Wczoraj po raz 158 oglądałam Into the Wild. Za każdym razem kiedy oglądam ten film, porusza mnie on równie mocno, co na początku, a niesamowita historia w nim opowiedziana wydaje mi się uniwersalna i ponadczasowa. Dlatego chciałabym się z Wami podzielić recenzją, którą napisałam jakiś czas temu.
“Dlaczego z takim pospiechem
pędzić ku sukcesowi? Czy podejmować takie rozpaczliwe przedsięwzięcia? Jeżeli
człowiek nie dotrzymuje kroku swoim towarzyszom, może dzieje się tak dlatego,
że słyszy dźwięki wybijane przez innego dobosza? Przeto niechaj kroczy w rytm
jego bębna, choćby najbardziej miarowy czy daleki”.
Tą dewizą zaczerpniętą z Waldena H. D. Thoreau kierował się bohater filmu Into the Wild (dosyć
nietrafnie przetłumaczonym jako Wszystko za życie). Christopher McCandless po
ukończeniu studiów zmienia się w Aleksandra Superpodróżnika (ang. Supertramp)
i decyduje się na wyprawę, która ma zmienić jego dotychczasowe życie. Chris
buntuje się przeciw hipokryzji w jakiej został wychowany. Wyrusza w podróż po
Stanach Zjednoczonych mając w plecaku jedynie rzeczy niezbędne do życia, a jego
przewodnikami duchowymi są wyżej wspomniany Henry David Thoreau oraz Ralph
Waldo Emerson – czołowi przedstawiciele amerykańskiego transcendentalizmu,
miłośnicy Natury i piewcy indywidualizmu. Głosili oni umiłowanie życia w jego
najnędzniejszej postaci, twierdząc, że „nawet w przytułku można przeżyć miłe,
wzruszające i wspaniałe godziny”.Odrzucali dobra materialne, uważając je za
główną przeszkodę w dążeniu człowieka do szczęścia. Thoreau mieszkając przez
dwa lata samotnie w lesie stwierdził, że zamiast trzech posiłków dziennie
powinniśmy spożywać jeden, gdyż może to wpłynąć pozytywnie na jasność umysłu.
Bohater Into the Wild wziął
sobie to wszystko do serca. Penn ukazuje go jako człowieka pokonującego własne
leki i ograniczenia, pragnącego przeniknąć Naturę do sedna. Są takie chwile w
filmie, kiedy Natura zostaje „osiągnięta”. Góry na Alasce, ciepło pustyni,
stado biegnących dzikich koni czy spotkanie z niedźwiedziem oko w oko. Te
obrazy pozwalają nam, widzom przeżyć tę Naturę w jak najbardziej waldenowskim
wydaniu. Pobyt bohatera na Alasce, która była głównym celem jego podróży,
kontrastowany jest z przygodami poprzedzającymi dotarcie do tego mroźnego zakątka.
Chris spotyka po drodze wielu ciekawych ludzi: podstarzałą parę hipisów,
farmera na bakier z prawem czy staruszka zajmującego się skórami. Wszyscy ci ludzie
wnoszą w podróż (i życie) Chrisa coś nowego, tworzą więzi bardziej trwałe, niż
on stworzył ze swoimi przyjaciółmi przez całe życie. Natomiast oni dostają od
Chrisa tę niewinną mądrość, która przywiodła go w najodleglejsze zakątki
Ameryki. Jego filozofia życiowa robi wrażenie i zmusza do przemyśleń nad
kondycją świata, w którym żyjemy.
Film porusza jeszcze bardziej,
kiedy dowiadujemy się, że jest on oparty na prawdziwej historii. Into the
Wild jest swoistym hołdem Seana Penna dla osób takich jak McCandless,
podążających swoja ścieżką, wsłuchanych w „innego dobosza”. W filmie sferę
emocjonalną podkręca muzyka Eddiego Veddera z Pearl Jam, a jego piosenki
idealnie pasują i oddaja stan duchowy bohatera. Chris przez cały film
triumfuje, a filozofia Thoreau zdaje się być słuszna.
„Doświadczenie nauczyło mnie
przynajmniej tego, ze jeśli ktoś zmierza pewnie w wymarzonym kierunku i stara
się żyć zgodnie z tym, co sobie wyobraził, spotka go niepowszedni sukces.
Niektóre sprawy pozostawi za sobą, przekroczy niewidzialna granicę (…). Otrzyma
tedy świadectwo istoty wyższej miary. Proporcjonalnie do coraz prostszego
sposobu życia, prawa wszechświata okażą się mniej skomplikowane, a samotność
nie będzie samotnością, bieda – biedą ani słabość – słabością. Jeżeli ktoś budował
zamki na lodzie, praca jego nie musi iść na marne, albowiem mogą stanąć właśnie
na lodowej tafli. Trzeba położyć pod nie fundamenty.”
Wszystkie cytaty – H. D. Thoreau Walden, czyli życie w
lesie, przekł. Halina Cieplińska, Poznań
1999
Tytuł: Wszystko za życie
Tytuł oryginalny: Into the Wild
Reżyseria: Sean Penn
Występują: Emile Hirsch, William Hurt, Marcia Gay Harden
Czas trwania: 2:28
Premiera polska: 04.04.2008
A na koniec elektryzująca muzyka Eddiego Veddera, czyli utwór Society:

Pamiętam ten film, dosyć dawno temu go oglądałam, ale wywarł na mnie ogromne wrażenie, muzyka też. Muszę go jeszcze raz pożyczyć od koleżanki o ponownie obejrzeć z mężem. Jestem pewna, ze i jemu się spodoba.
OdpowiedzUsuń