Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

"Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne" Neil Gaiman

Nie wiem, czy już ktoś napisał pean na cześć twórczości Neila Gaimana, ale jeśli tak, to ja tą recenzją chętnie się do niego przyłączę. Najnowszy zbiór jego opowiadań po prostu mnie zachwycił. Niesamowita wyobraźnia autora oraz oryginalny styl: Gaiman każdą kolejną książką udowadnia, że to właśnie on jest niezaprzeczalnym mistrzem w swoim fachu.

Zbiór obfituje w rozmaite historie: baśnie w nowym wydaniu, spotkania z pozaziemską cywilizacją, mity i legendy, a nawet perypetie Doctora Who! Największe wrażenie zrobiło na mnie "Prawda to jaskinia w czarnych górach" o mężczyźnie, który wyrusza na poszukiwania jaskini pełnej złota, inspirowaną historią z wyspy Skye oraz Czarny pies, gdzie ponownie spotykamy się z Cieniem z Amerykańskich bogów. Polecam także Problem z Cassandrą, Jerozolimę, Moją ostatnią gospodynię, Śmierć i miód, Brylanty i perły: baśń. Każda opowieść ma swój urok, a Gaiman jest mistrzem w żonglowaniu gatunkami.

Po lekturze takich dzieł jak NigdziebądźGwiezdny pył czy Amerykańscy bogowie opowiadania są dla mnie prawdziwą wisienką na torcie. Wysmakowane, szyte na miarę, dopasowane do współczesnego świata i jego czytelników. Wielkim plusem Gaimana jest jego wszechstronność: sprawdza się zarówno jako pisarz fantasy, twórca komiksów czy autor science-fiction.

Gaiman na wstępie ostrzega czytelnika: czytasz to na własną odpowiedzialność. Jak sam tytuł zbioru wskazuje, pisarz porusza tematy niewygodne, sprawy, o których wolimy nie myśleć. Jeśli zdecydujemy się w nie zagłębić, to musimy wziąć pod uwagę fakt, że skutki mogą być różne. Gaiman jest mroczny, ale zarazem zaskakująco zabawny w tym ponurym klimacie. Jego dystans do przedstawionych bohaterów pozwala uwierzyć, że w każdej opowieści kryje się coś niesamowitego i wartego uwagi, a rzeczywistość również może być magiczna.

Tytuł: Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne.
Tytuł oryginalny: Trigger Warning: Short Fictions and Distrurbances
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: MAG, 2015
Moja ocena: 8/10

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!












czwartek, 14 listopada 2013

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

Internet, telewizja, pieniądze czy narkotyki to bogowie naszych czasów. Ich siła oddziaływania jest tak potężna, że ludzie zapomnieli o dawnych bóstwach z przeszłości. Odyn, Thor, Kali, Ganeśa czy Czarnobóg zostali zdetronizowani i rzuceni w wir prozy życia. Królowa Saby pracuje jako prostytutka, jedyną rozrywką Wielkanocy są pikniki w parku, a Anubis i Thot prowadzą zakład pogrzebowy. Gaiman w swojej epickiej powieści Amerykańscy bogowie konfrontuje dawne wierzenia ze współczesną "religią", która z wiarą nie ma już nic wspólnego.

Cień po trzech latach wychodzi z więzienia, aby dowiedzieć się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Jakby tego było mało, kiedy on odsiadywał wyrok, Laura zdradzała go z jego najlepszym kolegą. Nagle wizja życia na wolności zaczyna go przytłaczać, ale z pomocą przychodzi mu tajemniczy pan Wednesday. Cień zaczyna dla niego pracować i już pierwszego dnia przekonuje się, że wszystko, w co do tej pory wierzył, nie ma już najmniejszego znaczenia. Razem wyruszają w podróż w głąb Ameryki, spotykając po drodze istny boski panteon. Wednesday werbuje armię, aby niczym mitologiczny Odyn poprowadzić ją do boju podczas Ragnaröku- zmierzchu bogów.

Fabuła przeplata się z opowieściami o ludziach, którzy kiedyś przybili do Ameryki: rudowłosa Essie przywiozła ze sobą wiarę we wróżki i skrzaty, afrykańscy niewolnicy wiarę w Elegbę, Wikingowie czcili władcę piorunów. Ich wierzenia dały początek amerykańskim bogom: zagubionym, zapomnianym, niepotrzebnym. Ameryka według Gaimana to kraj, w którym nawet dla bogów amerykański sen jest nieosiągalną iluzją.

Nie byłam przygotowana na taką powieść Gaimana jak Amerykańscy bogowie. Przyzwyczajona do bardziej baśniowego klimatu (Gwiezdny pył), koszmarów widzianych dziecięcymi oczami (Ocean na końcu drogi) czy niezwykłych przygodach zwykłego człowieka (Nigdziebądź) odebrałam Amerykańskich bogów jako książkę bardzo dojrzałą. Połączenie mitologii z różnych stron świata na amerykańskim gruncie dało niesamowite efekty. Bogowie, którym kiedyś oddawano cześć i składano ofiary zostali przez Gaimana odarci z wszelkich świętości. Autor bawi sie symbolami i boskimi atrybutami. Nie wszystkich bogów ukazuje nam wprost. Wplątuje czytelnika w sieć skojarzeń i niedomówień, co czyni lekturę jeszcze bardziej fascynującą.

Gaiman bawi, straszy, zachwyca. Amerykańscy bogowie to prawdziwa uczta dla fanów fantastyki. Wyraźnie nakreśleni bohaterowie, przemyślana i wciągająca fabuła przesiąknięta magią wierzeń z dawnych czasów. Niezapomniana podróż, która na długo pozostaje w pamięci


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Amerykańscy bogowie
Tytuł oryginalny: American Gods
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 464
Wydawnictwo:  MAG, 2013

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!


wtorek, 21 maja 2013

Serialowo: Desperate Romantics

Chciałabym zabrać Was w świat niesamowity. Świat artystów, poetów, ciasnych karczm, przestronnych salonów. Świat piękna, duszy, magnetyzmu. Świat pokus, obietnic bez pokrycia, zdrad i kłamstw. Witajcie w świecie Prerafaelitów!

Bractwo Prerafaelitów (ang. The Pre-Raphaelite Brotherhood) powstało w 1848 roku w Londynie. Jego założycielami byli Dante Gabriel Rossetti, William Holman Hunt oraz John Everett Millais. O ich losach traktuje miniserial BBC Desperate Romantics




Sztuka, którą reprezentowali Prerafaelici jest w serialu wątkiem pobocznym. Twórcy skupili się na relacjach, w które wchodzili główni bohaterowie, niejednokrotnie raniąc siebie nawzajem. Każdej z postaci nadano bardzo wyraźne cechy, które czynią ich charakterystycznymi i godnymi uwagi. Postacią, która gra główne skrzypce w Bractwie jest bez wątpienia Rossetti, portretowany w serialu przez Aidana Turnera.



Rossetii jest postacią bardzo magnetyczną, typowym samcem alfa, który wykorzystuje swój urok osobisty, aby wpłynąć na otoczenie. Świadomość  że kobieta należy do kogoś innego, czyniło ją w jego oczach jeszcze bardziej atrakcyjną. Przez tą "skłonność" Rossetti nie potrafił zrozumieć, że jedyna kobieta jego życia przez cały czas stała u jego boku. Kiedy w końcu docenił ten fakt było już niestety za późno.

Postać Rossettiego ukazana jest w mało przychylnym świetle. Jego usilne próby zwrócenia uwagi wybitnego krytyka sztuki Johna Ruskina oraz brak finansowej stabilności, pchały go do różnych, czasem zaskakujących i dwuznacznych moralnie decyzji. Jako artysta Rossetti doświadczał wzlotów i upadków, okresów wyjątkowej inspiracji, a także dni pełnych twórczej pustki. Najważniejszą muzą była kochanka, a później żona, Elisabeth Siddal. Ta główna postać kobieca nadaje bieg wydarzeniom w Desperate Romantics.


Lizzie została przedstawiona członkom Bractwa przez Freda Waltersa. Najpierw pozowała dla Hunta i Millais'a, później stała się muzą Rossettiego. Ich uczucie było namiętne i burzliwe. Dla Siddal związek z Rossettim był sposobem wyrwania się z rodzinnego domu oraz drogą do spełnienia swoich artystycznych aspiracji. Lizzie zaczęła rysować, a wszystkie jej prace wykupił John Ruskin, który stał się jej nauczycielem i mentorem, co wzbudziło niemałą zazdrość w Rossettim. Dante poczuł się w pewien sposób zagrożony utalentowaną kochanką. W czasie kiedy Lizzie ćwiczyła swój artystyczny warsztat, Rossetti zaczął  szukać inspiracji do swojej twórczości w ramionach innych kobiet. Lizzie była w stanie wybaczyć mu wszystko, ale nie uchroniło jej to przed tragicznym końcem. 

Amy Manson, która wcieliła się w rolę Siddal ukazała ją jako kobietę pełna pasji, szaleńczo zakochaną, ale też pragnącą czegoś więcej, niż tylko bycia czyjąś muzą. Siddal przez swoje zachowanie łamie pewne stereotypy i wykracza poza role narzucone kobiecie epoki wiktoriańskiej.


Fred Walters (Sam Crane), dziennikarz, który nie miał nic wspólnego ze sztuką stał się narratorem opowieści o Prerafaelitach. Jako osoba postronna widział i wiedział dużo więcej, niż sami członkowie Bractwa, ale przez to był także obciążany sekretami, których nie chciał znać. Często pośredniczył między Braćmi i rozwiązywał konflikty. Traktowany jako lojalny przyjaciel przez mężczyzn, jak i przez kobiety pozostawał zawsze na drugim planie. Jego szczęście osobiste wiązało się wyłącznie z postacią Lizzie, która niestety nie odwzajemniała jego uczuć. Fred skrycie w niej zakochany musiał biernie przyglądać się miłości, którą dziewczyna zaczęła darzyć Rossettiego.


Kolejnym związkiem, który możemy nazwać toksycznym jest związek Williama Hunta (Rafe Spall) i Annie Miller (Jennie Jacques). Hunt jako ten najbardziej religijny z całego Bractwa skutecznie zwalczał targane nim pokusy, dopóki nie spotkał prostytutki Annie Miller. Ona wprowadziła go w świat cielesnych rozkoszy, ale także zainspirowała go do walki o jej godność. Próbował uczynić z niej damę i odciąć od haniebnej przeszłości. Przez cały serial związek Hunta i Annie przechodzi liczne perturbacje, ale czy oznacza to dla nich szczęśliwy finał?


Postacią w moim odczuciu najbardziej pozytywną jest John Everett Millais, grany  przez Samuela Barnetta. Millais jest tym najbardziej spełnionym z całego Bractwa. Jako pierwszy uzyskał patronat Johna Ruskina, jego obrazy znalazły nabywców, a on sam stał się członkiem Akademii Krolewskiej. Jego przyjaźń z Ruskinem dała mu o wiele więcej: Effie (Zoe Tapper), żonę wybitnego krytyka. Skomplikowane relacje między Ruskinem a Effie zasługują na osobnego posta. Warto tylko wspomnieć, że związek Effie i Millais'a, chyba jako jedyny w całym serialu jest związkiem udanym.



A co ze sztuką? Pomiędzy kolejnymi kłótniami  zdradami, miłosnymi wyznaniami jesteśmy świadkami powstawania wybitnych dzieł Prerafaelitów. Ofelia oraz Rozkaz uwolnienia Millais'a, Beata Beatrix Rossettiego, Kozioł ofiarny oraz Przebudzenie sumienia Hunta. Te i wiele innych dzieł twórcy Desperate Romantics starali się przemycić na mały ekran i udało im się to zrobić stanowczo, ale dyskretnie. 

Musimy pamiętać o tym, że Desperate Romantics to nic innego jak ekranowa fikcja, bazująca na historii prawdziwych artystów, których życie zwykle jest nietuzinkowe. Ten miniserial można przyrównać do sztuki Prerafaelitów. Oryginalny i intrygujący, ale też nie każdemu się spodoba. Dla mnie strzał w dziesiątkę!


Zdjęcia pochodzą ze stron:
www.spoilertv.co.uk
www.imdb.com

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Desperate Romantics
6 odcinków: 1 sezon
Premiera: Lipiec 21, 2009 na BBC Two
Reżyseria: Paul Gay, Diarmuid Lawrence
Wystepują: Aidan Turner, Rafe Spall, Sam Crane, Samuel Barnett
Gatunek: Dramat, kostiumowy



poniedziałek, 18 marca 2013

"Jonathan Strange i pan Norrell" Susanna Clarke


Od zarania dziejów gatunek ludzki interesowało wszystko, co tajemnicze i magiczne. Jeżeli nie można było wyjaśnić jakiegoś zjawiska, ludzie od razu tłumaczyli to działaniem sił nadprzyrodzonych. Osoby trudniące się przyrządzaniem miłosnych eliksirów czy przepowiadaniem przeszłości nosiły miano wiedźmy, czarownika czy w końcu maga. Z ich rad korzystały całe plemiona czy wioski, a nawet wodzowie i królowie. Jednak w pewnym okresie ta „profesja” przestała cieszyć się należytym szacunkiem, a zwieńczeniem tej zmiany były liczne prześladowania, tortury oraz płonące stosy. Ale magii nie da się tak łatwo wykorzenić, ani o niej zapomnieć. A żaden kraj bardziej nie potrzebuje magii, niż Anglia podczas wojny z Napoleonem.

Dowódcom brakło już pomysłu na pokonanie francuskiej armii, więc rząd postanowił zaangażować do pomocy wielkiego angielskiego maga, Gilberta Norrella. Po kilku niezwykle udanych magicznych przedsięwzięciach pan Norrell mógł decydować o wszystkich działaniach z użyciem magii. Udowodniwszy swoją wyższość na innymi magami stworzył swego rodzaju monopol na praktykowanie rzucania zaklęć. Norrell jako rozsądny i zapobiegawczy jegomość od zawsze uważał, że magia teoretyczna ma przewagę na magią praktyczną, że magię należy studiować, a nie praktykować. Kierując się czysto egoistycznymi pobudkami wykupywał wszystkie dostępne magiczne księgi, tworząc w Hurtfew swoistą bibliotekę, do której żaden inny mag nie mógł mieć dostępu. Pan Norrell pragnął zatrzymać magię tylko dla siebie. Dopóki na jego drodze nie pojawił się młodszy mag, Jonathan Strange.

Porywczy i głodny wiedzy Strange w końcu został uczniem Norrella i jak to zwykle bywa w takim układzie, uczeń przerósł mistrza. Razem osiągnęli wiele, ale to decyzja o zaprzestaniu wspólnej działalności jeszcze bardziej skomplikowała sytuację magiczną w Anglii. Utworzyły się stronnictwa strandżystów i norelitów. Ci pierwsi wierzyli, że magia pochodzi od legendarnego Króla Kruków, Johna Uskglass’a. Norelici natomiast robili wszystko, aby te teorie obalić. Dwa wrogie obozy zaczęły uprzykrzać sobie życie, a wszystkiemu przyglądał się pewien niegodziwy elf „o włosach jak puch ostu”, czekając tylko na potknięcie któregoś z magów. Czy pomimo dzielących ich różnic Jonathan Strange i pan Norrell znaleźli sposób, aby się porozumieć i przywrócić porządek?

Nie powinno nikogo dziwić, że oprócz dwóch głównych bohaterów epicka powieść Clarke pełna jest rozmaitych postaci drugiego planu. Mamy Stephena Black’a, służącego sir Waltera Pole’a, rozdartego pomiędzy swoim pochodzeniem, a problematyczną pomocą dżentelmena „o włosach jak puch ostu”. Jest też Vinculus, szalony prorok, a do tego złodziej i obdartus. Drawlight i Lascalles- chciwi i egoistyczni „pomocnicy” Norrella. Moim osobistym faworytem jest Childermass, opanowany, dystyngowany, mag-samouk o tajemniczej, mrocznej przeszłości.

Na szczególną uwagę zasługują także postaci kobiece, które bezpośrednio na sobie odczuły działaniem magii. Zaklęcie rzucone przez Norrella na Lady Pole miało być dla niej wybawieniem, okazało się być jednak czymś znacznie gorszym- więzieniem bez szans na ucieczkę. Druga ofiarą magii została Arabella, żona Strange’a, zaniedbywana przez wiecznie zajętego czarami męża. Postaci tych kobiet są niezwykle ważne dla powieści, gdyż nadają akcji odpowiedni kierunek.

Fabuła toczy się nieśpiesznie, dzięki czemu czytelnik może w pełni delektować się stylem pani Clarke. Mnogość przypisów czasem zbija z tropu, ale nadaje powieści aurę autentyczności. Czytelnik powoli zatraca się w niesamowitym, ale też mrocznym świecie angielskiej magii. Clarke czasem przeraża, czasem bawi do łez, ale przede wszystkim przywołuje świat już dawno zapomniany. Każdy, kto chciałby go odwiedzić powinien sięgnąć po Jonathana Strange’a i pana Norrella.



Źródło zdjęcia: http://rousedtomediocrity.com/?tag=jonathan-strange-mr-norrell


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Jonathan Strange i pan Norrell
Tytuł oryginalny: Jonathan Strange and Mr. Norrell
Autor: Susanna Clarke
Ilość stron: 780
Wydawnictwo: MAG, 2013


Za książkę serdecznie dziękuje Wydawnictwu MAG!





piątek, 15 lutego 2013

"Drood" Dan Simmons




Kiedy umarł Charles Dickens rzesze fanów jego twórczości pogrążyły się w żałobie. „Pan Niezrównany” został pochowany w Opactwie Westminster obok takich znamienitych twórców jak Geoffrey Chaucer czy Rudyard Kipling. Uwielbiany za życia i doceniany po śmierci, Dickens rozsławił w literaturze takie charakterystyczne postaci jak Pickwick, Scrooge, Oliver Twist czy Dawid Copperfield. Jego wieczory poetyckie przeszły do historii i zawsze zbierały komplet słuchaczy. Dickens był pisarzem, redaktorem, właścicielem wydawnictwa oraz społecznikiem. Wydawać by się mogło, że w życiu zawodowym osiągnął już wszystko. Ale jaki był w życiu prywatnym? W kogo zmieniał się niedościgniony Boz, kiedy brawa cichły, a światła gasły po kolejnym udanym odczycie Klubu Pickwicka? Czy wybitny Charles Dickens miał swojego osobistego demona, z którym nie mógł sobie poradzić?

Na te pytania mógł odpowiedzieć tylko jeden człowiek. Wieloletni przyjaciel i współpracownik Dickensa, zarazem jego największy wróg i konkurent, William Wilkie Collins. Twórca takich powieści jak Kobieta w bieli, Mąż i żona czy Kamień Księżycowy. Dobrze, nie udawajcie, że znacie choć jedną z tych powieści. Ja przyznaję, że nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. A czy jest ktoś, kto nie słyszał o Wielkich Nadziejach, Samotni czy Opowieści wigilijnej? Dan Simmons w swojej najnowszej powieści ukazuje wewnętrzną walkę Collinsa, który za wszelka cenę chce dorównać starszemu koledze po fachu. Na przeszkodzie staje mu tajemnicza postać imieniem Drood, którą Dickens rzekomo spotkał po katastrofie kolejowej pod Staplehurst i od tamtej pory nie dawała mu spokoju. Drood wciąga obu pisarzy w wir najstraszniejszych opiumowych snów w najgorszych londyńskich slumsach. Obaj zapragną odkryć jego sekret, ale przyjdzie im za to zapłacić wysoką cenę.

Książka Simmonsa wspaniale oddaje realia tamtej epoki. Dzielnice nędzy, kręte korytarze kanałów Podmiasta, ciche, zapomniane przykościelne cmentarze. Autor Hyperiona tworzy wyraziste postaci, które głęboko zapadają w pamięć. Czy jest to Gooseberry, chłopiec na posyłki, twardy inspektor Field czy jego zaufany pomocnik detektyw Hatchery. Simmons ukazuje obu pisarzy bez upiększania ich wizerunku, jako wybitnie utalentowanych, nieprzeciętnych artystów z ludzką twarzą, z ich wadami i ograniczeniami. Collins ukazany został jako pierwszorzędny hipokryta, który przez całe życie próbuje stworzyć coś, co choć trochę zbliży go do statusu, który osiągnął Dickens. Wpędziło go to swego rodzaju paranoję, graniczącą z szaleństwem. Do postaci wielkiego Boza także nie poczułam zbyt dużej sympatii. Postać Drooda może być tutaj symbolem tego szaleństwa, ciągłego poszukiwania spełnienia twórczego oraz pogoni za nieuchwytnym. A także walkę obu mężczyzn z upływem czasu, starością, a w końcu- śmiercią.

Drood to dzieło wybitne, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Objętość nie powinna być przeszkodą dla tych, którzy chcą przeżyć niesamowitą przygodę i odkryć „tajemnicę Edwina Drooda”. Gorąco polecam!


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Drood
Autor: Dan Simmons
Ilość stron: 832
Wydawnictwo: MAG, 2012


Za książę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!


poniedziałek, 26 listopada 2012

”Kochanie, zabiłam nasze koty” Dorota Masłowska

Nie przeczytałam Wojny Polsko-Ruskiej. Nie dałam rady. Po lekturze pierwszych kilku rozdziałów, uznałam, że mam przed sobą oryginalne, aczkolwiek osobliwe dzieło, które może i niesie jakieś przesłanie, ale przez swój trudny język zostało przeze mnie zdyskwalifikowane. Kolejne książki Masłowskiej nie wzbudziły już we mnie większego zainteresowania.

Kiedy pojawiła się Kochanie, zabiłam nasze koty, nagłówki krzyczały „Wielki powrót Masłowskiej”, a w niemal każde czasopismo zachęcało do wywiadu z młodą pisarką. Pomyślałam, że może warto dać jej szansę. A zresztą, książka ma tylko 156 stron, więc jeżeli powtórzyłaby się sytuacja z „Wojny”, to koszmar chociaż szybko się skończy. I tak oto zaczęłam czytać i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam.

Fabuła nie jest szczególnie porywająca czy skomplikowana. Mamy dwie przyjaciółki, Farah i Joanne, które są swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Farah to ułożona pani z biura, która chodzi na jogę, robi sobie psychotesty i wykazuje nadmierne przywiązanie do żelu antybakteryjnego. Joanne natomiast jest fryzjerką, której styl może być określany jako „Rosjanka wracająca codziennie przez cały rok z sylwestra” (str.14). Jest wegetarianką, ale nie przeszkadza jej to w tym, by co jakiś czas skusić się na tłustego kebaba. Jak widać obie panie pochodzą z różnych światów, ale przez to dogadują się wspaniale. Jednak na ich drodze staje pewien mężczyzna, zakochany w Joanne, przez którego ich przyjaźń zostanie poddana ciężkiej próbie.

Jak już wcześniej wspomniałam fabuła nie jest zbytnio wyszukana. Ale ważniejsze jest to, jak Masłowska ją opowiada. W  Kochanie, zabiłam nasze koty najważniejsze są opisy, porównania i zgryźliwe komentarze. Masłowska ma niesamowitą zdolność obserwacji, która przelana na papier tworzy cyniczny obraz świata, w którym żyjemy. Pełen billboardów, Facebooka, zdrowego trybu życia i ekologii. Opisy te są bardzo dowcipne, czasami wręcz absurdalne, ale niestety wyłania się z nich gorzka prawda o współczesnym życiu: pełnym kontrastów, hipokryzji i samotności.

Autorka swobodnie żongluje odniesieniami do innych wybitnych dzieł lub ich twórców, ale także portretuje samą siebie jako sfrustrowaną pisarkę bez weny i inspiracji. Ale z tego, co czytamy okazuje się, że natchnieniem może być przypadkowe spotkanie w windzie czy kot leżący na jezdni. „W końcu przyjedzie jakiś patrol i go zabierze- pomyślała Farah (…) i wróciła do lektury pisma.” (str.5).

Kochanie, zabiłam nasze koty czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, czasem nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Książkę polecam wszystkim, którzy mają odrobinę dystansu do siebie i otaczającego nas świata.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: ”Kochanie, zabiłam nasze koty”
Autor: Dorota Masłowska
Ilość stron: 156
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc


Zapraszam do lektury powyższej recenzji także w języku angielskim

czwartek, 13 września 2012

"The Night Wanderer" Drew H. Taylor

Po napisaniu pracy magisterskiej na temat roli przekazu ustnego w literaturze rdzennych Amerykanów, myślałam, że już nic mnie w tej dziedzinie nie zaskoczy. Dogłębnie przeanalizowałam Ceremony Leslie Marmon Silko, swoją tezę podpierałam przykładami z The Woman Who Owned the Shadows Pauli Gunn Allen, a wszystko to oblekłam w mądrości krytyków i znawców literatury indiańskiej, takich jak Gerald Vizenor, Robert Dale Parker czy Kenneth Lincoln. Miałam przykłady, wykresy, a nawet zdjęcia. Niestety wiele powieści czy poematów poznałam tylko z cytatów, ponieważ dostęp do tego typu literatury jest bardzo ograniczony. Ale nadarzyła się okazja i w moje ręce wpadła powieść Drew Hayden Taylor’a The Night Wanderer.

Oczywiście na samym starcie dałam tej książce wyższą notę, ponieważ napisał ją potomek Indian z plemienia Ojibwa. Jego prace o wielokulturowości oraz folklorze rdzennych Amerykanów są wysoko cenione przez krytyków, więc założyłam, że powieść spod jego pióra będzie równie dobra. I nie myliłam się.

The Night Wanderer: A Native Gothic Novel to w wolnym tłumaczeniu indiańska powieść gotycka. Głównym bohaterem jest wampir, który po stuleciach tułaczki po świecie wraca do swojego rodzinnego kraju. Zatrzymuje się w domu Hunterów, współczesnych Indian, którzy nie pamiętają już swojego rdzennego języka, a jedyne co łączy ich z plemienną przeszłością to ziemia na której mieszkają w rezerwacie oraz łapacze snów zawieszone na lusterkach samochodów. Głową rodziny jest Keith Hunter, którego żona zostawiła, aby poślubić białego mężczyznę. Keith całą swoją frustrację wyładowuje na polowaniach, ale sprawy nie ułatwia mu dojrzewającą córkaTiffany, przechodząca właśnie okres burzy i naporu. Trochę z boku pozostaje Granny Ruth, najstarsza członkini rodu Hunterów, jedyna znająca język Anishinabe i pamiętająca dawne czasy. Każdy z nich na swój sposób przeżyje spotkanie z dziwnym lokatorem, który przedstawia się jako Pierre L’Errant (franc. wędrowiec, ang. wanderer). Ale dla Tiffany to spotkanie zmieni wszystko.

Taylor pod pretekstem gotyckiej powieści dla młodzieży opisuje ogólną sytuację Indian żyjących w rezerwacie oraz ich stosunki z „białymi”, które nie należą do najlepszych. Keith nie może się pogodzić, że jego ukochana żona wyszła za białego człowieka, a teraz córka spotyka się z białym chłopakiem. Biali zazdroszczą Indianom, że mogą robić zakupy wolne od podatku, przez co uważają ich za nierobów. Jednym słowem życie w rezerwacie nie jest proste.

Mieszane uczucia wzbudziło we mnie umieszczenie w powieści postaci wampira. Teraz już ci krwiopijcy są wszędzie i nie chciałabym myśleć, że autor wybrał takiego właśnie bohatera, aby dotrzeć do większej liczby czytelników. Przecież teraz wampiry sprzedają się najlepiej. Ale Pierre L’ Errant to wampir-indianin. Zabójcze połączenie. Taylora ratuje to, że w mitologii indiańskiej faktycznie pojawiają się stwory zwane wendigo, które żywią się krwią innych, a ich głód nigdy nie może zostać zaspokojony. Postać Pierre’a łączy w sobie indiańskie legendy i ich bardziej europejskie wyobrażenia. Takie rozwiązanie mogę zaakceptować.

To, co urzekło mnie najbardziej w książce Taylor'a to magia indiańskiej przeszłości. Język Anishinabe, który Granny Ruth słyszy już  tylko w snach, korzeń weekah jako lekarstwo na ból gardła, groty strzał znalezione nad jeziorem, gdzie niegdyś mieściła się rodzinna wioska Pierre’a. To wszystko Tiffany miała do tej pory na wyciągnięcie ręki, ale to Pierre nauczy ją, jak to docenić.

Z każdej ze stron The Night Wanderer wylewa się melancholia- tęsknota za lepszą przeszłością, pogarda dla teraźniejszości i niepewność jutra. To książka jest zarazem smutna, ale też pełna nadziei. Dla młodzieży i dla dorosłych. Pierwsza indiańska powieść gotycka.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: The Night Wanderer
Autor: Drew Hayden Taylor
Ilość stron: 228
Wydawnictwo: Annick Press, 2007

czwartek, 23 sierpnia 2012

Into the Abyss



W październiku 2001 roku Michael Perry i Jason Burkett zostali schwytani przez policję i oskarżeni o zabójstwo trzech osób. Burkett dostał na dożywocie, a Perry jako główny sprawca morderstwa został skazany na karę śmierci. Herzog w filmie Into the Abyss: A tale of death, a tale of life bada okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, rozmawiając nie tylko z oskarżonymi, ale także ich bliskimi oraz mieszkańcami ich rodzinnego Conroe w Teksasie.

Conroe jawi się jako bardzo ponure miejsce, gdzie większość ludzi ma za sobą pobyt w więzieniu, handel narkotykami czy styczność z bronią. Herzog kontrastuje rozpadające się domy z luksusowymi osiedlami, a supermarkety z kościołami i wszechobecnymi tabliczkami zachęcającymi do ich odwiedzenia. Czy Perry i Burkett mieli już dość tej małomiasteczkowej mentalności? Co pchnęło ich do tak strasznego czynu? I co najważniejsze, czy zasługiwali na karę, jaka ich spotkała.

Herzog rozpatruje motywację tych młodych mężczyzn oraz pyta o słuszność kary śmierci. Into the Abyss to film niepokojący. Niemiecki reżyser stworzył bardzo rzetelny dokument, zawierający autentyczne nagrania policyjne oraz zeznania świadków. Widz prowadzony jest na miejsce zbrodni, aby przekonać się, że ludzie giną z tak błahego powodu, jak posiadanie samochodu, którego ktoś bardzo pożąda. Herzog z dużą dozą wyrozumiałości rozmawia z oskarżonymi, nie oceniając ich. Ale nie dowiemy się prawdy. Perry oskarżał Burketta, Burkett winił Perry’ego. Do dnia wykonania wyroku Perry cały czas twierdził, że jest niewinny. W ostatnich słowach powiedział, że wybacza wszystkim, to co się stało.

Herzog zdaje się mówić, że nic nie usprawiedliwia tych chłopaków, ale też pyta czy kara, która ich spotkała nie było za surowa? Into the Abyss to film, którego nie da się zapomnieć. Zostaje w człowieku na długo, aby z zaskoczenia przywołać niepokojące obrazy czy twarze oskarżonych. Zostawia widza kompletnie bezradnym. Nie znam odpowiedzi na postawione przez Herzoga pytania, nie wiem, co się naprawdę wydarzyło. Wiem tylko, że trzy osoby zginęły i nikt, ani nic nie przywróci im życia.

Były strażnik więzienny, z którym rozmawiał Herzog zwrócił uwagę na pewną bardzo ważną rzecz. Kiedy już umrzemy, na naszym nagrobku będzie widniała data urodzin i data śmierci. Ten myślnik, który jest pomiędzy nimi, to nasze życie. Zróbmy wszystko, żeby przeżyć je jak najlepiej. 

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: Into the Abyss
ReżyseriaWerner Herzog
Czas trwania: 1:47
Premiera świat: 08.09.2011


wtorek, 21 sierpnia 2012

"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh

Nigdy nie interesowałam się kwiatami. Zawsze były dla mnie jedynie miłą, acz kłopotliwą ozdobą, bo ich pielęgnacja i znaczenie zawsze pozostawały dla mnie tajemnicą. Dlatego czasem specjalnie unikałam kontaktu z nimi, aby przypadkiem przez swoją nieuwagę i brak doświadczenia nie skrzywdzić niewinnej rośliny.

Przeciwieństwem takiej postawy jest podejście Victorii, dla której kwiaty są jedynym źródłem radości oraz sposobem kontaktu ze światem. Victoria zna „sekretny język kwiatów”, który daje jej siłę. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, w której przemoc psychiczna i fizyczna były na porządku dziennym. Victoria to sierota tułająca się od jednej rodziny zastępczej do kolejnego domu dziecka. Mając 9 lat w końcu natrafiła na Elizabeth, kobietę, która obdarzyła ja szczerym, matczynym uczuciem. Ale dla Victorii każda głębsza relacja jest źródłem konfliktów i bólu. Victoria zrobiła coś, co zważyło na jej smutnym losie oraz na życiu Elizabeth. Czy czas pomoże ukoić złamane serce i pozwoli wybaczyć?

Diffenbaugh pokazuje jak człowiek, który w dzieciństwie doznał tylu krzywd nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować w dorosłym życiu. Jak ciemna strona dzieciństwa wpływa na samoocenę i poczucie pewności siebie, kiedy człowiek po prostu wierzy w to, że nie jest na tyle dobry, aby zasługiwać na miłość. Sprawa staje się bardziej skomplikowana, kiedy pojawia się pewna mała istota, którą także należy obdarzyć miłością.

„Sekretny język kwiatów” to studium macierzyństwa i trudnych relacji rodzinnych. Postać Granta jest spoiwem, które łączy Victorię z Elizabeth. Jego bezgraniczna miłość, zdolność wybaczania i pogodzenie się z losem stanowi gwarancję przetrwania. Grant, Victoria i Elizabeth triumfują, pomimo trudów i przeciwności losu. „Sekretny język kwiatów” to książka wzruszająca i dająca nadzieję.

Oryginalnym dodatkiem do powieści Diffenbaugh jest „Słownik kwiatów Victorii” stworzony na podstawie wiktoriańskich dzieł o tematyce florystycznej. Autorka wybrała najbardziej wiarygodne oznaczenia kwiatów i opracowała swój niepowtarzalny leksykon. Aby stworzyć dla kogoś bukiet o specjalnym znaczeniu, wystarczy znaleźć odpowiedni kwiat i przez niego wyrazić to, co się czuje. Na pewno do niego wrócę.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Sekretny język kwiatów
Tytuł oryginalny: The Language of Flowers
Autor: Vanessa Diffenbaugh
Ilość stron: 399
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011


Mam tez coś dla Was. 


Podpowiem, że jest to kosmos podwójnie pierzasty. Kto odgadnie czego Wam życzę?





poniedziałek, 23 lipca 2012

"Kompozytor burz" Andrés Pascual

Gdybyś usłyszał pradawną melodię duszy, potrafiłbyś ją rozpoznać? Czy wiedziałbyś, że  tak „brzmiało” stworzenie wszechświata? Podobno tylko wybrańcy mogli usłyszeć te legendarne dźwięki, a jeden śmiałek mógł je zapisać i przekazać innym.

Tym wybrańcem jest Matthieu, utalentowany młody skrzypek, przygarnięty i wychowany w mieszczańskiej rodzinie przez znanego pisarza. Chłopak od dziecka przejawia wielki talent muzyczny, więc zaczyna naukę gry na skrzypcach. Wkrótce przerasta swego mistrza i pragnie czegoś więcej. Dla Matthieu nie liczy się nic oprócz muzyki i w głębi duszy jest przekonany, ze ta „iskra boża” pozwoli mu zaistnieć na dworze Ludwika XIV, przynosząc sławę i bogactwo. Jego przyrodni brat Jean-Claude też jest muzykiem, jednak bardziej pokornym i z mniejszymi ambicjami. Dla Jean-Claude’a liczy się warsztat i technika. Tym większe jest zdziwienie pełnego pasji Mattieu, kiedy dowiaduje się, że to jego brat zostaje wciągnięty w zabójczą intrygę związaną ze znalezieniem pradawnej melodii.
Śmierć brata to dla głównego bohatera rozpacz i żal, ale także początek niezwykłej przygody. Matthieu wyrusza z piratami na kraniec świata, aby odnaleźć kapłankę o niezwykłym głosie, przy jej pomocy zapisać partyturę i dzięki temu, ocalić życie swoje i swoich bliskich.

Kompozytor burz to bardzo sprawnie napisana powieść przygodowa, która wciąga czytelnika od pierwszej strony. Pascual pokazuje nam dwa światy: królewskiego dworu, okraszonego złotem i klejnotami, wykwintnymi potrawami i dziełami sztuki oraz tajemniczego Madagaskaru, dzikiego, niezbadanego lądu pełnego cudacznych zwierząt i kolorowej roślinności. Autor kontrastuje Wersal z „księżycową wyspą” i obnaża jego sztuczność, nie tylko w wystroju, ale także w zachowaniu dworzan i służby. Przykładem może być przesycona próżnością sopranistka Virginie.

Na Madagaskarze natomiast tubylcy żyją w zgodzie z rytmem przyrody, a ich jedynym bogactwem jest fauna i flora. Oraz niezwykły śpiew kapłanki Luny, który swoją mocą może przenosić góry i zjednywać plemiona. To właśnie Luna staje się ucieleśnieniem pełnej pasji natury Matthieu, dla którego muzyka to wolność.

W przypadku Kompozytora burz nie sprawdza się powiedzenie, aby nie oceniać książki po okładce. Nie tylko okładka mnie oczarowała, ale piękna opowieść Pascual’a stworzona z piasku i burzy. Czekam na kolejne publikacje tego autora. Gorąco polecam.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Kompozytor burz
Tytuł oryginalny: El compositor de tormentas
Autor: Andrés Pascual
Ilość stron: 386
Wydawnictwo: Otwarte, Kraków 2011

wtorek, 20 marca 2012

"A short history of tractors in Ukrainian" Marina Lewycka

Zarys dziejów traktora po ukraińsku, bo tak brzmi polski tytuł, to książka, która wciąga od pierwszych stron. Dwie siostry, Nadia i Vera dowiadują się, że ich wiekowy ojciec ma zamiar poślubić imigrantkę z Ukrainy, Walentynę. Nie wierzą w szczerość intencji kobiety, która de facto, jest gotowa na wszystko, aby ułożyć sobie życie w „luksusowym” Zachodnim świecie. Siostry nie są wolne od uprzedzeń do samych siebie, do swojego ojca i całej rodziny, która tak jak teraz Walentyna, zaczęła szukać szczęścia na angielskiej prowincji tuż po wojnie. Siostry będą musiały zawiesić broń i połączyć siły, aby pozbyć się „obcej”, co okaże się trudniejsze niż się tego spodziewają.

Autorka, Marina Lewycka, nie raczy nas niesamowitymi zdarzeniami, bohaterami, czy miejscem akcji. Co jest urzekające, to właśnie „normalność” tej książki. Mamy obraz imigrantów, którzy zdążyli zaklimatyzować się w nowym świecie, ale pamięć o przeszłości, wojnie i komunizmie, nie jest czymś, co można zostawić za wschodnia granicą. Bagaż doświadczeń dziadków, rodziców i samych sióstr tworzy obraz ich tożsamości.

Postać ojca, ukraińskiego inżyniera, zasługuje na szczególną uwagę. Jego lekkomyślność i oderwanie od rzeczywistości nieraz  pakowały cała rodzinę w kłopoty. Fascynacja Walentyną, kobietą surową, fałszywą i niemoralną, pozwala mu na przeżycie ponownej młodości i zapomnienie o zbliżającym się schyłku życia.

Oprócz rodzinnych perypetii, mamy także dzieje traktora, o którym z pasją rozpisuje się stary inżynier. Dowiadujemy się również ile tajemnic, kryje każda rodzina, a ich odkrywanie nie zawsze niesie za sobą coś dobrego. Wzruszającą i ciepła lektura. Polecam.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Zarys dziejów traktora po ukraińsku
Tytuł oryginalny: A Short History of Tractors in Ukrainian
Autor: Marina Lewycka
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Penguin Books, London 2006

sobota, 24 września 2011

"The end of Mr. Y" Scarlett Thomas

The end of Mr. Y lub też Koniec pana Y w polskiej wersji to książka bardzo obszerna. Nie tylko wielkościowo, ale także merytorycznie. Czytelnik znajdzie tu wszystko: miłość, seks i śmierć, ale również podróże w czasie, czytanie w myślach i ogromną ilość wiedzy z zakresu fizyki kwantowej, homeoterapii czy religii. Teorie wielkich myślicieli przeplatają się z tak przyziemnymi przypadłościami, z którymi człowiek musi się borykać na co dzień jak głód, zimno, strach czy tęsknota.
Z tym wszystkim właśnie boryka się główna bohaterka, Ariel, dziewczyna o niesamowitym umyśle, której wiedza o życiu i jego ciemnych stronach wykracza poza przeciętną. W pewnym momencie staje się posiadaczką bardzo rzadkiej i niebezpiecznej książki The end of Mr. Y Thomasa Lumas. Nad książką, krąży klątwa, której pierwszą ofiarą padł pewien znany Ariel wykładowca. Czy Ariel uniknie klątwy, znajdzie odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania i odnajdzie szczęście? To trzeba po prostu przeczytać.
The end of Mr. Y pomimo swej długości, czyta się bardzo szybko i z rosnącym zainteresowaniem. Autorka trzyma nas w napięciu do ostatniej strony i tak jak Einstein w swojej teorii mówi, że wszystko jest względne. Czy naprawdę chcielibyśmy poznać myśli innych ludzi, ich wspomnienia i pragnienia? Czy, mając taką szansę, zmienilibyśmy bieg historii, wymazując z jej kart np. Hitlera? I czy będąc geniuszem możemy liczyć na szczęście, nie krzywdząc innych? Te i wiele innych pytań zadaje Scarlett Thomas, ale odpowiedzi musimy znaleźć już sami. Momentami myślałam o Cieniu wiatru Zafona, gdzie kolejna książka miała wielki wpływ na życie bohaterów. Na tym podobieństwa się kończą bo The end of Mr. Y jest wielkim traktatem filozoficznym, który daje do myślenia. Nie tylko o tym jak działa wszechświat.

Wielkie dzięki dla Zofii za udostępnienie swojego jedynego w swoim rodzaju egzemplarza The end of Mr. Y! :)


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Koniec pana Y
Tytuł oryginalny: The end of Mr. Y
Autor: Scarlett Thomas
Ilość stron: 506
Wydawnictwo: Conongate Books Ltd., Edinburgh 2008

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...