![]() |
| www.filmowykot.blogspot.com |
Dzięki uprzejmości Ani z bloga Filmowy Kot, postanowiłam cofnąć się do mych lat dziecięcych i odszukać w zakamarkach pamięci filmy, które w tamtym okresie były dla mnie najciekawsze, najśmieszniejsze, ale niektóre też przerażające. Ciężko mi wybrać tylko 5 filmów, ale postaram się:
Myślę, że większość z nas może powiedzieć, że powyższy film mniej lub bardziej odznaczył się jego dzieciństwie. Ja przygodę z serią o zwariowanych policjantach zaczęłam bardzo wcześnie. Jak legenda rodzinna niesie, kiedy mama była w ciąży, rodzice poszli do kina na Akademię Policyjną. Podobno tak ją kopałam, że musieli wyjść z sali. To kopanie tłumaczę tym, że świetnie się na tym seansie bawiłam i w jakiś sposób musiałam wyrazić swoją radość. Do tej pory został mi sentyment do tej szalonej historii o szkole dla policjantów. Zawsze najbardziej lubiłam rozkrzyczanego Zeda i Larvella, który naśladował głosy.
Moja macocha jest kosmitką (1988)
Film na kasecie VHS nadal jest w rodzinnym posiadaniu, tylko leży gdzieś ukryty w szafie. Pamiętam jak cala rodzina siadała przed telewizorem i oglądaliśmy przygody kosmitki Kim Basinger na video. Zawsze najbardziej przerażało mnie oko w torebce.
Nic nie widziałem, nic nie słyszałem (1989)
Kto wpadł na pomysł, by uczynić głuchego i ślepego świadkami morderstwa? Duet Wilder-Pryor w tamtych czasach był dla mnie najzabawniejszą ekranową parą.
Sok z żuka (1988)
Ten film zawsze mnie przerażał i jednocześnie fascynował. Oglądałam go zawsze "przez palce".Ostatnio w telewizji puścili Beetlejuice, więc mogłam po raz kolejny skonfrontować się z moimi lękami z dzieciństwa. Nie wiem czy pamiętacie scenę, kiedy główni bohaterowie idą korytarzem z podłogą w czarno-biała kratę, jedna z rolet się uchyla i ukazuje zagubione dusze. Do ostatniego seansu (który miał miejsce kilka dni temu!) na tej scenie zawsze miałam zamknięte oczy. Serio! Sok z żuka nadal jest filmem świetnym, z doskonałą rolą Michaela Keatona.
Z tym filmem wiąże się kolejna anegdota, jak to ja, czyli naczelny niejadek przez cały czas trwania filmu jadłam jedną drożdżówkę. :)
Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa (1988)
Ten miniserial BBC oglądałam w wielkim napięciu, siedząc pod samym telewizorem u mojej babci. Pamiętam jak bardzo poruszyła mnie śmierć Aslana z rąk przerażającej czarownicy. Po latach okazało się, że Aslan był tylko sterowaną kukłą, a reszta efektów specjalnych wołała o pomstę do nieba. Ale to jest właśnie piękne we wspomnieniach filmów z dzieciństwa. Nie liczą się efekty czy gra aktorska, tylko sama historia i treść jaką przekazuje. Aslan zginął, ale na szczęście powrócił do życia, a zła czarownica została pokonana. Do tej pory moim ulubionym bohaterem filmowym jest ten wyjątkowy lew i cieszę się, że w nowej wersji Opowieści wygląda bardziej realnie. Nie wspominając już o tym, że jestem taką jego fanką, że nawet mam kubek z jego podobizną :)
Do listy doliczyłabym jeszcze Niekończącą się opowieść oraz Powrót do przyszłości. Pamiętam film, który bardzo mną wstrząsnął jak byłam dzieckiem i był to rodzimy obraz Wedle wyroków twoich Jerzego Hoffmana. Do tej pory pamiętam sceny i emocje, które we mnie wzbudził.
Wygląda na to, że większość filmów mojego dzieciństwa to amerykańskie komedie końca lat '80. Czy to jakoś świadczy o mnie? Może trochę :)
Miło było odbyć tę podróż, a do zabawy zapraszam Asię z bloga http://filmoliteraturofilia.blogspot.com oraz wszystkich tych, którzy maja ochotę odbyć podróż do przeszłości.












.jpg)




















