poniedziałek, 29 października 2012

"Sula" Toni Morrison


Prozie tworzonej przez przedstawicieli mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych towarzyszy pewien rodzaj melancholii. W swoich dziełach pisarze zwykle z nostalgią odnoszą się do swoich prawdziwych korzeni, rozprawiają się z niesprawiedliwością ”białych” czy opisują skomplikowane relacje między „swoimi”. Tak jest u Leslie M. Silko, Maxine Hong Kingston czy Toni Morrison. Każda z tych pisarek pochodzi z innego zaplecza kulturowego, ale wszystkie połączyło jedno: trudne życie w Ameryce. Ta specyficzna melancholia odczuwalna jest także w powieści Sula Toni Morrison.

Historia opowiada o przyjaźni dwóch czarnoskórych dziewczynek, Nel Wright i Suli Peace. Obie wychowują się w małym miasteczku Medallion w stanie Ohio, gdzie razem przechodzą przez trudny okres dojrzewania, aby w końcu wybrać odmienne drogi życiowe. Nel zostaje żoną i matką, a Sula wyjeżdża na studia, aby po 10 latach nieobecności wrócić do rodzinnego miasteczka. Jednak jej powrót na zawsze odmieni życie mieszkańców, a przyjaźń dwóch kobiet zostanie wystawiona na najcięższą próbę.

Morrison zawsze kojarzyła mi się z Beloved i tak zwanymi „atrocities of slavery”, gdzie autorka opisywała okrutny los niewolników. Sula to także studium cierpienia ciała i duszy, ale w innym wymiarze. Morrison prawie nie wspomina tu o niewolnictwie, ale skupia się na ukazaniu wewnętrznych rozterek kobiet, których życie także nie szczędziło. Nie mogę ocenić ich wyborów, ale  szanuję obie bohaterki za to, że postępowały zgodnie z własnym sumieniem. Nel jako ta bardziej rozważna wybrała domowe ognisko, Sula jako wolny duch wybrała życie na własnych zasadach, nie do końca zgodne z opinią innych.

Ze wszystkich bohaterek powieści, które dotąd czytałam, żadna nie przemówiła do mnie tak jak Sula. Jej nieposkromiony duch, jej ciekawość, ale też idealizm i naiwność przebijają przez karty powieści, jakbyśmy mieli do czynienia z prawdziwą osobą. Kobietą z krwi i kości. Tu także tkwi siła powieści Morrison. Wierzymy w każde jej słowo i dajemy zarazić się melancholią. Z niecierpliwością czekam, kiedy sięgnę po kolejną książkę zdobywczyni Nobla w dziedzinie literatury.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Sula
Autor: Toni Morrison
Ilość stron: 174
Wydawnictwo: Plume, 1982





niedziela, 28 października 2012

„Smutna historia braci Grossbart” Jesse Bullington


Jesse Bullington podjął się niemałego wyzwania. W swojej najnowszej książce autor postanowił oddać realia średniowiecznej Europy pełnej czarów, heretyków, niesamowitych bestii oraz ludzkich wyrzutków. Wszystko to wplótł w opowieść o braciach Grossbart, Manfredzie i Heglu, postaciach, które pół wieku temu pojawiły się na stronicach pewnego niemieckiego manuskryptu. Muszę przyznać, że starania pisarza nie poszły na marne.

Bracia Grossbart trudnią się okradaniem grobów, tak jak ich ojciec i dziad przed nimi. Decydują się na wyprawę do „Giptu”, gdzie grobowce są tak okazałe, że bliźniacy na pewno dorobią się fortuny. Według braci to, co robią nie jest ani nikczemne, ani haniebne. Wręcz przeciwnie. Uważają, że są wybrańcami Najświętszej Panienki i wszystko robią po to, by chwalić jej imię. Ich pokrętne poczucie honoru oraz sprawiedliwości niejednego czytelnika wprawi w zakłopotanie, a ich przygody pełne obrzydliwych i strasznych sytuacji mogą tych wrażliwszych zrazić do dalszej lektury. Jednak myślę, że warto podjąć wyzwanie rzucone przez autora i dać się porwać w wir ich niespotykanych przygód.

Smutna historia braci Grossbart przywołała mi na myśl powieść szkatułkową. Każda osoba, którą Manfred i Hegel spotykają na swojej drodze dzieli się z nimi swoją historią. Czy jest to czarownica, ksiądz lub kapitan, ich opowieści są wyjaśnieniem obecnej sytuacji bohaterów i usprawiedliwieniem ich czynów. Nie wspominając już o tym, że każda z opowieści jest jeszcze bardziej niesamowita od drugiej. Bullington także w sferze językowej ujął średniowiecznego ducha. Duże brawa należą się tłumaczce Małgorzacie Strzelec, która potrafiła w odpowiednie słowa ubrać filozoficzne wywody braci oraz oddać ich ponure poczucie humoru.

Do czasu kiedy bracia poznali kapitana Barousse, powieść czytało mi się przyjemnie, jak mroczną średniowieczna baśń, gdzie czarownice i demony zaburzają spokój mieszkańców małych wiosek, a grupa Przydrożnych Papieży napada na wędrowców. Później historia przybrała wyraz awanturniczej powieści przygodowej, co może nie koniecznie jest jej wadą, ale niestety nie współgra z resztą powieści.

Smutna historia braci Grossbart to książka, którą mogę bez wahania polecić tym czytelnikom, którzy nie boją się tego typu historii. Pod względem tematyki i języka była to dla mnie swego rodzaju nowość. Jednak pochłonęłam ją jednym tchem, bawiąc się przy tym wyśmienicie.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Smutna historia braci Grossbart
Tytuł oryginalny: Sad Tale of the Brothers Grossbart
Autor: Jesse Bullington
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Mag, Warszawa 2012



Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!




sobota, 27 października 2012

"Córka żelaznego smoka" Michael Swanwick



Córka żelaznego smoka
„W dniu, gdy dzieci spotkały się, by uknuć śmierć nadzorcy, w głowie dziewczynki-podmieńca zrodziła się decyzja, by ukraść smoka i uciec. Wtedy jednak jeszcze o tym nie wiedziała”.
 Tymi słowy Michael Swanwick wprowadza nas w niezwykłą krainę najmroczniejszej fantasy, erotycznych snów i przemysłowych czarów – równając się skoncentrowaną siłą i unikatowością wizji ze swoim nagrodzonym Nebulą arcydziełem "Stacje przypływu".
 Jane jest ludzkim podrzutkiem dojrzewającym w świecie pełnym przemocy i potworów. Maltretowana i dręczona, trudzi się obok trolli, krasnoludów, zmienników i  fejów w ciemnych, styksowych czeluściach fabryki parowych smoków. Pomaga budować gigantyczne, czarne, żelazne maszyny, za pomocą których elfi władcy świata prowadzą wojny. Mała Jane perspektywy ma ponure, a przyszłość wydaje się pozbawiona nadziei – póki zimny, choć kuszący wewnętrzny głos nie naszepcze jej o górskich jeziorach, jesiennych gwiazdach… i wolności.
 Głos prowadzi ją do smoka ze złomowiska – starego, zepsutego, utrzymywanego przy życiu przez nienawiść i ciągle niezaspokojoną żądzę krwi. Obiecuje Jane, że pomoże jej uciec, jeśli ona w zamian pomoże mu odzyskać możliwość latania. Lecz za bramami fabryki czają się niewypowiedziane cuda i okropności – prawdziwe imię jest tam bronią, a erotyczne pokusy tylko czekają, by zdeprawować młodą dziewczynę zahartowaną przez okrutne życiowe niesprawiedliwości.
 Bystry umysł, upodobanie i talent do kradzieży pomagają Jane się utrzymać podczas osobliwej i mozolnej podróży, od niewolnicy do studentki, od alchemiczki po mścicielkę – a jednocześnie narkotyki i sny przenoszą ją na krótkie wycieczki w skradzioną rzeczywistość. Przez cały ten czas, w cieniach czyha smok – wypełnia jej głowę brutalnymi wizjami, wciąga w siatkę nieodgadnionych spisków i niewidzialnych sił. Na koniec, owładnięty przez niego podrzutek stawi czoło siłom, które od zawsze rządzą jej światem.

Smoki Babel
„Ostatnio nie czytam zbyt wiele fantasy, ale wróciłbym do niej w jedną babelową minutę, gdyby tylko pojawiało się więcej takich książek, jak ta: eleganckich, erudycyjnych, przewrotnie zabawnych, pełnych wyrachowania, współczucia, dynamiki, zdolnych przebić się przez wyświechtane konwencje i sentymentalizm, stanowiących cios przywracający gatunkowi jego pierwotną moc”.
                                                                                                                                                                                                                     - Locus
 „Swanwick gładko łączy zaawansowaną technologię z magią, przedstawiając nam szeroki wachlarz wspaniałych konceptów, fascynujących dygresji i pełnych wigoru bohaterów. Język jego prozy bez wysiłku przeskakuje pomiędzy elfim wyrafinowaniem a złodziejskim slangiem, tworząc oszałamiający literacki gulasz. To nowoczesna fantasy u szczytu formy, która powinna bardzo spodobać się fanom 'Chłopaków Anansiego' Neila Gaimana oraz China’y Miéville’a.
                                                                                                                                                                                                    - Publishers Weekly
Tytuł:  Córka żelaznego smoka
Seria: Uczta Wyobraźni
Autor:  Michael Swanwick
ISBN:  978-83-7480-270-3
Tłumaczenie:  Wojciech Próchniewicz
Oprawa:  twarda
Format:  135x205
Liczba stron:  720
Rok wydania:  26 października 2012
Cena detaliczna:  55,00 zł

Patronaty medialne: Fantasta, Katedra, Kawerna, Poltergeist, Qfant, BESTiARIUSZ, Gavran, WP



poniedziałek, 8 października 2012

Top 10- najlepsze okładki książek

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.



Stare porzekadło głosi, że nie ocenia się książki po okładce. Nic bardziej mylnego! Zwykle to wygląd okładki skłania nas do zwrócenia uwagi na daną powieść, a później jest decydującym aspektem jeśli chodzi o jej zakup. 


Poniżej 10 moich ulubionych okładek:





















Jak widać okładki są bardzo różnorodne, ale może właśnie w tym tkwi urok tej dziesiątki. 
Jednak czy według Was jest jakiś patent na ten mój wybór? Czy są jakieś motywy, wzory, które się powielają? Czekam na pomoc :)



niedziela, 30 września 2012

"Africanus. Syn konsula" Santiago Posteguillo

Santiago Posteguillo w swojej książce Africanus. Syn konsula zabiera nas w niesamowitą podróż do starożytności. Wśród ferworu walk Rzymu z Kartaginą jesteśmy świadkami kształtowania się dwóch wybitnych osobistości tamtych czasów: Hannibala, przywódcy Kartagińczyków oraz Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego, syna konsula Rzymu.

Autor pozwala przyjrzeć się z bliska bitwom na Ticinusem oraz Jeziorem Trazymeńskim oraz opisuje jak przebiegało oblężenie miasta Sagunt przez wojska Hannibala. Wszystkie te wydarzenia ukazane są z perspektywy obu wybitnych strategów: Publiusza Scypiona, dorastającego chłopca, który w bitwie staje się mężczyzną oraz Hannibala, który w bitwie stracił ojca i teraz pragnie zemścić się na Rzymie.

Autor bardzo rzetelnie podszedł do opowiedzianej historii. W książce znajdziemy mapy, słowniczek, drzewo genealogiczne Scypionów oraz kilka innych ciekawych dodatków, które zdecydowanie ułatwiają lekturę, ponieważ mnogość postaci oraz łacińskich terminów może wprowadzić czytelnika w błąd. Posteguillo z reporterską wręcz dokładnością oddał rzymskie realia: uliczki, karczmy, forum, obrady Senatu, zacisze patrycjuszowskich willi- wszystko, to pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie i poczuć atmosferę miasta, które niegdyś było potęgą świata. 

Podobało mi się, że oprócz opisu życia wybitnych tamtych czasów Posteguillo zdecydował się wpleść w tę historię losy Tytusa Makcjusza, legionisty, który wcześniej pracował w teatrze, a później został kupcem. Kiedy jego plany nie powiodły zbankrutował i tylko wojsko mogło wybawić go z tej sytuacji. Co ciekawe, Tytus także jest postacią historyczną, bardziej znany jest jako Plaut, komediopisarz, którego sztuki w końcu pozwoliły mu na wybicie się z biedy. W Africanusie postać Tytusa świetnie kontrastuje z wybitnymi mężami stanu, których wielkie słowa i czyny zawsze wychwalają Rzym pod niebiosa. Tytus natomiast poznaje  Wieczne Miasto od najgorszej strony i jedyne czego pragnie to napełnić żołądek i mieć święty spokój.

Hannibal był zawsze dla mnie tym, który na słoniach przekroczył Alpy. Dzięki powieści Posteguillo dowiedziałam się wiele o tym człowieku, który swą dalekowzrocznością wyprzedzał wielu sobie współczesnych. Podczas lektury kilka razy zorientowałam się, że ja też dałam się nabrać przez kolejną wspaniałą strategię Hannibala.

Africanus. Syn konsula to powieść o wielu płaszczyznach, o odwadze i męstwie, polityce i wojnie. Nie tylko dla miłośników historii.


Moja ocena: 6/10

Tytuł oryginalny: Africanus. El hijo de consul
Autor: Santiago Posteguillo
Ilość stron: 427
Wydawnictwo: Esprit, 2011


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!


czwartek, 13 września 2012

"The Night Wanderer" Drew H. Taylor

Po napisaniu pracy magisterskiej na temat roli przekazu ustnego w literaturze rdzennych Amerykanów, myślałam, że już nic mnie w tej dziedzinie nie zaskoczy. Dogłębnie przeanalizowałam Ceremony Leslie Marmon Silko, swoją tezę podpierałam przykładami z The Woman Who Owned the Shadows Pauli Gunn Allen, a wszystko to oblekłam w mądrości krytyków i znawców literatury indiańskiej, takich jak Gerald Vizenor, Robert Dale Parker czy Kenneth Lincoln. Miałam przykłady, wykresy, a nawet zdjęcia. Niestety wiele powieści czy poematów poznałam tylko z cytatów, ponieważ dostęp do tego typu literatury jest bardzo ograniczony. Ale nadarzyła się okazja i w moje ręce wpadła powieść Drew Hayden Taylor’a The Night Wanderer.

Oczywiście na samym starcie dałam tej książce wyższą notę, ponieważ napisał ją potomek Indian z plemienia Ojibwa. Jego prace o wielokulturowości oraz folklorze rdzennych Amerykanów są wysoko cenione przez krytyków, więc założyłam, że powieść spod jego pióra będzie równie dobra. I nie myliłam się.

The Night Wanderer: A Native Gothic Novel to w wolnym tłumaczeniu indiańska powieść gotycka. Głównym bohaterem jest wampir, który po stuleciach tułaczki po świecie wraca do swojego rodzinnego kraju. Zatrzymuje się w domu Hunterów, współczesnych Indian, którzy nie pamiętają już swojego rdzennego języka, a jedyne co łączy ich z plemienną przeszłością to ziemia na której mieszkają w rezerwacie oraz łapacze snów zawieszone na lusterkach samochodów. Głową rodziny jest Keith Hunter, którego żona zostawiła, aby poślubić białego mężczyznę. Keith całą swoją frustrację wyładowuje na polowaniach, ale sprawy nie ułatwia mu dojrzewającą córkaTiffany, przechodząca właśnie okres burzy i naporu. Trochę z boku pozostaje Granny Ruth, najstarsza członkini rodu Hunterów, jedyna znająca język Anishinabe i pamiętająca dawne czasy. Każdy z nich na swój sposób przeżyje spotkanie z dziwnym lokatorem, który przedstawia się jako Pierre L’Errant (franc. wędrowiec, ang. wanderer). Ale dla Tiffany to spotkanie zmieni wszystko.

Taylor pod pretekstem gotyckiej powieści dla młodzieży opisuje ogólną sytuację Indian żyjących w rezerwacie oraz ich stosunki z „białymi”, które nie należą do najlepszych. Keith nie może się pogodzić, że jego ukochana żona wyszła za białego człowieka, a teraz córka spotyka się z białym chłopakiem. Biali zazdroszczą Indianom, że mogą robić zakupy wolne od podatku, przez co uważają ich za nierobów. Jednym słowem życie w rezerwacie nie jest proste.

Mieszane uczucia wzbudziło we mnie umieszczenie w powieści postaci wampira. Teraz już ci krwiopijcy są wszędzie i nie chciałabym myśleć, że autor wybrał takiego właśnie bohatera, aby dotrzeć do większej liczby czytelników. Przecież teraz wampiry sprzedają się najlepiej. Ale Pierre L’ Errant to wampir-indianin. Zabójcze połączenie. Taylora ratuje to, że w mitologii indiańskiej faktycznie pojawiają się stwory zwane wendigo, które żywią się krwią innych, a ich głód nigdy nie może zostać zaspokojony. Postać Pierre’a łączy w sobie indiańskie legendy i ich bardziej europejskie wyobrażenia. Takie rozwiązanie mogę zaakceptować.

To, co urzekło mnie najbardziej w książce Taylor'a to magia indiańskiej przeszłości. Język Anishinabe, który Granny Ruth słyszy już  tylko w snach, korzeń weekah jako lekarstwo na ból gardła, groty strzał znalezione nad jeziorem, gdzie niegdyś mieściła się rodzinna wioska Pierre’a. To wszystko Tiffany miała do tej pory na wyciągnięcie ręki, ale to Pierre nauczy ją, jak to docenić.

Z każdej ze stron The Night Wanderer wylewa się melancholia- tęsknota za lepszą przeszłością, pogarda dla teraźniejszości i niepewność jutra. To książka jest zarazem smutna, ale też pełna nadziei. Dla młodzieży i dla dorosłych. Pierwsza indiańska powieść gotycka.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: The Night Wanderer
Autor: Drew Hayden Taylor
Ilość stron: 228
Wydawnictwo: Annick Press, 2007

niedziela, 9 września 2012

"Nigdziebądź" Neil Gaiman


Czy wydawało ci się kiedyś, że jesteś zawieszony pomiędzy dwoma światami: tym realnym i tym ze sfery marzeń oraz najgorszych koszmarów sennych? Taki stan to „nigdziebądź” i wpadł w niego najbardziej przeciętny obywatel, Richard Mayhew.

Do tej pory miał wszystko: stabilną pracę, śliczną partnerkę oraz uporządkowane, aczkolwiek nudne życie. Pewnego wieczora zdecydował się uratować życie przypadkowo napotkanej dziewczynie, która leżała na ulicy w kałuży krwi. O tego momentu Richard zostaje wciągnięty w wir osobliwych zdarzeń, a dziewczyna o wdzięcznym imieniu Drzwi staje się jego towarzyszką podczas podróży po Londynie Pod. Okazuje się, że do tej pory Richard mieszkał w Londynie Nad- królestwie przeciętności, nudy i uporządkowanego życia. Londyn Pod jest jego kompletnym przeciwieństwem- tam wszystko jest magiczne i niesamowite.

Na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim postaci go zamieszkujące. Richard musi stawić czoła zabójcom, Szczuromówcom, Aksamitnym i wielu innym intrygującym kreaturom. 

Moimi zdecydowanymi faworytami są pan Croup i pan Vandemar, zabójcy określający się jako „Stara firma. Przeszkód usuwanie, kłopotów niwelowanie, zbędnych członków odcinanie i usługi dentystyczne.” Ich profesjonalizm w podejściu do wykonywanego „zawodu” oraz wyjątkowe poczucie (czarnego) humoru tworzą mieszankę wybuchową. Na uwagę zasługuje również Markiz de Carabas, pełen dumy i kurtuazji arystokrata oraz Stary Bailey, zwariowany hodowca gołębi, uwielbiający dachy oraz wymianę towarów. Niestety na tle tych wszystkich barwnych postaci panna Drzwi wydaje mi się nijaka, czasem irytująca. Jako ostatnia córka znamienitego rodu, Drzwi podczas swojej wyprawy potrzebuje przewodnika, ochroniarza i rycerza. Miałam wrażenie, że bez Łowczyni, Carabasa i Richarda, Drzwi byłaby bezradna w Londynie Pod, tak samo jak Richard. Oprócz intrygujących bohaterów, Londyn Pod to także osobliwe miejsca, takie jak Ruchomy Targ, Shepherd’s Bush czy Blackfriars. Warto nadmienić, że nazwy miejsc ściśle związane są z ich mieszkańcami, bo w Londynie Pod wszystko traktuje się dosłownie.

Nigdziebądź to pierwsza książka Gaimana, którą miałam możliwość przeczytać. Jednak kiedy zastanowię się o czym była, mam problem z odpowiedzią. Może o zagubionym mężczyźnie, który porzuca zwykłe życie, aby przeżyć coś niezwykłego? A może to wszystko koszmarny sen, który stworzyła jego wyobraźnia? Wiem jedno, Nigdziebądź to opowieść, nad którą nie warto się dużo zastanawiać. To po prostu trzeba przeczytać.  


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Nigdziebądź
Tytuł oryginalny: Neverwhere
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Nowa Proza, 2012


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza.




środa, 5 września 2012

Wiedeń

Chciałabym usprawiedliwić moją nieobecność w blogosferze. Byłam Wiedniu na kilka dni. Tak, tak, w Wiedniu- mieście Klimta, Mozarta, Straussa. Miejscu z niesamowitą historią, bajecznym klimatem oraz uśmiechniętymi ludźmi. Idylla? Zobaczcie sami:


Secesję widać na każdym kroku.


A "Pocałunek" Klimta to wizytówka Wiednia. 


Stadtpark- najbardziej urokliwy park miejski w jakim byłam do tej pory. 
Czy warto dodawać, że znajduje się w nim złoty posąg Straussa Syna?


Miasto kompozytorów- tutaj pomnik Beethovena.


Wiedeńczycy nadal pamiętają o Sisi.


Wiedeń o zmierzchu. To miasto nigdy nie zasypia.

Moja wyprawa trwała tylko kilka dni, ale Wiedeń to miasto, do którego po prostu chce się wracać. 

czwartek, 23 sierpnia 2012

Into the Abyss



W październiku 2001 roku Michael Perry i Jason Burkett zostali schwytani przez policję i oskarżeni o zabójstwo trzech osób. Burkett dostał na dożywocie, a Perry jako główny sprawca morderstwa został skazany na karę śmierci. Herzog w filmie Into the Abyss: A tale of death, a tale of life bada okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, rozmawiając nie tylko z oskarżonymi, ale także ich bliskimi oraz mieszkańcami ich rodzinnego Conroe w Teksasie.

Conroe jawi się jako bardzo ponure miejsce, gdzie większość ludzi ma za sobą pobyt w więzieniu, handel narkotykami czy styczność z bronią. Herzog kontrastuje rozpadające się domy z luksusowymi osiedlami, a supermarkety z kościołami i wszechobecnymi tabliczkami zachęcającymi do ich odwiedzenia. Czy Perry i Burkett mieli już dość tej małomiasteczkowej mentalności? Co pchnęło ich do tak strasznego czynu? I co najważniejsze, czy zasługiwali na karę, jaka ich spotkała.

Herzog rozpatruje motywację tych młodych mężczyzn oraz pyta o słuszność kary śmierci. Into the Abyss to film niepokojący. Niemiecki reżyser stworzył bardzo rzetelny dokument, zawierający autentyczne nagrania policyjne oraz zeznania świadków. Widz prowadzony jest na miejsce zbrodni, aby przekonać się, że ludzie giną z tak błahego powodu, jak posiadanie samochodu, którego ktoś bardzo pożąda. Herzog z dużą dozą wyrozumiałości rozmawia z oskarżonymi, nie oceniając ich. Ale nie dowiemy się prawdy. Perry oskarżał Burketta, Burkett winił Perry’ego. Do dnia wykonania wyroku Perry cały czas twierdził, że jest niewinny. W ostatnich słowach powiedział, że wybacza wszystkim, to co się stało.

Herzog zdaje się mówić, że nic nie usprawiedliwia tych chłopaków, ale też pyta czy kara, która ich spotkała nie było za surowa? Into the Abyss to film, którego nie da się zapomnieć. Zostaje w człowieku na długo, aby z zaskoczenia przywołać niepokojące obrazy czy twarze oskarżonych. Zostawia widza kompletnie bezradnym. Nie znam odpowiedzi na postawione przez Herzoga pytania, nie wiem, co się naprawdę wydarzyło. Wiem tylko, że trzy osoby zginęły i nikt, ani nic nie przywróci im życia.

Były strażnik więzienny, z którym rozmawiał Herzog zwrócił uwagę na pewną bardzo ważną rzecz. Kiedy już umrzemy, na naszym nagrobku będzie widniała data urodzin i data śmierci. Ten myślnik, który jest pomiędzy nimi, to nasze życie. Zróbmy wszystko, żeby przeżyć je jak najlepiej. 

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: Into the Abyss
Reżyseria: Werner Herzog
Czas trwania: 1:47
Premiera świat: 08.09.2011


wtorek, 21 sierpnia 2012

"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh

Nigdy nie interesowałam się kwiatami. Zawsze były dla mnie jedynie miłą, acz kłopotliwą ozdobą, bo ich pielęgnacja i znaczenie zawsze pozostawały dla mnie tajemnicą. Dlatego czasem specjalnie unikałam kontaktu z nimi, aby przypadkiem przez swoją nieuwagę i brak doświadczenia nie skrzywdzić niewinnej rośliny.

Przeciwieństwem takiej postawy jest podejście Victorii, dla której kwiaty są jedynym źródłem radości oraz sposobem kontaktu ze światem. Victoria zna „sekretny język kwiatów”, który daje jej siłę. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, w której przemoc psychiczna i fizyczna były na porządku dziennym. Victoria to sierota tułająca się od jednej rodziny zastępczej do kolejnego domu dziecka. Mając 9 lat w końcu natrafiła na Elizabeth, kobietę, która obdarzyła ja szczerym, matczynym uczuciem. Ale dla Victorii każda głębsza relacja jest źródłem konfliktów i bólu. Victoria zrobiła coś, co zważyło na jej smutnym losie oraz na życiu Elizabeth. Czy czas pomoże ukoić złamane serce i pozwoli wybaczyć?

Diffenbaugh pokazuje jak człowiek, który w dzieciństwie doznał tylu krzywd nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować w dorosłym życiu. Jak ciemna strona dzieciństwa wpływa na samoocenę i poczucie pewności siebie, kiedy człowiek po prostu wierzy w to, że nie jest na tyle dobry, aby zasługiwać na miłość. Sprawa staje się bardziej skomplikowana, kiedy pojawia się pewna mała istota, którą także należy obdarzyć miłością.

„Sekretny język kwiatów” to studium macierzyństwa i trudnych relacji rodzinnych. Postać Granta jest spoiwem, które łączy Victorię z Elizabeth. Jego bezgraniczna miłość, zdolność wybaczania i pogodzenie się z losem stanowi gwarancję przetrwania. Grant, Victoria i Elizabeth triumfują, pomimo trudów i przeciwności losu. „Sekretny język kwiatów” to książka wzruszająca i dająca nadzieję.

Oryginalnym dodatkiem do powieści Diffenbaugh jest „Słownik kwiatów Victorii” stworzony na podstawie wiktoriańskich dzieł o tematyce florystycznej. Autorka wybrała najbardziej wiarygodne oznaczenia kwiatów i opracowała swój niepowtarzalny leksykon. Aby stworzyć dla kogoś bukiet o specjalnym znaczeniu, wystarczy znaleźć odpowiedni kwiat i przez niego wyrazić to, co się czuje. Na pewno do niego wrócę.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Sekretny język kwiatów
Tytuł oryginalny: The Language of Flowers
Autor: Vanessa Diffenbaugh
Ilość stron: 399
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011


Mam tez coś dla Was. 


Podpowiem, że jest to kosmos podwójnie pierzasty. Kto odgadnie czego Wam życzę?





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...