Film jest adaptacją obszernej książki hrabiego Jana Potockiego, którego samo życie stało się przedmiotem badań i wielu domysłów. Żyjący na przełomie VIII i XIX wieku Potocki połączył w swoim najsławniejszym dziele filozofię doby Oświecenia, religię, kabałę, magię i naukę. Rękopis to tak zwana powieść szkatułkowa, gdzie jedna historia zawiera się w następnej, a ta znowu w kolejnej. Akcja książki rozgrywa się w ciągu 66 dni, a czytelnik poznaje 33 historie (każda liczba w powieści jest uzasadniona kabalistycznie), opowiadane przez różnych bohaterów. Łącznikiem między opowieściami jest kapitan gwardii walońskiej, Alfons van Worden.
Rękopis znaleziony w Saragossie to niemałe wyzwanie dla twórcy filmowego. Patrząc z perspektywy czasu Has poradził sobie znakomicie, tworząc dzieło niebanalne i nadal intrygujące. Zdecydował się przenieść na ekran tylko 10 historii zawartych w oryginale i ujednolicić występujących tam bohaterów. Jednak nie obeszło się bez głosów krytycznych. Według nich filmowa adaptacja nie przekazuje filozofii zawartej w książce Potockiego, ukazuje jedynie nikłe refleksy światopoglądu autora. Kolejnym punktem spornym był wybór aktora odtwarzającego rolę van Wordena. Także dla niektórych użycie w filmie Ody do radości Beethovena było kompletnym faux pas, ponieważ utwór ten został skomponowany dopiero 10 lat po wydaniu powieści.
W swoim czasie te krytyczne głosy mogły przemawiać do rozsądku, ale kto teraz wyobraża sobie innego aktora w roli Alfonsa, niż Zbyszka Cybulskiego? Który przeciętny widz oglądając film i słuchając filozoficznych wywodów kabalisty Uzedy (Adam Pawlikowski) czy matematyka Velasqueza (Gustaw Holoubek) stwierdzi, że film nie zawiera w sobie filozofii? Na pewno nie w takim stopniu jak oryginał, ale te kilka wypowiedzi może w zupełności wystarczyć jako podsumowanie powieści. Szczególnie, że reżyser nie jest w stanie ująć wszystkiego w ramy 2 i pół godzinnego seansu. Myślę, że Wojciech Jerzy Has pomimo wszystko wyszedł z tej próby zwycięsko. Stworzył ponadczasową historię walki dobra ze złem, gdzie siły nadprzyrodzone przeplatają się z codziennością. Warto nadmienić, że sam Martin Scorsese ubiegał się o to, aby „Rękopis” był wyświetlany na specjalnych seansach w Stanach Zjednoczonych.
Niezadowolonych z adaptacji odsyłam do książki Potockiego, tam na ponad 700 stronicach, w mnogości historii, symboli i miejsc każdy niedowiarek znajdzie w końcu coś czego szuka. Szkoda, że sam Potocki nie znalazł tam odpowiedzi: zginął śmiercią samobójczą w 1815 roku.
Zapraszam do lektury recenzji także po angielsku!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz