wtorek, 26 czerwca 2012

"Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia" Ann Voskamp

„Wdzięczność budzi w nas szacunek, pozwala doznawać codziennych objawień, tych ulotnych momentów zachwytu, które na zawsze zmieniają nasze postrzeganie życia i świata”
Sarah Ban Breathnach

Czy jesteśmy wdzięczni za to, co posiadamy? Czy potrafimy dziękować za pozytywne wydarzenia, nie pomijając w dziękczynieniu przykrych i bolesnych doświadczeń? Kiedy życie rzuca nam kłody pod nogi, nie pamiętamy o pewnym magicznym słowie: „dziękuję”.

Ann Voskamp w swojej książce Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia porusza temat wdzięczności i na podstawie własnych przeżyć, prowadzi czytelnika przez trudną drogę eucharisteo, czyli dziękczynienia. Voskamp, doświadczona przez życie żona farmera, matka szóstki dzieci, za namową znajomej stworzyła swoistą „kronikę wdzięczności”. Spisała tam tysiąc rzeczy, które traktuje jako życiowe dary. W swojej książce opisuje duchową transformację, którą przeszła podczas tworzenia tej listy. Według Voskamp już samo nazywanie rzeczy, które składają się na mozaikę codziennego szczęścia jest elementem dziękczynienia. Kiedy potrafimy dziękować  za to, co nas otacza, jesteśmy po prostu bardziej szczęśliwi.

Tysiąc darów przypomina trochę połączenie dzieł Jonathana Edwardsa, czołowego przedstawiciela purytanizmu w literaturze amerykańskiej z ideami transcendentalisty, R. W. Emersona. Voskamp jako osoba bardzo wierząca po prostu pisze o Bogu, spisuje swoje przemyślenia na temat wiary i życia, wielokrotnie podpierając się cytatami z Pisma Świętego. Dodatkowo twierdzi, że natura ma swoje źródło w boskości i my, jako element Jego dzieła powinniśmy całkowicie zawierzyć Stwórcy. 

Zaintrygowały mnie osobiste przeżycia autorki i kolejne podpunkty na jej liście, zapisywane spontanicznie, pod wpływem jakiegoś wydarzenia czy obserwacji. Czułam, że razem dostrzegamy te wszystkie dary i uczymy się za nie dziękować. Książka ma w sobie wiele pozytywnej energii, którą za pomocą rad autorki można po prostu wdrożyć w codzienne życie. Voskamp zainspirowała mnie, aby zacząć spisywać dary i moja lista z dnia na dzień się powiększa. A co będzie na Twojej liście?

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia
Tytuł oryginalny: One Thousand Gifts
Autor: Ann Voskamp
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Esprit, Kraków 2012


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Valhalla. Mroczny wojownik


Pewne dzieła potrzebują bibliografii. Nie mają sensu dla przeciętnego widza, który pozbawiony jest odnośników do szerszego spectrum dzieła. Takie filmy nie są łatwe w odbiorze, bo brak kontekstu  czyni widza biernym obserwatorem zdanym całkowicie na wizje reżysera. Tak jest w przypadku filmu Nicolasa Windinga Refna Valhalla. Mroczny wojownik.

Głównym bohaterem jest mężczyzna (Mads Mikkelsen) trzymany w klatce, z której wypuszczany jest tylko na krwawe walki, w których brutalnie pokonuje swoich przeciwników. Jest więźniem wrogiego plemienia, ale kim jest i skąd pochodzi, tego nie wiemy. Udaje mu się nawiązać więź z małym chłopcem, który przynosi mu jedzenie. Kiedy w końcu udaje mu się uciec, chłopiec staje się jego przewodnikiem i zaczyna nazywać Jednookim. Na swojej drodze spotykają grupę chrześcijan, którzy chcą dotrzeć do Jerozolimy. Chłopiec i Jednooki pomimo, że są poganami, przyłączają się do tej swoistej krucjaty.

Niestety, tyle wiem o tym filmie. Można przypuszczać, że Jednooki to ucieleśnienie Odyna, a cała krucjata to wyprawa ku odnalezieniu Walhalli.  Jednak bez kontekstu film jest po prostu dziwny. Mamy surowe krajobrazy, bezkres natury, błoto i krew. Wszystko to tworzy złowieszczą atmosferę grozy i tajemnicy. „Valhalla” to film mroczny i niepokojący, co uważam za jego wielki atut. Jednak po przeczytaniu różnych opinii na jego temat, nastawiłam się na skandynawską opowieść o walce dobra ze złem. Zamiast tego mamy enigmatyczną historię, ale o czym? Trudno powiedzieć.

Spodziewałam się czegoś całkiem innego po reżyserze Drive. Pomimo wszystko film warto zobaczyć, chociażby dla Madsa Mikkelsena oraz, żeby wyrobić sobie własną opinię. Ja się zawiodłam.

Moja ocena: 4/10

Tytuł: Valhalla. Mroczny wojownik
Tytuł oryginalny: Valhalla Rising
Reżyseria: Nicolas Windig Refn
Występują: Mads Mikkelsen, Maarten Stevenson
Czas trwania: 1:30
Premiera polska: 15.06.2012

sobota, 9 czerwca 2012

Top 10- z polskiej kinematografii

Jeszcze nie tworzyłam swojej listy TOP 10, ale dziś na blogu Lektury wiejskiej nauczycielki zauważyłam bardzo ciekawy temat na ranking, czyli polskie kino. Jako rasowa kino-maniaczka pozwoliłam sobie stworzyć swoja własną listę.

Wbrew różnym opiniom, szczególnie niektórych polskich widzów, uważam, że kino polskie to nie tylko głupiutkie komedie i kino sensacyjne. Wydaje mi się, że rodzima kinematografia ma wiele do zaoferowania, trzeba tylko sięgnąć dalej, niż po popularne kinowe hity.

Moja listę rozpoczyna:

1. Wszystko co kocham
     reż. Jacek Borcuch
     rok produkcji: 2009


Film bardzo mi się podobał, bo na tle wydarzeń historycznych pokazywał codzienne życie młodych ludzi w Polsce stanu wojennego. Podczas oglądania zastanawiałam się, co w tym czasie robili moi rodzice, co czuli, jakie mieli marzenia i plany. Wszystko co kocham utwierdził mnie w przekonaniu, że nieważne w jakich czasach żyjemy, bo to od nas zależy jak te czasy będą wyglądać.


2. Pitbull
    reż. Patryk Vega
    rok produkcji: 2005


Pitbull był dla mnie pewnego rodzaju objawieniem. Producenci nie zaangażowali Bogusia L., Olafa L. czy Marka K. Bo w końcu nie były to Psy, ani takie typowe polskie kino sensacyjne. Vega osiągnął szczyty filmowego realizmu: zdjęcia w surowych, przygaszonych barwach czy oryginalny język warszawskiego światka przestępczego (zwroty takie jak „puknij rolkę” czy „strzelić z ucha” po tym filmie niewątpliwie stały się kultowymi). Dodać trzeba jeszcze wyśmienitą grę aktorów, którzy swoimi rolami trochę widzów zaskoczyli: Grabowski z pewnością nie jest „Kiepski”, a ten miły chłopak Dorociński nie jest typem amerykańskiego stróża prawa. I ten jego biało-czerwony dres i ukruszony ząb. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)

3. Sztuczki
    reż. Andrzej Jakimowski
    rok produkcji: 2007

Zdecydowany faworyt całej tej listy. Na szczególną uwagę zasługuje Damian Ul w roli Stefka, który zrobi wszystko, aby skłonić ojca do powrotu do domu. Razem z siostrą i jej chłopakiem muszą wykonać kilka sztuczek, aby przekonać los. Bardzo ciepły i pozytywny film o poszukiwaniu szczęścia w szarym i ponurym świecie.


4. Brunet wieczorową porą
    reż. Stanisław Bareja
    rok produkcji: 1976

Film z dzieciństwa. Bardzo śmieszny,a  czasami nawet straszny. Bareja w najlepszym wydaniu.


5. Dzień świra
    reż. Marek Koterski
    rok produkcji: 2002



Kiedy pierwszy raz obejrzałam ten film w kinie byłam oburzona i zniesmaczona. Żarty mnie nie śmieszyły i w ogóle wydawał mi się jakiś taki dziwny. Po latach do niego wróciłam i  spojrzałam z całkiem innej perspektywy. Teraz uważam, że jest to jeden z klasyków, a sceny i dialogi przeszły już do historii. Nie mówiąc o tym, że to Dzień świra najbardziej trafnie, acz z humorem pokazuje nasze polskie "piekiełko".


6. Skrzydlate świnie
    reż. Anna Kazejak
    rok produkcji: 2010



Film jak najbardziej na czasie z powodu trwającego EURO 2012. Film o bardzo męskim sporcie stworzony przez kobietę, która bardzo umiejętnie pokazała środowisko kibiców pewnej drużyny. Do tego wszystkiego świetny duet Małaszyński-Rogucki. Polecam nie tylko fanom piłki nożnej.


7. Nie lubię poniedziałku
    reż. Tadeusz Chmielewski
    rok produkcji: 1971


Klasyk, klasyk, klasyk...


8. Ogród Luizy
    reż. Maciej Wojtyszko
    rok produkcji: 2007


Kolejny faworyt, bo to w końcu film z Dorocińskim. Bardzo mądra i wzruszająca historia gangstera i młodej dziewczyny, którzy poznają się w szpitalu psychiatrycznym. Miłość pomimo różnic i na przekór innym.


9. Rękopis znaleziony w Saragossie
    reż. Wojciech Jerzy Has
    rok produkcji: 1964

Film, do którego mam wielki sentyment. Tajemniczy, poetycki, na granicy jawy i snu. Ukłony dla mistrza Hasa. Recenzja tutaj


10. Kobieta samotna
      reż. Agnieszka Holland
      rok produkcji: 1981

Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć Lindę w innym wcieleniu. 
Bardzo smutna historia pani listonosz, która próbuje przetrwać ciężkie czasy. Kino moralnego niepokoju.


Ograniczenie się do 10 filmów to duże wyzwanie. Moja lista jest bardzo subiektywna, wybrałam filmy, które darzę sentymentem, które wywarły na mnie wrażenie lub po prostu kojarzą mi się z dzieciństwem. Kiedyś pani Małgorzata Hendrykowska powiedziała, że taką listę trzeba co kilka lat odnawiać, bo za jakiś czas może się całkowicie zmienić. Tak wygląda moja lista na chwilę obecną. Z pewnością jeszcze do niej wrócę. 


środa, 6 czerwca 2012

"Larwa" John Fowles

Korowód anonimowych wędrowców z wolna przesuwa się po angielskim wrzosowisku. Jadą na koniach objuczonych bagażami. Widać, że są  zmęczeni i głodni. Grupka mężczyzn i kobieta. Kim są, dokąd zmierzają i dlaczego? Nic o nich nie wiemy, a dalsza lektura Larwy przywołuje więcej pytań, niż odpowiedzi. Sam autor informuje nas, że to, co mamy przed sobą to jedynie zalążek historii, tytułowa „larwa”.

Autor Kochanicy Francuza stworzył kolejne dzieło typowo postmodernistyczne, z nie chronologiczną narracją, najczęściej w formie zeznań uczestników wspomnianej wcześniej karawany. Czytamy także listy prawnika prowadzącego śledztwo i z tych strzępków informacji budujemy opowieść. To Lord Bartholomew zebrał grupę wędrowców, do której należą między innymi: wynajęta prostytutka, głuchoniemy służący oraz aktor teatralny. Każdy z nich ma pewną rolę do odegrania, za co Lord B. oczywiście sowicie płaci. Jednak pod koniec wyprawy każdy z jej członków będzie bardzo żałował swego udziału w tym przedsięwzięciu. Bohaterowie, tak jak czytelnik, nie wiedzą jaki plan ma Lord. Każdy ma swój punkt widzenia, a każde zeznanie tworzy opowieść na nowo. W końcu nie wiemy, kto ma rację i czyja historia jest tą właściwą.

Powieść Fowlesa, tak jak tytułowa „larwa” przeistacza się i zmienia. Jej wielką zaletą są bohaterowie. Każda z tych postaci ma swoją opowieść, a ich relacje budują fabułę i tworzą napięcie. Fowles przekrojowo ukazał Anglię XVIII wieku, społeczeństwo pełne sprzeczności i hipokryzji. Pisarz w bardzo błyskotliwy sposób komentuje i tłumaczy czytelnikowi XVIII wiek.

Książka wciąga i trzyma w napięciu. Niestety dla mnie za dużo w niej religii i odniesień do wiary. Pod koniec miałam wrażenie, że to całe skrupulatnie budowane napięcie opada z powodu bardzo słabego finału. Czytelnik zgłębiając fabułę, ma nadzieję, że Larwa, z czasem rozwinie się w pięknego motyla. Jednak zostaje z niej tylko na wpół rozwinięta poczwarka. A szkoda, bo czytelnik musi się napracować, aby dotrwać do końca.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Larwa
Tytuł oryginalny: A Maggot
Autor: John Fowles
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, Poznań 1997

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Dziecka

Wszyscy chwalą się jakie stosy książek uzbierali. Niektóre do recenzji, a na inne po prostu nie było wcześniej czasu. Przyczyny są różne, ale zawsze najciekawsza jest liczba, no bo w końcu jedna książka stosu nie czyni.

Ja też się pochwalę, chociaż u mnie jest to tylko jeden egzemplarz. Oczywiście mam pełno książek, które czekają na swoja kolej, ale ta jest szczególnie warta uwagi.  Kupiłam ją sobie w prezencie na Dzień Dziecka, wbrew zasadom, że najpierw przeczytam wszystkie pozostałe.

Zastanawiałam się, która wersje językową kupić, jednak wybrałam angielską. Jeżeli jest możliwość lektury w oryginale to warto skorzystać. Extremely loud, incredibly close czyli Strasznie głośno, niesamowicie blisko to książka J. S. Foer'a, która niedawno doczekała się adaptacji filmowej. Postanowiłam najpierw przeczytać książkę, aby po swojemu wymyślić bohaterów i później porównać oryginał z wersją kinową. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za czytanie, ale na razie jeszcze kończę Larwę Fowlesa. Wkrótce recenzja.

Tymczasem życzę wszystkim dzieciakom samych wspaniałości! :) 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...