Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Wilczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Wilczyński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2013

Animowane wtorki: Mariusz Wilczyński

Kochani! Od teraz na blogu In the Deep Blue Sea wtorki będą poświęcone animacji. Co tydzień będziecie mogli poczytać o wybitnych twórcach oraz filmach, które tworzą współczesny kanon animacji polskiej i światowej. No to zaczynamy!




Mariusz Wilczyński, animator-samouk, fan Petera Greena, pierwszy polski autor filmów animowanych, który miał swoją indywidualną retrospektywę w prestiżowym Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Tam też odbyła się światowa premiera pełnometrażowego filmu Kizi Mizi. Podczas Animatora 2008 udało mi się zamienić z panem Wilczyńskim kilka słów. Artysta stwierdził, że sam jeszcze do końca nie wie, jak to się stało, że jego twórczość znalazła się w MoMie. „To tak jakby teraz zadzwonił do pani Brad Pitt i zaprosił na kawę!”. W ramach festiwalu Animator 2008 miała także miejsce retrospektywa filmów Wilczyńskiego, gdzie widzowie mieli okazję obejrzeć miniatury będące fragmentami autorskiej animowanej oprawy TVP Kultura oraz filmy animowane takie jak Niestety (2004), Wśród nocnej ciszy (2000) czy Śmierć na pięć (2002) będący dla twórcy szczególnie ważnym filmem, gdyż w trakcie rysowania tego filmu nagle zmarł kompozytor i wykonawca piosenki Grzegorz Ciechowski.

 Zapraszam do lektury!

Małgorzata Lewandowska: W piątek z okazji cyklu Animacja i Muzyka będzie miał miejsce performance z pana filmami oraz muzyką na żywo Fisz/ Emade/ Tworzywo. Będzie to pierwsza pana współpraca z tymi artystami. Dlaczego akurat oni?
Mariusz Wilczyński: Tak, tak, to będzie pierwszy pokaz z Fiszem i z Emade. Są świetni! Młodzi, inteligentni, wrażliwi, oryginalni, nie idą za owczym pędem. Ja zawsze staram się zapraszać do moich projektów takich muzyków. W przeszłości to był Tomasz Stańko, Pink Freud z takich młodych zespołów, a teraz Fisz i Emade.


ML: Czy jest jakaś część festiwalowego programu, która pana szczególnie zainteresowała? Jakaś retrospektywa, jakiś pokaz filmów?

MW: Ja uważam, że ten festiwal jest w ogóle fantastyczny, bo pierwszy raz, nie chcę mówić przeciwko innym festiwalom, ale tu się ma poczucie, że jest się na festiwalu światowym. Można zobaczyć retrospektywy najlepszych twórców, można spotkać na przykład pana Kowalowa, na którego wczoraj byłem retrospektywie i to jest absolutne mistrzostwo świata. Taki zjazd gości, wybitnych twórców z zagranicy, z całego świata. Zaraz przyjadą Bracia Quay, zaraz przyjedzie Zbyszek Rybczyński. Tak powinno być, aż dziwne, że takiego festiwalu nie było. Myślę, że to jest w ogóle świetny pomysł, że Poznań. Ja tu do Poznania kiedyś jeździłem, bo tutaj kiedyś mieszkał i żył mój tata. I teraz jak przyjechałem do Poznania to w ogóle oczy otwieram! To tak samo jak Wrocław - to jest też miasto, które najpiękniej się zmienia. Ja mam tylko taką nadzieję, że to się uda utrzymać. Bo naprawdę, niestety duża część festiwali w Polsce jest skażona jakimś prowincjonalizmem, to znaczy jak w jednym mieście jest organizowany festiwal, to wiadomo jak w banku, że artyści z tego miasta zwyciężą. Tak jest w Krakowie, niestety w tym roku tak samo było w Łodzi. Mówię niestety, bo z Łodzią jestem związany, tam się urodziłem, wiele lat mieszkałem. Teraz pracuję w łódzkiej filmówce, zresztą z Piotrkiem Dumałą i Markiem Skrobeckim. Ale tak niestety w tym roku było na festiwalu. I te festiwale staczają się wtedy w prowincjonalizm, zaściankowość. A tutaj jest po prostu inny oddech! Wczoraj jadłem na przykład obiad i siedział obok pan Witold Giersz. Boże! Przecież to jest legenda animacji! I siedział sobie obok Krzysiek Knittel i przysiadł się do nas Żmudzki, i potem przyszedł do nas pan Żmudziński i na to wszystko przyszedł Marcin Giżycki! Ci ludzie się zmieniają, a obok siedział właśnie Kowalow. I o to chodzi, że my się spotykamy, wymieniamy się myślami. Rewelacja, jestem zachwycony!

ML: I jeszcze ten duch Borowczyka, Lenicy…
MW: No dokładnie! Nie jest tu taka wymuszona atmosfera, napięta, tylko wszystko na luzie. Super!

ML: A czy jest jeszcze jakiś artysta, na spotkanie z którym pan czeka, oprócz wspomnianego Igora Kowalowa?
MW: Ja mam trochę taką filozofię, że staram się dosyć mało oglądać i to nie jest gest przeciwko żadnemu konkretnemu artyście, tylko taka moja filozofia wynikająca z tego, że ponieważ jestem samoukiem w animacji i tworzę, na ile to możliwe w dzisiejszych czasach, ale w izolacji. I teraz się czuję na tyle silny, że nie wydaje mi się, żeby jakiś artysta mógł przestawić mi coś w głowie jeżeli chodzi o mój świat. Chodzę, ale nie na za wiele pokazów, ale codziennie jestem na dwóch pokazach, co i tak wystarczy. Z tego co widziałem zrobił na mnie wrażenie właśnie wczoraj pan Kowalow. To widać, że to jest mistrz Piotra Dumały. To jest naprawdę artysta wielkiego kalibru, który rzadko robi film, co parę lat. To są perły i wczoraj te perły można było zobaczyć i można było z reżyserem pogadać. Super!

Wywiad pierwotnie ukazał się na stronie:



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...