Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

"Dym i lustra: opowiadania i złudzenia" Neil Gaiman

Czarnowłosa kobieta o tajemniczym wzroku spogląda na nas z okładki trzeciego wydania zbioru opowiadań Neila Gaimana Dym i lustra. Czarne gałęzie wplątują się w jej włosy. Na okładce najnowszych Drażliwych tematów widniała eteryczna blondynka z przymkniętymi oczami niemal we śnie. Czy ta czarnowłosa niewiasta może być symbolem jeszcze mroczniejszych wizji autora?

W tym zbiorze mistrz fantasy porusza tematy, które są tak zdradliwe jak obraz w zwierciadle i ulotne jak dym z papierosa. Sprawy przyziemne przeplatają się się z poważnymi tematami. Gaiman dodał do nich szczyptę czarnego humoru i odrobinę magii, przez to opowiadania stały się jeszcze bardziej niepokojące. 

W opowiadaniu Morderstwa i tajemnice Gaiman portretuje świat aniołów, który dla zwykłego śmiertelnika stanowi nie lada zagadkę. Głównym narratorem jest anioł upadły, który musi teraz samotnie przemierzać ulice wielkiego miasta. Autor po raz kolejny udowadnia, że jego wyobraźnia nie zna granic.

Seks stanowi dla autora kolejne źródło rozważań i opowieści. W Poczuciu obcości opisuje coś tak wstydliwego jak choroba weneryczna i nie szczędzi czytelnikowi krępujących szczegółów. W Szukając dziewczyny próbuje odnaleźć tajemniczego króliczka Playboya, który od kilkunastu lat pozuje do zdjęć, ale nigdy się nie starzeje. W Uczcie zastanawia się dlaczego ludzie wolą nie rozmawiać podczas seksu, a sam przyznał, że podczas pisania tej historii wielokrotnie się rumienił. 

Gaiman czerpie także z legend i baśni, czego przykładem może być opowiadanie Rycerskość, gdzie umiejętnie wplata motyw poszukiwania Świętego Graala w sielski obraz małego miasteczka. Z kolei Szkło, śnieg i jabłka to nowa wersja baśni o Królewnie Śnieżce, opowiedziana z perspektywy jej macochy. Śnieżka wcale nie jest taka niewinna, a zemsta to jej drugie imię. Ta wersja na pewno nie jest bajką dla dzieci, a po lekturze niejeden dorosły zmieni swoje podejście do oryginału. 

Na wrzesień MAG zapowiedział wydanie kolejnego zbioru opowiadań Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślenia. Tym razem na okładce będzie widniała rudowłosa kobieta. Czy w tym przypadku wiemy, czego się spodziewać? Ja mogę być pewna jednego: Gaiman nigdy mi się nie znudzi.

Tytuł: Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia.
Tytuł oryginalny: Smoke and Mirrors: Short Fictions and Illusions
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2015
Moja ocena: 7/10

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!







środa, 13 maja 2015

"Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne" Neil Gaiman

Nie wiem, czy już ktoś napisał pean na cześć twórczości Neila Gaimana, ale jeśli tak, to ja tą recenzją chętnie się do niego przyłączę. Najnowszy zbiór jego opowiadań po prostu mnie zachwycił. Niesamowita wyobraźnia autora oraz oryginalny styl: Gaiman każdą kolejną książką udowadnia, że to właśnie on jest niezaprzeczalnym mistrzem w swoim fachu.

Zbiór obfituje w rozmaite historie: baśnie w nowym wydaniu, spotkania z pozaziemską cywilizacją, mity i legendy, a nawet perypetie Doctora Who! Największe wrażenie zrobiło na mnie "Prawda to jaskinia w czarnych górach" o mężczyźnie, który wyrusza na poszukiwania jaskini pełnej złota, inspirowaną historią z wyspy Skye oraz Czarny pies, gdzie ponownie spotykamy się z Cieniem z Amerykańskich bogów. Polecam także Problem z Cassandrą, Jerozolimę, Moją ostatnią gospodynię, Śmierć i miód, Brylanty i perły: baśń. Każda opowieść ma swój urok, a Gaiman jest mistrzem w żonglowaniu gatunkami.

Po lekturze takich dzieł jak NigdziebądźGwiezdny pył czy Amerykańscy bogowie opowiadania są dla mnie prawdziwą wisienką na torcie. Wysmakowane, szyte na miarę, dopasowane do współczesnego świata i jego czytelników. Wielkim plusem Gaimana jest jego wszechstronność: sprawdza się zarówno jako pisarz fantasy, twórca komiksów czy autor science-fiction.

Gaiman na wstępie ostrzega czytelnika: czytasz to na własną odpowiedzialność. Jak sam tytuł zbioru wskazuje, pisarz porusza tematy niewygodne, sprawy, o których wolimy nie myśleć. Jeśli zdecydujemy się w nie zagłębić, to musimy wziąć pod uwagę fakt, że skutki mogą być różne. Gaiman jest mroczny, ale zarazem zaskakująco zabawny w tym ponurym klimacie. Jego dystans do przedstawionych bohaterów pozwala uwierzyć, że w każdej opowieści kryje się coś niesamowitego i wartego uwagi, a rzeczywistość również może być magiczna.

Tytuł: Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne.
Tytuł oryginalny: Trigger Warning: Short Fictions and Distrurbances
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: MAG, 2015
Moja ocena: 8/10

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!












wtorek, 24 czerwca 2014

"Droga królów" Brandon Sanderson

Kiedy wzięłam do ręki powieść Sandersona trochę zaparło mi dech w piersi. Dosłownie i w przenośni, ponieważ książka ta ma niemal 1000 stron, no i swoje waży. Po drugie, nawet pobieżne przerzucenie kilku stron zapowiadało niesamowitą wyprawę w głąb nieznanego mi świata, ponieważ oprawa graficzna jest na najwyższym poziomie. 

Wydanie uzupełnione jest o mapy, rysunki oraz tak zwane Ars Arcanum.  Z początku było mi trudno odnaleźć się w krainie Roshar. Autor rzuca czytelnika w wir wydarzeń i każe mu odkrywać ten świat samemu. Nie wyjaśnia, nie tłumaczy. Dusznikowanie, Odpryskowi, Świetliści, fabriale czy chulle- to tylko część z pojęć, z którymi mamy do czynienia. Plusem takiej narracji jest to, że samemu można odkryć pewne rzeczy i ma się z tego niemałą satysfakcję. Jednak krótkie objaśnienie nie zaszkodziłoby w lekturze, a pomimo wszystko uchroniłoby czytelnika od zagubienia się w meandrach jakże wielu stron powieści. 

Bohaterami są cztery postaci: chirurg-żołnierz Kaladin, Shallan- złodziejka pragnąca przywrócić swój ród do dawnej świetności, żądny zemsty arcyksiążę Dalinar oraz zabójca Sheth, należący do parshmenów, najniższej warstwy społecznej. Śledzimy losy każdego z bohaterów z osobna, a każdy z nich ma do przebycia długą drogę, zarówno fizycznie jak i duchowo. 

Najbardziej zaintrygowała mnie postać Kaladina, który przeszedł prawdziwą transformację: od syna lekarza, przez niewolnika, do żołnierza i przywódcy jednej z drużyn mostowych, wykorzystywanych przez arcyksięcia Sadeasa w wojnie przeciwko Parshendi. Poświęcenie Kala, chęć niesienia pomocy oraz wytrwałość i wola przetrwania są godne podziwu w warunkach w jakich się znalazł. 

Idea ruchomych mostów dźwiganych na plecach niewolników to jedno z wielu  intrygujących rozwiązań w książce Sandersona. Roshar zamieszkują nie tylko ludzie, ale także spreny- połączenie energii, światła, siły związanej z daną rzeczą, na przykład wiatrospreny czy bólospreny. Przykładem takiego sprena może być Syl, która towarzyszy Kaladinowi na każdym kroku. Kolejnym ciekawym elementem są żołnierze zwani Odpryskowymi, którzy posiadają godną pozazdroszczenia zbroję oraz szczególny miecz, który pojawia się na ich zawołanie. Opisy przywoływania Ostrza Odprysku pobudzają wyobraźnię i chętnie zobaczyłabym to na dużym ekranie. 

Szczególne miejsce w krainie Roshar zajmują kobiety. To one sprawują pieczę nad nauką, są skrybami, uczonymi, historykami. Pomimo szanowanych stanowisk, silne kobiety takie jak Navani czy Jasnah i tak muszą, wedle zwyczaju, ukrywać jedną dłoń, aby nie kusić mężczyzn. 

Droga królów stron ma niemało, ale nie przeszkadza to w odbiorze całości. Wszystko, co znalazło się na kartach tej księgi zostało dogłębnie przemyślane i ma swój cel. Droga królów, jako pierwszy tom cyklu Archiwum Burzowego Światła to tylko początek ekscytującej podróży


Tytuł: Droga królów
Tytuł oryginalny: The Way of Kings
Autor: Brandon Sanderson
Ilość stron: 960
Wydawnictwo: MAG, 2014
Moja ocena: 7/10


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!



niedziela, 13 kwietnia 2014

"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch

Nie przepadam za kryminałami i pewnie dlatego nie przeczytałam ich zbyt wiele. Rzeki Londynu to powieść nie tyle kryminalna, ale kryminalno-fantastyczna. Dla mnie magii nigdy nie za wiele, więc najnowszą książkę Aaronovitch'a przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. 

We współczesnym Londynie, aż roi się od bóstw, duchów czy wampirów. Stołeczna policja stara się utrzymać magię na wodzy, aby ta nie przekraczała progu tolerancji przeciętnego obywatela. Jednak pewien duch rebelii próbuje zakłócić panujący porządek.

Peter Grant to policyjny nowicjusz, który z bycia zwykłym posterunkowym awansuje na ucznia czarodzieja, detektywa Thomasa Nightingale'a. Nienaganne maniery inspektora, jego ubiór i sposób wysławiania się niechybnie wskazują na to, że urodził się w innym stuleciu. Ten wiekowy jegomość stacjonuje w Szaleństwie, departamencie zajmującym się czarami. Posterunkowy Grant ma mu pomóc w rozwikłaniu zagadki tajemniczych wydarzeń ostatnich tygodni. 

Z pozoru zwyczajnych i spokojnych ludzi ogarnia szał, nad którym nie potrafią zapanować. Stają się agresywni i niebezpieczni dla otoczenia. Nightingale i Grant starają się zapobiec kolejnym aktom przemocy. Pater trenuje zaklęcia i uczy się teorii magii. Będzie musiał także przejść przyspieszony kurs z wiedzy o londyńskich rzekach, które zostały podzielone między Matkę Tamizę oraz Ojca Tamizę. 

Aaronovitch stworzył intrygującą powieść, która sprytnie łączy kryminologię z elementami fantastycznymi. Mamy tu także kawałek historii Londynu oraz wód, które go otaczają. Dla mnie najciekawszymi postaciami są właśnie personifikacje każdej z rzek. Kolejnym interesującym elementem jest vestigium, czyli trudne do opisania zjawisko percepcji zmysłowej danego miejsca lub osoby. Aaronovitch pokazał, że ma sporo ciekawych pomysłów, ale Rzeki Londynu to tylko przedsmak większej całości. Kontynuacją będzie powieść Księżyc nad Soho, po którą sięgnę na pewno.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Rzeki Londynu
Tytuł oryginalny: Rivers of London
Autor: Ben Aaronovitch
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2014


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!




wtorek, 26 listopada 2013

"Zmierzch" Stephenie Meyer

Nigdy nie myślałam, że kiedyś napiszę recenzję Zmierzchu, ponieważ nie przeszło mi nawet przez myśl, że tę powieść przeczytam. Broniłam się przed nią rękami i nogami. Oglądałam filmy i obca mi była gorączka, która obiegła fanów Sagi na całym świecie. Stwierdziłam jednak, że moja postawa nie jest do końca słuszna, bo jak mogę oceniać historię zawartą w (powiedzmy sobie szczerze) nie do końca udanych filmach, skoro nigdy nie miałam do czynienia z ich literackim pierwowzorem.

Dlatego zdecydowałam się sięgnąć po opowieść o Edwardzie i Belli. Oto moje wytłumaczenie. Bo czytanie takiej książki jak "Zmierzch" wymaga wyjaśnień prawda? Czytałam ją tylko w ustronnych miejscach, krępowałam się, że ktoś zobaczy okładkę, kiedy czasem udało mi się przeczytać kilka stron w środkach publicznego transportu. Czy słusznie?

Do tej pory uważałam, że Saga Meyer jest jedną z najbardziej kiczowatych i ckliwych historii, jaką poznał świat. Przyznam szczerze, że książka tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu, ale spojrzałam na całą opowieść nieco bardziej pobłażliwie. Powieść jednak rządzi się innymi prawami, niż film i często działa to na jej korzyść. W filmie nie można zmieścić wszystkiego, dlatego warto sięgnąć po książkę jako uzupełnienie ekranowej historii.

Czytając powieść Meyer nieźle się ubawiłam, gdyż arcydzieło to to nie jest. Czasem wybuchałam śmiechem czytając takie wyrażenia jak: Czy powinnam wiedzieć, że wiedzą, że wiem, czy też nie? (s. 182)Dając mu znać oczami, co zamierzam uczynić (s.229)Gdzie miałaś oczy na łące? ( s. 239). Może to wina nietrafionego tłumaczenia,ale takich smaczków jest więcej. Wydaje mi się, że Meyer po prostu spisywała to, co jej ślina na pióro przyniosła i wyszło z tego średniej jakości czytadło dla nastolatek.

Kiedy jeszcze nie panował szał na wampiry i wilkołaki, książka Meyer była pozycją nowatorską, początkującą pewien trend w literaturze. Nie można porównywać jej książek z dziełami Anne Rice czy Brama Stokera. Jednak to właśnie Meyer spopularyzowała wampira dla szerszej i dużo młodszej publiczności. Nie mogę się nie zgodzić z faktem, że Saga: Zmierzch to swoisty fenomen, który na stałe zapisał się w światowej popkulturze.

Wydaje mi się, że wiele osób nawet nie próbuje zmierzyć się z powieścią. Powiem szczerze: spróbujcie. Przynajmniej z ręką na sercu będziecie mogli stwierdzić, że nie podobał Wam się Zmierzch, zamiast dostosowywać się do opinii innych. Ja tak zrobiłam i nie żałuję.

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Zmierzch
Tytuł oryginalny: Twilight
Autor: Stephenie Meyer
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Dolnośląskie, 2007


czwartek, 14 listopada 2013

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

Internet, telewizja, pieniądze czy narkotyki to bogowie naszych czasów. Ich siła oddziaływania jest tak potężna, że ludzie zapomnieli o dawnych bóstwach z przeszłości. Odyn, Thor, Kali, Ganeśa czy Czarnobóg zostali zdetronizowani i rzuceni w wir prozy życia. Królowa Saby pracuje jako prostytutka, jedyną rozrywką Wielkanocy są pikniki w parku, a Anubis i Thot prowadzą zakład pogrzebowy. Gaiman w swojej epickiej powieści Amerykańscy bogowie konfrontuje dawne wierzenia ze współczesną "religią", która z wiarą nie ma już nic wspólnego.

Cień po trzech latach wychodzi z więzienia, aby dowiedzieć się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Jakby tego było mało, kiedy on odsiadywał wyrok, Laura zdradzała go z jego najlepszym kolegą. Nagle wizja życia na wolności zaczyna go przytłaczać, ale z pomocą przychodzi mu tajemniczy pan Wednesday. Cień zaczyna dla niego pracować i już pierwszego dnia przekonuje się, że wszystko, w co do tej pory wierzył, nie ma już najmniejszego znaczenia. Razem wyruszają w podróż w głąb Ameryki, spotykając po drodze istny boski panteon. Wednesday werbuje armię, aby niczym mitologiczny Odyn poprowadzić ją do boju podczas Ragnaröku- zmierzchu bogów.

Fabuła przeplata się z opowieściami o ludziach, którzy kiedyś przybili do Ameryki: rudowłosa Essie przywiozła ze sobą wiarę we wróżki i skrzaty, afrykańscy niewolnicy wiarę w Elegbę, Wikingowie czcili władcę piorunów. Ich wierzenia dały początek amerykańskim bogom: zagubionym, zapomnianym, niepotrzebnym. Ameryka według Gaimana to kraj, w którym nawet dla bogów amerykański sen jest nieosiągalną iluzją.

Nie byłam przygotowana na taką powieść Gaimana jak Amerykańscy bogowie. Przyzwyczajona do bardziej baśniowego klimatu (Gwiezdny pył), koszmarów widzianych dziecięcymi oczami (Ocean na końcu drogi) czy niezwykłych przygodach zwykłego człowieka (Nigdziebądź) odebrałam Amerykańskich bogów jako książkę bardzo dojrzałą. Połączenie mitologii z różnych stron świata na amerykańskim gruncie dało niesamowite efekty. Bogowie, którym kiedyś oddawano cześć i składano ofiary zostali przez Gaimana odarci z wszelkich świętości. Autor bawi sie symbolami i boskimi atrybutami. Nie wszystkich bogów ukazuje nam wprost. Wplątuje czytelnika w sieć skojarzeń i niedomówień, co czyni lekturę jeszcze bardziej fascynującą.

Gaiman bawi, straszy, zachwyca. Amerykańscy bogowie to prawdziwa uczta dla fanów fantastyki. Wyraźnie nakreśleni bohaterowie, przemyślana i wciągająca fabuła przesiąknięta magią wierzeń z dawnych czasów. Niezapomniana podróż, która na długo pozostaje w pamięci


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Amerykańscy bogowie
Tytuł oryginalny: American Gods
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 464
Wydawnictwo:  MAG, 2013

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!


wtorek, 22 października 2013

"Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman

Nie oceniaj książki po okładce mówi porzekadło stare jak świat. Ale ja patrząc na Ocean na końcu drogi od razu zapragnęłam przenieść się do świata Gaimana, jednak nie byłam do końca pewna, co mnie tam spotka. Z okładki możemy wywnioskować, że najnowsza powieść twórcy Gwiezdnego pyłu jest mroczna, tajemnicza i może trochę smutna. Już po lekturze mogę stwierdzić, że wspomnianie wyżej przysłowie, w tym przypadku się nie sprawdziło.

Narrator to mężczyzna w kwiecie wieku, który wraca w rodzinne strony. Kierowany instynktem podąża dawno zapomniana drogą, która prowadzi go do domu na krańcu ścieżki. Wszystko wydaje mu się znajome, ale nie jest pewien skąd to wszystko pamięta. Wie, że kiedyś odwiedzał w tym domu swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, Lettie Hempstock. Dziewczyna już tam nie mieszka, dawno temu wyjechała do Australii. Jest jednak coś, co nie daje naszemu bohaterowi spokoju: kaczy staw, który znajduje się za domem rodziny Hempstocków. Narrator siada na ławce i stara się przypomnieć sobie, co  wydarzyło się wiele lat temu, podczas pewnych wakacji, kiedy miał 7 lat.

Czytelnik podąża śladami narratora, który opisuje nam swoje dzieciństwo: urodziny, na które nikt nie przyszedł, książki, które były jego najwierniejszym towarzyszem, górnika opali, który wynajął u nich pokój, a potem zastrzelił się w ich samochodzie. Samobójstwo tego człowieka uruchomiło lawinę zdarzeń, które na zawsze zmieniły życie głównego bohatera. W chwilach samotności i strachu mógł liczyć tylko na Lettie, która dodawała mu otuchy. Razem stanęli przeciwko złym mocom, które mogły zniszczyć świat. Ale wszystko ma swoją cenę...

Przygody, które spotykają głównego bohatera pomagają mu zrozumieć świat dorosłych, który rządzi się innymi prawami, niż świat dziecka. Chłopiec nie ufa dorosłym, bo nie ma w nich oparcia. Szczególnie nie wierzy nowej opiekunce, przez którą jego relacje z ojcem jeszcze bardziej się pogarszają. Bohater sam musi podejmować decyzje i stawić czoło konsekwencjom. Ocean na końcu drogi to przypowieść o odwadze i poświęceniu, o przyjaźni i dojrzewaniu. I o walce z mrokiem. Nie tym, który czai się pod łóżkiem czy na strychu, ale tym, który nosimy w sobie.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Ocean na końcu drogi
Tytuł oryginalny: The Ocean a the End of the Lane
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 216
Wydawnictwo: MAG, 2013



Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!


piątek, 9 sierpnia 2013

"Stardust" Neil Gaiman

Wiem, że najpierw powinno się przeczytać książkę, a później obejrzeć jej filmową adaptację, ale w moim przypadku zwykle jest odwrotnie. To ciekawe filmy naprowadzają mnie na swoje ekranizacje i niestety często, chociaż wiele osób się ze mną nie zgodzi, film jednak wygrywa z książką. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. Dla mnie tak było w przypadku Pokuty McEwana, Królowej Margot Dumasa czy Dziewczyny z perłą Chevalier. I tak też było w przypadku powieści Gaimana oraz jej ekranizacji.

Kocham film Gwiezdny pył Vaughn'a. Historia młodego mężczyzny, który dla ukochanej postanawia odnaleźć spadająca gwiazdę jest zabawna, wzruszająca, pełna wciągających przygód i nietuzinkowych bohaterów. I jak tu teraz oceniać powieść? Książka pomimo swojej niewielkiej objętości, niesamowicie mi się dłużyła. Dopiero gdzieś tak w połowie zainteresowałam się losami Tristrana (w filmie główny bohater ma na imię Tristan!) pomimo, że i tak dobrze znałam zakończenie. Jednak lektura powieści w oryginale pozwoliła mi dogłębniej zapoznać się ze stylem Gaimana, który nie do końca oddają polskie przekłady. Gaiman pisze niezwykle barwnie. Poetyckim i wyszukanym językiem wprowadza nas w świat krainy Faerie. Powieść Gaimana jest jak z pogranicza snu i jawy, mitologii i fantastyki. Lektura to sam przyjemność. Dużym atutem są zamieszczone na końcu angielskiego wydania pytania do dyskusji oraz wywiad z autorem.

Ciężko mi oceniać samą książkę, kiedy przed oczami stoi mi Robert De Niro w tiulach i pantalonach. Są oczywiście pewne różnice między książką i filmem. Twórcy filmu rozwinęli wiele motywów, które Gaiman ledwie zarysował, a film ukazał w innym świetle: losy Lamii i jej sióstr, postać kapitana Shakespear'a czy "złożona" osobowość Victorii Forester. Scenarzyści skupili się na najciekawszych wątkach i postawili na stworzone z rozmachem fantasy dla dużych i małych. Powieść Gaimana jest napisana w mrocznym i poważnym tonie. W filmie zostały dodane pewne elementy humoru, no i oczywiście happy end, który pozwala na seans także młodszym widzom.

Powieść jest dobra, ale z racji tego, że moja wyobraźnia już została skażona przez wersję filmową książka pozostawia niedosyt. Następnym razem najpierw przeczytam książkę, potem obejrzę film. Naprawdę, obiecuję...

Moja ocena: 6/10

Tytuł oryginalny: Stardust
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Headline, 2005

poniedziałek, 1 lipca 2013

"Malowany człowiek, Księga I" Peter V. Brett

Kiedy koleżanka zaproponowała mi, abym przeczytała Malowanego człowieka, trochę się zawahałam. Do tej pory to  Tolkien stanowił dla mnie fundament literatury fantastycznej i nie czułam potrzeby, aby bardziej zgłębiać temat. Szczególnie, że jakoś żadna książka z tego nurtu tak naprawdę mnie nie zainteresowała. Jednak postanowiłam dać Malowanemu człowiekowi szansę, no bo cóż mam do stracenia.

Początek nie był łatwy. Ciężko mi było przenieść się w świat stworzony przez Bretta: wypełniony Otchłańcami, udręczonymi ludźmi oraz otaczającymi ich magicznymi runami. Historia Arlena, chłopca, który traci matkę i w pojedynkę postanawia stawić czoło demonom, czytałam z lekkim uśmieszkiem i przymrużeniem oka. Po prostu nie byłam do tego wszystkiego przekonana. Ale czytało się szybko i w sumie przyjemnie, więc przez historie kolejnych bohaterów, Leeshy i Rojera przebrnęłam bez większego problemu. 

Może to jakaś solidarność płci, ale najbardziej kibicowałam Leeshy, młodej podopiecznej zielarki i z zapartym tchem czytałam o jej przygodach. I właśnie wtedy odkryłam, że Malowany człowiek jest książką naprawdę wciągającą i... fajną. Może nie jest to wybitne dzieło z ważnym przesłaniem, ale Brett ma niezwykły dar opowiadania: prosty i zrozumiały, jak średniowieczny minstrel , który opowiada historie z przed wieków. Jego książka wciąga bez reszty i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: "Malowany człowiek, Księga I"
Tytuł oryginalny: The Painted Man
Autor: Peter V. Brett
Ilość stron: 504
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008


niedziela, 9 września 2012

"Nigdziebądź" Neil Gaiman


Czy wydawało ci się kiedyś, że jesteś zawieszony pomiędzy dwoma światami: tym realnym i tym ze sfery marzeń oraz najgorszych koszmarów sennych? Taki stan to „nigdziebądź” i wpadł w niego najbardziej przeciętny obywatel, Richard Mayhew.

Do tej pory miał wszystko: stabilną pracę, śliczną partnerkę oraz uporządkowane, aczkolwiek nudne życie. Pewnego wieczora zdecydował się uratować życie przypadkowo napotkanej dziewczynie, która leżała na ulicy w kałuży krwi. O tego momentu Richard zostaje wciągnięty w wir osobliwych zdarzeń, a dziewczyna o wdzięcznym imieniu Drzwi staje się jego towarzyszką podczas podróży po Londynie Pod. Okazuje się, że do tej pory Richard mieszkał w Londynie Nad- królestwie przeciętności, nudy i uporządkowanego życia. Londyn Pod jest jego kompletnym przeciwieństwem- tam wszystko jest magiczne i niesamowite.

Na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim postaci go zamieszkujące. Richard musi stawić czoła zabójcom, Szczuromówcom, Aksamitnym i wielu innym intrygującym kreaturom. 

Moimi zdecydowanymi faworytami są pan Croup i pan Vandemar, zabójcy określający się jako „Stara firma. Przeszkód usuwanie, kłopotów niwelowanie, zbędnych członków odcinanie i usługi dentystyczne.” Ich profesjonalizm w podejściu do wykonywanego „zawodu” oraz wyjątkowe poczucie (czarnego) humoru tworzą mieszankę wybuchową. Na uwagę zasługuje również Markiz de Carabas, pełen dumy i kurtuazji arystokrata oraz Stary Bailey, zwariowany hodowca gołębi, uwielbiający dachy oraz wymianę towarów. Niestety na tle tych wszystkich barwnych postaci panna Drzwi wydaje mi się nijaka, czasem irytująca. Jako ostatnia córka znamienitego rodu, Drzwi podczas swojej wyprawy potrzebuje przewodnika, ochroniarza i rycerza. Miałam wrażenie, że bez Łowczyni, Carabasa i Richarda, Drzwi byłaby bezradna w Londynie Pod, tak samo jak Richard. Oprócz intrygujących bohaterów, Londyn Pod to także osobliwe miejsca, takie jak Ruchomy Targ, Shepherd’s Bush czy Blackfriars. Warto nadmienić, że nazwy miejsc ściśle związane są z ich mieszkańcami, bo w Londynie Pod wszystko traktuje się dosłownie.

Nigdziebądź to pierwsza książka Gaimana, którą miałam możliwość przeczytać. Jednak kiedy zastanowię się o czym była, mam problem z odpowiedzią. Może o zagubionym mężczyźnie, który porzuca zwykłe życie, aby przeżyć coś niezwykłego? A może to wszystko koszmarny sen, który stworzyła jego wyobraźnia? Wiem jedno, Nigdziebądź to opowieść, nad którą nie warto się dużo zastanawiać. To po prostu trzeba przeczytać.  


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Nigdziebądź
Tytuł oryginalny: Neverwhere
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Nowa Proza, 2012


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza.




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...