
Colin Farrell. Mam problem z tym panem. Uważam, że jest dobrym aktorem, ale większość filmów, w których występuje to kompletne klapy. Tak było z Aleksandrem Olivera Stone'a, tak było z Ondine Neila Jordana, czy z Niepokonanymi Petera Weira. On grał świetnie, ale jakoś filmy przeszły bez echa. Lista na tych trzech tytułach się nie kończy, a można dodać kolejny, czyli Postrach nocy.
Banalna historia, banalny film. Kolejny w stylu "wampiry są wśród nas!". Farrell wciela się właśnie w jednego z tych "strasznych" stworów, wampira Jerry'ego ("Co to za imię dla wampira!"), a pełen wigoru nastolatek ze swoja piękną dziewczyną muszą go pokonać. Banał, banał, banał...
Remake filmu Fright Night z 1985 wypada blado i sztucznie przy swoim oryginale, który zapewne w tamtych latach był choć trochę straszny, a natężenie wampirów w kinie na metr kwadratowy nie przekraczało dopuszczalnego limitu.
Szkoda Farrella, który takimi filmami może zepsuć sobie reputację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz