wtorek, 26 czerwca 2012

"Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia" Ann Voskamp

„Wdzięczność budzi w nas szacunek, pozwala doznawać codziennych objawień, tych ulotnych momentów zachwytu, które na zawsze zmieniają nasze postrzeganie życia i świata”
Sarah Ban Breathnach

Czy jesteśmy wdzięczni za to, co posiadamy? Czy potrafimy dziękować za pozytywne wydarzenia, nie pomijając w dziękczynieniu przykrych i bolesnych doświadczeń? Kiedy życie rzuca nam kłody pod nogi, nie pamiętamy o pewnym magicznym słowie: „dziękuję”.

Ann Voskamp w swojej książce Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia porusza temat wdzięczności i na podstawie własnych przeżyć, prowadzi czytelnika przez trudną drogę eucharisteo, czyli dziękczynienia. Voskamp, doświadczona przez życie żona farmera, matka szóstki dzieci, za namową znajomej stworzyła swoistą „kronikę wdzięczności”. Spisała tam tysiąc rzeczy, które traktuje jako życiowe dary. W swojej książce opisuje duchową transformację, którą przeszła podczas tworzenia tej listy. Według Voskamp już samo nazywanie rzeczy, które składają się na mozaikę codziennego szczęścia jest elementem dziękczynienia. Kiedy potrafimy dziękować  za to, co nas otacza, jesteśmy po prostu bardziej szczęśliwi.

Tysiąc darów przypomina trochę połączenie dzieł Jonathana Edwardsa, czołowego przedstawiciela purytanizmu w literaturze amerykańskiej z ideami transcendentalisty, R. W. Emersona. Voskamp jako osoba bardzo wierząca po prostu pisze o Bogu, spisuje swoje przemyślenia na temat wiary i życia, wielokrotnie podpierając się cytatami z Pisma Świętego. Dodatkowo twierdzi, że natura ma swoje źródło w boskości i my, jako element Jego dzieła powinniśmy całkowicie zawierzyć Stwórcy. 

Zaintrygowały mnie osobiste przeżycia autorki i kolejne podpunkty na jej liście, zapisywane spontanicznie, pod wpływem jakiegoś wydarzenia czy obserwacji. Czułam, że razem dostrzegamy te wszystkie dary i uczymy się za nie dziękować. Książka ma w sobie wiele pozytywnej energii, którą za pomocą rad autorki można po prostu wdrożyć w codzienne życie. Voskamp zainspirowała mnie, aby zacząć spisywać dary i moja lista z dnia na dzień się powiększa. A co będzie na Twojej liście?

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Tysiąc darów. O sztuce codziennego szczęścia
Tytuł oryginalny: One Thousand Gifts
Autor: Ann Voskamp
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Esprit, Kraków 2012


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Valhalla. Mroczny wojownik


Pewne dzieła potrzebują bibliografii. Nie mają sensu dla przeciętnego widza, który pozbawiony jest odnośników do szerszego spectrum dzieła. Takie filmy nie są łatwe w odbiorze, bo brak kontekstu  czyni widza biernym obserwatorem zdanym całkowicie na wizje reżysera. Tak jest w przypadku filmu Nicolasa Windinga Refna Valhalla. Mroczny wojownik.

Głównym bohaterem jest mężczyzna (Mads Mikkelsen) trzymany w klatce, z której wypuszczany jest tylko na krwawe walki, w których brutalnie pokonuje swoich przeciwników. Jest więźniem wrogiego plemienia, ale kim jest i skąd pochodzi, tego nie wiemy. Udaje mu się nawiązać więź z małym chłopcem, który przynosi mu jedzenie. Kiedy w końcu udaje mu się uciec, chłopiec staje się jego przewodnikiem i zaczyna nazywać Jednookim. Na swojej drodze spotykają grupę chrześcijan, którzy chcą dotrzeć do Jerozolimy. Chłopiec i Jednooki pomimo, że są poganami, przyłączają się do tej swoistej krucjaty.

Niestety, tyle wiem o tym filmie. Można przypuszczać, że Jednooki to ucieleśnienie Odyna, a cała krucjata to wyprawa ku odnalezieniu Walhalli.  Jednak bez kontekstu film jest po prostu dziwny. Mamy surowe krajobrazy, bezkres natury, błoto i krew. Wszystko to tworzy złowieszczą atmosferę grozy i tajemnicy. „Valhalla” to film mroczny i niepokojący, co uważam za jego wielki atut. Jednak po przeczytaniu różnych opinii na jego temat, nastawiłam się na skandynawską opowieść o walce dobra ze złem. Zamiast tego mamy enigmatyczną historię, ale o czym? Trudno powiedzieć.

Spodziewałam się czegoś całkiem innego po reżyserze Drive. Pomimo wszystko film warto zobaczyć, chociażby dla Madsa Mikkelsena oraz, żeby wyrobić sobie własną opinię. Ja się zawiodłam.

Moja ocena: 4/10

Tytuł: Valhalla. Mroczny wojownik
Tytuł oryginalny: Valhalla Rising
Reżyseria: Nicolas Windig Refn
Występują: Mads Mikkelsen, Maarten Stevenson
Czas trwania: 1:30
Premiera polska: 15.06.2012

sobota, 9 czerwca 2012

Top 10- z polskiej kinematografii

Jeszcze nie tworzyłam swojej listy TOP 10, ale dziś na blogu Lektury wiejskiej nauczycielki zauważyłam bardzo ciekawy temat na ranking, czyli polskie kino. Jako rasowa kino-maniaczka pozwoliłam sobie stworzyć swoja własną listę.

Wbrew różnym opiniom, szczególnie niektórych polskich widzów, uważam, że kino polskie to nie tylko głupiutkie komedie i kino sensacyjne. Wydaje mi się, że rodzima kinematografia ma wiele do zaoferowania, trzeba tylko sięgnąć dalej, niż po popularne kinowe hity.

Moja listę rozpoczyna:

1. Wszystko co kocham
     reż. Jacek Borcuch
     rok produkcji: 2009


Film bardzo mi się podobał, bo na tle wydarzeń historycznych pokazywał codzienne życie młodych ludzi w Polsce stanu wojennego. Podczas oglądania zastanawiałam się, co w tym czasie robili moi rodzice, co czuli, jakie mieli marzenia i plany. Wszystko co kocham utwierdził mnie w przekonaniu, że nieważne w jakich czasach żyjemy, bo to od nas zależy jak te czasy będą wyglądać.


2. Pitbull
    reż. Patryk Vega
    rok produkcji: 2005


Pitbull był dla mnie pewnego rodzaju objawieniem. Producenci nie zaangażowali Bogusia L., Olafa L. czy Marka K. Bo w końcu nie były to Psy, ani takie typowe polskie kino sensacyjne. Vega osiągnął szczyty filmowego realizmu: zdjęcia w surowych, przygaszonych barwach czy oryginalny język warszawskiego światka przestępczego (zwroty takie jak „puknij rolkę” czy „strzelić z ucha” po tym filmie niewątpliwie stały się kultowymi). Dodać trzeba jeszcze wyśmienitą grę aktorów, którzy swoimi rolami trochę widzów zaskoczyli: Grabowski z pewnością nie jest „Kiepski”, a ten miły chłopak Dorociński nie jest typem amerykańskiego stróża prawa. I ten jego biało-czerwony dres i ukruszony ząb. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)

3. Sztuczki
    reż. Andrzej Jakimowski
    rok produkcji: 2007

Zdecydowany faworyt całej tej listy. Na szczególną uwagę zasługuje Damian Ul w roli Stefka, który zrobi wszystko, aby skłonić ojca do powrotu do domu. Razem z siostrą i jej chłopakiem muszą wykonać kilka sztuczek, aby przekonać los. Bardzo ciepły i pozytywny film o poszukiwaniu szczęścia w szarym i ponurym świecie.


4. Brunet wieczorową porą
    reż. Stanisław Bareja
    rok produkcji: 1976

Film z dzieciństwa. Bardzo śmieszny,a  czasami nawet straszny. Bareja w najlepszym wydaniu.


5. Dzień świra
    reż. Marek Koterski
    rok produkcji: 2002



Kiedy pierwszy raz obejrzałam ten film w kinie byłam oburzona i zniesmaczona. Żarty mnie nie śmieszyły i w ogóle wydawał mi się jakiś taki dziwny. Po latach do niego wróciłam i  spojrzałam z całkiem innej perspektywy. Teraz uważam, że jest to jeden z klasyków, a sceny i dialogi przeszły już do historii. Nie mówiąc o tym, że to Dzień świra najbardziej trafnie, acz z humorem pokazuje nasze polskie "piekiełko".


6. Skrzydlate świnie
    reż. Anna Kazejak
    rok produkcji: 2010



Film jak najbardziej na czasie z powodu trwającego EURO 2012. Film o bardzo męskim sporcie stworzony przez kobietę, która bardzo umiejętnie pokazała środowisko kibiców pewnej drużyny. Do tego wszystkiego świetny duet Małaszyński-Rogucki. Polecam nie tylko fanom piłki nożnej.


7. Nie lubię poniedziałku
    reż. Tadeusz Chmielewski
    rok produkcji: 1971


Klasyk, klasyk, klasyk...


8. Ogród Luizy
    reż. Maciej Wojtyszko
    rok produkcji: 2007


Kolejny faworyt, bo to w końcu film z Dorocińskim. Bardzo mądra i wzruszająca historia gangstera i młodej dziewczyny, którzy poznają się w szpitalu psychiatrycznym. Miłość pomimo różnic i na przekór innym.


9. Rękopis znaleziony w Saragossie
    reż. Wojciech Jerzy Has
    rok produkcji: 1964

Film, do którego mam wielki sentyment. Tajemniczy, poetycki, na granicy jawy i snu. Ukłony dla mistrza Hasa. Recenzja tutaj


10. Kobieta samotna
      reż. Agnieszka Holland
      rok produkcji: 1981

Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć Lindę w innym wcieleniu. 
Bardzo smutna historia pani listonosz, która próbuje przetrwać ciężkie czasy. Kino moralnego niepokoju.


Ograniczenie się do 10 filmów to duże wyzwanie. Moja lista jest bardzo subiektywna, wybrałam filmy, które darzę sentymentem, które wywarły na mnie wrażenie lub po prostu kojarzą mi się z dzieciństwem. Kiedyś pani Małgorzata Hendrykowska powiedziała, że taką listę trzeba co kilka lat odnawiać, bo za jakiś czas może się całkowicie zmienić. Tak wygląda moja lista na chwilę obecną. Z pewnością jeszcze do niej wrócę. 


środa, 6 czerwca 2012

"Larwa" John Fowles

Korowód anonimowych wędrowców z wolna przesuwa się po angielskim wrzosowisku. Jadą na koniach objuczonych bagażami. Widać, że są  zmęczeni i głodni. Grupka mężczyzn i kobieta. Kim są, dokąd zmierzają i dlaczego? Nic o nich nie wiemy, a dalsza lektura Larwy przywołuje więcej pytań, niż odpowiedzi. Sam autor informuje nas, że to, co mamy przed sobą to jedynie zalążek historii, tytułowa „larwa”.

Autor Kochanicy Francuza stworzył kolejne dzieło typowo postmodernistyczne, z nie chronologiczną narracją, najczęściej w formie zeznań uczestników wspomnianej wcześniej karawany. Czytamy także listy prawnika prowadzącego śledztwo i z tych strzępków informacji budujemy opowieść. To Lord Bartholomew zebrał grupę wędrowców, do której należą między innymi: wynajęta prostytutka, głuchoniemy służący oraz aktor teatralny. Każdy z nich ma pewną rolę do odegrania, za co Lord B. oczywiście sowicie płaci. Jednak pod koniec wyprawy każdy z jej członków będzie bardzo żałował swego udziału w tym przedsięwzięciu. Bohaterowie, tak jak czytelnik, nie wiedzą jaki plan ma Lord. Każdy ma swój punkt widzenia, a każde zeznanie tworzy opowieść na nowo. W końcu nie wiemy, kto ma rację i czyja historia jest tą właściwą.

Powieść Fowlesa, tak jak tytułowa „larwa” przeistacza się i zmienia. Jej wielką zaletą są bohaterowie. Każda z tych postaci ma swoją opowieść, a ich relacje budują fabułę i tworzą napięcie. Fowles przekrojowo ukazał Anglię XVIII wieku, społeczeństwo pełne sprzeczności i hipokryzji. Pisarz w bardzo błyskotliwy sposób komentuje i tłumaczy czytelnikowi XVIII wiek.

Książka wciąga i trzyma w napięciu. Niestety dla mnie za dużo w niej religii i odniesień do wiary. Pod koniec miałam wrażenie, że to całe skrupulatnie budowane napięcie opada z powodu bardzo słabego finału. Czytelnik zgłębiając fabułę, ma nadzieję, że Larwa, z czasem rozwinie się w pięknego motyla. Jednak zostaje z niej tylko na wpół rozwinięta poczwarka. A szkoda, bo czytelnik musi się napracować, aby dotrwać do końca.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Larwa
Tytuł oryginalny: A Maggot
Autor: John Fowles
Ilość stron: 462
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, Poznań 1997

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Dziecka

Wszyscy chwalą się jakie stosy książek uzbierali. Niektóre do recenzji, a na inne po prostu nie było wcześniej czasu. Przyczyny są różne, ale zawsze najciekawsza jest liczba, no bo w końcu jedna książka stosu nie czyni.

Ja też się pochwalę, chociaż u mnie jest to tylko jeden egzemplarz. Oczywiście mam pełno książek, które czekają na swoja kolej, ale ta jest szczególnie warta uwagi.  Kupiłam ją sobie w prezencie na Dzień Dziecka, wbrew zasadom, że najpierw przeczytam wszystkie pozostałe.

Zastanawiałam się, która wersje językową kupić, jednak wybrałam angielską. Jeżeli jest możliwość lektury w oryginale to warto skorzystać. Extremely loud, incredibly close czyli Strasznie głośno, niesamowicie blisko to książka J. S. Foer'a, która niedawno doczekała się adaptacji filmowej. Postanowiłam najpierw przeczytać książkę, aby po swojemu wymyślić bohaterów i później porównać oryginał z wersją kinową. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za czytanie, ale na razie jeszcze kończę Larwę Fowlesa. Wkrótce recenzja.

Tymczasem życzę wszystkim dzieciakom samych wspaniałości! :) 

poniedziałek, 21 maja 2012

"A imię jego śmierć i pożoga..."

Nie ma to jak odgrzewanie starych hitów. Producenci zawsze zdają się być przekonani, że to, co już raz się sprzedało, znowu odniesie sukces. Osobiście nie jestem fanką odnawiania starych przebojów kinowych, bo zwykle nie kończy się to za dobrze. Mamy tę samą historię, tylko w nowszym wydaniu. Jakby oryginał trzeba było co kilka lat odświeżać, aby publiczność o nim nie zapomniała.

Twórcy nowej wersji Conana Barbarzyńcy także poszli tym tropem. Ekranizacja dzieła fantasy Roberta E. Howarda z 1982 roku pozwoliła zaistnieć Arnoldowi Schwarzeneggerowi. Czy taką samą popularność zyska nowy Conan czyli Jason Mamoa? Aktor wystąpił już w Słonecznym patrolu oraz w pierwszej serii Gry o tron, gdzie z powodzeniem wcielił się w rolę Khala Drogo, który jako postać dużo nie odbiega od wojowniczego Cymmeryjczyka. Conan w jego wykonaniu jest prawdziwym barbarzyńcą, bez czci i wiary. Obawiam się, tylko że Mamoa może szybko zostać zaszufladkowany jako aktor do ról nieokrzesanych mięśniaków.   

Reszta obsady też wypada pozytywnie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, film Marcusa Nispela również. Naprawdę nie spodziewałam się po nim wiele, dlatego miło się rozczarowałam. Nie jest to zbyt ambitne kino, ale też nie jest takie złe. Jeżeli ktoś szuka rozrywki na sobotni wieczór, w której przeplata się magia, przygoda i miłość, Conan Barbarzyńca sprawdzi się idealnie.


Moja ocena: 5/10

Tytuł: Conan Barbarzyńca
Tytuł oryginalny: Conan the Barbarian
Reżyseria: Marcus Nispel
Występują: Jason Mamoa, Stephen Lang
Czas trwania: 1:53
Premiera polska: 19.08.2011

niedziela, 20 maja 2012

"Wyspa" Victoria Hislop

Trąd nie jest chorobą współczesną. Kojarzy się raczej ze starożytnością, z Biblią, gdzie Bóg karał nią grzeszników. Mało kto wie, że do 1957 roku funkcjonowała ostatnia w Europie kolonia trędowatych na wyspie Spinalonga w pobliżu Krety. Właśnie tam toczy się akcja książki Hislop.

Ludzi z miasteczka Plaka dzieli od Spinalongi tylko morze. Giorgis jest rybakiem, który wozi tam towary, ale kiedy jego żona zostanie dotknięta trądem, będzie bywał tam regularnie. Od choroby Eleni zaczyna się podróż w przeszłość rodziny, którą odbywa jej prawnuczka Alexis. Pewnego dnia wyrusza do Plaki i odkrywa swoje niezwykłe korzenie. Nawet się nie spodziewa, że wyspa trędowatych na stałe zapisała się w historii jej rodziny.

Książka Hislop rozwija się powoli. Tak naprawdę dopiero po 200 stronach fabuła zaczyna wciągać, a losy bohaterów zaczynają nas obchodzić. Wada książki jest jej polskie tłumaczenie. Tłumaczka używa dziwnych sformułowań, które brzmią sztucznie i zaburzają odbiór lektury. Pomimo tych niedociągnięć, które z pewnością nie są winą pisarki, Hislop zawarła w Wyspie wiele opisów krajobrazu oraz ciekawych greckich zwyczajów. Pozwala nam to wyobrazić sobie codzienne życie Kreteńczyków, gdzie ciężka praca przeplata się ze świętowaniem i zabawą.  

Hislop zdaje się mówić, że każdy dom kryje sekrety, czasem wstydliwe i ponure. Jednak musimy pamiętać, że rodzina jest tylko jedna, a błędy naszych przodków nie są naszymi błędami. Musimy spojrzeć w przeszłość, objąć ją, zrozumieć, a potem pozwolić jej odejść. Tylko tak możemy spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Czy Alexis będzie na to gotowa?
Przekonajcie się sami.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Wyspa
Tytuł oryginalny: The Island
Autor: Victoria Hislop
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: Albatros, Warszawa 2007

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Trzej muszkieterowie

"Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!" To chyba jedno z najbardziej popularnych haseł, które znają nie tylko fani literatury Dumasa, ale także wielbiciele filmów płaszcza i szpady. Hasło to rozbrzmiało na szklanym ekranie po raz kolejny w najnowszej superprodukcji Paula W.S. Andersona.

Ciężko opisać jego najnowszy film. Dzieje sie w nim tak dużo, że miałam problem z nadążaniem za fabułą. Jeżeli dobrze zrozumiałam kardynał Richelieu (idealny do tej roli Christoph Waltz) knuje spisek i planuje wojnę z Anglią. Książę Buckingham (Orlando Bloom w roli negatywnej) knuje swój spisek razem z Milady (Milla Jovovich). Tymczasem Atos, Portos i Aramis, do których dołącza młody i wojowniczy D'Artagnan, walczą o honor króla Ludwika XVI i jego żony,
królowej Anny.
Mogłoby być interesująco, gdyby nie przerost formy nad treścią. Efekty specjalne, sceny walki i nagłe zwroty akcji  nie są atutem, a wielką wadą Trzech muszkieterów. Aktorzy zostali przyćmieni przez jarmarczne widowisko, przez co postaci wydają się płaskie i szablonowe.

Film wbrew pozorom jest nudny i przewidywalny. Może to być jeden z tych obrazów, które powstają jedynie dla pieniędzy. Niestety okazał się klapą, która nie zostawia po sobie nic prócz rozczarowania i zmarnowanego potencjału. Bardzo słabe kino.


Moja ocena: 2/10

Tytuł: Trzej Muszkieterowie
Tytuł oryginalny: The Three Musketeers
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Występują: Christoph Waltz, Orlando Bloom
Czas trwania: 1:50
Premiera polska: 14.10.2012

Wichrowe Wzgórza


Powieść Emily Brönte od początku była dziełem kontrowersyjnym. Według XIX-wiecznych krytyków dzieło, w którym postępowanie bohaterów jest dwuznaczne i, z moralnego punktu widzenia, nie zawsze słuszne, zasługuje na osąd ze strony autora. A czasem na potępienie. Brönte natomiast ukazała swoich bohaterów bardzo obiektywnie, bez moralizatorstwa i krytycznej oceny ich zachowań. Wywołało to fale krytyki, a Wichrowe Wzgórza uznano za powieść zbyt ponurą jak na tamte czasy.

Najbardziej znaną i całkiem udaną adaptacją jest film Petera Kosminsky’ego z 1992 roku z Ralphem Fiennesem w roli Heathcliffa i Juliette Binoche w roli Cathy. Kiedy usłyszałam, że Andrea Arnold, reżyserka Fish Tank, pracuje nad kolejną ekranizacją spytałam: po co? Jednak zaintrygowało mnie obsadzenie czarnoskórego aktora w roli Heathcliffa i pomyślałam, że może będzie to bardzo oryginalna adaptacja. Nie myliłam się. Wichrowe Wzgórza Andrei Arnold to o wiele mroczniejsza i bardziej surowa wersja prozy Brönte.


Arnold skupiła się na dzieciństwie Cathy i Heathcliffa. Nie oszczędza widza ukazując ciężkie życie Heathcliffa, który na własnej skórze doświadcza jego trudów. Jako znajda o odmiennym wyglądzie jest szykanowany przez Hindleya i resztę domowników. Jedyną przyjaciółkę ma w otaczającej go naturze oraz w Cathy. Niestety ona także się od niego odwróci, co zaważy na losach całej rodziny.
Piękne zdjęcia i brak muzyki wprowadzają widza w bezduszny i posępny świat wrzosowiska, gdzie człowiek jest kompletnie zdany na łaskę natury. Przegrywa z deszczem, wiatrem, błotem, ale też dotkliwie ją niszczy. Jednak pomimo ludzkiej interwencji natura żyje własnym, odmiennym rytmem.

Dojrzewanie bohaterów Arnold ukazała mrocznie i surowo, jednak powrót dorosłego Heathcliffa (James Howson)i jego spotkanie z zamężną Cathy (Kaya Scodelario) wydało mi się dosyć sztuczne. Patetyczne słowa i czyny tylko przedłużały statyczność filmu, co pod koniec było już nie do zniesienia. Jednak film Arnold zostawia po sobie jakiś ślad. Widz wraca do obejrzanych scen i rozmyśla nad smutnym losem bohaterów. Jedno jest pewne: jedni ten film znienawidzą, inni go pokochają. Na pewno nie zostawi nikogo obojętnym.



Moja ocena: 6/10

Tytuł: Wichrowe Wzgórza
Tytuł oryginalny: The Wuthering Heights
Reżyseria: Andrea Arnold
Występują: James Howson, Kaya Scodelario
Czas trwania: 2:08
Premiera polska: 20.04.2012

piątek, 6 kwietnia 2012

Anonimus


Czy Szekspir istniał naprawdę? Pomimo, że zmarł niemal 400 lat temu, jego twórczość nadal zachwyca i inspiruje. Krytycy literatury tłumaczą ten fenomen faktem, że bohaterowie jego sztuk są bardzo prawdziwi i pomimo upływu lat, ponadczasowi. Czy taki geniusz mógł być oszustem?

Jest wiele teorii na temat autentyczności dzieł Szekspira. Niektórzy twierdzą, że wszystko, co napisał wyszło spod pióra współczesnego mu twórcy, Christophera Marlowa. Według innych dzieła takie jak Makbet czy Król Lear były owocem pracy kilku pisarzy i poetów. Virginia Woolf rozważała, co by było, gdyby Szekspir miał siostrę… Tylko, która z teorii ma w sobie chociaż ziarno prawdy?

Szekspir i jego sztuki zainspirowały wielu twórców filmowych, którzy próbowali przełożyć je na język srebrnego ekranu. Jednym z najbardziej znanych propagatorów Szekspirowskich dzieł wśród filmowców jest bezsprzecznie Kenneth Branagh, który sam wyreżyserował, ale także zagrał w kilku ekranizacjach dzieł mistrza. Niektórzy twórcy podeszli do Szekspira bardzo nowocześnie, jak choćby Buz Luhrmann, który Romea i Julię przeniósł do współczesnej Verona Beach. Zakochany Szekspir Johna Maddena opowiadał o życiu brytyjskiego pisarza, ale dopiero Anonimus prowokacyjnie podważa jego autentyzm.

Hrabia Edward de Vere pisze, bo nakazuje mu to jakiś wewnętrzny głos. Na papierze ożywają stworzeni przez niego bohaterowie i wtedy hrabia czuje się spełniony. Niestety na jego stanowisku nie przystoi zajmować się takimi błahostkami. Dlatego postanawia przekazywać swoje sztuki prawdziwemu pisarzowi, który ma je sygnować swoim nazwiskiem. Układ wydaje się prosty, ale pewne okoliczności sprawią, że życie bohaterów filmu przerodzi się w prawdziwy dramat.

Film Rolanda Emmericha obejrzeć warto, aby spojrzeć na autora Snu nocy letniej z całkiem odmiennej perspektywy. Mnogość postaci i wątków na początku może zniechęcać, ale stopniowo wdrażamy się w skomplikowany świat dworu i teatru elżbietańskiego. Na szczególną uwagę zasługuje rola Rhysa Ifansa, który portretuje hrabiego de Vere. Trudno uwierzyć, że kilka lat temu ten sam aktor zagrał szalonego współlokatora Hugh Granta w Nothing Hill.

Wpływ na życie i sztukę może mieć wszystko. Purytańska żona, przybrani rodzice, znienawidzony przyrodni brat czy sama królowa Elżbieta I. Czasem jest to także zwykły przypadek. Osoby i zdarzenia targają życiem hrabiego, aż w końcu zapomina kim naprawdę jest. Jedynie w swoich sztukach może wyrazić własne poglądy i przekazać część siebie. Niestety, nigdy ich nie podpisze. Nikt nie pozna jego imienia i nazwiska pomimo, że jego sztuka wstrząśnie fasadami brytyjskiego dworu i poruszy serca zwykłych obywateli. Nie jego będą wspominać wieki później, ale pewnego oszusta zwanego William Szekspir. Smutne, prawda? 

Jednak Anonimus to tylko film, wytwór wyobraźni. Ale gdyby tak było naprawdę, czy zmieniło by to nasze postrzeganie Szekspira i jego dzieł? Może nazwisko nie jest tak ważne, jak sztuka, którą po sobie zostawił. W końcu czytamy w Makbecie, że "życie jest powieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, lecz bez krzty sensu".



Moja ocena: 6/10


Tytuł: Anonimus
Tytuł oryginalny: Anonymus
Reżyseria: Roland Emmerich
Występują: Rhys Ifans, Vanessa Redgrave
Czas trwania: 2:10
Premiera polska: 11.11.2011

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...