Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch

Nie przepadam za kryminałami i pewnie dlatego nie przeczytałam ich zbyt wiele. Rzeki Londynu to powieść nie tyle kryminalna, ale kryminalno-fantastyczna. Dla mnie magii nigdy nie za wiele, więc najnowszą książkę Aaronovitch'a przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. 

We współczesnym Londynie, aż roi się od bóstw, duchów czy wampirów. Stołeczna policja stara się utrzymać magię na wodzy, aby ta nie przekraczała progu tolerancji przeciętnego obywatela. Jednak pewien duch rebelii próbuje zakłócić panujący porządek.

Peter Grant to policyjny nowicjusz, który z bycia zwykłym posterunkowym awansuje na ucznia czarodzieja, detektywa Thomasa Nightingale'a. Nienaganne maniery inspektora, jego ubiór i sposób wysławiania się niechybnie wskazują na to, że urodził się w innym stuleciu. Ten wiekowy jegomość stacjonuje w Szaleństwie, departamencie zajmującym się czarami. Posterunkowy Grant ma mu pomóc w rozwikłaniu zagadki tajemniczych wydarzeń ostatnich tygodni. 

Z pozoru zwyczajnych i spokojnych ludzi ogarnia szał, nad którym nie potrafią zapanować. Stają się agresywni i niebezpieczni dla otoczenia. Nightingale i Grant starają się zapobiec kolejnym aktom przemocy. Pater trenuje zaklęcia i uczy się teorii magii. Będzie musiał także przejść przyspieszony kurs z wiedzy o londyńskich rzekach, które zostały podzielone między Matkę Tamizę oraz Ojca Tamizę. 

Aaronovitch stworzył intrygującą powieść, która sprytnie łączy kryminologię z elementami fantastycznymi. Mamy tu także kawałek historii Londynu oraz wód, które go otaczają. Dla mnie najciekawszymi postaciami są właśnie personifikacje każdej z rzek. Kolejnym interesującym elementem jest vestigium, czyli trudne do opisania zjawisko percepcji zmysłowej danego miejsca lub osoby. Aaronovitch pokazał, że ma sporo ciekawych pomysłów, ale Rzeki Londynu to tylko przedsmak większej całości. Kontynuacją będzie powieść Księżyc nad Soho, po którą sięgnę na pewno.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Rzeki Londynu
Tytuł oryginalny: Rivers of London
Autor: Ben Aaronovitch
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2014


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!




poniedziałek, 3 lutego 2014

Serialowo: Hannibal

www.beyondhollywood.com
Mój stopień zaangażowania w oglądane ostatnio produkcje przekracza poziom zarezerwowany dla standardowego widza. Dla mnie standardowy widz to taki, który nie wzdryga się, kiedy tylko za oknem pojawi się rozmazana postać lub narządy wewnętrzne są już niemal stałym elementem scenografii. Standardowy widz nie ogląda filmu przez palce (dosłownie!) lub też z kocem zarzuconym na głowę, kiedy tylko bohater sam schodzi do ciemnej piwnicy albo zagląda pod łóżko w środku nocy. Standardowy widz potrafi sobie wytłumaczyć, że to tylko film .

Ostatnio mój stan się pogorszył. Moje zaangażowanie przejawia się obsesyjno-kompulsywnymi zachowaniami takimi jak: bieżące komentowanie w stylu "po co on tam poszedł?!", "no co za cham!", nerwowe cmokanie z dezaprobatą, machanie nogą lub ręką. Może to być film, serial, teleturniej, a nawet program kulinarny. Seans staje się udręką dla osób współogladających, które próbują przekonać mnie, że to nie dzieje się naprawdę.

Za intensyfikację tych nieprzyjemnych dolegliwości winię serial produkcji NBC Hannibal. Seriale kryminalne nigdy mnie nie interesowały, ale Hannibal to nie tylko zabójstwa i związane z nimi zagadki. Łączy je doktor Lecter, który został pokazany z całkiem innej perspektywy. Oczywiście jego nawyki żywieniowe pozostały niezmienione, jednak jego rolę rozbudowano i uczyniono z niego kogoś więcej, niż inteligentnego kanibala. Mads Mikkelsen nadał tej postaci głębi, której zawsze mi brakowało patrząc na nieco przerysowanego Anthonego Hopkinsa- jego filmowego poprzednika.

www.melty.fr

W Minnesocie odkryto makabryczne morderstwa. Hannibal jako psychiatra, zostaje zaangażowany w pracę behawioralnego oddziału FBI. Lecter ma wspierać Willa Grahama (Hugh Dancy), specjalnego agenta, który dzięki swojej nadmiernie rozwiniętej empatii potrafi odtworzyć tok myślenia zabójcy. Po kolejnych sesjach terapeutycznych oraz kolejnych zabójstwach, Will i Hannibal tworzą namiastkę przyjaźni opartej na bezgranicznym zaufaniu ze strony pacjenta. Także Jack Crowford (Laurence Fishburne) wierzy w każde słowo doktora i często zwraca się do niego po radę. Doktor Lecter chce chronić Willa, ale nie robi tego bezinteresownie.

Will Graham natomiast jest jak gąbka. Chłonie całe zło, które płynie z kolejnych morderstw, ale nie potrafi zdystansować się do otaczającej go masakry. Powoli zatraca granice między rzeczywistością a snem. Jego geniusz jest jego największym przekleństwem. Rola Dancy'ego porusza dramatyzmem. Bohater zmaga się z koszmarami, które wpędzają go w jeszcze większą samotność. Hannibal w bardzo plastyczny i sugestywny sposób ukazuje umysł na granicy szaleństwa.

www.comcvine.com

Hannibal niestety, aż razi przewidywalnością. Bohaterowie poruszają się jak dzieci we mgle, a główny stwórca tego zamieszania patrzy na nich z politowaniem. Dla mnie to największy minus tej produkcji. Choć na pewno dla niektórych będzie to ogromną zaletą, że scenarzyści tak manewrują fabułą. Ale jak już wspominałam w moim przypadku, zaangażowanie sięga zenitu, więc skoro ja wiem kto mordował te niewinne dziewczyny, to jak agenci specjalni FBI mogli tego nie dojrzeć? I teraz jest czas na odwołanie się do mojego kompulsywnego bieżącego komentowania: "Jak to się stało, że nikt niczego się nie domyślał?".

Premiera drugiego sezonu już pod koniec lutego. Będę miała trochę czasu, aby ochłonąć. Zdystansować się. Bo pomimo kilu uchybień serial Hannibal to solidna porcja psychologii, kryminologii i szaleństwa. Nie wszystkim posmakuje, ale tej potrawy, aż żal nie spróbować.


Moja ocena: 6/10
Tytuł: Hannibal
Premiera: 4 kwietnia 2013, NBC
Twórcy: Bryan Fuller
Występują: Mads Mikkelsen, Hugh Dancy, Laurence Fishburne
Gatunek: Kryminalny, thriller



sobota, 23 listopada 2013

Serialowo: Wikingowie



Słyszałam opinię na temat Wikingów, że jest to serial na miarę Gry o tron. Już po obejrzeniu pierwszego sezonu mogę śmiało stwierdzić, że takie stwierdzenie jest nieco przesadzone. Do ekranizacji powieści Georga R. R. Martina na pewno Wikingom jeszcze bardzo daleko, ale można zauważyć pewne próby wybicia się ponad opowieść o skandynawskich barbarzyńcach torujących sobie drogę młotem i toporem.

Wikingowie to historia Ragnara Lothbroka (Travis Fimmel), którego ambicja wyróżnia spośród innych wojowników. Ragnar pragnie czegoś więcej, niż coroczne wyprawy na biedną Ruś. Chciałby wyruszyć na zachód, gdzie mógłby poznać nieznane lądy, o których słyszał jedynie mgliste opowieści. Ragnar organizuje taką wyprawę na własną rękę i udowadnia wszystkim, że warto wyruszyć w tamtym kierunku. Swoją postawą naraża się u jarla Haraldsona (Gabriel Byrne). Prowadzi to do szeregu intryg, których skutki nie oszczędzą Ragnara i jego najbliższych. Główny bohater stanie przeciwko jarlowi, ale zapłaci za to wysoką cenę.


http://m.tapiture.com/image/ragnar-lothbrook


Pierwszy sezon Wikingów to obraz drogi jaką pokonuje Ragnar: od zwykłego wojownika do wpływowego jarla. Ragnar jest przywódcą charyzmatycznym i zdeterminowanym. W wyobrażeniu Travisa Fimmela, Lothbrok jest też impulsywny i czasem nieco szalony, co aktor próbuje przekazać przez, w moim przekonaniu, zbyt przerysowaną mimikę. Mężczyzna dba o rodzinę, ale nie wydaje się być z nią szczególnie związany emocjonalnie. Jego żona Lagertha świetnie sobie daje sama radę, a syn, który dopiero wkracza w świat mężczyzn, i tak zrobi wszystko, co ojciec każe. Ragnar jawi się jako egoistyczny i nieczuły barbarzyńca, dążący do władzy za wszelką cenę. Ale czyż nie tak współczesny widz wyobraża sobie prawdziwego wikinga? 

Najciekawszym zabiegiem fabularnym było wprowadzenie do "gry" Athelstana (George Blagden), mnicha z angielskiego klasztoru, który został zrabowany przez Ragnara podczas pierwszej wyprawy na zachód. Wiking darowuje zakonnikowi życie w zamian za wiedzę o jego ojczyźnie i naukę języka. Athelstan, z początku onieśmielony zwyczajami wikingów, stopniowo przyzwyczaja się do swojego nowego życia i coraz bardziej zagłębia się w ich kulturze. Mnich staje się dla widza przewodnikiem po wrogim świecie nordyckim barbarzyńców. Jednak nie zapomina o tym, kim był do tej pory. 


www.imgur.com


Największą zaleta serialu są piękne krajobrazy i zdjęcia, które w pełni oddają atmosferę srogiego klimatu Skandynawii. Twórcy zadbali także o to, aby w pełni ukazać zwyczaje wikingów, ich obrzędy i życie codziennie. Niestety, ten ostatni element działa także na niekorzyść serialu. Przez większość czasu miałam wrażenie, że Wikingowie to nieco bardziej ambitna produkcja, którą zawsze można puścić licealistom na lekcji historii. Może taki był zamiar, jednak ja cały czas czuję pewien niedosyt, który ciężko mi sprecyzować. Mam tylko nadzieję, że drugi sezon potwierdzi ambitne plany twórców i Wikingowie znajdą się w czołówce serialowych produkcji.


Na koniec elektryzująca czołówka Wikingów z piosenką "If I had a heart" zespołu Fever Ray:




Moja ocena: 6/10

Tytuł: Wikingowie
Tytuł oryginalny: The Vikings
1 sezon: 9 odcinków
Premiera: Marzec 3, 2013 na History
Twórca: Michael Hirst 
Wystepują: Travis Fimmel, Katheryn Winnick, Clive Standen, Gabriel Byrne 
Gatunek: Historyczny, przygodowy

czwartek, 10 października 2013

"Mroczna wieża" C.S. Lewis

Na okładce najnowszego zbioru opowiadań C.S. Lewisa widzimy dwie dziewczynki w siostrzanym uścisku. Zamiast spoglądać radośnie na czytelnika, wydają się być pogrążone we śnie. Intrygujące, a wręcz niepokojące jest to, że obie dziewczynki są do siebie podobne jak dwie krople wody. Bliźniaczki? A może sobowtóry? 

Okładka świetnie ilustruje tytułowe opowiadanie Lewisa Mroczna wieża, w którym mężczyzna przenosi się do innego czasu. Tam spotyka swojego sobowtóra, a także sobowtóra swojej narzeczonej. Czym jest Inny Czas? Światem, który rozgrywa się gdzieś równolegle z naszym? Czy może krainą poza czasem i przestrzenią? Na te i wiele innych pytań próbują odpowiedzieć bohaterowie opowiadania Lewisa.

Wszystkie opowieści zawarte w zbiorze Mroczna wieża to próby dyskursu autora z takimi pojęciami jak czas, rzeczywistość, kosmos, perspektywa. Jednak nie spodziewajmy się tutaj nużących filozoficznych wywodów. Opowiadania traktują o tych sprawach z dystansem i humorem.

W Krainie imitacji narrator przenosi się na chwilę do ciała młodej kobiety i przez moment może spojrzeć na świat jej oczami. To spojrzenie nie jest pozbawione kobiecych kompleksów czy wyolbrzymionego (dosłownie i w przenośni) obrazu własnej osoby. Anioły opiekuńcze opowiadają co nieco o męskim poglądzie na kobiety, szczególnie na te nie do końca już atrakcyjne. O urodzie, która przemija traktuje także Po dziesięciu latach, które zrzuca z piedestału mit o nieprzemijającej urodzie Heleny Trojańskiej. Jak się okazuje, ją także dosięgnął upływ czasu. Kto by pomyślał?

Większość opowiadań z Mrocznej wieży nie zostało przez Lewisa ukończonych. Pomimo tego, jego przyjaciel Walter Hooper postanowił zebrać porozrzucane kartki i stworzyć z tego jedną, acz niekompletną całość. Czytelnik może odczuwać niedosyt kiedy niektóre z opowiadań urywają się w najważniejszym momencie. Ale tutaj możemy dać upust swojej wyobraźni i zastanowić się jak chciał je zakończyć Lewis. Tego się już niestety nigdy nie dowiemy.

Mrocznej wieży da się zauważyć błyskotliwy umysł autora oraz jego niesamowitą, wybiegającą w przyszłość wyobraźnię. Lektura tych opowiadań to intrygująca podróż po bezkresie jego geniuszu.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Mroczna wieża
Tytuł oryginalny: The Dark Tower
Autor: C.S. Lewis
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Esprit, 2013




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!

środa, 18 września 2013

"Dom na krawędzi" Maria Nurowska

Czytając Dom na krawędzi rzuciłam się w sam środek historii o byłej więźniarce, Darii. Kobieta zabiła swojego męża i spędziła 6 lat w więziennej celi. Nie czytając pierwszej części tej opowieści, czyli Drzwi do piekła, momentami czułam się zagubiona, szczególnie jeśli chodzi o ciągle powracającą przeszłość głównej bohaterki. Jednak Nurowska stworzyła jej dalszy ciąg, gdzie pragnienie nowego życia, zwyciężyło nad przeszłością.

Daria zmienia tożsamość i w Bukowinie buduje tytułowy dom na krawędzi. Otwiera pensjonat i próbuje wyprostować poskręcane ścieżki. Jednak los ma inne plany i Daria spotyka Izę, psycholog więzienną, która pomagała jej przetrwać lata izolacji. Dla Izy najważniejsza jest kariera. Wykorzystując dawną znajomość, oddaje swoją córkę Olę Darii na wychowanie. Słodko-gorzka relacja dwóch kobiet bezpowrotnie wpłynie na życie dziewczyny, która od teraz ma dwie matki. Sprawę komplikuje uczucie Darii do Pawła-lekarza, który odwiedzał jej pensjonat. Ola także przechodzi okres fascynacji ciężko chorym synem Pawła, Antkiem. Okazuje się, że każdy z bohaterów skrywa niejedną tajemnicę, a oderwanie się od przeszłości jest trudniejsze, niż im się wydaje.

Podoba mi się styl Nurowskiej, z którym spotkałam się już wcześniej podczas lektury Nakarmić wilki: trochę poetycki, trochę melancholijny, przeplatany opisami gór, do których autorka ma wyraźny sentyment. Z wielka uwagą i chirurgiczną precyzją potrafi wejść w wewnętrzny świat bohaterów i analizować ich emocje. Każdą relacje rozkłada na czynniki pierwsze z taka intensywnością, że czytelnik czuje się zawstydzony, że brał w tym udział.

Myślę, że uważna lektura Drzwi do piekła pomoże mi w zrozumieniu toksycznego związku Darii z Izą, bo ta relacja stanowi kanwę Domu na krawędzi. Z pewnością sięgnę po Drzwi do piekła, bo przeszłość Darii niesamowicie mnie zaintrygowała. Szkoda tylko, że poznałam jej historię od końca. 

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Dom na krawędzi
Autor: Maria Nurowska
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Znak, 2012




Zapraszam do lektury także w wersji po angielsku!

poniedziałek, 16 września 2013

Serialowo: Demony da Vinci

Leonardo da Vinci uznany został za jednego z największych wizjonerów współczesnego świata. Jego obrazy, rzeźby, freski czy wynalazki na wieki wpisały się w kanon światowej sztuki i kultury. Jednak dla wielu jego życie prywatne nadal pozostaje tajemnicą. Czy wrodzona ciekawość artysty pchała go w ramiona zarówno kobiet, jak i mężczyzn? Czy w jego dziełach możemy odnaleźć jakąś cząstkę tej genialnej osobowości? 

www.magazine-hd.com

Twórcy serialu Demony da Vinci postanowili ukazać artystę nie przez pryzmat jego twórczości, ale Spisku Pazzich przeciwko Medyceuszom, którzy w tym czasie rządzili Florencją. Rzym próbował osłabić wpływy Wawrzyńca Medici i przejąć kontrolę nad regionem. Spory i intrygi Medyceuszy wpłynęły także na życie Leonarda. Artysta wielokrotnie służył pomocą Medyceuszom, dla których tworzył machiny wojenne. Jego sytuację dodatkowo skomplikowała miłość do kochanki Wawrzyńca, Lukrecji.


www.tom-riley.com

Da Vinci w serialu jest bohaterem wielowymiarowym. Twórcy tworzą jego postać od nowa. Walczą z wizerunkiem Leonarda, który wszyscy znają jedynie z muzeum. Tom Riley nadał mu wyrazistość i charakter, przez co czasami wydaje nam się, że mamy do czynienia z żądnym przygód zabijaką, aniżeli wrażliwym artystą. Taki właśnie jest serialowy Leonardo, pełen energii i twórczych pomysłów, które często padają ofiarą jego słomianego zapału. Da Vinci idzie wyznaczoną przez siebie drogą i znajduje wyjście z nawet najbardziej beznadziejnych sytuacji. Jednak pod maską sprytu i brawury skrzętnie ukrywa demony, które nim targają.

www.fanpop.com

W podobnej sytuacji znajduje się Lukrecja Donati (Laura Haddock), rozdarta między mężem i kochankiem oraz kiełkującym uczuciem do Leonarda. Kobieta prowadzi niebezpieczną grę pomiędzy Medyceuszami i Rzymem, a jej motywy do końca pozostają nie znane. Myślę, że z założenia postać Lukrecji miała wzbudzać współczucie z powodu jej tragicznych w skutkach decyzji, ale niewystarczająca wiedza o jej położeniu we mnie zbudziła jedynie złość i pogardę, przynajmniej w tym sezonie.


www.co.omg.yahoo.com

Bardzo spodobała mi się postać Hieronima Riario granego przez Blake'a Ritsona. Hieronim jest bezwzględny w swoich dążeniach przeciwko Medyceuszom oraz fanatycznie oddany władzy papieża Sykstusa IV, nota bene kolejnej intrygującej postaci w serialu. Papież jest wujkiem Hieronima, ale nie przeszkadza mu to, aby traktować go brutalnie i rządzić żelazną ręką. Riario zrobi wszystko, aby zaszkodzić Medyceuszom.

www.scifimafia.com

Wielkim atutem serialu jest rozbudowana fabuła. Da Vinci angażuje się w szereg przygód, które zaskakują z odcinka na odcinek. Artysta walczy o życie zakonnic w opętanym klasztorze, spotyka hrabiego Draculę , poznaje członków stowarzyszenia Synów Mitry i przez cały czas próbuje odnaleźć Księgę Liści, która pomoże mu rozwiązać niejedną tajemnicę. Wadą serialu może być jego pewna przewidywalność. Historia wciąga bez reszty, jednak pewne fabularne rozwiązania łatwo było przewidzieć. Dziwiłam się tylko, że bohaterowie są zaskoczeni, kiedy ja byłam raczej rozbawiona, niż zaskoczona. Czasem także wydawało mi się, że filmowa Florencja, aż razi tekturową dekoracją i komputerowymi widokami, co szczególnie można było zaobserwować w pierwszych odcinkach.

Charyzma głównego bohatera oraz silna obsada rekompensuje niektóre mankamenty produkcji i Demony da Vinci stają się przednią rozrywką na jesienne wieczory. Premiera drugiego sezonu w 2014 roku.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Demony da Vinci

Tytuł oryginalny: Da Vinci's Demons
1 sezon: 8 odcinków
Premiera: Kwiecień 12, 2013 na Fox, Starz
Reżyseria: David S. Goyer, Jamie Payne, 
Wystepują: Tom Riley, Laura Haddock, Eliot Cowan
Gatunek: Dramat, przygodowy

piątek, 9 sierpnia 2013

"Stardust" Neil Gaiman

Wiem, że najpierw powinno się przeczytać książkę, a później obejrzeć jej filmową adaptację, ale w moim przypadku zwykle jest odwrotnie. To ciekawe filmy naprowadzają mnie na swoje ekranizacje i niestety często, chociaż wiele osób się ze mną nie zgodzi, film jednak wygrywa z książką. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. Dla mnie tak było w przypadku Pokuty McEwana, Królowej Margot Dumasa czy Dziewczyny z perłą Chevalier. I tak też było w przypadku powieści Gaimana oraz jej ekranizacji.

Kocham film Gwiezdny pył Vaughn'a. Historia młodego mężczyzny, który dla ukochanej postanawia odnaleźć spadająca gwiazdę jest zabawna, wzruszająca, pełna wciągających przygód i nietuzinkowych bohaterów. I jak tu teraz oceniać powieść? Książka pomimo swojej niewielkiej objętości, niesamowicie mi się dłużyła. Dopiero gdzieś tak w połowie zainteresowałam się losami Tristrana (w filmie główny bohater ma na imię Tristan!) pomimo, że i tak dobrze znałam zakończenie. Jednak lektura powieści w oryginale pozwoliła mi dogłębniej zapoznać się ze stylem Gaimana, który nie do końca oddają polskie przekłady. Gaiman pisze niezwykle barwnie. Poetyckim i wyszukanym językiem wprowadza nas w świat krainy Faerie. Powieść Gaimana jest jak z pogranicza snu i jawy, mitologii i fantastyki. Lektura to sam przyjemność. Dużym atutem są zamieszczone na końcu angielskiego wydania pytania do dyskusji oraz wywiad z autorem.

Ciężko mi oceniać samą książkę, kiedy przed oczami stoi mi Robert De Niro w tiulach i pantalonach. Są oczywiście pewne różnice między książką i filmem. Twórcy filmu rozwinęli wiele motywów, które Gaiman ledwie zarysował, a film ukazał w innym świetle: losy Lamii i jej sióstr, postać kapitana Shakespear'a czy "złożona" osobowość Victorii Forester. Scenarzyści skupili się na najciekawszych wątkach i postawili na stworzone z rozmachem fantasy dla dużych i małych. Powieść Gaimana jest napisana w mrocznym i poważnym tonie. W filmie zostały dodane pewne elementy humoru, no i oczywiście happy end, który pozwala na seans także młodszym widzom.

Powieść jest dobra, ale z racji tego, że moja wyobraźnia już została skażona przez wersję filmową książka pozostawia niedosyt. Następnym razem najpierw przeczytam książkę, potem obejrzę film. Naprawdę, obiecuję...

Moja ocena: 6/10

Tytuł oryginalny: Stardust
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Headline, 2005

czwartek, 20 czerwca 2013

"Św. Hildegarda z Bingen. Zdrowie dla twojego dziecka"

Św. Hildegarda z Bingen żyła na przełomie XI i XII wieku we Frankonii. Od dziecka miała wizje, które utwierdzały ją w przekonaniu, że musi poświęcić swoje życie Bogu. Jako przeorysza klasztoru udowodniła, że jest kobietą wykształconą, obdarowana wieloma talentami. Pisała księgi oraz komponowała i śpiewała pieśni. Jednak najbardziej znana jest ze swoich metod leczniczych. Książka Zdrowie dla twojego dziecka to kompendium wiedzy o praktykach świętej, które niejednokrotnie sprawdziła i wypróbowała.

Według Św. Hildegardy podstawą jest życie zgodnie z filozofią czterech żywiołów. Ziemia, Woda, Ogień i Powietrze są integralną częścią naszej egzystencji, ale musimy nauczyć się korzystać z ich dobroczynnej siły. Życie w zgodzie z Żywiołami pozwala osiągnąć tak potrzebną w obecnych czasach harmonię i duchową równowagę. Jeśli dodamy do tego także odpowiednie odżywianie możemy długo cieszyć się dobrym zdrowiem. Medycyna Mistrzyni z Bingen jest  medycyną wykorzystującą to, co dobre w Naturze. Zioła, przyprawy, olejki, a także lecznicze kamienie, takie jak jaspis, rubin czy szmaragd.

Pregenzer i Schmidle przystosowały przepisy i metody leczenia do współczesnego czytelnika, dla którego jedną z najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych jest przede wszystkim stres, wynikający z wszechobecnego pośpiechu. Autorki podzieliły poradnik na kilka najważniejszych dolegliwości, do których dopasowały przepisy na medykamenty oraz dania i potrawy. Wszystko zostało podane w dobrze zorganizowanej, przystępnej formie. Aby znaleźć konkretne zioła czy przyprawy wystarczy zerknąć do indeksu na końcu książki. Książka skupia się głównie na metodach leczenia najmłodszych, ale rodzice znajdą w niej lekarstwo i na swoje dolegliwości. 


Zdrowie dla twojego dziecka to książka dla wszystkich rodziców, którzy szukają sposobów na to, jak w naturalny sposób pomóc swoim pociechom oraz dla dorosłych, których przytłacza codzienny stres. Ja, jako jedna z tych wiecznie zestresowanych, koniecznie muszę wypróbować kilka przepisów, szczególnie ten na Ciasteczka relaksujące. Jeżeli metody Św. Hildegardy są praktykowane i doceniane już od kilku stuleci, to Ciasteczka na pewno będą nie tylko pyszne, ale i zdrowe.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Św. Hildegarda z Bingen. Zdrowie dla twojego dziecka
Tytuł oryginalny: Hildegard von Bingen- Einfach fur Kinder
Autor: B. Pregenzer, B. Schmidle 
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Esprit, 2013


                                       Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!



sobota, 6 kwietnia 2013

"Szaleństwo modlitwy" Matt Woodley

Modlitwa jest czynnością bardzo osobistą. Każdy ma swój własny sposób komunikacji z Bogiem. Jedni rozmawiają z nim tak, jak zostali nauczeni tego w domu i na lekcjach religii- przez wyuczone na pamięć formułki. Inni starają się do modlitwy wprowadzić coś od siebie, czyli emocje, pragnienia, potrzeby. Jednak czy jest jedna forma modlitwy, która najbardziej Bogu odpowiada? I co najważniejsze: czy wybrany przez nas sposób sprawi, że Bóg na wysłucha?

Matt Woodley w książce Szaleństwo modlitwy stara się przybliżyć nam wszystkie możliwe sposoby komunikacji z Bogiem: lamentację, kłótnię, modlitwę zbiorową czy indywidualną, kontemplacyjną, a nawet niebezpieczną. Za tymi oraz wieloma innymi formami stoją historie z życia autora, który jest także pastorem i opowiada o życiu swojej wspólnoty, która jak każda inna, pełna jest ludzi wątpiących i zagubionych. W niektórych przypadkach to właśnie modlitwa pomogła odnaleźć właściwą drogę. Woodley przywołuje także wydarzenia biblijne, aby znaleźć poparcie swoich hipotez. Wiele opowieści zapada w pamięć, tak jak ta o konflikcie dwóch sióstr Marty i Marii, czy o Abrahamie, który z Bogiem się po prostu kłócił. Te i wiele innych przykładów możemy śmiało skonfrontować ze swoim życiem. Czy w naszych relacjach z Bogiem bliższa nam jest postawa zaradnej, energicznej Marty czy spokojnej Marii, która potrafi wszystko rzucić, aby wysłuchać Słowa Bożego, a tym samym wsłuchać się w siebie? Czy tak jak Abraham potrafimy prosić Boga, ale także wymagać i przeciwstawiać się jego woli?

Paradoksalnie książka Woodley’a nie traktuje tylko o samej modlitwie. W Szaleństwie autor, zawarł prostą życiową mądrość. Proponuje unikać pogoni za pieniądzem, zatrzymać się w codziennej bieganinie oraz pomagać innym. Wszystkie te rady stanowią istotę jasnego przesłania. To, co nas otacza jest Jego dziełem. On decyduje o tym, co jest dla nas dobre chociaż nam może się wydawać, że nasze prośby nie zostały wysłuchane. W tym szaleństwie jest metoda. Żadna modlitwa nie pozostaje bez odpowiedzi. 

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Szaleństwo modlitwy
Tytuł oryginalny: The Folly of Prayer
Autor: Matt Woodley
Ilość stron: 268
Wydawnictwo: Esprit, 2013




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!


sobota, 22 grudnia 2012

Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę


Książki, w których głównym bohaterem są zwierzęta mają tę specyficzną, beztrosko-radosną aurę. Zwykle pojawia się ten sam wzór: główny (ludzki) bohater, z początku niechętnie i często przypadkiem wchodzi w posiadanie zwierzaka, najczęściej kota lub psa. Czworonogi te obdarzone niezwykłym charakterem i werwą doszczętnie demolują mieszkanie głównego bohatera i przysparzają mu wielu innych trosk związanych z porwanymi firankami, obgryzionymi butami czy obsikanym łóżkiem. Główny bohater walczy, miota się pomiędzy złością a miłością do kudłatego bohatera. Ostatecznie oczywiście pozytywne uczucia zwyciężają, a ludzki bohater uznaje, że przygarnięcie zwierzaka to była jedna z lepszych decyzji w jego życiu.

Taki sam wzór powtarza się w książce Helen Brown Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę. Tylko w tym przypadku nikt nie przesadzi jeżeli naprawdę powiemy o „ocaleniu”. Syn autorki Sam zginął pod kołami samochodu kiedy miał 9 lat. Świadkiem tego zdarzenia był jego młodszy brat Rob. Cała rodzina pogrążyła się w rozpaczy i ostatnią rzeczą na jaką autorka miała ochotę było przygarnięcie kociaka: istoty, która także trzeba chronić i darzyć opieką. Brown początkowo nieufnie i z obawą przyjęła ją pod swój dach. Wtedy zaczęło się bieganie za skarpetkami, zbieranie potłuczonych wazonów oraz ratowanie jeszcze żywych kocich zdobyczy, takich jak ptaki czy myszy. Autorka w zawirowaniach codziennego życia powoli godziła się z wydarzeniami z przeszłości. Nigdy o nich nie zapomniała, ale obecność Kleo pozwoliła jej iść naprzód. Znalazła przyjaciół, zmieniła miejsce zamieszkania oraz… męża. Kotka abisyńska towarzyszyła jej w tych najgorszych i tych najlepszych momentach życia. Przeżyła z rodziną Brown dwadzieścia trzy lata.

Książka Brown to powieść bardzo intymna. Autorka doświadczyła już chyba wszystkiego. Jednak pisze o tym w sposób bardzo przystępny. Nie boi się wpuścić nas do swojego osobistego świata pomimo, że nie jest idealny. Opisuje swoje życiowe perypetie tak, jak mógłby zrobić to kot, z dystansem i humorem. To od Kleo nauczyła się żyć chwilą i nie przywiązywać wagi do drobiazgów. Kot najlepiej wie, że najważniejsze jest tu i teraz. Kiedy wygrzewa się na słońcu, kiedy biega w kółko walcząc ze swoim ogonem czy gdy zwinie się w kłębek na kolanach swojego opiekuna, mrucząc z uciechy. Koty to królowie życia. Jeśli taka kocia bogini postanowi wkroczyć w nasze życie, doceńmy to. Mamy prawdziwe szczęście.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: ”Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę”
Tytuł oryginalny: "Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family"
Autor: Helen Brown
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

"Przyjaciel do końca świata"

21 grudnia 2012 zbliża się wielkimi krokami. Czy za trzy dni skończy się świat taki jakim go znamy? Czy koniec kalendarza Majów równa się globalnej zagładzie? Na moment przyjmijmy ten katastroficzny scenariusz: pozostały nam niecałe trzy dni życia. A my co robimy? Wstajemy rano i idziemy do pracy. Robimy obiady i odprowadzamy dzieci do szkoły. Życie toczy się jak do tej pory, a niektóre koncerny tylko wykorzystują okazję do wprowadzenia obniżek czy promocji. Ale wiedząc, że to mogą być nasze ostatnie dni, czy postępujemy słusznie? Takie rozważania podjęła Lorene Scafaria w swoim debiutanckim filmie Przyjaciel do końca świata.

Na trzy tygodnie przed globalna katastrofą, Dodge (Steve Carell) zostaje sam. Opuszcza go żona, nie ma już też po co chodzić do pracy. Życie przestaje mieć dla niego jakikolwiek sens. Znajomi nie są już dla niego oparciem, tylko bandą hipokrytów dla których koniec świata to początek moralnej rozwiązłości. Jedynym ratunkiem dla Dodge’a jest szalona sąsiadka Penny (Keira Knightley), która przekazuje mu list od jego dawnej miłości. Dodge postanawia wykorzystać te ostatnie dni i odszukać utraconą dziewczynę. Razem z Penny i porzuconym kundelkiem wyrusza w podróż po to, co jeszcze dobrego zostało na tym łez padole.

Przyjaciel do końca świata pokazuje różne ludzkie postawy w obliczu globalnej katastrofy: od skrajnej rozpaczy, przez euforię do kompletnego braku moralnych zahamowań. Człowiek w obliczu takiego zdarzenia czuje się wyzwolony, wszystko mu wolno, nie ponosi żadnych konsekwencji. Dodge nie chce być częścią takiej społeczności. Pragnie jedynie przeżyć te ostatnie dni jak należy. Film Scafarii nakłania widza do pewnego wewnętrznego rozrachunku. Czy w obliczu końca uznalibyśmy swoje życie za udane? Czy żyliśmy tak, jak tego pragnęliśmy? Czy wręcz przeciwnie: tkwiliśmy w nieudanym związku, spędzaliśmy czas z nieodpowiednimi ludźmi i traciliśmy czas w znienawidzonej pracy?

Film Scafarii jest zabawny i smutny zarazem. Nie epatuje komercyjnymi efektami specjalnymi. Po prostu wiemy, że coś się zbliża. Główni bohaterowie też są tego świadomi, jednak robią wszystko, aby te ostatnie chwile spędzić najlepiej jak potrafią. Razem.

Jednak czegoś mi w tym filmie zabrakło. Bohaterowie są raczej naiwni i przewidywalni. Carell brawurowo wcielił się w rolę Dodge’a, ale pomimo różnorodnego repertuaru, każdy bohater stworzony przez niego jest taki sam. Czy to w Kocha, lubi, szanuje, Mała Miss czy Evan Wszechmogący. Bardziej podobała mi się rola sąsiadki w wykonaniu Knightley. Była szczera, postrzelona, po prostu prawdziwa. Gdyby nie zagrażająca światu asteroida, historia w Przyjacielu do końca świata trąci banałem. Jednak apokalipsa nie należy do łatwych tematów. Scafaria nie stworzyła może dzieła wybitnego, ale ciepły, miły film.

Słyszałam, że Majowie jednak przełożyli koniec świata. Ale gdybyśmy tak hipotetycznie przyjęli ten nasz czarny scenariusz, to jak zamierzacie wykorzystać te ostatnie dni, które Wam zostały?

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Przyjaciel do końca świata
Tytuł oryginalny: Seeking a Friend for the End of the World
ReżyseriaLorene Scafaria
Występują: Steve Carell, Keira Knightley
Czas trwania: 1:40
Premiera polska: 13.07.2012

niedziela, 30 września 2012

"Africanus. Syn konsula" Santiago Posteguillo

Santiago Posteguillo w swojej książce Africanus. Syn konsula zabiera nas w niesamowitą podróż do starożytności. Wśród ferworu walk Rzymu z Kartaginą jesteśmy świadkami kształtowania się dwóch wybitnych osobistości tamtych czasów: Hannibala, przywódcy Kartagińczyków oraz Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego, syna konsula Rzymu.

Autor pozwala przyjrzeć się z bliska bitwom na Ticinusem oraz Jeziorem Trazymeńskim oraz opisuje jak przebiegało oblężenie miasta Sagunt przez wojska Hannibala. Wszystkie te wydarzenia ukazane są z perspektywy obu wybitnych strategów: Publiusza Scypiona, dorastającego chłopca, który w bitwie staje się mężczyzną oraz Hannibala, który w bitwie stracił ojca i teraz pragnie zemścić się na Rzymie.

Autor bardzo rzetelnie podszedł do opowiedzianej historii. W książce znajdziemy mapy, słowniczek, drzewo genealogiczne Scypionów oraz kilka innych ciekawych dodatków, które zdecydowanie ułatwiają lekturę, ponieważ mnogość postaci oraz łacińskich terminów może wprowadzić czytelnika w błąd. Posteguillo z reporterską wręcz dokładnością oddał rzymskie realia: uliczki, karczmy, forum, obrady Senatu, zacisze patrycjuszowskich willi- wszystko, to pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie i poczuć atmosferę miasta, które niegdyś było potęgą świata. 

Podobało mi się, że oprócz opisu życia wybitnych tamtych czasów Posteguillo zdecydował się wpleść w tę historię losy Tytusa Makcjusza, legionisty, który wcześniej pracował w teatrze, a później został kupcem. Kiedy jego plany nie powiodły zbankrutował i tylko wojsko mogło wybawić go z tej sytuacji. Co ciekawe, Tytus także jest postacią historyczną, bardziej znany jest jako Plaut, komediopisarz, którego sztuki w końcu pozwoliły mu na wybicie się z biedy. W Africanusie postać Tytusa świetnie kontrastuje z wybitnymi mężami stanu, których wielkie słowa i czyny zawsze wychwalają Rzym pod niebiosa. Tytus natomiast poznaje  Wieczne Miasto od najgorszej strony i jedyne czego pragnie to napełnić żołądek i mieć święty spokój.

Hannibal był zawsze dla mnie tym, który na słoniach przekroczył Alpy. Dzięki powieści Posteguillo dowiedziałam się wiele o tym człowieku, który swą dalekowzrocznością wyprzedzał wielu sobie współczesnych. Podczas lektury kilka razy zorientowałam się, że ja też dałam się nabrać przez kolejną wspaniałą strategię Hannibala.

Africanus. Syn konsula to powieść o wielu płaszczyznach, o odwadze i męstwie, polityce i wojnie. Nie tylko dla miłośników historii.


Moja ocena: 6/10

Tytuł oryginalny: Africanus. El hijo de consul
Autor: Santiago Posteguillo
Ilość stron: 427
Wydawnictwo: Esprit, 2011


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!


niedziela, 29 lipca 2012

"Skrzydła nad Delft" Aubrey Flegg

Czytając książkę Flegg’a nie mogłam powstrzymać się, aby nie porównywać jej do Dziewczyny z perłą Tracy Chevalier. Czytając opis Skrzydeł zaintrygowało mnie, że autor też wybrał Delft jako miejsce akcji, a głównym tematem jest proces powstawania kobiecego portretu.

Jednak historia Louise Eeden różni się od opowieści o służącej Griet, którą zafascynował się sam Johannes Vermeer. Louise jest córką właściciela fabryki porcelany, 16-letnią dziewczyną z wyższych sfer, pełną pasji i ciekawą świata. W pracowni Mistrza Haitnika, który ma namalować jej portret poznaje nieco starszego od siebie pomocnika malarza. Różni ich status społeczny i wyznanie, ale połączy niesamowita więź. Dla Louise będzie to prawdziwy sprawdzian z tolerancji. Czy Pieter wygra z zazdrosnym Reynierem, synem „porcelanowego” potentata, który zrobi wszystko, aby poślubić Louise i połączyć obie fabryki?

Skrzydła nad Delft czyta się bardzo przyjemnie ze względu na „malarski” styl autora. Delft ze swoimi murami obronnymi, małymi kanałami, starymi kamienicami i kościołami ożywa w wyobraźni czytelnika, który za każdym pociągnięciem pędzla bardziej zatapia się w świat ciekawskiej Louise. Dziewczyna jest silną i niezależną bohaterką, która do końca zostaje wierna swoim przekonaniom, ale dla rodziny gotowa jest poświecić osobiste szczęście.

Żałuję, że Skrzydła nad Delft nie były trochę dłuższe. Flegg mógł bardziej rozwinąć pewne wątki, a niektóre postaci nakreślić z szerszej perspektywy. Mamy tu wielu ciekawych bohaterów drugiego planu: sąsiad Louise, malarz Fabritius, niania Annie czy sam Mistrz Haitnik. Myślę, że ich historie jeszcze bardziej ubarwiłyby fabułę.

Dla wszystkich, którzy są ciekawi dalszych losów portretu Lousie, zachęcam do przeczytania drugiej części trylogii, pt. The Rainbow Bridge, która miejmy nadzieję już niedługo będzie miała swoje polskie wydanie.

Skrzydła nad Delft to pięknie wydana, wartościowa lektura z zaskakującym zakończeniem. Polecam!

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Skrzydła nad Delft
Tytuł oryginalny: Wings over Delft
Autor: Aubrey Flegg
Ilość stron: 251
Wydawnictwo: Esprit, Kraków 2012


A na zakończenie osławiony Szczygieł Carela Fabritiusa, który także odegrał niemałą rolę w tej historii:



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!



Przypominam o konkursie z "Kinomanem". Zapisy do 16.08.


wtorek, 26 czerwca 2012

"Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia" Ann Voskamp

„Wdzięczność budzi w nas szacunek, pozwala doznawać codziennych objawień, tych ulotnych momentów zachwytu, które na zawsze zmieniają nasze postrzeganie życia i świata”
Sarah Ban Breathnach

Czy jesteśmy wdzięczni za to, co posiadamy? Czy potrafimy dziękować za pozytywne wydarzenia, nie pomijając w dziękczynieniu przykrych i bolesnych doświadczeń? Kiedy życie rzuca nam kłody pod nogi, nie pamiętamy o pewnym magicznym słowie: „dziękuję”.

Ann Voskamp w swojej książce Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia porusza temat wdzięczności i na podstawie własnych przeżyć, prowadzi czytelnika przez trudną drogę eucharisteo, czyli dziękczynienia. Voskamp, doświadczona przez życie żona farmera, matka szóstki dzieci, za namową znajomej stworzyła swoistą „kronikę wdzięczności”. Spisała tam tysiąc rzeczy, które traktuje jako życiowe dary. W swojej książce opisuje duchową transformację, którą przeszła podczas tworzenia tej listy. Według Voskamp już samo nazywanie rzeczy, które składają się na mozaikę codziennego szczęścia jest elementem dziękczynienia. Kiedy potrafimy dziękować  za to, co nas otacza, jesteśmy po prostu bardziej szczęśliwi.

Tysiąc darów przypomina trochę połączenie dzieł Jonathana Edwardsa, czołowego przedstawiciela purytanizmu w literaturze amerykańskiej z ideami transcendentalisty, R. W. Emersona. Voskamp jako osoba bardzo wierząca po prostu pisze o Bogu, spisuje swoje przemyślenia na temat wiary i życia, wielokrotnie podpierając się cytatami z Pisma Świętego. Dodatkowo twierdzi, że natura ma swoje źródło w boskości i my, jako element Jego dzieła powinniśmy całkowicie zawierzyć Stwórcy. 

Zaintrygowały mnie osobiste przeżycia autorki i kolejne podpunkty na jej liście, zapisywane spontanicznie, pod wpływem jakiegoś wydarzenia czy obserwacji. Czułam, że razem dostrzegamy te wszystkie dary i uczymy się za nie dziękować. Książka ma w sobie wiele pozytywnej energii, którą za pomocą rad autorki można po prostu wdrożyć w codzienne życie. Voskamp zainspirowała mnie, aby zacząć spisywać dary i moja lista z dnia na dzień się powiększa. A co będzie na Twojej liście?

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia
Tytuł oryginalny: One Thousand Gifts
Autor: Ann Voskamp
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Esprit, Kraków 2012


środa, 6 czerwca 2012

"Larwa" John Fowles

Korowód anonimowych wędrowców z wolna przesuwa się po angielskim wrzosowisku. Jadą na koniach objuczonych bagażami. Widać, że są  zmęczeni i głodni. Grupka mężczyzn i kobieta. Kim są, dokąd zmierzają i dlaczego? Nic o nich nie wiemy, a dalsza lektura Larwy przywołuje więcej pytań, niż odpowiedzi. Sam autor informuje nas, że to, co mamy przed sobą to jedynie zalążek historii, tytułowa „larwa”.

Autor Kochanicy Francuza stworzył kolejne dzieło typowo postmodernistyczne, z nie chronologiczną narracją, najczęściej w formie zeznań uczestników wspomnianej wcześniej karawany. Czytamy także listy prawnika prowadzącego śledztwo i z tych strzępków informacji budujemy opowieść. To Lord Bartholomew zebrał grupę wędrowców, do której należą między innymi: wynajęta prostytutka, głuchoniemy służący oraz aktor teatralny. Każdy z nich ma pewną rolę do odegrania, za co Lord B. oczywiście sowicie płaci. Jednak pod koniec wyprawy każdy z jej członków będzie bardzo żałował swego udziału w tym przedsięwzięciu. Bohaterowie, tak jak czytelnik, nie wiedzą jaki plan ma Lord. Każdy ma swój punkt widzenia, a każde zeznanie tworzy opowieść na nowo. W końcu nie wiemy, kto ma rację i czyja historia jest tą właściwą.

Powieść Fowlesa, tak jak tytułowa „larwa” przeistacza się i zmienia. Jej wielką zaletą są bohaterowie. Każda z tych postaci ma swoją opowieść, a ich relacje budują fabułę i tworzą napięcie. Fowles przekrojowo ukazał Anglię XVIII wieku, społeczeństwo pełne sprzeczności i hipokryzji. Pisarz w bardzo błyskotliwy sposób komentuje i tłumaczy czytelnikowi XVIII wiek.

Książka wciąga i trzyma w napięciu. Niestety dla mnie za dużo w niej religii i odniesień do wiary. Pod koniec miałam wrażenie, że to całe skrupulatnie budowane napięcie opada z powodu bardzo słabego finału. Czytelnik zgłębiając fabułę, ma nadzieję, że Larwa, z czasem rozwinie się w pięknego motyla. Jednak zostaje z niej tylko na wpół rozwinięta poczwarka. A szkoda, bo czytelnik musi się napracować, aby dotrwać do końca.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Larwa
Tytuł oryginalny: A Maggot
Autor: John Fowles
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, Poznań 1997

niedziela, 20 maja 2012

"Wyspa" Victoria Hislop

Trąd nie jest chorobą współczesną. Kojarzy się raczej ze starożytnością, z Biblią, gdzie Bóg karał nią grzeszników. Mało kto wie, że do 1957 roku funkcjonowała ostatnia w Europie kolonia trędowatych na wyspie Spinalonga w pobliżu Krety. Właśnie tam toczy się akcja książki Hislop.

Ludzi z miasteczka Plaka dzieli od Spinalongi tylko morze. Giorgis jest rybakiem, który wozi tam towary, ale kiedy jego żona zostanie dotknięta trądem, będzie bywał tam regularnie. Od choroby Eleni zaczyna się podróż w przeszłość rodziny, którą odbywa jej prawnuczka Alexis. Pewnego dnia wyrusza do Plaki i odkrywa swoje niezwykłe korzenie. Nawet się nie spodziewa, że wyspa trędowatych na stałe zapisała się w historii jej rodziny.

Książka Hislop rozwija się powoli. Tak naprawdę dopiero po 200 stronach fabuła zaczyna wciągać, a losy bohaterów zaczynają nas obchodzić. Wada książki jest jej polskie tłumaczenie. Tłumaczka używa dziwnych sformułowań, które brzmią sztucznie i zaburzają odbiór lektury. Pomimo tych niedociągnięć, które z pewnością nie są winą pisarki, Hislop zawarła w Wyspie wiele opisów krajobrazu oraz ciekawych greckich zwyczajów. Pozwala nam to wyobrazić sobie codzienne życie Kreteńczyków, gdzie ciężka praca przeplata się ze świętowaniem i zabawą.  

Hislop zdaje się mówić, że każdy dom kryje sekrety, czasem wstydliwe i ponure. Jednak musimy pamiętać, że rodzina jest tylko jedna, a błędy naszych przodków nie są naszymi błędami. Musimy spojrzeć w przeszłość, objąć ją, zrozumieć, a potem pozwolić jej odejść. Tylko tak możemy spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Czy Alexis będzie na to gotowa?
Przekonajcie się sami.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Wyspa
Tytuł oryginalny: The Island
Autor: Victoria Hislop
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: Albatros, Warszawa 2007

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Wichrowe Wzgórza


Powieść Emily Brönte od początku była dziełem kontrowersyjnym. Według XIX-wiecznych krytyków dzieło, w którym postępowanie bohaterów jest dwuznaczne i, z moralnego punktu widzenia, nie zawsze słuszne, zasługuje na osąd ze strony autora. A czasem na potępienie. Brönte natomiast ukazała swoich bohaterów bardzo obiektywnie, bez moralizatorstwa i krytycznej oceny ich zachowań. Wywołało to fale krytyki, a Wichrowe Wzgórza uznano za powieść zbyt ponurą jak na tamte czasy.

Najbardziej znaną i całkiem udaną adaptacją jest film Petera Kosminsky’ego z 1992 roku z Ralphem Fiennesem w roli Heathcliffa i Juliette Binoche w roli Cathy. Kiedy usłyszałam, że Andrea Arnold, reżyserka Fish Tank, pracuje nad kolejną ekranizacją spytałam: po co? Jednak zaintrygowało mnie obsadzenie czarnoskórego aktora w roli Heathcliffa i pomyślałam, że może będzie to bardzo oryginalna adaptacja. Nie myliłam się. Wichrowe Wzgórza Andrei Arnold to o wiele mroczniejsza i bardziej surowa wersja prozy Brönte.


Arnold skupiła się na dzieciństwie Cathy i Heathcliffa. Nie oszczędza widza ukazując ciężkie życie Heathcliffa, który na własnej skórze doświadcza jego trudów. Jako znajda o odmiennym wyglądzie jest szykanowany przez Hindleya i resztę domowników. Jedyną przyjaciółkę ma w otaczającej go naturze oraz w Cathy. Niestety ona także się od niego odwróci, co zaważy na losach całej rodziny.
Piękne zdjęcia i brak muzyki wprowadzają widza w bezduszny i posępny świat wrzosowiska, gdzie człowiek jest kompletnie zdany na łaskę natury. Przegrywa z deszczem, wiatrem, błotem, ale też dotkliwie ją niszczy. Jednak pomimo ludzkiej interwencji natura żyje własnym, odmiennym rytmem.

Dojrzewanie bohaterów Arnold ukazała mrocznie i surowo, jednak powrót dorosłego Heathcliffa (James Howson)i jego spotkanie z zamężną Cathy (Kaya Scodelario) wydało mi się dosyć sztuczne. Patetyczne słowa i czyny tylko przedłużały statyczność filmu, co pod koniec było już nie do zniesienia. Jednak film Arnold zostawia po sobie jakiś ślad. Widz wraca do obejrzanych scen i rozmyśla nad smutnym losem bohaterów. Jedno jest pewne: jedni ten film znienawidzą, inni go pokochają. Na pewno nie zostawi nikogo obojętnym.



Moja ocena: 6/10

Tytuł: Wichrowe Wzgórza
Tytuł oryginalny: The Wuthering Heights
ReżyseriaAndrea Arnold
Występują: James Howson, Kaya Scodelario
Czas trwania: 2:08
Premiera polska: 20.04.2012

piątek, 6 kwietnia 2012

Anonimus


Czy Szekspir istniał naprawdę? Pomimo, że zmarł niemal 400 lat temu, jego twórczość nadal zachwyca i inspiruje. Krytycy literatury tłumaczą ten fenomen faktem, że bohaterowie jego sztuk są bardzo prawdziwi i pomimo upływu lat, ponadczasowi. Czy taki geniusz mógł być oszustem?

Jest wiele teorii na temat autentyczności dzieł Szekspira. Niektórzy twierdzą, że wszystko, co napisał wyszło spod pióra współczesnego mu twórcy, Christophera Marlowa. Według innych dzieła takie jak Makbet czy Król Lear były owocem pracy kilku pisarzy i poetów. Virginia Woolf rozważała, co by było, gdyby Szekspir miał siostrę… Tylko, która z teorii ma w sobie chociaż ziarno prawdy?

Szekspir i jego sztuki zainspirowały wielu twórców filmowych, którzy próbowali przełożyć je na język srebrnego ekranu. Jednym z najbardziej znanych propagatorów Szekspirowskich dzieł wśród filmowców jest bezsprzecznie Kenneth Branagh, który sam wyreżyserował, ale także zagrał w kilku ekranizacjach dzieł mistrza. Niektórzy twórcy podeszli do Szekspira bardzo nowocześnie, jak choćby Buz Luhrmann, który Romea i Julię przeniósł do współczesnej Verona Beach. Zakochany Szekspir Johna Maddena opowiadał o życiu brytyjskiego pisarza, ale dopiero Anonimus prowokacyjnie podważa jego autentyzm.

Hrabia Edward de Vere pisze, bo nakazuje mu to jakiś wewnętrzny głos. Na papierze ożywają stworzeni przez niego bohaterowie i wtedy hrabia czuje się spełniony. Niestety na jego stanowisku nie przystoi zajmować się takimi błahostkami. Dlatego postanawia przekazywać swoje sztuki prawdziwemu pisarzowi, który ma je sygnować swoim nazwiskiem. Układ wydaje się prosty, ale pewne okoliczności sprawią, że życie bohaterów filmu przerodzi się w prawdziwy dramat.

Film Rolanda Emmericha obejrzeć warto, aby spojrzeć na autora Snu nocy letniej z całkiem odmiennej perspektywy. Mnogość postaci i wątków na początku może zniechęcać, ale stopniowo wdrażamy się w skomplikowany świat dworu i teatru elżbietańskiego. Na szczególną uwagę zasługuje rola Rhysa Ifansa, który portretuje hrabiego de Vere. Trudno uwierzyć, że kilka lat temu ten sam aktor zagrał szalonego współlokatora Hugh Granta w Nothing Hill.

Wpływ na życie i sztukę może mieć wszystko. Purytańska żona, przybrani rodzice, znienawidzony przyrodni brat czy sama królowa Elżbieta I. Czasem jest to także zwykły przypadek. Osoby i zdarzenia targają życiem hrabiego, aż w końcu zapomina kim naprawdę jest. Jedynie w swoich sztukach może wyrazić własne poglądy i przekazać część siebie. Niestety, nigdy ich nie podpisze. Nikt nie pozna jego imienia i nazwiska pomimo, że jego sztuka wstrząśnie fasadami brytyjskiego dworu i poruszy serca zwykłych obywateli. Nie jego będą wspominać wieki później, ale pewnego oszusta zwanego William Szekspir. Smutne, prawda? 

Jednak Anonimus to tylko film, wytwór wyobraźni. Ale gdyby tak było naprawdę, czy zmieniło by to nasze postrzeganie Szekspira i jego dzieł? Może nazwisko nie jest tak ważne, jak sztuka, którą po sobie zostawił. W końcu czytamy w Makbecie, że "życie jest powieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, lecz bez krzty sensu".



Moja ocena: 6/10


Tytuł: Anonimus
Tytuł oryginalny: Anonymus
ReżyseriaRoland Emmerich
Występują: Rhys Ifans, Vanessa Redgrave
Czas trwania: 2:10
Premiera polska: 11.11.2011

środa, 21 marca 2012

Autor Widmo

Książki są niesamowitym wynalazkiem ludzkości. Dzięki nim przenosimy się do innego świata i możemy żyć życiem innych. Ale niektóre książki mogą mieć na nas zabójczy wpływ. Roman Polański poruszył to zagadnienie w filmie Dziewiąte Wrota, a teraz wraca do niego w Autorze Widmo.

Młody pisarz (Ewan McGreggor) zostaje wynajęty, aby dokończyć pracę nad wspomnieniami byłego premiera Wielkiej Brytanii Adama Langa (Pierce Brosnan), ponieważ jego poprzednik Michael McAra zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Duch, ponieważ nie poznajemy jego imienia, udaje się na wyspę, gdzie mieszka premier razem ze swoja żoną, grupą asystentek i ochroniarzy. Zaczyna pracę nad manuskryptem i daje się wciągnąć w szereg tajemniczych zdarzeń. Jednak Duch zrobi wszystko, aby nie pójść w ślady swojego poprzednika.

Polański po mistrzowsku dawkuje napięcie, a muzyka Alexandra Desplat tylko dodaje uroku wydarzeniom na ekranie. W efekcie, mamy dobrze zrobiony thriller ze znakomita obsadą, w którym zakończenie zaskoczy nie jednego widza. Dla mnie jedynym minusem filmu była polityka, która w dosyć zagmatwany sposób przewija się przez film. Powieść Roberta Harrisa The Ghost była inspiracją dla Polańskiego, a więc może tam należałoby szukać wyjaśnienia niektórych kwestii politycznych. Pomimo tego, film z pewnością wart obejrzenia. Polecam.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Autor Widmo
Tytuł oryginalny: The Ghost Writer
ReżyseriaRoman Polański
Występują: Ewan McGreggor, Pierce Brosnan
Czas trwania: 2:08
Premiera polska: 19.02.2010

wtorek, 6 marca 2012

"Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania"

Jurka Owsiaka chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Przystanku Woodstock, TV Kręcioła czy programu Róbta co chceta. Jednym słowem: człowiek-orkiestra. Dosłownie i w przenośni. Jego najnowsza książka opowiada o tym jak do tego doszło, że w tak ponurym kraju jak Polska raz w roku wybucha zbiorowa euforia, czyli orkiestrowy finał.

Książka Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania to luźna opowieść o tym, co udało się do tej pory osiągnąć fundacji WOŚP, komu pomóc i co kupić za zebrane pieniądze. Owsiak ze znaną sobie zwadą i pewną dozą chaosu tworzy swoiste kalendarium i wspomina w nim o wszystkich ważnych przedsięwzięciach i sztabie ludzi, którzy to wszystko organizują. Z wielką dokładnością opisuje wszystkie kolejne finały i wiele innych znaczących akcji zorganizowanych przez Fundację, począwszy od roku 1986 i swojej audycji w Rozgłośni Harcerskiej. Wszystko uzupełnione barwnymi zdjęciami i kolorowa grafiką, typową dla ducha Orkiestry.

Choć czasem można się pogubić w chaosie wydarzeń, postaci, dat i ilości zebranych pieniędzy, książka ta pokazuje, że wszystko jest możliwe jeżeli dążymy do tego z uporem i determinacją, nie przejmując się głosami krytyki.
 Róbta co chceta nie jest peanem na cześć Jurka Owsiaka, wręcz przeciwnie. On nie prosi, aby mu dziękować, nie chce pochwał i „pomników”. Uważa, że po prostu tak trzeba. I organizuje kolejny Finał. Radość przebadanych dzieci i wdzięczność ich rodziców jest największym wynagrodzeniem. A to wszystko „Made in Poland”.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni- 20 lat grania
Autor: Jurek Owsiak
Ilość stron: 525
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...