sobota, 10 września 2011

Transatlantyk 2011

Postanowiłam przenieść się nieco w czasie, do okresu beztroskich wakacji, gdzie w tym roku na początku sierpnia pracowałam jako wolontariusz na Festiwalu Filmu i Muzyki "Transatlantyk". Moja praca była związana z kinem plenerowym, a identyfikator wolontariusza dawał mi nieokreślone możliwości jeśli chodzi o wybór filmów, które chciałabym zobaczyć na festiwalu. Dlatego próbowałam korzystać z tej możliwości w jak największym stopniu. Szansa jaką dostałam oczywiście niosła ze sobą i negatywne odczucia. A mianowicie, uświadomiłam sobie, że z ponad 300 filmów wyświetlanych na Festiwalu, nie uda mi się obejrzeć wszystkich! No i o zgrozo, trzeba było wybrać tylko kilkanaście... Podczas tego filmowego tygodnia odkryłam, że jestem urodzonym strategiem i każdy wybór filmu był dogłębnie przemyślany. Z niektórych wyborów byłam bardziej zadowolona, z niektórych mniej, ale wszystkie filmy, które obejrzałam były wyjątkowe. I każdy nadal siedzi w mojej głowie. Tu na blogu, też będę musiała dokonać wyboru, o których filmach chciałabym napisać kilka słów. Nie każdy wybór będzie trafiony, ale na pewno jakoś strategicznie to rozegram :).Zacznijmy wiec od filmu, który najbardziej mnie rozbawił. City island to film o zwariowanej rodzince, w której sekrety i kłamstwa są na porządku dziennym. City island to nowojorska wysepka leżąca w pobliżu Bronksu. Tam od dziecka mieszka Vince Rizzo, głowa rodziny i strażnik więzienny. Kiedy jednym ze skazańców zostaje tajemniczy chłopak, Vince postanawia zabrać go do domu i przedstawić żonie, synowi i córce. Ta decyzja bezpowrotnie zaważy na ich wspólnym losie, a skrzętnie skrywane sekrety ujrzą światło dzienne.
Cała nić intrygi została skrupulatnie uknuta przez scenarzystę, aby na koniec filmu mieć swój wielki finał, który jest i zabawny i smutny równocześnie.
Warto zwrócić uwagę na Stevena Straita, który w City island mógł rozwinąć skrzydła, co nie było mu dane w takich filmach jak "Cena uczuć" (eng. "Undiscovered"- moim zdaniem porażka...) czy "10.000 BC". No i oczywiście wielki ukłon w stronę Andy'ego Garcii za rolę pana Rizzo, który postanawia naprawić błędy młodości, spełnić oczekiwania kłótliwej żony i na dodatek pozostać wierny swoim marzeniom. Uff, trudne zadanie.
Ale po obejrzeniu City island wszystko wydaje się możliwe :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...