czwartek, 16 sierpnia 2012

Into the Wild

Wczoraj po raz 158 oglądałam Into the Wild. Za każdym razem kiedy oglądam ten film, porusza mnie on równie mocno, co na początku, a niesamowita historia w nim opowiedziana wydaje mi się uniwersalna i ponadczasowa. Dlatego chciałabym się z Wami podzielić recenzją, którą napisałam jakiś czas temu.



“Dlaczego z takim pospiechem pędzić ku sukcesowi? Czy podejmować takie rozpaczliwe przedsięwzięcia? Jeżeli człowiek nie dotrzymuje kroku swoim towarzyszom, może dzieje się tak dlatego, że słyszy dźwięki wybijane przez innego dobosza? Przeto niechaj kroczy w rytm jego bębna, choćby najbardziej miarowy czy daleki”.

Tą dewizą zaczerpniętą z Waldena H. D. Thoreau kierował się bohater filmu Into the Wild (dosyć nietrafnie przetłumaczonym jako Wszystko za życie). Christopher McCandless po ukończeniu studiów zmienia się w Aleksandra Superpodróżnika (ang. Supertramp) i decyduje się na wyprawę, która ma zmienić jego dotychczasowe życie. Chris buntuje się przeciw hipokryzji w jakiej został wychowany. Wyrusza w podróż po Stanach Zjednoczonych mając w plecaku jedynie rzeczy niezbędne do życia, a jego przewodnikami duchowymi są wyżej wspomniany Henry David Thoreau oraz Ralph Waldo Emerson – czołowi przedstawiciele amerykańskiego transcendentalizmu, miłośnicy Natury i piewcy indywidualizmu. Głosili oni umiłowanie życia w jego najnędzniejszej postaci, twierdząc, że „nawet w przytułku można przeżyć miłe, wzruszające i wspaniałe godziny”.Odrzucali dobra materialne, uważając je za główną przeszkodę w dążeniu człowieka do szczęścia. Thoreau mieszkając przez dwa lata samotnie w lesie stwierdził, że zamiast trzech posiłków dziennie powinniśmy spożywać jeden, gdyż może to wpłynąć pozytywnie na jasność umysłu.

Bohater Into the Wild wziął sobie to wszystko do serca. Penn ukazuje go jako człowieka pokonującego własne leki i ograniczenia, pragnącego przeniknąć Naturę do sedna. Są takie chwile w filmie, kiedy Natura zostaje „osiągnięta”. Góry na Alasce, ciepło pustyni, stado biegnących dzikich koni czy spotkanie z niedźwiedziem oko w oko. Te obrazy pozwalają nam, widzom przeżyć tę Naturę w jak najbardziej waldenowskim wydaniu. Pobyt bohatera na Alasce, która była głównym celem jego podróży, kontrastowany jest z przygodami poprzedzającymi dotarcie do tego mroźnego zakątka. Chris spotyka po drodze wielu ciekawych ludzi: podstarzałą parę hipisów, farmera na bakier z prawem czy staruszka zajmującego się skórami. Wszyscy ci ludzie wnoszą w podróż (i życie) Chrisa coś nowego, tworzą więzi bardziej trwałe, niż on stworzył ze swoimi przyjaciółmi przez całe życie. Natomiast oni dostają od Chrisa tę niewinną mądrość, która przywiodła go w najodleglejsze zakątki Ameryki. Jego filozofia życiowa robi wrażenie i zmusza do przemyśleń nad kondycją świata, w którym żyjemy.

Film porusza jeszcze bardziej, kiedy dowiadujemy się, że jest on oparty na prawdziwej historii. Into the Wild jest swoistym hołdem Seana Penna dla osób takich jak McCandless, podążających swoja ścieżką, wsłuchanych w „innego dobosza”. W filmie sferę emocjonalną podkręca muzyka Eddiego Veddera z Pearl Jam, a jego piosenki idealnie pasują i oddaja stan duchowy bohatera. Chris przez cały film triumfuje, a filozofia Thoreau zdaje się być słuszna.

„Doświadczenie nauczyło mnie przynajmniej tego, ze jeśli ktoś zmierza pewnie w wymarzonym kierunku i stara się żyć zgodnie z tym, co sobie wyobraził, spotka go niepowszedni sukces. Niektóre sprawy pozostawi za sobą, przekroczy niewidzialna granicę (…). Otrzyma tedy świadectwo istoty wyższej miary. Proporcjonalnie do coraz prostszego sposobu życia, prawa wszechświata okażą się mniej skomplikowane, a samotność nie będzie samotnością, bieda – biedą ani słabość – słabością. Jeżeli ktoś budował zamki na lodzie, praca jego nie musi iść na marne, albowiem mogą stanąć właśnie na lodowej tafli. Trzeba położyć pod nie fundamenty.”

Wszystkie cytaty – H. D. Thoreau Walden, czyli życie w lesie,  przekł. Halina Cieplińska, Poznań 1999

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Wszystko za życie
Tytuł oryginalny: Into the Wild
ReżyseriaSean Penn
Występują: Emile Hirsch, William Hurt, Marcia Gay Harden
Czas trwania: 2:28
Premiera polska: 04.04.2008

A na koniec elektryzująca muzyka Eddiego Veddera, czyli utwór Society:



 

1 komentarz:

  1. Pamiętam ten film, dosyć dawno temu go oglądałam, ale wywarł na mnie ogromne wrażenie, muzyka też. Muszę go jeszcze raz pożyczyć od koleżanki o ponownie obejrzeć z mężem. Jestem pewna, ze i jemu się spodoba.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...