sobota, 22 grudnia 2012

Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę


Książki, w których głównym bohaterem są zwierzęta mają tę specyficzną, beztrosko-radosną aurę. Zwykle pojawia się ten sam wzór: główny (ludzki) bohater, z początku niechętnie i często przypadkiem wchodzi w posiadanie zwierzaka, najczęściej kota lub psa. Czworonogi te obdarzone niezwykłym charakterem i werwą doszczętnie demolują mieszkanie głównego bohatera i przysparzają mu wielu innych trosk związanych z porwanymi firankami, obgryzionymi butami czy obsikanym łóżkiem. Główny bohater walczy, miota się pomiędzy złością a miłością do kudłatego bohatera. Ostatecznie oczywiście pozytywne uczucia zwyciężają, a ludzki bohater uznaje, że przygarnięcie zwierzaka to była jedna z lepszych decyzji w jego życiu.

Taki sam wzór powtarza się w książce Helen Brown Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę. Tylko w tym przypadku nikt nie przesadzi jeżeli naprawdę powiemy o „ocaleniu”. Syn autorki Sam zginął pod kołami samochodu kiedy miał 9 lat. Świadkiem tego zdarzenia był jego młodszy brat Rob. Cała rodzina pogrążyła się w rozpaczy i ostatnią rzeczą na jaką autorka miała ochotę było przygarnięcie kociaka: istoty, która także trzeba chronić i darzyć opieką. Brown początkowo nieufnie i z obawą przyjęła ją pod swój dach. Wtedy zaczęło się bieganie za skarpetkami, zbieranie potłuczonych wazonów oraz ratowanie jeszcze żywych kocich zdobyczy, takich jak ptaki czy myszy. Autorka w zawirowaniach codziennego życia powoli godziła się z wydarzeniami z przeszłości. Nigdy o nich nie zapomniała, ale obecność Kleo pozwoliła jej iść naprzód. Znalazła przyjaciół, zmieniła miejsce zamieszkania oraz… męża. Kotka abisyńska towarzyszyła jej w tych najgorszych i tych najlepszych momentach życia. Przeżyła z rodziną Brown dwadzieścia trzy lata.

Książka Brown to powieść bardzo intymna. Autorka doświadczyła już chyba wszystkiego. Jednak pisze o tym w sposób bardzo przystępny. Nie boi się wpuścić nas do swojego osobistego świata pomimo, że nie jest idealny. Opisuje swoje życiowe perypetie tak, jak mógłby zrobić to kot, z dystansem i humorem. To od Kleo nauczyła się żyć chwilą i nie przywiązywać wagi do drobiazgów. Kot najlepiej wie, że najważniejsze jest tu i teraz. Kiedy wygrzewa się na słońcu, kiedy biega w kółko walcząc ze swoim ogonem czy gdy zwinie się w kłębek na kolanach swojego opiekuna, mrucząc z uciechy. Koty to królowie życia. Jeśli taka kocia bogini postanowi wkroczyć w nasze życie, doceńmy to. Mamy prawdziwe szczęście.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: ”Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę”
Tytuł oryginalny: "Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family"
Autor: Helen Brown
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

"Przyjaciel do końca świata"

21 grudnia 2012 zbliża się wielkimi krokami. Czy za trzy dni skończy się świat taki jakim go znamy? Czy koniec kalendarza Majów równa się globalnej zagładzie? Na moment przyjmijmy ten katastroficzny scenariusz: pozostały nam niecałe trzy dni życia. A my co robimy? Wstajemy rano i idziemy do pracy. Robimy obiady i odprowadzamy dzieci do szkoły. Życie toczy się jak do tej pory, a niektóre koncerny tylko wykorzystują okazję do wprowadzenia obniżek czy promocji. Ale wiedząc, że to mogą być nasze ostatnie dni, czy postępujemy słusznie? Takie rozważania podjęła Lorene Scafaria w swoim debiutanckim filmie Przyjaciel do końca świata.

Na trzy tygodnie przed globalna katastrofą, Dodge (Steve Carell) zostaje sam. Opuszcza go żona, nie ma już też po co chodzić do pracy. Życie przestaje mieć dla niego jakikolwiek sens. Znajomi nie są już dla niego oparciem, tylko bandą hipokrytów dla których koniec świata to początek moralnej rozwiązłości. Jedynym ratunkiem dla Dodge’a jest szalona sąsiadka Penny (Keira Knightley), która przekazuje mu list od jego dawnej miłości. Dodge postanawia wykorzystać te ostatnie dni i odszukać utraconą dziewczynę. Razem z Penny i porzuconym kundelkiem wyrusza w podróż po to, co jeszcze dobrego zostało na tym łez padole.

Przyjaciel do końca świata pokazuje różne ludzkie postawy w obliczu globalnej katastrofy: od skrajnej rozpaczy, przez euforię do kompletnego braku moralnych zahamowań. Człowiek w obliczu takiego zdarzenia czuje się wyzwolony, wszystko mu wolno, nie ponosi żadnych konsekwencji. Dodge nie chce być częścią takiej społeczności. Pragnie jedynie przeżyć te ostatnie dni jak należy. Film Scafarii nakłania widza do pewnego wewnętrznego rozrachunku. Czy w obliczu końca uznalibyśmy swoje życie za udane? Czy żyliśmy tak, jak tego pragnęliśmy? Czy wręcz przeciwnie: tkwiliśmy w nieudanym związku, spędzaliśmy czas z nieodpowiednimi ludźmi i traciliśmy czas w znienawidzonej pracy?

Film Scafarii jest zabawny i smutny zarazem. Nie epatuje komercyjnymi efektami specjalnymi. Po prostu wiemy, że coś się zbliża. Główni bohaterowie też są tego świadomi, jednak robią wszystko, aby te ostatnie chwile spędzić najlepiej jak potrafią. Razem.

Jednak czegoś mi w tym filmie zabrakło. Bohaterowie są raczej naiwni i przewidywalni. Carell brawurowo wcielił się w rolę Dodge’a, ale pomimo różnorodnego repertuaru, każdy bohater stworzony przez niego jest taki sam. Czy to w Kocha, lubi, szanuje, Mała Miss czy Evan Wszechmogący. Bardziej podobała mi się rola sąsiadki w wykonaniu Knightley. Była szczera, postrzelona, po prostu prawdziwa. Gdyby nie zagrażająca światu asteroida, historia w Przyjacielu do końca świata trąci banałem. Jednak apokalipsa nie należy do łatwych tematów. Scafaria nie stworzyła może dzieła wybitnego, ale ciepły, miły film.

Słyszałam, że Majowie jednak przełożyli koniec świata. Ale gdybyśmy tak hipotetycznie przyjęli ten nasz czarny scenariusz, to jak zamierzacie wykorzystać te ostatnie dni, które Wam zostały?

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Przyjaciel do końca świata
Tytuł oryginalny: Seeking a Friend for the End of the World
ReżyseriaLorene Scafaria
Występują: Steve Carell, Keira Knightley
Czas trwania: 1:40
Premiera polska: 13.07.2012

piątek, 14 grudnia 2012

Wymiana: Dobre, bo polskie

Wczoraj w ramach wymiany Dobre bo polskie otrzymałam bardzo bogatą paczuszkę, której autorką była madmad. W paczce znalazły się, aż cztery (!) książki: Nurowska, Gutowska-Adamczyk, Kordel, Rogińska. Żadnej z tych książek nie czytałam i już nie mogę się doczekać ich lektury.


W paczce znalazła się także śliczna bransoletka, ręcznie wykonana zakładka, kartka świąteczna oraz cudowna świąteczna ozdoba. Naprawdę jestem pod wrażeniem talentu autorki.



Jak widać na zdjęciach nie tylko mi się bardzo spodobała ta paczka :)

Bardzo, bardzo dziękuję nadawczyni za wspaniałe prezenty!


sobota, 8 grudnia 2012

Top 10- najlepsze ścieżki dźwiękowe

Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów.

Dziś przyszła pora na... Najlepsze ścieżki dźwiękowe!


Zainspirowana rankingiem u Kreatywy postanowiłam stworzyć listę moich ulubionych soundtrack'ów. 




Dziewczyna z perłą

Piękny film i równie piękna muzyka Alexandra Desplat- stonowana, tajemnicza, pełna skrywanej namiętności.



Elizabethtown

Na ten soundtrack składają się utwory takich artystów jak Nancy Wilson, Elton John czy Tom Petty. 
Wielka dawka muzycznego optymizmu i ciepła. 




Królowa Margot

Ulubiony film = ulubiona muzyka. 
Stworzona przez Gorana Bregovic'a towarzyszy widzowi podczas takich wydarzeń jak ślub Małgorzaty de Valois z Henrykiem z Nawarry czy krwawej Nocy św. Bartłomieja. Mocna i wyrazista.



Królowa potępionych

Nie jestem wielką fanką samego filmu, ale myślę  że jego bezwzględnym atutem jest właśnie muzyka. Ostre rockowe brzmienia takich kapel jak Static-X, Deftones czy Disturbed tworzą prawdziwie mroczny klimat.



Wszystko za życie

Eddie Vedder stworzył coś niesamowitego. Muzykę  która nie daje o sobie zapomnieć i zostaje w człowieku już na zawsze.



Pokuta

Nacechowana emocjami, wzruszająca i bardzo prawdziwa. Dario Marianelli za tę muzykę otrzymał Oscara. 



To właśnie miłość

Z racji tego, że Święta zbliżają się wielkimi krokami, warto poczuć klimat i posłuchać świątecznych utworów. Z tej składanki szczególnie polecam utwór Christmas is all around w wykonaniu Billy'ego Macka (a.k.a. fantastyczny Bill Nighy).



Królestwo Niebieskie

Myślę, że Kingdom of Heaven jest jednym z tych mało docenianych filmów. Ja jednak zawsze do niego wracam z pewnym sentymentem, a pozwala mi na to świetna muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa.



Dracula

Przyszedł czas na polski akcent w tym zestawieniu. Muzyka do filmu Dracula skomponowana przez Wojciecha Kilara. Bardzo ja lubię, a nawet czasem nieco się... boję! Muzyka ta ma specyficzny, mroczny klimat, jak zresztą cały film. Ale o tym, że w końcu jest to historia o miłości, przypomina nam piosenka Annie Lennox A Love song for a Vampire.



Władca pierścieni

Tej pozycji oczywiście nie mogło tu zabraknąć. Bez muzyki, którą skomponował Howard Shore trylogia nie byłaby taka sama. Nic dodać, nic ująć.


Czy jest taka ścieżka dźwiękowa, która zrobiła na Was wielkie wrażenie? Czy ulubiony film to także ulubiona muzyka?


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...