niedziela, 30 września 2012

"Africanus. Syn konsula" Santiago Posteguillo

Santiago Posteguillo w swojej książce Africanus. Syn konsula zabiera nas w niesamowitą podróż do starożytności. Wśród ferworu walk Rzymu z Kartaginą jesteśmy świadkami kształtowania się dwóch wybitnych osobistości tamtych czasów: Hannibala, przywódcy Kartagińczyków oraz Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego, syna konsula Rzymu.

Autor pozwala przyjrzeć się z bliska bitwom na Ticinusem oraz Jeziorem Trazymeńskim oraz opisuje jak przebiegało oblężenie miasta Sagunt przez wojska Hannibala. Wszystkie te wydarzenia ukazane są z perspektywy obu wybitnych strategów: Publiusza Scypiona, dorastającego chłopca, który w bitwie staje się mężczyzną oraz Hannibala, który w bitwie stracił ojca i teraz pragnie zemścić się na Rzymie.

Autor bardzo rzetelnie podszedł do opowiedzianej historii. W książce znajdziemy mapy, słowniczek, drzewo genealogiczne Scypionów oraz kilka innych ciekawych dodatków, które zdecydowanie ułatwiają lekturę, ponieważ mnogość postaci oraz łacińskich terminów może wprowadzić czytelnika w błąd. Posteguillo z reporterską wręcz dokładnością oddał rzymskie realia: uliczki, karczmy, forum, obrady Senatu, zacisze patrycjuszowskich willi- wszystko, to pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie i poczuć atmosferę miasta, które niegdyś było potęgą świata. 

Podobało mi się, że oprócz opisu życia wybitnych tamtych czasów Posteguillo zdecydował się wpleść w tę historię losy Tytusa Makcjusza, legionisty, który wcześniej pracował w teatrze, a później został kupcem. Kiedy jego plany nie powiodły zbankrutował i tylko wojsko mogło wybawić go z tej sytuacji. Co ciekawe, Tytus także jest postacią historyczną, bardziej znany jest jako Plaut, komediopisarz, którego sztuki w końcu pozwoliły mu na wybicie się z biedy. W Africanusie postać Tytusa świetnie kontrastuje z wybitnymi mężami stanu, których wielkie słowa i czyny zawsze wychwalają Rzym pod niebiosa. Tytus natomiast poznaje  Wieczne Miasto od najgorszej strony i jedyne czego pragnie to napełnić żołądek i mieć święty spokój.

Hannibal był zawsze dla mnie tym, który na słoniach przekroczył Alpy. Dzięki powieści Posteguillo dowiedziałam się wiele o tym człowieku, który swą dalekowzrocznością wyprzedzał wielu sobie współczesnych. Podczas lektury kilka razy zorientowałam się, że ja też dałam się nabrać przez kolejną wspaniałą strategię Hannibala.

Africanus. Syn konsula to powieść o wielu płaszczyznach, o odwadze i męstwie, polityce i wojnie. Nie tylko dla miłośników historii.


Moja ocena: 6/10

Tytuł oryginalny: Africanus. El hijo de consul
Autor: Santiago Posteguillo
Ilość stron: 427
Wydawnictwo: Esprit, 2011


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit!


czwartek, 13 września 2012

"The Night Wanderer" Drew H. Taylor

Po napisaniu pracy magisterskiej na temat roli przekazu ustnego w literaturze rdzennych Amerykanów, myślałam, że już nic mnie w tej dziedzinie nie zaskoczy. Dogłębnie przeanalizowałam Ceremony Leslie Marmon Silko, swoją tezę podpierałam przykładami z The Woman Who Owned the Shadows Pauli Gunn Allen, a wszystko to oblekłam w mądrości krytyków i znawców literatury indiańskiej, takich jak Gerald Vizenor, Robert Dale Parker czy Kenneth Lincoln. Miałam przykłady, wykresy, a nawet zdjęcia. Niestety wiele powieści czy poematów poznałam tylko z cytatów, ponieważ dostęp do tego typu literatury jest bardzo ograniczony. Ale nadarzyła się okazja i w moje ręce wpadła powieść Drew Hayden Taylor’a The Night Wanderer.

Oczywiście na samym starcie dałam tej książce wyższą notę, ponieważ napisał ją potomek Indian z plemienia Ojibwa. Jego prace o wielokulturowości oraz folklorze rdzennych Amerykanów są wysoko cenione przez krytyków, więc założyłam, że powieść spod jego pióra będzie równie dobra. I nie myliłam się.

The Night Wanderer: A Native Gothic Novel to w wolnym tłumaczeniu indiańska powieść gotycka. Głównym bohaterem jest wampir, który po stuleciach tułaczki po świecie wraca do swojego rodzinnego kraju. Zatrzymuje się w domu Hunterów, współczesnych Indian, którzy nie pamiętają już swojego rdzennego języka, a jedyne co łączy ich z plemienną przeszłością to ziemia na której mieszkają w rezerwacie oraz łapacze snów zawieszone na lusterkach samochodów. Głową rodziny jest Keith Hunter, którego żona zostawiła, aby poślubić białego mężczyznę. Keith całą swoją frustrację wyładowuje na polowaniach, ale sprawy nie ułatwia mu dojrzewającą córkaTiffany, przechodząca właśnie okres burzy i naporu. Trochę z boku pozostaje Granny Ruth, najstarsza członkini rodu Hunterów, jedyna znająca język Anishinabe i pamiętająca dawne czasy. Każdy z nich na swój sposób przeżyje spotkanie z dziwnym lokatorem, który przedstawia się jako Pierre L’Errant (franc. wędrowiec, ang. wanderer). Ale dla Tiffany to spotkanie zmieni wszystko.

Taylor pod pretekstem gotyckiej powieści dla młodzieży opisuje ogólną sytuację Indian żyjących w rezerwacie oraz ich stosunki z „białymi”, które nie należą do najlepszych. Keith nie może się pogodzić, że jego ukochana żona wyszła za białego człowieka, a teraz córka spotyka się z białym chłopakiem. Biali zazdroszczą Indianom, że mogą robić zakupy wolne od podatku, przez co uważają ich za nierobów. Jednym słowem życie w rezerwacie nie jest proste.

Mieszane uczucia wzbudziło we mnie umieszczenie w powieści postaci wampira. Teraz już ci krwiopijcy są wszędzie i nie chciałabym myśleć, że autor wybrał takiego właśnie bohatera, aby dotrzeć do większej liczby czytelników. Przecież teraz wampiry sprzedają się najlepiej. Ale Pierre L’ Errant to wampir-indianin. Zabójcze połączenie. Taylora ratuje to, że w mitologii indiańskiej faktycznie pojawiają się stwory zwane wendigo, które żywią się krwią innych, a ich głód nigdy nie może zostać zaspokojony. Postać Pierre’a łączy w sobie indiańskie legendy i ich bardziej europejskie wyobrażenia. Takie rozwiązanie mogę zaakceptować.

To, co urzekło mnie najbardziej w książce Taylor'a to magia indiańskiej przeszłości. Język Anishinabe, który Granny Ruth słyszy już  tylko w snach, korzeń weekah jako lekarstwo na ból gardła, groty strzał znalezione nad jeziorem, gdzie niegdyś mieściła się rodzinna wioska Pierre’a. To wszystko Tiffany miała do tej pory na wyciągnięcie ręki, ale to Pierre nauczy ją, jak to docenić.

Z każdej ze stron The Night Wanderer wylewa się melancholia- tęsknota za lepszą przeszłością, pogarda dla teraźniejszości i niepewność jutra. To książka jest zarazem smutna, ale też pełna nadziei. Dla młodzieży i dla dorosłych. Pierwsza indiańska powieść gotycka.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: The Night Wanderer
Autor: Drew Hayden Taylor
Ilość stron: 228
Wydawnictwo: Annick Press, 2007

niedziela, 9 września 2012

"Nigdziebądź" Neil Gaiman


Czy wydawało ci się kiedyś, że jesteś zawieszony pomiędzy dwoma światami: tym realnym i tym ze sfery marzeń oraz najgorszych koszmarów sennych? Taki stan to „nigdziebądź” i wpadł w niego najbardziej przeciętny obywatel, Richard Mayhew.

Do tej pory miał wszystko: stabilną pracę, śliczną partnerkę oraz uporządkowane, aczkolwiek nudne życie. Pewnego wieczora zdecydował się uratować życie przypadkowo napotkanej dziewczynie, która leżała na ulicy w kałuży krwi. O tego momentu Richard zostaje wciągnięty w wir osobliwych zdarzeń, a dziewczyna o wdzięcznym imieniu Drzwi staje się jego towarzyszką podczas podróży po Londynie Pod. Okazuje się, że do tej pory Richard mieszkał w Londynie Nad- królestwie przeciętności, nudy i uporządkowanego życia. Londyn Pod jest jego kompletnym przeciwieństwem- tam wszystko jest magiczne i niesamowite.

Na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim postaci go zamieszkujące. Richard musi stawić czoła zabójcom, Szczuromówcom, Aksamitnym i wielu innym intrygującym kreaturom. 

Moimi zdecydowanymi faworytami są pan Croup i pan Vandemar, zabójcy określający się jako „Stara firma. Przeszkód usuwanie, kłopotów niwelowanie, zbędnych członków odcinanie i usługi dentystyczne.” Ich profesjonalizm w podejściu do wykonywanego „zawodu” oraz wyjątkowe poczucie (czarnego) humoru tworzą mieszankę wybuchową. Na uwagę zasługuje również Markiz de Carabas, pełen dumy i kurtuazji arystokrata oraz Stary Bailey, zwariowany hodowca gołębi, uwielbiający dachy oraz wymianę towarów. Niestety na tle tych wszystkich barwnych postaci panna Drzwi wydaje mi się nijaka, czasem irytująca. Jako ostatnia córka znamienitego rodu, Drzwi podczas swojej wyprawy potrzebuje przewodnika, ochroniarza i rycerza. Miałam wrażenie, że bez Łowczyni, Carabasa i Richarda, Drzwi byłaby bezradna w Londynie Pod, tak samo jak Richard. Oprócz intrygujących bohaterów, Londyn Pod to także osobliwe miejsca, takie jak Ruchomy Targ, Shepherd’s Bush czy Blackfriars. Warto nadmienić, że nazwy miejsc ściśle związane są z ich mieszkańcami, bo w Londynie Pod wszystko traktuje się dosłownie.

Nigdziebądź to pierwsza książka Gaimana, którą miałam możliwość przeczytać. Jednak kiedy zastanowię się o czym była, mam problem z odpowiedzią. Może o zagubionym mężczyźnie, który porzuca zwykłe życie, aby przeżyć coś niezwykłego? A może to wszystko koszmarny sen, który stworzyła jego wyobraźnia? Wiem jedno, Nigdziebądź to opowieść, nad którą nie warto się dużo zastanawiać. To po prostu trzeba przeczytać.  


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Nigdziebądź
Tytuł oryginalny: Neverwhere
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Nowa Proza, 2012


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nowa Proza.




środa, 5 września 2012

Wiedeń

Chciałabym usprawiedliwić moją nieobecność w blogosferze. Byłam Wiedniu na kilka dni. Tak, tak, w Wiedniu- mieście Klimta, Mozarta, Straussa. Miejscu z niesamowitą historią, bajecznym klimatem oraz uśmiechniętymi ludźmi. Idylla? Zobaczcie sami:


Secesję widać na każdym kroku.


A "Pocałunek" Klimta to wizytówka Wiednia. 


Stadtpark- najbardziej urokliwy park miejski w jakim byłam do tej pory. 
Czy warto dodawać, że znajduje się w nim złoty posąg Straussa Syna?


Miasto kompozytorów- tutaj pomnik Beethovena.


Wiedeńczycy nadal pamiętają o Sisi.


Wiedeń o zmierzchu. To miasto nigdy nie zasypia.

Moja wyprawa trwała tylko kilka dni, ale Wiedeń to miasto, do którego po prostu chce się wracać. 

czwartek, 23 sierpnia 2012

Into the Abyss



W październiku 2001 roku Michael Perry i Jason Burkett zostali schwytani przez policję i oskarżeni o zabójstwo trzech osób. Burkett dostał na dożywocie, a Perry jako główny sprawca morderstwa został skazany na karę śmierci. Herzog w filmie Into the Abyss: A tale of death, a tale of life bada okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, rozmawiając nie tylko z oskarżonymi, ale także ich bliskimi oraz mieszkańcami ich rodzinnego Conroe w Teksasie.

Conroe jawi się jako bardzo ponure miejsce, gdzie większość ludzi ma za sobą pobyt w więzieniu, handel narkotykami czy styczność z bronią. Herzog kontrastuje rozpadające się domy z luksusowymi osiedlami, a supermarkety z kościołami i wszechobecnymi tabliczkami zachęcającymi do ich odwiedzenia. Czy Perry i Burkett mieli już dość tej małomiasteczkowej mentalności? Co pchnęło ich do tak strasznego czynu? I co najważniejsze, czy zasługiwali na karę, jaka ich spotkała.

Herzog rozpatruje motywację tych młodych mężczyzn oraz pyta o słuszność kary śmierci. Into the Abyss to film niepokojący. Niemiecki reżyser stworzył bardzo rzetelny dokument, zawierający autentyczne nagrania policyjne oraz zeznania świadków. Widz prowadzony jest na miejsce zbrodni, aby przekonać się, że ludzie giną z tak błahego powodu, jak posiadanie samochodu, którego ktoś bardzo pożąda. Herzog z dużą dozą wyrozumiałości rozmawia z oskarżonymi, nie oceniając ich. Ale nie dowiemy się prawdy. Perry oskarżał Burketta, Burkett winił Perry’ego. Do dnia wykonania wyroku Perry cały czas twierdził, że jest niewinny. W ostatnich słowach powiedział, że wybacza wszystkim, to co się stało.

Herzog zdaje się mówić, że nic nie usprawiedliwia tych chłopaków, ale też pyta czy kara, która ich spotkała nie było za surowa? Into the Abyss to film, którego nie da się zapomnieć. Zostaje w człowieku na długo, aby z zaskoczenia przywołać niepokojące obrazy czy twarze oskarżonych. Zostawia widza kompletnie bezradnym. Nie znam odpowiedzi na postawione przez Herzoga pytania, nie wiem, co się naprawdę wydarzyło. Wiem tylko, że trzy osoby zginęły i nikt, ani nic nie przywróci im życia.

Były strażnik więzienny, z którym rozmawiał Herzog zwrócił uwagę na pewną bardzo ważną rzecz. Kiedy już umrzemy, na naszym nagrobku będzie widniała data urodzin i data śmierci. Ten myślnik, który jest pomiędzy nimi, to nasze życie. Zróbmy wszystko, żeby przeżyć je jak najlepiej. 

Moja ocena: 8/10

Tytuł oryginalny: Into the Abyss
Reżyseria: Werner Herzog
Czas trwania: 1:47
Premiera świat: 08.09.2011


wtorek, 21 sierpnia 2012

"Sekretny język kwiatów" Vanessa Diffenbaugh

Nigdy nie interesowałam się kwiatami. Zawsze były dla mnie jedynie miłą, acz kłopotliwą ozdobą, bo ich pielęgnacja i znaczenie zawsze pozostawały dla mnie tajemnicą. Dlatego czasem specjalnie unikałam kontaktu z nimi, aby przypadkiem przez swoją nieuwagę i brak doświadczenia nie skrzywdzić niewinnej rośliny.

Przeciwieństwem takiej postawy jest podejście Victorii, dla której kwiaty są jedynym źródłem radości oraz sposobem kontaktu ze światem. Victoria zna „sekretny język kwiatów”, który daje jej siłę. Dziewczyna ma za sobą trudną przeszłość, w której przemoc psychiczna i fizyczna były na porządku dziennym. Victoria to sierota tułająca się od jednej rodziny zastępczej do kolejnego domu dziecka. Mając 9 lat w końcu natrafiła na Elizabeth, kobietę, która obdarzyła ja szczerym, matczynym uczuciem. Ale dla Victorii każda głębsza relacja jest źródłem konfliktów i bólu. Victoria zrobiła coś, co zważyło na jej smutnym losie oraz na życiu Elizabeth. Czy czas pomoże ukoić złamane serce i pozwoli wybaczyć?

Diffenbaugh pokazuje jak człowiek, który w dzieciństwie doznał tylu krzywd nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować w dorosłym życiu. Jak ciemna strona dzieciństwa wpływa na samoocenę i poczucie pewności siebie, kiedy człowiek po prostu wierzy w to, że nie jest na tyle dobry, aby zasługiwać na miłość. Sprawa staje się bardziej skomplikowana, kiedy pojawia się pewna mała istota, którą także należy obdarzyć miłością.

„Sekretny język kwiatów” to studium macierzyństwa i trudnych relacji rodzinnych. Postać Granta jest spoiwem, które łączy Victorię z Elizabeth. Jego bezgraniczna miłość, zdolność wybaczania i pogodzenie się z losem stanowi gwarancję przetrwania. Grant, Victoria i Elizabeth triumfują, pomimo trudów i przeciwności losu. „Sekretny język kwiatów” to książka wzruszająca i dająca nadzieję.

Oryginalnym dodatkiem do powieści Diffenbaugh jest „Słownik kwiatów Victorii” stworzony na podstawie wiktoriańskich dzieł o tematyce florystycznej. Autorka wybrała najbardziej wiarygodne oznaczenia kwiatów i opracowała swój niepowtarzalny leksykon. Aby stworzyć dla kogoś bukiet o specjalnym znaczeniu, wystarczy znaleźć odpowiedni kwiat i przez niego wyrazić to, co się czuje. Na pewno do niego wrócę.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: Sekretny język kwiatów
Tytuł oryginalny: The Language of Flowers
Autor: Vanessa Diffenbaugh
Ilość stron: 399
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2011


Mam tez coś dla Was. 


Podpowiem, że jest to kosmos podwójnie pierzasty. Kto odgadnie czego Wam życzę?





piątek, 17 sierpnia 2012

Wyniki konkursu!

Zapisy na konkurs z Kinomanem dobiegły końca. Tak jak zapowiedziałam dziś odbyło się losowanie. 

Udział wzięli:
01. Alannada
02.Anne18
03.Aleksandra
04. Rincewind99
05. Azumi
06.Joanna


Sierotka, a w sumie "sierotek" wprawił w ruch maszynę losującą, 


i dokonał wyboru odpowiedniej karteczki. Nagrodę otrzymuje:


Aleksandra!

Gratuluję!

Zwyciężczynię proszę o przesłanie adresu do wysyłki na mój adres mailowy. 

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału oraz za bardzo ciekawe odpowiedzi na pytanie konkursowe.
Nie było Was dużo, ale tym samym szanse na zwycięstwo były większe.
Wyczekujcie kolejnego konkursu już niebawem!

czwartek, 16 sierpnia 2012

Into the Wild

Wczoraj po raz 158 oglądałam Into the Wild. Za każdym razem kiedy oglądam ten film, porusza mnie on równie mocno, co na początku, a niesamowita historia w nim opowiedziana wydaje mi się uniwersalna i ponadczasowa. Dlatego chciałabym się z Wami podzielić recenzją, którą napisałam jakiś czas temu.



“Dlaczego z takim pospiechem pędzić ku sukcesowi? Czy podejmować takie rozpaczliwe przedsięwzięcia? Jeżeli człowiek nie dotrzymuje kroku swoim towarzyszom, może dzieje się tak dlatego, że słyszy dźwięki wybijane przez innego dobosza? Przeto niechaj kroczy w rytm jego bębna, choćby najbardziej miarowy czy daleki”.

Tą dewizą zaczerpniętą z Waldena H. D. Thoreau kierował się bohater filmu Into the Wild (dosyć nietrafnie przetłumaczonym jako Wszystko za życie). Christopher McCandless po ukończeniu studiów zmienia się w Aleksandra Superpodróżnika (ang. Supertramp) i decyduje się na wyprawę, która ma zmienić jego dotychczasowe życie. Chris buntuje się przeciw hipokryzji w jakiej został wychowany. Wyrusza w podróż po Stanach Zjednoczonych mając w plecaku jedynie rzeczy niezbędne do życia, a jego przewodnikami duchowymi są wyżej wspomniany Henry David Thoreau oraz Ralph Waldo Emerson – czołowi przedstawiciele amerykańskiego transcendentalizmu, miłośnicy Natury i piewcy indywidualizmu. Głosili oni umiłowanie życia w jego najnędzniejszej postaci, twierdząc, że „nawet w przytułku można przeżyć miłe, wzruszające i wspaniałe godziny”.Odrzucali dobra materialne, uważając je za główną przeszkodę w dążeniu człowieka do szczęścia. Thoreau mieszkając przez dwa lata samotnie w lesie stwierdził, że zamiast trzech posiłków dziennie powinniśmy spożywać jeden, gdyż może to wpłynąć pozytywnie na jasność umysłu.

Bohater Into the Wild wziął sobie to wszystko do serca. Penn ukazuje go jako człowieka pokonującego własne leki i ograniczenia, pragnącego przeniknąć Naturę do sedna. Są takie chwile w filmie, kiedy Natura zostaje „osiągnięta”. Góry na Alasce, ciepło pustyni, stado biegnących dzikich koni czy spotkanie z niedźwiedziem oko w oko. Te obrazy pozwalają nam, widzom przeżyć tę Naturę w jak najbardziej waldenowskim wydaniu. Pobyt bohatera na Alasce, która była głównym celem jego podróży, kontrastowany jest z przygodami poprzedzającymi dotarcie do tego mroźnego zakątka. Chris spotyka po drodze wielu ciekawych ludzi: podstarzałą parę hipisów, farmera na bakier z prawem czy staruszka zajmującego się skórami. Wszyscy ci ludzie wnoszą w podróż (i życie) Chrisa coś nowego, tworzą więzi bardziej trwałe, niż on stworzył ze swoimi przyjaciółmi przez całe życie. Natomiast oni dostają od Chrisa tę niewinną mądrość, która przywiodła go w najodleglejsze zakątki Ameryki. Jego filozofia życiowa robi wrażenie i zmusza do przemyśleń nad kondycją świata, w którym żyjemy.

Film porusza jeszcze bardziej, kiedy dowiadujemy się, że jest on oparty na prawdziwej historii. Into the Wild jest swoistym hołdem Seana Penna dla osób takich jak McCandless, podążających swoja ścieżką, wsłuchanych w „innego dobosza”. W filmie sferę emocjonalną podkręca muzyka Eddiego Veddera z Pearl Jam, a jego piosenki idealnie pasują i oddaja stan duchowy bohatera. Chris przez cały film triumfuje, a filozofia Thoreau zdaje się być słuszna.

„Doświadczenie nauczyło mnie przynajmniej tego, ze jeśli ktoś zmierza pewnie w wymarzonym kierunku i stara się żyć zgodnie z tym, co sobie wyobraził, spotka go niepowszedni sukces. Niektóre sprawy pozostawi za sobą, przekroczy niewidzialna granicę (…). Otrzyma tedy świadectwo istoty wyższej miary. Proporcjonalnie do coraz prostszego sposobu życia, prawa wszechświata okażą się mniej skomplikowane, a samotność nie będzie samotnością, bieda – biedą ani słabość – słabością. Jeżeli ktoś budował zamki na lodzie, praca jego nie musi iść na marne, albowiem mogą stanąć właśnie na lodowej tafli. Trzeba położyć pod nie fundamenty.”

Wszystkie cytaty – H. D. Thoreau Walden, czyli życie w lesie,  przekł. Halina Cieplińska, Poznań 1999

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Wszystko za życie
Tytuł oryginalny: Into the Wild
Reżyseria: Sean Penn
Występują: Emile Hirsch, William Hurt, Marcia Gay Harden
Czas trwania: 2:28
Premiera polska: 04.04.2008

A na koniec elektryzująca muzyka Eddiego Veddera, czyli utwór Society:



 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Przypomnienie

Kochani!

Sierpień mija niespodziewanie szybko,
dlatego chciałam Wam przypomnieć o konkursie z "Kinomanem".

Zapisy do 16.08, a ogłoszenie wyników 17.08.

Serdecznie zapraszam!


środa, 8 sierpnia 2012

"Mechanizm serca" Mathias Malzieu


Książka Malzieu długo czekała na mnie na półce. Najpierw zauroczyła mnie okładka, baśniowa, ale surowa zarazem, oraz historia o chłopcu, który zamiast serca ma zegar z kukułką. Przechowałam myśl o niej, gdzieś głęboko w pamięci i kiedy tylko nadarzyła się okazja, kupiłam Mechanizm serca. Później okazało się, że moja fascynacja była przedwczesna.

W Edynburgu rodzi się chłopiec imieniem Jack. Matka porzuca go zaraz po narodzinach, a jego opiekunką zostaje ekscentryczna Madeleine, która także ratuje mu życie wymieniając jego zamarznięte serce na prawdziwy zegar. Od tego czasu Jack żyje z nią na wzgórzu, gdzie jest odizolowany od reszty świata. Madeleine martwi się o jego zegaroserce, dlatego do ostatniej chwili odkłada spotkanie chłopca ze światem zewnętrznym. Kiedy ten dzień nadchodzi, dzieje się coś strasznego. Jack zakochuje się. Jego wybranką jest „mała śpiewaczka” Miss Acacia. Po powrocie do domu z Jackiem dzieje się coś dziwnego. Wskazówki jego serca pędzą jak oszalałe, sprawiając mu tym samy niesamowity ból. Madeleine ostrzega go, że miłość to nie jest taka łatwa sprawa i często przez nią cierpimy. Jack pomimo ostrzeżeń wyrusza na poszukiwania swojej miłości, spotykając po drodze wiele barwnych postaci, takich jak Kuba Rozpruwacz  czy Georges Melies. Czy jego zegaroserce zniesie ogrom miłości do Miss Acacii i czy ona odwzajemni jego uczucie?

Bardzo spodobał mi się pomysł zegara zamiast serca. Jack musi bardzo na nie uważać, a miłość jest czymś co może mu tylko zaszkodzić. W Mechanizmie serca na pierwszy plan wysuwa się związek dwojga ludzi i cierpienie z nim związane. Jack szuka swojej wybranki, kiedy ją znajduje musi walczyć z rywalem, a w końcu pokonać samego siebie i wziąć od życia najcięższą lekcję zaufania i pokory. Malzieu zdaje się mówić, że nie wystarczy, że kogoś kochamy, ale musimy cały czas pielęgnować to uczucie. Dbać o nie, aby nie zgasło. 

Pomimo tej całej „romantycznej oprawy” Mechanizm serca mnie nie przekonał. Szczególnie dziwny wydawał mi się fakt, że Jack opisując te wszystkie wydarzenia miał około piętnastu lat. Wiem, że wiek nie jest ważny, bo strzała Amora każdego trafia znienacka, ale bardziej bym uwierzyła w całą historię, gdyby Jack był już dojrzałym mężczyzną, bo wtedy jego relacja z „mała śpiewaczką” nabrałaby głębi. Odniosłam wrażenie, że Jack myli miłość z zauroczeniem i erotyczną fascynacją. Dlatego cierpienie jego zegaroserca nie przemówiło do mnie, a co za tym idzie wydaje mi się, że potencjał tego pomysłu został zmarnowany.

Plusem książki zdecydowanie jest jej mała objętość. Im szybciej dobrniemy do końca, tym lepiej uda nam się wymazać z pamięci tą rzekomą ”baśń dla dorosłych”. Mechanizm serca nie ma z baśnią nic wspólnego. 

Moja ocena: 3/10

Tytuł: Mechanizm serca
Tytuł oryginalny: La Mécanique du cœur
Autor: Mathias Malzieu
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Świat Książki, Warszawa 2010


Mathias Malzieu jest także założycielem francuskiej grupy Dionysos, która wydała cały album zainspirowany książką Mechanizm serca. 





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...