czwartek, 23 sierpnia 2012

Into the Abyss



W październiku 2001 roku Michael Perry i Jason Burkett zostali schwytani przez policję i oskarżeni o zabójstwo trzech osób. Burkett dostał na dożywocie, a Perry jako główny sprawca morderstwa został skazany na karę śmierci. Herzog w filmie Into the Abyss: A tale of death, a tale of life bada okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, rozmawiając nie tylko z oskarżonymi, ale także ich bliskimi oraz mieszkańcami ich rodzinnego Conroe w Teksasie.

Conroe jawi się jako bardzo ponure miejsce, gdzie większość ludzi ma za sobą pobyt w więzieniu, handel narkotykami czy styczność z bronią. Herzog kontrastuje rozpadające się domy z luksusowymi osiedlami, a supermarkety z kościołami i wszechobecnymi tabliczkami zachęcającymi do ich odwiedzenia. Czy Perry i Burkett mieli już dość tej małomiasteczkowej mentalności? Co pchnęło ich do tak strasznego czynu? I co najważniejsze, czy zasługiwali na karę, jaka ich spotkała.

Herzog rozpatruje motywację tych młodych mężczyzn oraz pyta o słuszność kary śmierci. Into the Abyss to film niepokojący. Niemiecki reżyser stworzył bardzo rzetelny dokument, zawierający autentyczne nagrania policyjne oraz zeznania świadków. Widz prowadzony jest na miejsce zbrodni, aby przekonać się, że ludzie giną z tak błahego powodu, jak posiadanie samochodu, którego ktoś bardzo pożąda. Herzog z dużą dozą wyrozumiałości rozmawia z oskarżonymi, nie oceniając ich. Ale nie dowiemy się prawdy. Perry oskarżał Burketta, Burkett winił Perry’ego. Do dnia wykonania wyroku Perry cały czas twierdził, że jest niewinny. W ostatnich słowach powiedział, że wybacza wszystkim, to co się stało.

Herzog zdaje się mówić, że nic nie usprawiedliwia tych chłopaków, ale też pyta czy kara, która ich spotkała nie było za surowa? Into the Abyss to film, którego nie da się zapomnieć. Zostaje w człowieku na długo, aby z zaskoczenia przywołać niepokojące obrazy czy twarze oskarżonych. Zostawia widza kompletnie bezradnym. Nie znam odpowiedzi na postawione przez Herzoga pytania, nie wiem, co się naprawdę wydarzyło. Wiem tylko, że trzy osoby zginęły i nikt, ani nic nie przywróci im życia.

Były strażnik więzienny, z którym rozmawiał Herzog zwrócił uwagę na pewną bardzo ważną rzecz. Kiedy już umrzemy, na naszym nagrobku będzie widniała data urodzin i data śmierci. Ten myślnik, który jest pomiędzy nimi, to nasze życie. Zróbmy wszystko, żeby przeżyć je jak najlepiej. 

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: Into the Abyss
Reżyseria: Werner Herzog
Czas trwania: 1:47
Premiera świat: 08.09.2011


wtorek, 21 sierpnia 2012

"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh

Nigdy nie interesowałam się kwiatami. Zawsze były dla mnie jedynie miłą, acz kłopotliwą ozdobą, bo ich pielęgnacja i znaczenie zawsze pozostawały dla mnie tajemnicą. Dlatego czasem specjalnie unikałam kontaktu z nimi, aby przypadkiem przez swoją nieuwagę i brak doświadczenia nie skrzywdzić niewinnej rośliny.

Przeciwieństwem takiej postawy jest podejście Victorii, dla której kwiaty są jedynym źródłem radości oraz sposobem kontaktu ze światem. Victoria zna „sekretny język kwiatów”, który daje jej siłę. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, w której przemoc psychiczna i fizyczna były na porządku dziennym. Victoria to sierota tułająca się od jednej rodziny zastępczej do kolejnego domu dziecka. Mając 9 lat w końcu natrafiła na Elizabeth, kobietę, która obdarzyła ja szczerym, matczynym uczuciem. Ale dla Victorii każda głębsza relacja jest źródłem konfliktów i bólu. Victoria zrobiła coś, co zważyło na jej smutnym losie oraz na życiu Elizabeth. Czy czas pomoże ukoić złamane serce i pozwoli wybaczyć?

Diffenbaugh pokazuje jak człowiek, który w dzieciństwie doznał tylu krzywd nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować w dorosłym życiu. Jak ciemna strona dzieciństwa wpływa na samoocenę i poczucie pewności siebie, kiedy człowiek po prostu wierzy w to, że nie jest na tyle dobry, aby zasługiwać na miłość. Sprawa staje się bardziej skomplikowana, kiedy pojawia się pewna mała istota, którą także należy obdarzyć miłością.

„Sekretny język kwiatów” to studium macierzyństwa i trudnych relacji rodzinnych. Postać Granta jest spoiwem, które łączy Victorię z Elizabeth. Jego bezgraniczna miłość, zdolność wybaczania i pogodzenie się z losem stanowi gwarancję przetrwania. Grant, Victoria i Elizabeth triumfują, pomimo trudów i przeciwności losu. „Sekretny język kwiatów” to książka wzruszająca i dająca nadzieję.

Oryginalnym dodatkiem do powieści Diffenbaugh jest „Słownik kwiatów Victorii” stworzony na podstawie wiktoriańskich dzieł o tematyce florystycznej. Autorka wybrała najbardziej wiarygodne oznaczenia kwiatów i opracowała swój niepowtarzalny leksykon. Aby stworzyć dla kogoś bukiet o specjalnym znaczeniu, wystarczy znaleźć odpowiedni kwiat i przez niego wyrazić to, co się czuje. Na pewno do niego wrócę.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Sekretny język kwiatów
Tytuł oryginalny: The Language of Flowers
Autor: Vanessa Diffenbaugh
Ilość stron: 399
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011


Mam tez coś dla Was. 


Podpowiem, że jest to kosmos podwójnie pierzasty. Kto odgadnie czego Wam życzę?





piątek, 17 sierpnia 2012

Wyniki konkursu!

Zapisy na konkurs z Kinomanem dobiegły końca. Tak jak zapowiedziałam dziś odbyło się losowanie. 

Udział wzięli:
01. Alannada
02.Anne18
03.Aleksandra
04. Rincewind99
05. Azumi
06.Joanna


Sierotka, a w sumie "sierotek" wprawił w ruch maszynę losującą, 


i dokonał wyboru odpowiedniej karteczki. Nagrodę otrzymuje:


Aleksandra!

Gratuluję!

Zwyciężczynię proszę o przesłanie adresu do wysyłki na mój adres mailowy. 

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału oraz za bardzo ciekawe odpowiedzi na pytanie konkursowe.
Nie było Was dużo, ale tym samym szanse na zwycięstwo były większe.
Wyczekujcie kolejnego konkursu już niebawem!

czwartek, 16 sierpnia 2012

Into the Wild

Wczoraj po raz 158 oglądałam Into the Wild. Za każdym razem kiedy oglądam ten film, porusza mnie on równie mocno, co na początku, a niesamowita historia w nim opowiedziana wydaje mi się uniwersalna i ponadczasowa. Dlatego chciałabym się z Wami podzielić recenzją, którą napisałam jakiś czas temu.



“Dlaczego z takim pospiechem pędzić ku sukcesowi? Czy podejmować takie rozpaczliwe przedsięwzięcia? Jeżeli człowiek nie dotrzymuje kroku swoim towarzyszom, może dzieje się tak dlatego, że słyszy dźwięki wybijane przez innego dobosza? Przeto niechaj kroczy w rytm jego bębna, choćby najbardziej miarowy czy daleki”.

Tą dewizą zaczerpniętą z Waldena H. D. Thoreau kierował się bohater filmu Into the Wild (dosyć nietrafnie przetłumaczonym jako Wszystko za życie). Christopher McCandless po ukończeniu studiów zmienia się w Aleksandra Superpodróżnika (ang. Supertramp) i decyduje się na wyprawę, która ma zmienić jego dotychczasowe życie. Chris buntuje się przeciw hipokryzji w jakiej został wychowany. Wyrusza w podróż po Stanach Zjednoczonych mając w plecaku jedynie rzeczy niezbędne do życia, a jego przewodnikami duchowymi są wyżej wspomniany Henry David Thoreau oraz Ralph Waldo Emerson – czołowi przedstawiciele amerykańskiego transcendentalizmu, miłośnicy Natury i piewcy indywidualizmu. Głosili oni umiłowanie życia w jego najnędzniejszej postaci, twierdząc, że „nawet w przytułku można przeżyć miłe, wzruszające i wspaniałe godziny”.Odrzucali dobra materialne, uważając je za główną przeszkodę w dążeniu człowieka do szczęścia. Thoreau mieszkając przez dwa lata samotnie w lesie stwierdził, że zamiast trzech posiłków dziennie powinniśmy spożywać jeden, gdyż może to wpłynąć pozytywnie na jasność umysłu.

Bohater Into the Wild wziął sobie to wszystko do serca. Penn ukazuje go jako człowieka pokonującego własne leki i ograniczenia, pragnącego przeniknąć Naturę do sedna. Są takie chwile w filmie, kiedy Natura zostaje „osiągnięta”. Góry na Alasce, ciepło pustyni, stado biegnących dzikich koni czy spotkanie z niedźwiedziem oko w oko. Te obrazy pozwalają nam, widzom przeżyć tę Naturę w jak najbardziej waldenowskim wydaniu. Pobyt bohatera na Alasce, która była głównym celem jego podróży, kontrastowany jest z przygodami poprzedzającymi dotarcie do tego mroźnego zakątka. Chris spotyka po drodze wielu ciekawych ludzi: podstarzałą parę hipisów, farmera na bakier z prawem czy staruszka zajmującego się skórami. Wszyscy ci ludzie wnoszą w podróż (i życie) Chrisa coś nowego, tworzą więzi bardziej trwałe, niż on stworzył ze swoimi przyjaciółmi przez całe życie. Natomiast oni dostają od Chrisa tę niewinną mądrość, która przywiodła go w najodleglejsze zakątki Ameryki. Jego filozofia życiowa robi wrażenie i zmusza do przemyśleń nad kondycją świata, w którym żyjemy.

Film porusza jeszcze bardziej, kiedy dowiadujemy się, że jest on oparty na prawdziwej historii. Into the Wild jest swoistym hołdem Seana Penna dla osób takich jak McCandless, podążających swoja ścieżką, wsłuchanych w „innego dobosza”. W filmie sferę emocjonalną podkręca muzyka Eddiego Veddera z Pearl Jam, a jego piosenki idealnie pasują i oddaja stan duchowy bohatera. Chris przez cały film triumfuje, a filozofia Thoreau zdaje się być słuszna.

„Doświadczenie nauczyło mnie przynajmniej tego, ze jeśli ktoś zmierza pewnie w wymarzonym kierunku i stara się żyć zgodnie z tym, co sobie wyobraził, spotka go niepowszedni sukces. Niektóre sprawy pozostawi za sobą, przekroczy niewidzialna granicę (…). Otrzyma tedy świadectwo istoty wyższej miary. Proporcjonalnie do coraz prostszego sposobu życia, prawa wszechświata okażą się mniej skomplikowane, a samotność nie będzie samotnością, bieda – biedą ani słabość – słabością. Jeżeli ktoś budował zamki na lodzie, praca jego nie musi iść na marne, albowiem mogą stanąć właśnie na lodowej tafli. Trzeba położyć pod nie fundamenty.”

Wszystkie cytaty – H. D. Thoreau Walden, czyli życie w lesie,  przekł. Halina Cieplińska, Poznań 1999

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Wszystko za życie
Tytuł oryginalny: Into the Wild
Reżyseria: Sean Penn
Występują: Emile Hirsch, William Hurt, Marcia Gay Harden
Czas trwania: 2:28
Premiera polska: 04.04.2008

A na koniec elektryzująca muzyka Eddiego Veddera, czyli utwór Society:



 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Przypomnienie

Kochani!

Sierpień mija niespodziewanie szybko,
dlatego chciałam Wam przypomnieć o konkursie z "Kinomanem".

Zapisy do 16.08, a ogłoszenie wyników 17.08.

Serdecznie zapraszam!


środa, 8 sierpnia 2012

"Mechanizm serca" Mathias Malzieu


Książka Malzieu długo czekała na mnie na półce. Najpierw zauroczyła mnie okładka, baśniowa, ale surowa zarazem, oraz historia o chłopcu, który zamiast serca ma zegar z kukułką. Przechowałam myśl o niej, gdzieś głęboko w pamięci i kiedy tylko nadarzyła się okazja, kupiłam Mechanizm serca. Później okazało się, że moja fascynacja była przedwczesna.

W Edynburgu rodzi się chłopiec imieniem Jack. Matka porzuca go zaraz po narodzinach, a jego opiekunką zostaje ekscentryczna Madeleine, która także ratuje mu życie wymieniając jego zamarznięte serce na prawdziwy zegar. Od tego czasu Jack żyje z nią na wzgórzu, gdzie jest odizolowany od reszty świata. Madeleine martwi się o jego zegaroserce, dlatego do ostatniej chwili odkłada spotkanie chłopca ze światem zewnętrznym. Kiedy ten dzień nadchodzi, dzieje się coś strasznego. Jack zakochuje się. Jego wybranką jest „mała śpiewaczka” Miss Acacia. Po powrocie do domu z Jackiem dzieje się coś dziwnego. Wskazówki jego serca pędzą jak oszalałe, sprawiając mu tym samy niesamowity ból. Madeleine ostrzega go, że miłość to nie jest taka łatwa sprawa i często przez nią cierpimy. Jack pomimo ostrzeżeń wyrusza na poszukiwania swojej miłości, spotykając po drodze wiele barwnych postaci, takich jak Kuba Rozpruwacz  czy Georges Melies. Czy jego zegaroserce zniesie ogrom miłości do Miss Acacii i czy ona odwzajemni jego uczucie?

Bardzo spodobał mi się pomysł zegara zamiast serca. Jack musi bardzo na nie uważać, a miłość jest czymś co może mu tylko zaszkodzić. W Mechanizmie serca na pierwszy plan wysuwa się związek dwojga ludzi i cierpienie z nim związane. Jack szuka swojej wybranki, kiedy ją znajduje musi walczyć z rywalem, a w końcu pokonać samego siebie i wziąć od życia najcięższą lekcję zaufania i pokory. Malzieu zdaje się mówić, że nie wystarczy, że kogoś kochamy, ale musimy cały czas pielęgnować to uczucie. Dbać o nie, aby nie zgasło. 

Pomimo tej całej „romantycznej oprawy” Mechanizm serca mnie nie przekonał. Szczególnie dziwny wydawał mi się fakt, że Jack opisując te wszystkie wydarzenia miał około piętnastu lat. Wiem, że wiek nie jest ważny, bo strzała Amora każdego trafia znienacka, ale bardziej bym uwierzyła w całą historię, gdyby Jack był już dojrzałym mężczyzną, bo wtedy jego relacja z „mała śpiewaczką” nabrałaby głębi. Odniosłam wrażenie, że Jack myli miłość z zauroczeniem i erotyczną fascynacją. Dlatego cierpienie jego zegaroserca nie przemówiło do mnie, a co za tym idzie wydaje mi się, że potencjał tego pomysłu został zmarnowany.

Plusem książki zdecydowanie jest jej mała objętość. Im szybciej dobrniemy do końca, tym lepiej uda nam się wymazać z pamięci tą rzekomą ”baśń dla dorosłych”. Mechanizm serca nie ma z baśnią nic wspólnego. 

Moja ocena: 3/10

Tytuł: Mechanizm serca
Tytuł oryginalny: La Mécanique du cœur
Autor: Mathias Malzieu
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2010


Mathias Malzieu jest także założycielem francuskiej grupy Dionysos, która wydała cały album zainspirowany książką Mechanizm serca. 





niedziela, 29 lipca 2012

"Skrzydła nad Delft" Aubrey Flegg

Czytając książkę Flegg’a nie mogłam powstrzymać się, aby nie porównywać jej do Dziewczyny z perłą Tracy Chevalier. Czytając opis Skrzydeł zaintrygowało mnie, że autor też wybrał Delft jako miejsce akcji, a głównym tematem jest proces powstawania kobiecego portretu.

Jednak historia Louise Eeden różni się od opowieści o służącej Griet, którą zafascynował się sam Johannes Vermeer. Louise jest córką właściciela fabryki porcelany, 16-letnią dziewczyną z wyższych sfer, pełną pasji i ciekawą świata. W pracowni Mistrza Haitnika, który ma namalować jej portret poznaje nieco starszego od siebie pomocnika malarza. Różni ich status społeczny i wyznanie, ale połączy niesamowita więź. Dla Louise będzie to prawdziwy sprawdzian z tolerancji. Czy Pieter wygra z zazdrosnym Reynierem, synem „porcelanowego” potentata, który zrobi wszystko, aby poślubić Louise i połączyć obie fabryki?

Skrzydła nad Delft czyta się bardzo przyjemnie ze względu na „malarski” styl autora. Delft ze swoimi murami obronnymi, małymi kanałami, starymi kamienicami i kościołami ożywa w wyobraźni czytelnika, który za każdym pociągnięciem pędzla bardziej zatapia się w świat ciekawskiej Louise. Dziewczyna jest silną i niezależną bohaterką, która do końca zostaje wierna swoim przekonaniom, ale dla rodziny gotowa jest poświecić osobiste szczęście.

Żałuję, że Skrzydła nad Delft nie były trochę dłuższe. Flegg mógł bardziej rozwinąć pewne wątki, a niektóre postaci nakreślić z szerszej perspektywy. Mamy tu wielu ciekawych bohaterów drugiego planu: sąsiad Louise, malarz Fabritius, niania Annie czy sam Mistrz Haitnik. Myślę, że ich historie jeszcze bardziej ubarwiłyby fabułę.

Dla wszystkich, którzy są ciekawi dalszych losów portretu Lousie, zachęcam do przeczytania drugiej części trylogii, pt. The Rainbow Bridge, która miejmy nadzieję już niedługo będzie miała swoje polskie wydanie.

Skrzydła nad Delft to pięknie wydana, wartościowa lektura z zaskakującym zakończeniem. Polecam!

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Skrzydła nad Delft
Tytuł oryginalny: Wings over Delft
Autor: Aubrey Flegg
Ilość stron: 251
Wydawnictwo: Esprit, Kraków 2012


A na zakończenie osławiony Szczygieł Carela Fabritiusa, który także odegrał niemałą rolę w tej historii:



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!



Przypominam o konkursie z "Kinomanem". Zapisy do 16.08.


poniedziałek, 23 lipca 2012

"Kompozytor burz" Andrés Pascual

Gdybyś usłyszał pradawną melodię duszy, potrafiłbyś ją rozpoznać? Czy wiedziałbyś, że  tak „brzmiało” stworzenie wszechświata? Podobno tylko wybrańcy mogli usłyszeć te legendarne dźwięki, a jeden śmiałek mógł je zapisać i przekazać innym.

Tym wybrańcem jest Matthieu, utalentowany młody skrzypek, przygarnięty i wychowany w mieszczańskiej rodzinie przez znanego pisarza. Chłopak od dziecka przejawia wielki talent muzyczny, więc zaczyna naukę gry na skrzypcach. Wkrótce przerasta swego mistrza i pragnie czegoś więcej. Dla Matthieu nie liczy się nic oprócz muzyki i w głębi duszy jest przekonany, ze ta „iskra boża” pozwoli mu zaistnieć na dworze Ludwika XIV, przynosząc sławę i bogactwo. Jego przyrodni brat Jean-Claude też jest muzykiem, jednak bardziej pokornym i z mniejszymi ambicjami. Dla Jean-Claude’a liczy się warsztat i technika. Tym większe jest zdziwienie pełnego pasji Mattieu, kiedy dowiaduje się, że to jego brat zostaje wciągnięty w zabójczą intrygę związaną ze znalezieniem pradawnej melodii.
Śmierć brata to dla głównego bohatera rozpacz i żal, ale także początek niezwykłej przygody. Matthieu wyrusza z piratami na kraniec świata, aby odnaleźć kapłankę o niezwykłym głosie, przy jej pomocy zapisać partyturę i dzięki temu, ocalić życie swoje i swoich bliskich.

Kompozytor burz to bardzo sprawnie napisana powieść przygodowa, która wciąga czytelnika od pierwszej strony. Pascual pokazuje nam dwa światy: królewskiego dworu, okraszonego złotem i klejnotami, wykwintnymi potrawami i dziełami sztuki oraz tajemniczego Madagaskaru, dzikiego, niezbadanego lądu pełnego cudacznych zwierząt i kolorowej roślinności. Autor kontrastuje Wersal z „księżycową wyspą” i obnaża jego sztuczność, nie tylko w wystroju, ale także w zachowaniu dworzan i służby. Przykładem może być przesycona próżnością sopranistka Virginie.

Na Madagaskarze natomiast tubylcy żyją w zgodzie z rytmem przyrody, a ich jedynym bogactwem jest fauna i flora. Oraz niezwykły śpiew kapłanki Luny, który swoją mocą może przenosić góry i zjednywać plemiona. To właśnie Luna staje się ucieleśnieniem pełnej pasji natury Matthieu, dla którego muzyka to wolność.

W przypadku Kompozytora burz nie sprawdza się powiedzenie, aby nie oceniać książki po okładce. Nie tylko okładka mnie oczarowała, ale piękna opowieść Pascual’a stworzona z piasku i burzy. Czekam na kolejne publikacje tego autora. Gorąco polecam.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Kompozytor burz
Tytuł oryginalny: El compositor de tormentas
Autor: Andrés Pascual
Ilość stron: 386
Wydawnictwo: Otwarte, Kraków 2011

środa, 11 lipca 2012

KONKURS!!!

Wakacje to czas w sam raz na konkursy. Kiedy słońce przygrzewa, a fale szumią, nie ma nic lepszego jako dodatek do wakacyjnego krajobrazu, jak książka. A dla tych, którzy pracują i na wakacje się nie wybierają, odpowiednie czytadło to dobre urozmaicenie przerw (na przykład dla mnie! :)).

Dlatego też przyszedł czas na pierwszy konkurs na moim blogu. Mam nadzieję, że zgromadzi wielu chętnych, a zwycięzca będzie zadowolony z wygranej. A co można wygrać? Proponuję Wam Kinomana Walkera Percy'ego.



Oto zasady:

1. Każdy, kto chciałby wziąć udział w konkursie, zostawia komentarz pod tym postem, wraz z odpowiedzią na pytanie konkursowe. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby posiadające bloga.

2. Bloga dodajemy do obserwowanych i umieszczamy powyższy baner konkursowy na swoim blogu.

3. Pytanie konkursowe: Gdybyś miał taką możliwość, jaką książkę byś zekranizował i dlaczego?
Uwaga! Dodatkowo dla chętnych: proszę podać proponowaną obsadę do takiej ekranizacji.

4. Zapisy trwają do 16.08.

5. Wyniki losowania: 17.08

Czekam na Wasze pomysły!


środa, 4 lipca 2012

"Extremely loud and incredibly close" Jonathan Safran Foer

Tragedia 11 września to dla Amerykanów nadal trudny temat. Pomimo, że od upadku dwóch wież minęło już niemal 11 lat, pamięć o nim to nadal otwarta i boląca rana Stanów Zjednoczonych. „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” to jedna z nielicznych pozycji, które bezpośrednio stawiają czoło tym wydarzeniom.
Oskar Schell traci ojca w jednym z zamachów. Po dwóch latach od „najgorszego dnia” znajduje klucz w kopercie z nazwiskiem Black. Postanawia więc odbyć niesamowitą wędrówkę po wszystkich pięciu dzielnicach Nowego Jorku i odnaleźć zamek, który ten klucz otwiera. Jest przekonany, że dzięki temu cały czas będzie blisko ojca. Oskar to bardzo bystry, wygadany dziewięciolatek, który sam siebie określa jako wynalazca, jubiler, entomolog-amator. Pod przykrywką uporu ukrywa ogromny smutek i żal do świata. Czy odnajdzie spokój i pogodzi się z losem?

Książka powinna nazywać się „Strasznie smutno, niesamowicie przykro”. Dawno nie zanurzyłam się w takiej dawce melancholii. Nie tylko Oskar jest smutny. Z oczywistych względów smutna jest też jego matka, ale smutni są też jego dziadkowie, emigranci z Niemiec, którzy noszą w sobie piętno wojny. Dwoje skrajnie różnych ludzi, których bardziej połączył rozsądek, niż miłość. Nie są w stanie stworzyć szczęśliwego związku, a ich decyzje zaważą na losach przyszłych pokoleń. Bombardowanie Drezna może w pewien sposób być alegorią zamachu na WTC. Oba te zdarzenia nie powinny mieć miejsca, bo zginęli tam  niewinni ludzie, a pamięć po nich kłuje w serce jak cierń.

Niesamowitym atutem książki jest jej wizualna strona. Foer podpiera swoje słowa obrazami, zdjęciami, zakreśleniami, kolorowymi napisami. Czytelnik może bezpośrednio zobaczyć, jak wygląda jedna z bohaterek czy jaki jest widok z Empire State Building. Myślę, że książka bez tych wizualnych dodatków nie byłaby taka sama. Obrazy dopełniają słowa i odwrotnie.

Kto nie boi się wzruszyć, niech wyruszy z Oskarem na poszukiwanie zamka, w podróż niełatwą, aczkolwiek oczyszczającą. Strasznie polecam. Niesamowicie szczerze.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Tytuł oryginalny: Extremely loud, incredibly close
Autor: Jonathan Safran Foer
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Penguin Books, London 2011

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...