Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

"Dym i lustra: opowiadania i złudzenia" Neil Gaiman

Czarnowłosa kobieta o tajemniczym wzroku spogląda na nas z okładki trzeciego wydania zbioru opowiadań Neila Gaimana Dym i lustra. Czarne gałęzie wplątują się w jej włosy. Na okładce najnowszych Drażliwych tematów widniała eteryczna blondynka z przymkniętymi oczami niemal we śnie. Czy ta czarnowłosa niewiasta może być symbolem jeszcze mroczniejszych wizji autora?

W tym zbiorze mistrz fantasy porusza tematy, które są tak zdradliwe jak obraz w zwierciadle i ulotne jak dym z papierosa. Sprawy przyziemne przeplatają się się z poważnymi tematami. Gaiman dodał do nich szczyptę czarnego humoru i odrobinę magii, przez to opowiadania stały się jeszcze bardziej niepokojące. 

W opowiadaniu Morderstwa i tajemnice Gaiman portretuje świat aniołów, który dla zwykłego śmiertelnika stanowi nie lada zagadkę. Głównym narratorem jest anioł upadły, który musi teraz samotnie przemierzać ulice wielkiego miasta. Autor po raz kolejny udowadnia, że jego wyobraźnia nie zna granic.

Seks stanowi dla autora kolejne źródło rozważań i opowieści. W Poczuciu obcości opisuje coś tak wstydliwego jak choroba weneryczna i nie szczędzi czytelnikowi krępujących szczegółów. W Szukając dziewczyny próbuje odnaleźć tajemniczego króliczka Playboya, który od kilkunastu lat pozuje do zdjęć, ale nigdy się nie starzeje. W Uczcie zastanawia się dlaczego ludzie wolą nie rozmawiać podczas seksu, a sam przyznał, że podczas pisania tej historii wielokrotnie się rumienił. 

Gaiman czerpie także z legend i baśni, czego przykładem może być opowiadanie Rycerskość, gdzie umiejętnie wplata motyw poszukiwania Świętego Graala w sielski obraz małego miasteczka. Z kolei Szkło, śnieg i jabłka to nowa wersja baśni o Królewnie Śnieżce, opowiedziana z perspektywy jej macochy. Śnieżka wcale nie jest taka niewinna, a zemsta to jej drugie imię. Ta wersja na pewno nie jest bajką dla dzieci, a po lekturze niejeden dorosły zmieni swoje podejście do oryginału. 

Na wrzesień MAG zapowiedział wydanie kolejnego zbioru opowiadań Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślenia. Tym razem na okładce będzie widniała rudowłosa kobieta. Czy w tym przypadku wiemy, czego się spodziewać? Ja mogę być pewna jednego: Gaiman nigdy mi się nie znudzi.

Tytuł: Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia.
Tytuł oryginalny: Smoke and Mirrors: Short Fictions and Illusions
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2015
Moja ocena: 7/10

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!







wtorek, 28 kwietnia 2015

"Charlotte Bronte i jej siostry śpiące"- recenzja po angielsku


Zapraszam do lektury mojej recenzji książki Charlotte Bronte i jej siostry śpiące napisanej w języku angielskim:
http://agnes-books.blogspot.com/2015/04/eryk-ostrowski-is-expert-in-literature.html



wtorek, 24 czerwca 2014

"Droga królów" Brandon Sanderson

Kiedy wzięłam do ręki powieść Sandersona trochę zaparło mi dech w piersi. Dosłownie i w przenośni, ponieważ książka ta ma niemal 1000 stron, no i swoje waży. Po drugie, nawet pobieżne przerzucenie kilku stron zapowiadało niesamowitą wyprawę w głąb nieznanego mi świata, ponieważ oprawa graficzna jest na najwyższym poziomie. 

Wydanie uzupełnione jest o mapy, rysunki oraz tak zwane Ars Arcanum.  Z początku było mi trudno odnaleźć się w krainie Roshar. Autor rzuca czytelnika w wir wydarzeń i każe mu odkrywać ten świat samemu. Nie wyjaśnia, nie tłumaczy. Dusznikowanie, Odpryskowi, Świetliści, fabriale czy chulle- to tylko część z pojęć, z którymi mamy do czynienia. Plusem takiej narracji jest to, że samemu można odkryć pewne rzeczy i ma się z tego niemałą satysfakcję. Jednak krótkie objaśnienie nie zaszkodziłoby w lekturze, a pomimo wszystko uchroniłoby czytelnika od zagubienia się w meandrach jakże wielu stron powieści. 

Bohaterami są cztery postaci: chirurg-żołnierz Kaladin, Shallan- złodziejka pragnąca przywrócić swój ród do dawnej świetności, żądny zemsty arcyksiążę Dalinar oraz zabójca Sheth, należący do parshmenów, najniższej warstwy społecznej. Śledzimy losy każdego z bohaterów z osobna, a każdy z nich ma do przebycia długą drogę, zarówno fizycznie jak i duchowo. 

Najbardziej zaintrygowała mnie postać Kaladina, który przeszedł prawdziwą transformację: od syna lekarza, przez niewolnika, do żołnierza i przywódcy jednej z drużyn mostowych, wykorzystywanych przez arcyksięcia Sadeasa w wojnie przeciwko Parshendi. Poświęcenie Kala, chęć niesienia pomocy oraz wytrwałość i wola przetrwania są godne podziwu w warunkach w jakich się znalazł. 

Idea ruchomych mostów dźwiganych na plecach niewolników to jedno z wielu  intrygujących rozwiązań w książce Sandersona. Roshar zamieszkują nie tylko ludzie, ale także spreny- połączenie energii, światła, siły związanej z daną rzeczą, na przykład wiatrospreny czy bólospreny. Przykładem takiego sprena może być Syl, która towarzyszy Kaladinowi na każdym kroku. Kolejnym ciekawym elementem są żołnierze zwani Odpryskowymi, którzy posiadają godną pozazdroszczenia zbroję oraz szczególny miecz, który pojawia się na ich zawołanie. Opisy przywoływania Ostrza Odprysku pobudzają wyobraźnię i chętnie zobaczyłabym to na dużym ekranie. 

Szczególne miejsce w krainie Roshar zajmują kobiety. To one sprawują pieczę nad nauką, są skrybami, uczonymi, historykami. Pomimo szanowanych stanowisk, silne kobiety takie jak Navani czy Jasnah i tak muszą, wedle zwyczaju, ukrywać jedną dłoń, aby nie kusić mężczyzn. 

Droga królów stron ma niemało, ale nie przeszkadza to w odbiorze całości. Wszystko, co znalazło się na kartach tej księgi zostało dogłębnie przemyślane i ma swój cel. Droga królów, jako pierwszy tom cyklu Archiwum Burzowego Światła to tylko początek ekscytującej podróży


Tytuł: Droga królów
Tytuł oryginalny: The Way of Kings
Autor: Brandon Sanderson
Ilość stron: 960
Wydawnictwo: MAG, 2014
Moja ocena: 7/10


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!



czwartek, 19 grudnia 2013

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" David Mitchell

Z okładki najnowszej powieści Davida Mitchella gejsza w pięknym kimonie kusi czytelnika dojrzałym owocem persymony. Autor głośnego Atlasu chmur tym razem zabiera nas w podróż do Japonii, nazywanej krajem tysiąca jesieni. 

Podróż rozpoczynamy wraz z młodym Holendrem Jacobem de Zoet, który przybywa do Dejimy, aby rozpocząć pracę jako kancelista dla Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Do jego obowiązków należeć będzie kontrola budżetu holenderskiej faktorii. Poprzedni naczelnik został zwolniony z powodu finansowych nadużyć i jego następcą oraz opiekunem Jacoba został Unico Vorstenbosch, który postanawia uratować nadwyrężona reputację Kompanii.

Jacob sumiennie wykonuje swoje obowiązki, ale odkrywa, że życie na tej małej wyspie w zatoce Nagasaki opiera się na kłamstwie, obłudzie i manipulacji, a konfrontacja dwóch odmiennych kultur nie zawsze przebiega pokojowo. Tym, co trzyma go w tej "złotej klatce" jest uczucie do akuszerki Orito. Ale czy miłość Japonki i Holendra ma racje bytu w tych niepewnych czasach?

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta to epicka powieść historyczna ukazująca Japonię z perspektywy holenderskich osadników. Mitchell niezwykle barwnie i szczegółowo opisuje tamten okres przenosząc czytelnika na zatłoczone ulice Dejimy, do pałacowych sal, parnych łaźni oraz ciasnych mieszkań. Dla mnie, tak jak dla głównego bohatera, Japonia stanowi jedną wielką zagadkę, ale cieszę się, że moim przewodnikiem był ten rudowłosy Holender. Jacob de Zoet pokazał mi, że Japonia to kraj intrygujący, ale ukryty, jak gejsza pod wieloma warstwami kimona. Tylko nieliczni mogą podziwiać jego piękno w pełnej krasie.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
Tytuł oryginalny: The Thousand Autumns of Jacob de Zoet
Autor: David Mitchell
Ilość stron: 624
Wydawnictwo: MAG, 2013

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!   




wtorek, 22 października 2013

"Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman

Nie oceniaj książki po okładce mówi porzekadło stare jak świat. Ale ja patrząc na Ocean na końcu drogi od razu zapragnęłam przenieść się do świata Gaimana, jednak nie byłam do końca pewna, co mnie tam spotka. Z okładki możemy wywnioskować, że najnowsza powieść twórcy Gwiezdnego pyłu jest mroczna, tajemnicza i może trochę smutna. Już po lekturze mogę stwierdzić, że wspomnianie wyżej przysłowie, w tym przypadku się nie sprawdziło.

Narrator to mężczyzna w kwiecie wieku, który wraca w rodzinne strony. Kierowany instynktem podąża dawno zapomniana drogą, która prowadzi go do domu na krańcu ścieżki. Wszystko wydaje mu się znajome, ale nie jest pewien skąd to wszystko pamięta. Wie, że kiedyś odwiedzał w tym domu swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, Lettie Hempstock. Dziewczyna już tam nie mieszka, dawno temu wyjechała do Australii. Jest jednak coś, co nie daje naszemu bohaterowi spokoju: kaczy staw, który znajduje się za domem rodziny Hempstocków. Narrator siada na ławce i stara się przypomnieć sobie, co  wydarzyło się wiele lat temu, podczas pewnych wakacji, kiedy miał 7 lat.

Czytelnik podąża śladami narratora, który opisuje nam swoje dzieciństwo: urodziny, na które nikt nie przyszedł, książki, które były jego najwierniejszym towarzyszem, górnika opali, który wynajął u nich pokój, a potem zastrzelił się w ich samochodzie. Samobójstwo tego człowieka uruchomiło lawinę zdarzeń, które na zawsze zmieniły życie głównego bohatera. W chwilach samotności i strachu mógł liczyć tylko na Lettie, która dodawała mu otuchy. Razem stanęli przeciwko złym mocom, które mogły zniszczyć świat. Ale wszystko ma swoją cenę...

Przygody, które spotykają głównego bohatera pomagają mu zrozumieć świat dorosłych, który rządzi się innymi prawami, niż świat dziecka. Chłopiec nie ufa dorosłym, bo nie ma w nich oparcia. Szczególnie nie wierzy nowej opiekunce, przez którą jego relacje z ojcem jeszcze bardziej się pogarszają. Bohater sam musi podejmować decyzje i stawić czoło konsekwencjom. Ocean na końcu drogi to przypowieść o odwadze i poświęceniu, o przyjaźni i dojrzewaniu. I o walce z mrokiem. Nie tym, który czai się pod łóżkiem czy na strychu, ale tym, który nosimy w sobie.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Ocean na końcu drogi
Tytuł oryginalny: The Ocean a the End of the Lane
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 216
Wydawnictwo: MAG, 2013



Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!


czwartek, 4 lipca 2013

"Dobre dziecko" Roma Ligocka

Debiutancka powieść pani Ligockiej Dziewczynka w czerwonym płaszczyku odniosła ogromny sukces. Historia małej dziewczynki naznaczonej piętnem Holokaustu wzruszyła wszystkich. Jak się później okazało nie tylko trauma z dzieciństwa była jedynym piętnem, z którym zmagała się pisarka. W najnowszej powieści Dobre dziecko autorka pokazuje, że okres dojrzewania także zaważył na jej późniejszych losach.

Czytelnikowi ukazuje się Roma, dwunastoletnia dziewczynka, mieszkająca tylko z matką. Ojciec oraz reszta rodziny zginęli. Roma próbuje odnaleźć się w nowym świecie, w nowym ustroju, którego jeszcze nie zna. Jest Żydówką, ale już nie musi się ukrywać. Chodzi do szkoły, ma swoje pasje i marzenia. Jednak nieodłaczną częścią jej egzystencji jest strach i troska o najbliższą jej osobę, matkę Teofilę.

Dobre dziecko to bardzo intymna autobiografia. Autorka wykorzystuje w niej fragmenty pamiętnika swojej babki, Anny Abrahamerowej. Te zapiski z przedwojennych lat pozwalają młodej Romie przetrwać, bo ukazują inny, już zapomniany świat, w którym żyła jej rodzina. Matka, która niegdyś była rozpieszczana, jeździła na bale i korzystała z wszelkich luksusów, ma problem z przystosowaniem sie do ówczesnego świata. Całą frustrację przelewa na córkę. I tak jak każdy, najbardziej pragnie miłości.

Relacja matka-córka jest w Dobrym dziecku bardzo wyraźnie zarysowana i pełna silnych emocji. Roma nieustannie martwi się o matkę, która ma skłonności samobójcze. Matka natomiast uważa córkę za wariatkę zamkniętą w swoim świecie. Ich trudną relację dodatkowo kompilkuje romans matki z żonatym mężczyzną. Roma wpada w paranoję, czyta listy matki, podsłuchuje rozmowy. Ma wstręt do jedzenia i kontaku fizycznego. Nie może znaleźć sobie przyjaciół. Nieustannie ucieka w swój własny świat.

Trudno jest mi oceniać książkę pani Ligockiej. No bo jak można oceniać czyjeś przeżycia? Roma nie wybrała sobie takiego losu, najpierw będąc "dzieckiem wojny", później opuszczoną przez dorosłych nastolatką. Dzięki malarstwu i pisaniu odnalazła siebie, ale już pewnie całe życie będzie uciekać. W tej smutnej, bardzo osobistej powieść tli się jednak iskierka nadziei. Dobre dziecko pozwoliło pani Ligockiej rozprawić się z trudną przeszłością i zobaczyć swoją relację z matką w innym, bardziej dojrzałym świetle. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Dobre dziecko
Autor: Roma Ligocka
Ilość stron: 292
Wydawnictwo: Literackie, 2012

poniedziałek, 1 lipca 2013

"Malowany człowiek, Księga I" Peter V. Brett

Kiedy koleżanka zaproponowała mi, abym przeczytała Malowanego człowieka, trochę się zawahałam. Do tej pory to  Tolkien stanowił dla mnie fundament literatury fantastycznej i nie czułam potrzeby, aby bardziej zgłębiać temat. Szczególnie, że jakoś żadna książka z tego nurtu tak naprawdę mnie nie zainteresowała. Jednak postanowiłam dać Malowanemu człowiekowi szansę, no bo cóż mam do stracenia.

Początek nie był łatwy. Ciężko mi było przenieść się w świat stworzony przez Bretta: wypełniony Otchłańcami, udręczonymi ludźmi oraz otaczającymi ich magicznymi runami. Historia Arlena, chłopca, który traci matkę i w pojedynkę postanawia stawić czoło demonom, czytałam z lekkim uśmieszkiem i przymrużeniem oka. Po prostu nie byłam do tego wszystkiego przekonana. Ale czytało się szybko i w sumie przyjemnie, więc przez historie kolejnych bohaterów, Leeshy i Rojera przebrnęłam bez większego problemu. 

Może to jakaś solidarność płci, ale najbardziej kibicowałam Leeshy, młodej podopiecznej zielarki i z zapartym tchem czytałam o jej przygodach. I właśnie wtedy odkryłam, że Malowany człowiek jest książką naprawdę wciągającą i... fajną. Może nie jest to wybitne dzieło z ważnym przesłaniem, ale Brett ma niezwykły dar opowiadania: prosty i zrozumiały, jak średniowieczny minstrel , który opowiada historie z przed wieków. Jego książka wciąga bez reszty i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: "Malowany człowiek, Księga I"
Tytuł oryginalny: The Painted Man
Autor: Peter V. Brett
Ilość stron: 504
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008


piątek, 10 maja 2013

"Koniec człowieczeństwa" C. S. Lewis

C. S. Lewis zawsze kojarzył mi się z serią Opowieści z Narni, jako twórca jednego z moich ulubionych bohaterów, czyli lwa Aslana. Jednak jego rozprawa Koniec człowieczeństwa nie ma nic wspólnego z powieścią dla młodzieży. Autor zabiera nas w filozoficzną podróż wgłąb ludzkiej moralności.

Pierwszy z trzech esejów, które składają się na Koniec człowieczeństwa, opowiada o Wielkoduszności, głównym uczuciu, które pozwala każdemu człowiekowi wypośrodkować pomiędzy emocjami a intelektem. Lewis w tej części krytykuje Ludzi bez torsów, którzy ze względu na współczesne czasy zostali tej cechy pozbawieni. Dwie kolejne rozprawy, Droga oraz Koniec człowieczeństwa traktują o uniwersalnym kodzie moralnym, nazwanym przez Lewisa Tao. Autor przedstawia podstawowe instynkty, które kierują człowiekiem oraz analizuje jego związek z Naturą.

Książka Lewisa jest lekturą wymagającą. Czytelnikowi niedoświadczonemu w filozoficznych zagadnieniach czasem może być ciężko odgadnąć intencje autora żonglującego nazwiskami wielkich filozofów czy hasłami niektórych prądów myślowych  Jednak autor wyszedł naprzeciw niedoświadczonemu w tym temacie laikowi i okrasił swój wywód licznymi przykładami i cytatami. Lewis stworzył coś w rodzaju kompilacji idei na temat zagadnienia "co znaczy być człowiekiem". Udowodnił, że każda religia, kultura i grupa ludzi kieruje się tymi samymi wartościami. Jedno z przykazań chrześcijańskich "nie zabijaj" jest tak samo aktualne dla współczesnych katolików, jak i dla starożytnych Egipcjan.

Pomimo, że Koniec człowieczeństwa powstał w latach czterdziestych XX wieku, dzięki swojej aktualności trafi także do współczesnych czytelników. W tym ponadczasowym traktacie, każdy niezależnie od profesji i wyznania znajdzie coś dla siebie. Każdy człowiek jest inny, ale to co nas łączy to podstawowy kodeks wartości.  Tylko od nas zależy koniec człowieczeństwa.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Koniec człowieczeństwa
Tytuł oryginalny: The Abolition of Man
Autor: Clive Staples Lewis
Ilość stron: 123
Wydawnictwo: Esprit, 2013



Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit!



sobota, 26 stycznia 2013

"Hobbit. Niezwykła podróż"

Film Petera Jacksona od początku wzbudzał duże zainteresowanie. Najpierw nie było wiadomo, kto go wyreżyseruje. Później pojawiły się głosy, że może Hobbit. Niezwykła podróż w ogóle nie powstanie. Jednak kiedy w końcu ruszyły zdjęcia, wszyscy zastanawiali się czy najnowsza ekranizacja powieści Tolkiena okaże się przedsięwzięciem na miarę Władcy Pierścieni i czy podzieli jego sukces. Filmowa opowieść o przygodach Bilba już w pierwszym tygodniu wyświetlania stał się kasowym hitem. Ale czy historia w nim opowiedziana także zawiera w sobie tolkienowskiego ducha?

Czasem niebezpiecznie jest wyjść z domu. Gdy staniesz na drodze, nigdy nie wiadomo dokąd cię drogi poniosą.” Jak to mawiał stary Blibo Baggins. A on wiedział, co mówi. Kiedy jego siostrzeniec Frodo przyłączył się do Drużyny Pierścienia, Bilbo niedawno obchodził 111 urodziny. Nikt już nie pamiętał o tym, że 60 lat wcześniej to Bilbo u boku Gandalfa wyruszył na swoją pierwszą, pełną niebezpieczeństw wyprawę. A wszystko zaczęło się od tajemniczego znaku na jego drzwiach oraz bandy krasnoludów. Hobbit. Niezwykła podróż opowiada o ich wspólnej ekspedycji w celu odzyskania Ereboru, dawnego krasno ludzkiego królestwa.

 Hobbit to wielkoformatowe, widowiskowe dzieło. Scenografia, kostiumy, charakteryzacja- wszystko na najwyższym poziomie. Tylko chwileczkę. Ja to już chyba gdzieś widziałam… Tak samo jest ze ścieżką dźwiękową żywcem wyjętą z Władcy. Najnowszy film Jacksona nie wnosi nic nowego do kolejnej historii o Śródziemiu. Widz ma wrażenie, że ogląda jakiś prequel, który ma nas wprowadzić w świat stworzony przez Tolkiena. Hobbit może być swoistym preludium, bo opowiada o wcześniejszych wydarzeniach, ale pamiętajmy, że jednak cały czas mamy do czynienia z odrębną historią, która dopiero w późniejszym czasie odbije się echem we Władcy. Brakowało mi w nim takiej świeżości, oryginalności, pewnej dozy indywidualizmu.

Osobą, która wniosła coś nowego do tej historii jest Martin Freeman, który stworzył Bilba idealnego. Prawdziwego hobbita z krwi i kości ze wszystkimi zaletami i wadami tej rasy. A jeżeli już mówimy o rasach, to jest taka jedna, która z pewnością wiedzie prym w Hobbicie. Krasnoludy. Każdy z nich jest inny, nie tylko pod względem zachowania, ale także wyglądu. Charakteryzatorzy dopilnowali, aby każdy krasnolud był rozpoznawalny. Mamy czarnowłosego, dumnego Thorina, Bombura- grubszego jegomościa z rudą brodą splecioną na brzuchu, a dla damskiej części publiczności jest Kili i Fili. Krasnoludów jeszcze zostało dziewięciu, a wszyscy wnoszą do tej historii dużo humoru. Niezaprzeczalną zaletą Hobbita jest to, że jest zabawny, wolny od swoistego patetyzmu obecnego we Władcy.

Hobbit. Niezwykła podróż pomimo kilku mankamentów jest według mnie filmem udanym. Jest w nim przygoda, napięcie, humor i barwni bohaterowie. Czasem tyle wystarczy, aby wyjść z kina usatysfakcjonowanym. Nie mogę winić Jacksona za to, że nie stworzył drugiego Władcy, bo to byłoby niemożliwe. Z niecierpliwością czekam na kolejne części. 

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Hobbit. Niezwykła podróż
Tytuł oryginalny: Hobbit. An Unexpected Journey
ReżyseriaPeter Jackson
Występują: Martin Freeman, Ian McKellen, Richard Armitage
Czas trwania: 2:49
Premiera polska: 25.12.2012
Kalendarz: 18.01.2013

poniedziałek, 29 października 2012

"Sula" Toni Morrison


Prozie tworzonej przez przedstawicieli mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych towarzyszy pewien rodzaj melancholii. W swoich dziełach pisarze zwykle z nostalgią odnoszą się do swoich prawdziwych korzeni, rozprawiają się z niesprawiedliwością ”białych” czy opisują skomplikowane relacje między „swoimi”. Tak jest u Leslie M. Silko, Maxine Hong Kingston czy Toni Morrison. Każda z tych pisarek pochodzi z innego zaplecza kulturowego, ale wszystkie połączyło jedno: trudne życie w Ameryce. Ta specyficzna melancholia odczuwalna jest także w powieści Sula Toni Morrison.

Historia opowiada o przyjaźni dwóch czarnoskórych dziewczynek, Nel Wright i Suli Peace. Obie wychowują się w małym miasteczku Medallion w stanie Ohio, gdzie razem przechodzą przez trudny okres dojrzewania, aby w końcu wybrać odmienne drogi życiowe. Nel zostaje żoną i matką, a Sula wyjeżdża na studia, aby po 10 latach nieobecności wrócić do rodzinnego miasteczka. Jednak jej powrót na zawsze odmieni życie mieszkańców, a przyjaźń dwóch kobiet zostanie wystawiona na najcięższą próbę.

Morrison zawsze kojarzyła mi się z Beloved i tak zwanymi „atrocities of slavery”, gdzie autorka opisywała okrutny los niewolników. Sula to także studium cierpienia ciała i duszy, ale w innym wymiarze. Morrison prawie nie wspomina tu o niewolnictwie, ale skupia się na ukazaniu wewnętrznych rozterek kobiet, których życie także nie szczędziło. Nie mogę ocenić ich wyborów, ale  szanuję obie bohaterki za to, że postępowały zgodnie z własnym sumieniem. Nel jako ta bardziej rozważna wybrała domowe ognisko, Sula jako wolny duch wybrała życie na własnych zasadach, nie do końca zgodne z opinią innych.

Ze wszystkich bohaterek powieści, które dotąd czytałam, żadna nie przemówiła do mnie tak jak Sula. Jej nieposkromiony duch, jej ciekawość, ale też idealizm i naiwność przebijają przez karty powieści, jakbyśmy mieli do czynienia z prawdziwą osobą. Kobietą z krwi i kości. Tu także tkwi siła powieści Morrison. Wierzymy w każde jej słowo i dajemy zarazić się melancholią. Z niecierpliwością czekam, kiedy sięgnę po kolejną książkę zdobywczyni Nobla w dziedzinie literatury.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Sula
Autor: Toni Morrison
Ilość stron: 174
Wydawnictwo: Plume, 1982





niedziela, 28 października 2012

„Smutna historia braci Grossbart” Jesse Bullington


Jesse Bullington podjął się niemałego wyzwania. W swojej najnowszej książce autor postanowił oddać realia średniowiecznej Europy pełnej czarów, heretyków, niesamowitych bestii oraz ludzkich wyrzutków. Wszystko to wplótł w opowieść o braciach Grossbart, Manfredzie i Heglu, postaciach, które pół wieku temu pojawiły się na stronicach pewnego niemieckiego manuskryptu. Muszę przyznać, że starania pisarza nie poszły na marne.

Bracia Grossbart trudnią się okradaniem grobów, tak jak ich ojciec i dziad przed nimi. Decydują się na wyprawę do „Giptu”, gdzie grobowce są tak okazałe, że bliźniacy na pewno dorobią się fortuny. Według braci to, co robią nie jest ani nikczemne, ani haniebne. Wręcz przeciwnie. Uważają, że są wybrańcami Najświętszej Panienki i wszystko robią po to, by chwalić jej imię. Ich pokrętne poczucie honoru oraz sprawiedliwości niejednego czytelnika wprawi w zakłopotanie, a ich przygody pełne obrzydliwych i strasznych sytuacji mogą tych wrażliwszych zrazić do dalszej lektury. Jednak myślę, że warto podjąć wyzwanie rzucone przez autora i dać się porwać w wir ich niespotykanych przygód.

Smutna historia braci Grossbart przywołała mi na myśl powieść szkatułkową. Każda osoba, którą Manfred i Hegel spotykają na swojej drodze dzieli się z nimi swoją historią. Czy jest to czarownica, ksiądz lub kapitan, ich opowieści są wyjaśnieniem obecnej sytuacji bohaterów i usprawiedliwieniem ich czynów. Nie wspominając już o tym, że każda z opowieści jest jeszcze bardziej niesamowita od drugiej. Bullington także w sferze językowej ujął średniowiecznego ducha. Duże brawa należą się tłumaczce Małgorzacie Strzelec, która potrafiła w odpowiednie słowa ubrać filozoficzne wywody braci oraz oddać ich ponure poczucie humoru.

Do czasu kiedy bracia poznali kapitana Barousse, powieść czytało mi się przyjemnie, jak mroczną średniowieczna baśń, gdzie czarownice i demony zaburzają spokój mieszkańców małych wiosek, a grupa Przydrożnych Papieży napada na wędrowców. Później historia przybrała wyraz awanturniczej powieści przygodowej, co może nie koniecznie jest jej wadą, ale niestety nie współgra z resztą powieści.

Smutna historia braci Grossbart to książka, którą mogę bez wahania polecić tym czytelnikom, którzy nie boją się tego typu historii. Pod względem tematyki i języka była to dla mnie swego rodzaju nowość. Jednak pochłonęłam ją jednym tchem, bawiąc się przy tym wyśmienicie.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Smutna historia braci Grossbart
Tytuł oryginalny: Sad Tale of the Brothers Grossbart
Autor: Jesse Bullington
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Mag, Warszawa 2012



Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!




niedziela, 9 września 2012

"Nigdziebądź" Neil Gaiman


Czy wydawało ci się kiedyś, że jesteś zawieszony pomiędzy dwoma światami: tym realnym i tym ze sfery marzeń oraz najgorszych koszmarów sennych? Taki stan to „nigdziebądź” i wpadł w niego najbardziej przeciętny obywatel, Richard Mayhew.

Do tej pory miał wszystko: stabilną pracę, śliczną partnerkę oraz uporządkowane, aczkolwiek nudne życie. Pewnego wieczora zdecydował się uratować życie przypadkowo napotkanej dziewczynie, która leżała na ulicy w kałuży krwi. O tego momentu Richard zostaje wciągnięty w wir osobliwych zdarzeń, a dziewczyna o wdzięcznym imieniu Drzwi staje się jego towarzyszką podczas podróży po Londynie Pod. Okazuje się, że do tej pory Richard mieszkał w Londynie Nad- królestwie przeciętności, nudy i uporządkowanego życia. Londyn Pod jest jego kompletnym przeciwieństwem- tam wszystko jest magiczne i niesamowite.

Na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim postaci go zamieszkujące. Richard musi stawić czoła zabójcom, Szczuromówcom, Aksamitnym i wielu innym intrygującym kreaturom. 

Moimi zdecydowanymi faworytami są pan Croup i pan Vandemar, zabójcy określający się jako „Stara firma. Przeszkód usuwanie, kłopotów niwelowanie, zbędnych członków odcinanie i usługi dentystyczne.” Ich profesjonalizm w podejściu do wykonywanego „zawodu” oraz wyjątkowe poczucie (czarnego) humoru tworzą mieszankę wybuchową. Na uwagę zasługuje również Markiz de Carabas, pełen dumy i kurtuazji arystokrata oraz Stary Bailey, zwariowany hodowca gołębi, uwielbiający dachy oraz wymianę towarów. Niestety na tle tych wszystkich barwnych postaci panna Drzwi wydaje mi się nijaka, czasem irytująca. Jako ostatnia córka znamienitego rodu, Drzwi podczas swojej wyprawy potrzebuje przewodnika, ochroniarza i rycerza. Miałam wrażenie, że bez Łowczyni, Carabasa i Richarda, Drzwi byłaby bezradna w Londynie Pod, tak samo jak Richard. Oprócz intrygujących bohaterów, Londyn Pod to także osobliwe miejsca, takie jak Ruchomy Targ, Shepherd’s Bush czy Blackfriars. Warto nadmienić, że nazwy miejsc ściśle związane są z ich mieszkańcami, bo w Londynie Pod wszystko traktuje się dosłownie.

Nigdziebądź to pierwsza książka Gaimana, którą miałam możliwość przeczytać. Jednak kiedy zastanowię się o czym była, mam problem z odpowiedzią. Może o zagubionym mężczyźnie, który porzuca zwykłe życie, aby przeżyć coś niezwykłego? A może to wszystko koszmarny sen, który stworzyła jego wyobraźnia? Wiem jedno, Nigdziebądź to opowieść, nad którą nie warto się dużo zastanawiać. To po prostu trzeba przeczytać.  


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Nigdziebądź
Tytuł oryginalny: Neverwhere
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Nowa Proza, 2012


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza.




środa, 4 lipca 2012

"Extremely loud and incredibly close" Jonathan Safran Foer

Tragedia 11 września to dla Amerykanów nadal trudny temat. Pomimo, że od upadku dwóch wież minęło już niemal 11 lat, pamięć o nim to nadal otwarta i boląca rana Stanów Zjednoczonych. „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” to jedna z nielicznych pozycji, które bezpośrednio stawiają czoło tym wydarzeniom.
Oskar Schell traci ojca w jednym z zamachów. Po dwóch latach od „najgorszego dnia” znajduje klucz w kopercie z nazwiskiem Black. Postanawia więc odbyć niesamowitą wędrówkę po wszystkich pięciu dzielnicach Nowego Jorku i odnaleźć zamek, który ten klucz otwiera. Jest przekonany, że dzięki temu cały czas będzie blisko ojca. Oskar to bardzo bystry, wygadany dziewięciolatek, który sam siebie określa jako wynalazca, jubiler, entomolog-amator. Pod przykrywką uporu ukrywa ogromny smutek i żal do świata. Czy odnajdzie spokój i pogodzi się z losem?

Książka powinna nazywać się „Strasznie smutno, niesamowicie przykro”. Dawno nie zanurzyłam się w takiej dawce melancholii. Nie tylko Oskar jest smutny. Z oczywistych względów smutna jest też jego matka, ale smutni są też jego dziadkowie, emigranci z Niemiec, którzy noszą w sobie piętno wojny. Dwoje skrajnie różnych ludzi, których bardziej połączył rozsądek, niż miłość. Nie są w stanie stworzyć szczęśliwego związku, a ich decyzje zaważą na losach przyszłych pokoleń. Bombardowanie Drezna może w pewien sposób być alegorią zamachu na WTC. Oba te zdarzenia nie powinny mieć miejsca, bo zginęli tam  niewinni ludzie, a pamięć po nich kłuje w serce jak cierń.

Niesamowitym atutem książki jest jej wizualna strona. Foer podpiera swoje słowa obrazami, zdjęciami, zakreśleniami, kolorowymi napisami. Czytelnik może bezpośrednio zobaczyć, jak wygląda jedna z bohaterek czy jaki jest widok z Empire State Building. Myślę, że książka bez tych wizualnych dodatków nie byłaby taka sama. Obrazy dopełniają słowa i odwrotnie.

Kto nie boi się wzruszyć, niech wyruszy z Oskarem na poszukiwanie zamka, w podróż niełatwą, aczkolwiek oczyszczającą. Strasznie polecam. Niesamowicie szczerze.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Tytuł oryginalny: Extremely loud, incredibly close
Autor: Jonathan Safran Foer
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Penguin Books, London 2011

poniedziałek, 12 grudnia 2011

"Co twój kot próbuje Ci powiedzieć?" Arden Moore

"Pies myśli: Człowiek daje mi jedzenie, mieszkam w jego domu, mogę spać w jego łóżku- jest moim bogiem!. Kot myśli: Człowiek daje mi jedzenie, mieszka w moim domu, może spać w moim łóżku- jestem jego bogiem!".

Książka Arden Moore utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak posiadam już jakąś wiedzę dotyczącą kotów. Niewiele aspektów z życia tych cudownych zwierząt poruszanych w tej książce mnie zaskoczyło. Chociaż takie pomysły jak nauczenie kota korzystania z toalety czy puszczenie mu filmu przyrodniczego, żeby pooglądał inne zwierzaki trochę mnie zaintrygowało.
Moore opowiada o podstawowych rzeczach, jeśli chodzi o wychowanie kota, ale robi to w bardzo przystepny sposób. Cała książka ma charakter pytań i odpowiedzi, których Moore kiedyś udzieliła, jako zwierzęcy ekspert. Myślę, że książka świetnie by się sprawdziła jako taki pierwszy przewodnik po kocim charakterze dla kogoś, kto jeszcze nie miau (miał :)) z tymi pięknymi futrzakami nic do czynienia, a pewne zachowania jego ulubieńca wprawiają go w zakłopotanie. Na przykład dlaczego kot goni własny ogon, czemu koty syjamskie lubią ssać wełnę, a abisyńczyki zjadają papier toaletowy? Te i wiele innych intrygujących zachowań mają swoje wyjaśnienie, jeśli nie w behawiorystce, to w aspektach medycznych. Koty naprawdę chcą z nami rozmawiać i robią to w tylko sobie dobrze znany sposób. A my musimy nauczyć się ich słuchać.
A moja Frida, kiedy tylko widziała, że czytam książkę, albo wskakiwała mi na kolana albo wciągała w jakąś szalona zabawę. Co mój kot próbuje mi powiedzieć?


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Co twój kot próbuje ci powiedzieć? Poznaj tajemnice kociej psychologii.
Tytuł oryginalny: The cat behaviour answer book: practical insights and proven solutions for your feline questions
Autor: Arden Moore
Ilość stron: 264
Wydawnictwo: Helion, Gliwice 2010

wtorek, 15 listopada 2011

"Biały oleander" Janet Fitch


Biały oleander Janet Fitch bardzo długo czekał na mnie na półce. Po tylu latach muszę przyznać, że idealnie wpasował się moje obecne czytelnicze potrzeby.
Astrid Magnussen, dorastająca dziewczynka jest wychowywana tylko przez matkę Ingrid, poetkę i artystkę. Matka jest osobą bardzo egoistyczną i zapatrzoną w siebie. Przemawia przez nią sarkazm i okrucieństwo, które ostatecznie doprowadza ją do zabicia swojego kochanka. Ingrid idzie do więzienia, a mała Astrid tuła się od jednej rodziny zastepczej do drugiej. Każda obecna "matka" Astrid jest surowo krytykowana przez Ingrid, a córka rozdarta między tą prawdziwą opiekunką, a tymi zastępczymi powoli traci swoją niewinność i wiarę. Każda rodzina czegoś ją uczy i wzbogaca o nowe doświadczenia życiowe. Niestety, nie zawsze należą one do tych najlepszych.
Chyba każdy zna film Biały oleander Petera Kosminsky'ego z Michelle Pfeiffer w roli głównej. Podczas lektury książki z zafascynowaniem wyobrażałam sobie bohaterów pominiętych w filmie, takich jak Olivia, Marvel czy kolejni kochankowie Astrid. Nie zamierzam teraz porównywać adaptacji filmowej z pierwowzorem, jednak uważam, że film złagodził pewne aspekty książki Fitch. Scenarzysta trafnie wybrał najciekawsze elementy z powieści i stworzył takiego Białego oleandra, jakiego chcieliby zobaczyć widzowie. Bez zbędnego turpizmu i obsceniczności, na które możemy czasem natrafić w książce.
Pomimo tego, Fitch pisze niezwykle poetycko i porusza bardzo ważna kwestię, kwestię miłości. Tej najważniejszej i tej niezwykle trudnej. Miłości między matką i córką.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Biały oleander
Tytuł oryginalny: White Oleander
Autor: Janet Fitch
Ilość stron: 421
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, Poznań 2001

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...