
Już w piątek 25 listopada o godz. 19:00 odbędzie się akcja wymiany książek w kawiarni Sweet Surrender w Poznaniu.
Kto będzie? Ja się wybieram na pewno!
Więcej informacji znajdziecie tutaj.


Zwieńczeniem i głównym faworytem "maratonu hiszpańskiego" była hiszpańsko-brytyjska animacja Chico i Rita. Osadzona w Hawanie w 1948 roku historia namiętnej miłości muzyka i piosenkarki urzekła mnie całkowicie. Bohaterowie muszą przebyć pół świata i szmat czasu, aby się w końcu odnaleźć.
Film Chico i Rita jest niesamowicie zmysłowy. Dajemy się uwieść kubańskim i nowojorskim rytmom, a biodra same zaczynają się kołysać w rytm muzyki. Z kina wychodzimy uśmiechnięci, zrelaksowani i rozmarzeni. Czego więcej potrzeba?
Kolejnym filmem "maratonu hiszpańskiego" lub też wspomnianym we wcześniejszym poście "wyjątkiem" był film Hiszpański cyrk. Dwóch klaunów, Javier i Sergio rywalizuje ze sobą o względy akrobatki Natalii. Javier jest łagodny i ugodowy, a Sergio narwany i brutalny. Natalia sama zdaje się nie wiedzieć kogo wybrać, więc próby sił klaunów prowadzą w końcu do tragicznego finału. W tle przejawia się panorama historyczna Hiszpanii, gdzie wojna i dyktatura Franco nie daje o sobie zapomnieć.
Dom snów ( ang. "Dream House") Jima Sheridana obejrzałam głównie po to, aby zobaczyć duet Daniel Craig-Rachel Weisz, którzy ostatnimi czasy są parą nie tylko na kinowym ekranie.
Dziewczyna w czerwonej pelerynie Catherine Hardwicke to film luźno oparty na bajce o Czerwonym Kapturku. Bardzo trafnie został przetłumaczony tytuł angielski: Red Riding Hood sugeruje, że nie będziemy mieli do czynienia z niewinną opowiastką dla dzieci.