Kolejnym filmem "maratonu hiszpańskiego" lub też wspomnianym we wcześniejszym poście "wyjątkiem" był film Hiszpański cyrk. Dwóch klaunów, Javier i Sergio rywalizuje ze sobą o względy akrobatki Natalii. Javier jest łagodny i ugodowy, a Sergio narwany i brutalny. Natalia sama zdaje się nie wiedzieć kogo wybrać, więc próby sił klaunów prowadzą w końcu do tragicznego finału. W tle przejawia się panorama historyczna Hiszpanii, gdzie wojna i dyktatura Franco nie daje o sobie zapomnieć.W Hiszpańskim cyrku dzieje się bardzo dużo. Mamy komedię, a czasem nawet tragikomedię, czarny humor, wojnę, szaleństwo i miłość. Niestety elementy są od siebie oddzielone, nie ma pomiędzy nimi żadnej spójności. Jakby reżyser, Alex de la Iglesia, nakręcił i zmontował sceny z różnych filmów na chybił trafił. Sceny komediowe nie są śmieszne, sceny wojenne nie są poważne. Tylko szaleństwo wydaje się prawdziwe. Szaleństwem jest cały ten cyrk i jego "artyści".
Myslę, że film ten nie wnosi nic poza tym, że skutecznie zniechęca do pójścia do prawdziwego cyrku i podtrzymuje, a nawet propaguje stereotyp przerażającego klauna.
oj tam oj tam, ty do klaunow z natury jestes uprzedzona ;) a ja znam jednego sympatycznego klauna :D
OdpowiedzUsuńTen sympatyczny klaun jest tylko jeden :) I nie ma drugiego takiego! :)
OdpowiedzUsuń