Kiedy koleżanka zaproponowała mi, abym przeczytała Malowanego człowieka, trochę się zawahałam. Do tej pory to Tolkien stanowił dla mnie fundament literatury fantastycznej i nie czułam potrzeby, aby bardziej zgłębiać temat. Szczególnie, że jakoś żadna książka z tego nurtu tak naprawdę mnie nie zainteresowała. Jednak postanowiłam dać Malowanemu człowiekowi szansę, no bo cóż mam do stracenia.
Początek nie był łatwy. Ciężko mi było przenieść się w świat stworzony przez Bretta: wypełniony Otchłańcami, udręczonymi ludźmi oraz otaczającymi ich magicznymi runami. Historia Arlena, chłopca, który traci matkę i w pojedynkę postanawia stawić czoło demonom, czytałam z lekkim uśmieszkiem i przymrużeniem oka. Po prostu nie byłam do tego wszystkiego przekonana. Ale czytało się szybko i w sumie przyjemnie, więc przez historie kolejnych bohaterów, Leeshy i Rojera przebrnęłam bez większego problemu.
Może to jakaś solidarność płci, ale najbardziej kibicowałam Leeshy, młodej podopiecznej zielarki i z zapartym tchem czytałam o jej przygodach. I właśnie wtedy odkryłam, że Malowany człowiek jest książką naprawdę wciągającą i... fajną. Może nie jest to wybitne dzieło z ważnym przesłaniem, ale Brett ma niezwykły dar opowiadania: prosty i zrozumiały, jak średniowieczny minstrel , który opowiada historie z przed wieków. Jego książka wciąga bez reszty i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.
Moja ocena: 7/10
Tytuł: "Malowany człowiek, Księga I"
Tytuł oryginalny: The Painted Man
Autor: Peter V. Brett
Ilość stron: 504
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2008

A dla mnie historia Arlena była najciekawsza :D Generalnie fajna książka - ciekawy świat i historia. Z chęcią poszukam następnych części, bo póki co też czytałem tylko "Malowanego człowieka" ;)
OdpowiedzUsuńCzyli solidarność płci jednak istnieje :) Ja już zaopatrzyłam się w kolejne części i Tobie polecam zrobić to samo :)
UsuńMój egzemplarz juz na mnie czeka
OdpowiedzUsuńNie czytałam książki. Lubię fantastykę, jednak gdy gdzieś czytam, ze książka jest ciężka, odpuszczam ją sobie.
OdpowiedzUsuńDla mnie "Malowany człowiek" nie był ciężki. Musiałam po prostu przyzwyczaić się do tamtego świata.
UsuńMoże jednak skusisz się na jej lekturę? Ja zawsze wolę sprawdzić na własnej skórze czy książka mi się podoba, nawet jak recenzje są nieprzychylne :)