życie w „luksusowym” Zachodnim świecie. Siostry nie są wolne od uprzedzeń do samych siebie, do swojego ojca i całej rodziny, która tak jak teraz Walentyna, zaczęła szukać szczęścia na angielskiej prowincji tuż po wojnie. Siostry będą musiały zawiesić broń i połączyć siły, aby pozbyć się „obcej”, co okaże się trudniejsze niż się tego spodziewają.

Autorka, Marina Lewycka, nie raczy nas niesamowitymi zdarzeniami, bohaterami, czy miejscem akcji. Co jest urzekające, to właśnie „normalność” tej książki. Mamy obraz imigrantów, którzy zdążyli zaklimatyzować się w nowym świecie, ale pamięć o przeszłości, wojnie i komunizmie, nie jest czymś, co można zostawić za wschodnia granicą. Bagaż doświadczeń dziadków, rodziców i samych sióstr tworzy obraz ich tożsamości.

Postać ojca, ukraińskiego inżyniera, zasługuje na szczególną uwagę. Jego lekkomyślność i oderwanie od rzeczywistości nieraz  pakowały cała rodzinę w kłopoty. Fascynacja Walentyną, kobietą surową, fałszywą i niemoralną, pozwala mu na przeżycie ponownej młodości i zapomnienie o zbliżającym się schyłku życia.

Oprócz rodzinnych perypetii, mamy także dzieje traktora, o którym z pasją rozpisuje się stary inżynier. Dowiadujemy się również ile tajemnic, kryje każda rodzina, a ich odkrywanie nie zawsze niesie za sobą coś dobrego. Wzruszającą i ciepła lektura. Polecam.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Zarys dziejów traktora po ukraińsku
Tytuł oryginalny: A Short History of Tractors in Ukrainian
Autor: Marina Lewycka
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Penguin Books, London 2006

czwartek, 15 marca 2012

Polowanie na czarownice

Nicolas Cage wybitnym aktorem jest. Wszyscy o tym wiedzą. Ale czy na pewno? Może jest on po prostu aktorem popularnym, który gra w dwóch filmach w ciągu roku i cały czas potwierdza, że grać nie przestanie. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie jakość filmów z jego udziałem, która według mnie z roku na rok maleje. Myślę, że na palcach jednej ręki można by zliczyć dobre filmy z Nicolasem Cagem, gdzie rola wymagałaby czegoś więcej, niż jednej miny i jednego uśmiechu, a scenariusz zapewniał widzowi nie tylko podstawową rozrywkę.

Kolejnym filmem do pokaźnej kolekcji tych nieudanych zalicza się Polowanie na czarownice. Reżyser Dominic Sena ukazuje losy dwóch krzyżowców-dezerterów, Behmana (Nicolas Cage) i Felsona (Ron Perlman) którzy buntując się przeciwko Kościołowi nie chcą już zabijać  niewiernych. Ale Kościół ma dla nich kolejne zadanie, które wymaga większej odwagi, niż śmierć na polu bitwy. Muszą przewieźć do klasztoru kobietę posądzoną o czary i wybuch epidemii, aby tam mogła zostać osądzona i ukarana. Nikt ze śmiałków nawet nie przypuszcza, że ta wyprawa to tylko początek niekończącej się walki dobra ze złem.

Pomysł na film był interesujący, ale przewidywalność scenariusza psuje końcowy efekt. Jeżeli twórcy chcieli umieścić w filmie jakieś przesłanie na temat wiary i religii to kompletnie im się nie udało. Mamy przyziemną rozrywkę o demonach i rycerzach, mamy też „czarną śmierć” i jej ofiary, krucjaty i Kościół „polujący na czarownice”. Mamy także Cage’a- rycerza. To już wolałam Cage’a- czarnoksiężnika. Jedynie Claire Foy jako opętana dziewczyna i Ron Perlman jako Felson przekonali mnie do swoich postaci. Reszta wypada sztucznie i trochę na pokaz. Szkoda historii, która mogłaby zostać inaczej opowiedziana. Ale pana Cage’a nadal darzę wielka sympatią i pomimo wszystko obejrzę kolejny film z jego udziałem. Może będzie lepszy.

wtorek, 13 marca 2012

Jack i Jill


Przyznam, że naprawdę chciałam zobaczyć ten film ze względu na Adama Sandlera. Ma on ten wyjątkowy talent, że wystarczy na niego spojrzeć, a na twarzy uśmiech sam się maluje. Uznałam z góry, że film na pewno będzie śmieszny, tak jak 50 pierwszych randek Petera Segala czy Mr. Deeds-Milioner z przypadku Stevena Brilla. Filmy te może nie przedstawiają dużych walorów artystycznych, ale są naprawdę zabawne. Niestety podczas seansu najnowszego filmu Dennisa Dugana uśmiech się pojawiał, ale był to wyraz politowania. Najwyraźniej niektóre Złote Maliny nie są przyznawane na próżno.

Sandler wcielił się w podwójną rolę bliźniaków, Jacka i Jill. Brat ułożył sobie życie, ma rodzinę i dobrą pracę. Jego siostra Jill nadal szuka księcia z bajki, a przy okazji robi wielkie zamieszanie wszędzie, gdzie tylko się pojawi. Kto by pomyślał, że jej potencjalnym księciem może być nikt inny, ale sam Al Pacino!

I od tego momentu żarty się kończą. Rola Pacino to jakaś żenująca karykatura. Mamy Makbeta, Don Kichota czy fragment Człowieka z blizną, ale widz nie przestaje się zastanawiać dlaczego Pacino przyjął rolę w takim filmie i na dodatek wyszła z tego tak wielka groteska. Katie Holmes jako żona Jacka jest niemal przezroczysta, jakby wyjęta z innej bajki. Sandler w roli Jill nie jest zabawny, a na jego/jej wybryki widz patrzy z politowaniem. 

Przez to cała fabuła gdzieś nam umyka. W sumie to nieważne przez jakie perypetie przechodzą bohaterowie, bo jak już facet przebiera się za babę to sukces murowany. Niestety nie w tym przypadku. Jedynie epizod z Johnnym Deppem jest wart obejrzenia. Reszta- strata czasu.

wtorek, 6 marca 2012

"Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania"

Jurka Owsiaka chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Przystanku Woodstock, TV Kręcioła czy programu Róbta co chceta. Jednym słowem: człowiek-orkiestra. Dosłownie i w przenośni. Jego najnowsza książka opowiada o tym jak do tego doszło, że w tak ponurym kraju jak Polska raz w roku wybucha zbiorowa euforia, czyli orkiestrowy finał.

Książka Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania to luźna opowieść o tym, co udało się do tej pory osiągnąć fundacji WOŚP, komu pomóc i co kupić za zebrane pieniądze. Owsiak ze znaną sobie zwadą i pewną dozą chaosu tworzy swoiste kalendarium i wspomina w nim o wszystkich ważnych przedsięwzięciach i sztabie ludzi, którzy to wszystko organizują. Z wielką dokładnością opisuje wszystkie kolejne finały i wiele innych znaczących akcji zorganizowanych przez Fundację, począwszy od roku 1986 i swojej audycji w Rozgłośni Harcerskiej. Wszystko uzupełnione barwnymi zdjęciami i kolorowa grafiką, typową dla ducha Orkiestry.

Choć czasem można się pogubić w chaosie wydarzeń, postaci, dat i ilości zebranych pieniędzy, książka ta pokazuje, że wszystko jest możliwe jeżeli dążymy do tego z uporem i determinacją, nie przejmując się głosami krytyki.
 Róbta co chceta nie jest peanem na cześć Jurka Owsiaka, wręcz przeciwnie. On nie prosi, aby mu dziękować, nie chce pochwał i „pomników”. Uważa, że po prostu tak trzeba. I organizuje kolejny Finał. Radość przebadanych dzieci i wdzięczność ich rodziców jest największym wynagrodzeniem. A to wszystko „Made in Poland”.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania
Autor: Jurek Owsiak
Ilość stron: 525
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011

czwartek, 1 marca 2012

Rękopis znaleziony w Saragossie

Są takie filmy, które pomimo upływu lat nadal ogląda się z wielkim zainteresowaniem. Większość z nich to ponadczasowe klasyki, bez których historia kina byłaby zdecydowanie uboższa. Do takich filmów zalicza się Rękopis znaleziony w Saragossie Wojciecha Jerzego Hasa z 1964 roku. Niedawno odrestaurowana cyfrowo kopia to wielka gratka dla miłośników przygód głównego bohatera, które stały się jeszcze bardziej nieprawdopodobne i tajemnicze.

Film jest adaptacją obszernej książki hrabiego Jana Potockiego, którego samo życie stało się przedmiotem badań i wielu domysłów. Żyjący na przełomie VIII i XIX wieku Potocki połączył w swoim najsławniejszym dziele filozofię doby Oświecenia, religię, kabałę, magię i naukę. Rękopis to tak zwana powieść szkatułkowa, gdzie jedna historia zawiera się w następnej, a ta znowu w kolejnej. Akcja książki rozgrywa się w ciągu 66 dni, a czytelnik poznaje 33 historie (każda liczba w powieści jest uzasadniona kabalistycznie), opowiadane przez różnych bohaterów. Łącznikiem między opowieściami jest kapitan gwardii walońskiej, Alfons van Worden.

Rękopis znaleziony w Saragossie to niemałe wyzwanie dla twórcy filmowego. Patrząc z perspektywy czasu Has poradził sobie znakomicie, tworząc dzieło niebanalne i nadal intrygujące. Zdecydował się przenieść na ekran tylko 10 historii zawartych w oryginale i ujednolicić występujących tam bohaterów. Jednak nie obeszło się bez głosów krytycznych. Według nich filmowa adaptacja nie przekazuje filozofii zawartej w książce Potockiego, ukazuje jedynie nikłe refleksy światopoglądu autora. Kolejnym punktem spornym był wybór aktora odtwarzającego rolę van Wordena. Także dla niektórych użycie w filmie Ody do radości Beethovena było kompletnym faux pas, ponieważ utwór ten został skomponowany dopiero 10 lat po wydaniu powieści.

W swoim czasie te krytyczne głosy mogły przemawiać do rozsądku, ale kto teraz wyobraża sobie innego aktora w roli Alfonsa, niż Zbyszka Cybulskiego? Który przeciętny widz oglądając film i słuchając filozoficznych wywodów kabalisty Uzedy (Adam Pawlikowski) czy matematyka Velasqueza (Gustaw Holoubek) stwierdzi, że film nie zawiera w sobie filozofii? Na pewno nie w takim stopniu jak oryginał, ale te kilka wypowiedzi może w zupełności wystarczyć jako podsumowanie powieści. Szczególnie, że reżyser nie jest w stanie ująć wszystkiego w ramy 2 i pół godzinnego seansu. Myślę, że Wojciech Jerzy Has pomimo wszystko wyszedł z tej próby zwycięsko. Stworzył ponadczasową historię walki dobra ze złem, gdzie siły nadprzyrodzone przeplatają się z codziennością. Warto nadmienić, że sam Martin Scorsese ubiegał się o to, aby „Rękopis” był wyświetlany na specjalnych seansach w Stanach Zjednoczonych.

Niezadowolonych z adaptacji odsyłam do książki Potockiego, tam na ponad 700 stronicach, w mnogości historii, symboli i miejsc każdy niedowiarek znajdzie w końcu coś czego szuka. Szkoda, że sam Potocki nie znalazł tam odpowiedzi: zginął śmiercią samobójczą w 1815 roku.

Zapraszam do lektury recenzji także po angielsku!

Cat vs. human

Ostatnio natknęłam się na ciekawy blog, którego autorka w bardzo humorystyczny sposób opowiada o swoim życiu z kotami. A w sumie tworzy komiksy. Kilka moich ulubionych rysunków:









Myślę, że każdy właściciel kota znajdzie w nich jakąś prawdę o sobie i swoim życiu z kotem. Brawo dla autorki za znakomity zmysł obserwacji i bezwarunkową miłość do kotów!
Ostrzegam, te komiksy wciągają!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...