Książki, w których głównym bohaterem są zwierzęta mają tę
specyficzną, beztrosko-radosną aurę. Zwykle pojawia się ten sam wzór: główny (ludzki)
bohater, z początku niechętnie i często przypadkiem wchodzi w posiadanie
zwierzaka, najczęściej kota lub psa. Czworonogi te obdarzone niezwykłym
charakterem i werwą doszczętnie demolują mieszkanie głównego bohatera i przysparzają
mu wielu innych trosk związanych z porwanymi firankami, obgryzionymi butami czy
obsikanym łóżkiem. Główny bohater walczy, miota się pomiędzy złością a miłością
do kudłatego bohatera. Ostatecznie oczywiście pozytywne uczucia zwyciężają, a
ludzki bohater uznaje, że przygarnięcie zwierzaka to była jedna z lepszych
decyzji w jego życiu.
Taki sam wzór powtarza się w książce Helen Brown Kleo i ja.
Jak szalona kotka ocaliła rodzinę. Tylko w tym przypadku nikt nie przesadzi
jeżeli naprawdę powiemy o „ocaleniu”. Syn autorki Sam zginął pod kołami samochodu
kiedy miał 9 lat. Świadkiem tego zdarzenia był jego młodszy brat Rob. Cała rodzina
pogrążyła się w rozpaczy i ostatnią rzeczą na jaką autorka miała ochotę było
przygarnięcie kociaka: istoty, która także trzeba chronić i darzyć opieką.
Brown początkowo nieufnie i z obawą przyjęła ją pod swój dach. Wtedy zaczęło
się bieganie za skarpetkami, zbieranie potłuczonych wazonów oraz ratowanie jeszcze
żywych kocich zdobyczy, takich jak ptaki czy myszy. Autorka w zawirowaniach
codziennego życia powoli godziła się z wydarzeniami z przeszłości. Nigdy o nich
nie zapomniała, ale obecność Kleo pozwoliła jej iść naprzód. Znalazła
przyjaciół, zmieniła miejsce zamieszkania oraz… męża. Kotka abisyńska
towarzyszyła jej w tych najgorszych i tych najlepszych momentach życia.
Przeżyła z rodziną Brown dwadzieścia trzy lata.
Książka Brown to powieść bardzo intymna. Autorka
doświadczyła już chyba wszystkiego. Jednak pisze o tym w sposób bardzo
przystępny. Nie boi się wpuścić nas do swojego osobistego świata pomimo, że nie
jest idealny. Opisuje swoje życiowe perypetie tak, jak mógłby zrobić to kot, z
dystansem i humorem. To od Kleo nauczyła się żyć chwilą i nie przywiązywać wagi
do drobiazgów. Kot najlepiej wie, że najważniejsze jest tu i teraz. Kiedy wygrzewa
się na słońcu, kiedy biega w kółko walcząc ze swoim ogonem czy gdy zwinie się w
kłębek na kolanach swojego opiekuna, mrucząc z uciechy. Koty to królowie życia.
Jeśli taka kocia bogini postanowi wkroczyć w nasze życie, doceńmy to. Mamy
prawdziwe szczęście.
Moja ocena: 6/10
Tytuł: ”Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę”
Tytuł oryginalny: "Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family"
Tytuł oryginalny: "Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family"
Autor: Helen Brown
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 2012
Ciekawa recenzjja, że o kocie nie wspomnę ;)
OdpowiedzUsuńchociaż uwielbiam koty mam 2 to raczej książka mnie nie skusi :(
OdpowiedzUsuńW sumie to jakoś niespecjalnie mnie ta książka ciekawi tak, abym chciała po nią sięgnąć. ;)
OdpowiedzUsuńCzeka na półce, niedługo się za nią zabiorę. Uwielbiam historię o kociakach ;D
OdpowiedzUsuńO idealna pozycja ksiązkowa dla mnie. Muszę się za nią rozejrzeć:)
OdpowiedzUsuńNie, to raczej nie jest pozycja dla mnie.
OdpowiedzUsuńZapraszam na konkurs!
Do wygrania hit ostatnich tygodni: książka "Ostatnia spowiedź" :)