sobota, 13 grudnia 2014

"Widmopis" David Mitchell

Widmopis to debiut Davida Mitchella, który składa się z dziesięciu pozornie ze sobą niezwiązanych opowieści. Autor zabiera nas w podróż do Tokio, Hongkongu, Londynu, Petersburga, a nawet Mongolii.  Historie różnią się od siebie, ale Mitchell w mistrzowski sposób splata je ze sobą: czasem jednym zdaniem lub urwanym wspomnieniem.

Łączenie ze sobą niepozornych faktów to ciekawe wyzwanie, ponieważ nieuważnemu odbiorcy te subtelne aluzje mogą umknąć. Niestety ta "gra z czytelnikiem" może też mieć swoje złe strony. Dla mnie w pewnym momencie wszystko stało się zbyt chaotyczne, aby płynnie przechodzić z jednej opowieści w drugą. Także nie do końca przemawiała do mnie tematyka niektórych opowiadań. Okinawa (zamach w metrze), Mongolia (trasmigrująca dusza) oraz Nocny Pociąg (bóstwo dyskutujące o kondycji świata na radiowej antenie) były dla mnie przeintelektualizowane i trudne w odbiorze. Okazuje się, że najbardziej podobały mi się historie najprostsze . Tokio: o młodym miłośniku jazzu, który zakochuje się po raz pierwszy. Petersburg: historia o złodziejach dzieł sztuki z bardzo wyrazistą i nieszablonową bohaterką czy opowieść Londyn: gdzie muzyk oraz autor-widmo w jednej osobie próbuje związać koniec z końcem.

W Widmopisie Mitchell pokazał swój kunszt, który później rozwinął w Atlasie Chmur i Tysiącu jesieni Jacoba de Zoet. Ja chyba jednak wolę tradycyjnie skonstruowane powieści, dlatego najbardziej przypadła mi do gustu ta druga książka. Tysiąc jesieni, tak samo jak w Widmopis, przesiąknięta jest klimatem Azji. Sam pisarz przez wiele lat mieszkał w Tokio i ożenił się z Japonką. Teraz rozumiem skąd u autora fascynacja Dalekim Wschodem. 

Kiedy pomyślimy o Widmopisie jako o wielowątkowej powieści, możemy dojść do jednego wniosku. Nie ważne czy mieszkasz w Azji czy w Europie, ludzie wszędzie są tacy sami. Chciwi, samolubni i okrutni. Większość bohaterów opowieści myślała głównie o sobie i ciężko mi było się z nimi utożsamić. Cytując jedną z bohaterek opowieści Petersburg : "Prawdziwa, czuła miłość jest bardzo interesowna, tylko na taką nie wygląda". (s. 223) 

Tytuł: Widmopis
Tytuł oryginalny: Ghostwritten
Autor: David Mitchell
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: MAG, 2014
Moja ocena: 5/10



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!









wtorek, 22 lipca 2014

"Zbaw nas ode złego" Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool

Przyznam się od razu: nie boję się wampirów, wilkołaków i zombie. Z prostej przyczyny: trudno bać się czegoś, co nie istnieje. Może inaczej: trudno bać się czegoś, czego nikt tak naprawdę nie widział, czegoś, co zostało wymyślone ku uciesze gawiedzi. Co innego duchy. Zbłąkane ogniki, które nie zdążyły załatwić wszystkich spraw na ziemi albo szukają zadośćuczynienia. Wierzę także, że istnieje jeszcze potężniejsza siła, siła prawdziwego zła, która swoją mocą może wpłynąć na ludzi i całkowicie nimi zawładnąć.

Ralph Sarchie w swojej książce Zbaw nas ode złego potwierdza, że naszym światem rządzi "zło pierwotne". Nie wszyscy mają z nim do czynienia, ale ta siła jest wśród nas i jest jednym z powodów, dlaczego ludzie potrafią być dla siebie tak okrutni. Autor twierdzi, że to, z czym się zetknął, jako policjant na Bronxie, jest niczym w porównaniu ze spotkaniem z prawdziwymi Złem. Wielokrotnie uczestniczył w egzorcyzmach, gdzie demony zawładnęły niejednym domem i zamieniły życie jego mieszkańców w istne piekło. W książce znajdziemy bardzo szczegółowe opisy opętań, nawiedzonych domów oraz relacje ich mieszkańców. Podczas lektury włosy na głowie dosłownie staja dęba, a ciało pokrywa gęsia skórka. Zbaw nas ode złego to taki klasyczny horror w książkowym wydaniu. Z tą różnicą, że relacjonowane przez Sarchiego wydarzenia naprawdę miały miejsce.

Sarchie równoważy mroczną stronę tej historii opowieściami o swojej pracy na posterunku policji. Wspomina swoje początki na służbie, opowiada o swojej rodzinie i przyjaciołach. Dla mnie były to momenty oddechu między jednym egzorcyzmem a drugim. Potrzebowałam takiego "oddechu", ponieważ, przyznam szczerze, tematyka tej książki okazała się dla mnie za... straszna.

Sarchie chciał coś ludziom uświadomić, może nawet nawrócić. I myślę, że w większości przypadków efekt zostanie osiągnięty. Książkę polecam tym, którzy lubią się bać, ale potrafią podejść do takich historii z dystansem. W innych przypadkach można się tylko nabawić nocnych koszmarów.

Tytuł: Zbaw nas ode złego
Tytuł oryginalny: Deliver Us from Evil
Autor: Ralph Sarchie, Lisa Collier Cool
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Esprit, 2014
Moja ocena: 5/10

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Esprit!




wtorek, 24 czerwca 2014

"Droga królów" Brandon Sanderson

Kiedy wzięłam do ręki powieść Sandersona trochę zaparło mi dech w piersi. Dosłownie i w przenośni, ponieważ książka ta ma niemal 1000 stron, no i swoje waży. Po drugie, nawet pobieżne przerzucenie kilku stron zapowiadało niesamowitą wyprawę w głąb nieznanego mi świata, ponieważ oprawa graficzna jest na najwyższym poziomie. 

Wydanie uzupełnione jest o mapy, rysunki oraz tak zwane Ars Arcanum.  Z początku było mi trudno odnaleźć się w krainie Roshar. Autor rzuca czytelnika w wir wydarzeń i każe mu odkrywać ten świat samemu. Nie wyjaśnia, nie tłumaczy. Dusznikowanie, Odpryskowi, Świetliści, fabriale czy chulle- to tylko część z pojęć, z którymi mamy do czynienia. Plusem takiej narracji jest to, że samemu można odkryć pewne rzeczy i ma się z tego niemałą satysfakcję. Jednak krótkie objaśnienie nie zaszkodziłoby w lekturze, a pomimo wszystko uchroniłoby czytelnika od zagubienia się w meandrach jakże wielu stron powieści. 

Bohaterami są cztery postaci: chirurg-żołnierz Kaladin, Shallan- złodziejka pragnąca przywrócić swój ród do dawnej świetności, żądny zemsty arcyksiążę Dalinar oraz zabójca Sheth, należący do parshmenów, najniższej warstwy społecznej. Śledzimy losy każdego z bohaterów z osobna, a każdy z nich ma do przebycia długą drogę, zarówno fizycznie jak i duchowo. 

Najbardziej zaintrygowała mnie postać Kaladina, który przeszedł prawdziwą transformację: od syna lekarza, przez niewolnika, do żołnierza i przywódcy jednej z drużyn mostowych, wykorzystywanych przez arcyksięcia Sadeasa w wojnie przeciwko Parshendi. Poświęcenie Kala, chęć niesienia pomocy oraz wytrwałość i wola przetrwania są godne podziwu w warunkach w jakich się znalazł. 

Idea ruchomych mostów dźwiganych na plecach niewolników to jedno z wielu  intrygujących rozwiązań w książce Sandersona. Roshar zamieszkują nie tylko ludzie, ale także spreny- połączenie energii, światła, siły związanej z daną rzeczą, na przykład wiatrospreny czy bólospreny. Przykładem takiego sprena może być Syl, która towarzyszy Kaladinowi na każdym kroku. Kolejnym ciekawym elementem są żołnierze zwani Odpryskowymi, którzy posiadają godną pozazdroszczenia zbroję oraz szczególny miecz, który pojawia się na ich zawołanie. Opisy przywoływania Ostrza Odprysku pobudzają wyobraźnię i chętnie zobaczyłabym to na dużym ekranie. 

Szczególne miejsce w krainie Roshar zajmują kobiety. To one sprawują pieczę nad nauką, są skrybami, uczonymi, historykami. Pomimo szanowanych stanowisk, silne kobiety takie jak Navani czy Jasnah i tak muszą, wedle zwyczaju, ukrywać jedną dłoń, aby nie kusić mężczyzn. 

Droga królów stron ma niemało, ale nie przeszkadza to w odbiorze całości. Wszystko, co znalazło się na kartach tej księgi zostało dogłębnie przemyślane i ma swój cel. Droga królów, jako pierwszy tom cyklu Archiwum Burzowego Światła to tylko początek ekscytującej podróży


Tytuł: Droga królów
Tytuł oryginalny: The Way of Kings
Autor: Brandon Sanderson
Ilość stron: 960
Wydawnictwo: MAG, 2014
Moja ocena: 7/10


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!



sobota, 14 czerwca 2014

Serialowo: jak to z tymi serialami jest naprawdę

Kilka postów wcześniej pisałam o tym, jakie serie planuję oglądać w najbliższych miesiącach. Muszę przyznać, że w większości moje plany się sprawdziły, ale oczywiście niektórych seriali nawet nie zaczęłam (Klondike, Demony da Vinci).

Niektóre produkcje zaczęłam, ale po prostu je sobie odpuściłam i tu przykładem może być Sherlock. Tak wiem, jak to możliwe, że nie wciągnął mnie Sherlock, a (wątpliwa) uroda Benedicta Cumberbatcha nie powaliła mnie na kolana. Ano jakoś tak wyszło. Szczerze przyznam, że bardziej zaczęłam sympatyzować z doktorem Watsonem.

Pewnych seriali nie mogłam ominąć, takich jak na przykład Gra o tron. Niestety muszę od niego trochę odpocząć, bo po jednym z odcinków czwartej serii przeszłam małe załamanie nerwowe. Podobną sytuację mam z Hannibalem. Skończyłam oglądać drugą serię w pewnym kluczowym momencie i też czekam na dogodny moment, aby wznowić oglądanie.

Ostatnio dużą przyjemność sprawia mi poznawanie drugiego sezonu Wikingów. Mogę śmiało stwierdzić, że podoba mi się znacznie bardziej, niż sezon pierwszy. Tak naprawdę przestają mnie interesować poczynania Ragnara, ale większą uwagę zwracam na postaci drugoplanowe. Ciekawa jestem jak rozwinie się wątek Siggy, no i oczywiście Athelstana.








A Wy jaki ciekawy serial ostatnio obejrzeliście?


wtorek, 10 czerwca 2014

Filmowo: Styczeń/Luty

To nic, że mamy już czerwiec. Małymi kroczkami nadrabiam zaległości, dlatego zapraszam na przegląd filmów, które dane mi było obejrzeć w styczniu i lutym.

Niektóre filmy ogląda się po to, żeby obejrzeć. Nie przyświeca temu żaden szczególny cel. Z racji tego, że z wrodzonej ciekawości zwykle oglądam więcej, niż mniej, pojawiają się w moim życiu takie filmy, które po prostu uznaję za "odhaczone". Tak też było w pierwszych miesiącach Nowego Roku.

STYCZEŃ

Tytuł: Iluzja
Tytuł oryginalny: Now You See Me
Reżyser: Louis Leterrier
Występują: Jesse Eisenberg, Mark Ruffalo
Kalendarz: 03.01.2014
Moja ocena: 5/10

Świat współczesnych magików, za nic nie przypomina tego, który pamiętamy z dziecięcych wyobrażeń. Dla magików XXI wieku najbardziej liczy się... kasa. I to zapamiętałam z filmu Iluzja. Latajace dolary, których rozszalały tłum chce złapać jak najwięcej. Samej iluzji i magii w tym filmie najwidoczniej zabrakło.


Tytuł: Don Jon
Reżyser: Joseph Gordon-Levitt
Występują: Joseph Gordon-Levitt, Scarlett Johansson
Kalendarz: 04.01.2014
Moja ocena: 6/10

Reżyserski debiut Gordona-Levitta wypadł zaskakująco dobrze. Historia mężczyzny uzależnionego od pornografii może być tematem kontrowersyjnym, ale przecież nie tak odległym. Jednak najlepiej wypadła Scarlett Johannson w roli typowej różowej blondyny. Zakończenie nieco zbyt idealistyczne, ale takiemu debiutantowi mogę wybaczyć.



Tytuł: Percy Jackson: Morze Potworów
Tytuł oryginalny: Percy Jackson: Sea of Monsters
Reżyser: Thor Freudenthal
Występują: Logan Lerman, Alexandra Daddario
Kalendarz: 19.01.2014
Moja ocena: 5/10

Druga część zmagań potomków greckich bogów. Nie widziałam pierwszej części, ale Morze Potworów to film w sam raz na niedzielę. Na pewno odbiór filmu ułatwia bycie zbuntowanym nastolatkiem, czego już nie mogę powiedzieć o sobie, ale całościowo nie było źle.


Tytuł: Erratum
Reżyser: Marek Lechki
Występują: Tomasz Kot, Ryszard Kotys
Kalendarz: 14.01.2013
Moja ocena: 7/10

Wzruszający obraz relacji między ojcem i synem oraz powrotu do korzeni. Nieśpieszne tempo pozwala przyjrzeć się bohaterom, którzy nie są wolni od wad, bo przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. W filmie Erratum człowieczeństwo odgrywa główną role.



Tytuł: Persepolis
Reżyser: Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi
Kalendarz: 16.01.2014
Moja ocena: 7/10

Autentyczne przeżycia Marjane Satrapi, której udało się wyrwać z Iranu podczas rewolucji islamskiej. Najciekawsza jest sama forma przedstawienia, gdyż animacja daje szerokie możliwości interpretacji.  Ale nie dajcie się zwieść. To, że bohaterowie są narysowani, nie znaczy, że temat jest mniej poważny. Każdy szanujący się kinoman powinien go obejrzeć.



Tytuł: Kapitan Phillips
Tytuł oryginalny: Captain Phillips
Reżyser: Paul Greengrass
Występują: Tom Hanks
Kalendarz: 17.01.2014
Moja ocena: 7/10

Trzymający w napięciu obraz oparty na prawdziwej historii porwania statku przez somalijskich piratów. Świetna rola Toma Hanksa, który pogodził się już z upływem czasu i nie udaje pełnego werwy młodzika.  Jego postać to zmęczony życiem kapitan, który znalazł się w nietypowej sytuacji. Jednak jego postawa dodaje sił całej załodze i pomaga przetrwać najgorsze.


Tytuł: Grawitacja
Tytuł oryginalny: Gravity
Reżyser: Alfonso Cuaron
Występują: Sandra Bullock, George Clooney
Kalendarz: 18.01.2014
Moja ocena: 5/10

Hitem stało sie powiedzenie, że George Clooney woli zginąć, niż zostać z kobietą w swoim wieku kilka minut dłużej. Bullock jest zdana tylko na siebie. Bezmiar kosmosu jest w filmie Cuarona pokazany pięknie, ale nikt nie sympatyzuje z główną bohaterką, bo nikt nie chciałby znaleźć się na jej miejscu. Nie wiem czy ktokolwiek sympatyzuje z takim filmem jak Grawitacja, który dla mnie jest jedynie wysmakowaną wizualnie nużącą ciekawostką.



LUTY

Tytuł: 47 Roninów
Tytuł oryginalny: 47 Ronin
Reżyser: Carl Rinsch
Występują: Keanu Reeves, Hiroyuki Sanada
Kalendarz: 12.02.2014
Moja ocena: 8/10

Wszyscy oczywiście zaczną pukać się w głowę, kiedy napiszę, że film 47 Roninów bardzo mi się podobał, ponieważ zawarta w nim historia poruszyła mnie do głębi. Samej baśniowości mogło być więcej, ale według mnie twórcy zrobili wszystko, aby zobrazować legendę o samurajach w naprawdę solidny sposób. Nie obyło się bez echa Hollywood, ale czy to naprawdę takie straszne? Czytałam recenzje, gdzie ludzie nie zostawiali na Roninach suchej nitki. A ja się pytam dlaczego? Jest akcja, wątek miłosny, walka, piękna sceneria, no i Keanu Reeves jako Kai. Dla mnie bomba!


Tytuł: Sugar Man
Tytuł oryginalny: Searching for Sugar Man
Reżyser: Malik Bandjelloul
Występują: Sixto Rodriguez
Kalendarz: 08.02.2014
Moja ocena: 7/10

Film o Sixto Rodriguezie, wokaliście meksykańskiego pochodzenia, który zrobił oszałamiającą karierę w RPA, nawet o tym nie wiedząc. O muzyce, pasji i wielkich marzeniach. Ścieżka dźwiękowa- genialna!
Dziś dowiedziałam się, że reżyser Sugar Mana nie żyje. Miał 37 lat i nikt nie wie, co się stało. Wielka strata.



Tytuł: Metallica. Through the Never
Reżyser: Nimrod Antal
Występują: Dane DeHan, James Hetfield, Lars Urlich, Kirk Hammet
Kalendarz: 08.02.2014
Moja ocena: 5/10

Swobodna wariacja na temat jednego koncertu. Główny bohater poznaje kulisy wilekiego przedsięwzięcia, jakim jest Metallica na żywo i przy okazji zostaje wplątany w uliczne zamieszki i tym podobne. Jesli słuchając One czy Nothing Else Matters czujecie, że brakuje Wam jakiegoś wizualnego odpowiednika to polecam Through the Never.

niedziela, 27 kwietnia 2014

"Plan Daniela" Rick Warren, Daniel G. Amen, Mark Hyman

Kto nie chciałby być w dobrej formie, zdrowo się odżywiać i cieszyć szczupłą sylwetką? Wielu z nas na samą myśl o ćwiczeniach robi się słabo, wszelkie próby podjęcia jakiejkolwiek aktywności fizycznej kończą się słomianym zapałem, a tabliczka czekolady na osłodę codziennych trudów to standard. Jeżeli tak właśnie jest z wami, to powinniście zapoznać się z Planem Daniela.  

Plan Daniela to zbiór porad, przepisów oraz zestawów ćwiczeń przeznaczonych na 40 dni, podczas których możemy w pełni wrócić do formy fizycznej i psychicznej. Bo w Planie Daniela nie chodzi tylko o szczupłe ciało, ale i zdrowy umysł. Do tego potrzebne nam będzie pięć podstawowych komponentów: wiara, koncentracja, odżywianie, ćwiczenia oraz przyjaciele.  

Mocną stroną tego poradnika są konkretne wskazówki: jak rozpocząć dietę, co kupić, co jeść, czego unikać i co najważniejsze: jak wytrwać w nowych postanowieniach. Możemy zapoznać się z prawdziwymi historiami osób, które podjęły się wyzwania i zapragnęły zmienić swoje życie. Początki nie były łatwe, ale z pomocą modlitwy i bliskich osób udało im się zrealizować Plan Daniela do końca. A na efekty nie trzeba było długo czekać.

Wadą tej książki może być jej objętość. Wszystkie porady skróciłabym o połowę, aby od razu przejść do planu żywieniowego oraz zestawu ćwiczeń. Każdy potrzebuje odpowiedniej motywacji, ale dla mnie ważne są konkrety, aby od razu przejść do działania. Podczas układania mojej diety na pewno wezmę pod uwagę ciekawe pomysły na ćwiczenia oraz wypróbuję przepisy na zdrowe potrawy. Plan Daniela polecam wszystkim, którzy potrzebują inspiracji do zmiany swojego życia na lepsze.

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Plan Daniela
Tytuł oryginalny: The Daniel Plan. 40 Days to a Healthier Life
Autor: Rick Warren, Daniel G. Amen, Mark Hyman
Ilość stron: 456
Wydawnictwo: Esprit, 2014


czwartek, 24 kwietnia 2014

Zmiany

Uwaga, uwaga!

Nowy adres bloga: www.niebieskiemorze.blogspot.com

Ze względu na pewną opieszałość recenzencką, spowodowaną Świetami, wiosną, kredytem i innymi problemami małymi i dużymi postanawiam powrócić jak boomerang z nowymi recenzjami, nowym wystrojem i z nowościami w ogóle. I mam nadzieję, że to będzie coś więcej, niż tylko słomiany zapał.

Stay tuned! :)

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch

Nie przepadam za kryminałami i pewnie dlatego nie przeczytałam ich zbyt wiele. Rzeki Londynu to powieść nie tyle kryminalna, ale kryminalno-fantastyczna. Dla mnie magii nigdy nie za wiele, więc najnowszą książkę Aaronovitch'a przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. 

We współczesnym Londynie, aż roi się od bóstw, duchów czy wampirów. Stołeczna policja stara się utrzymać magię na wodzy, aby ta nie przekraczała progu tolerancji przeciętnego obywatela. Jednak pewien duch rebelii próbuje zakłócić panujący porządek.

Peter Grant to policyjny nowicjusz, który z bycia zwykłym posterunkowym awansuje na ucznia czarodzieja, detektywa Thomasa Nightingale'a. Nienaganne maniery inspektora, jego ubiór i sposób wysławiania się niechybnie wskazują na to, że urodził się w innym stuleciu. Ten wiekowy jegomość stacjonuje w Szaleństwie, departamencie zajmującym się czarami. Posterunkowy Grant ma mu pomóc w rozwikłaniu zagadki tajemniczych wydarzeń ostatnich tygodni. 

Z pozoru zwyczajnych i spokojnych ludzi ogarnia szał, nad którym nie potrafią zapanować. Stają się agresywni i niebezpieczni dla otoczenia. Nightingale i Grant starają się zapobiec kolejnym aktom przemocy. Pater trenuje zaklęcia i uczy się teorii magii. Będzie musiał także przejść przyspieszony kurs z wiedzy o londyńskich rzekach, które zostały podzielone między Matkę Tamizę oraz Ojca Tamizę. 

Aaronovitch stworzył intrygującą powieść, która sprytnie łączy kryminologię z elementami fantastycznymi. Mamy tu także kawałek historii Londynu oraz wód, które go otaczają. Dla mnie najciekawszymi postaciami są właśnie personifikacje każdej z rzek. Kolejnym interesującym elementem jest vestigium, czyli trudne do opisania zjawisko percepcji zmysłowej danego miejsca lub osoby. Aaronovitch pokazał, że ma sporo ciekawych pomysłów, ale Rzeki Londynu to tylko przedsmak większej całości. Kontynuacją będzie powieść Księżyc nad Soho, po którą sięgnę na pewno.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Rzeki Londynu
Tytuł oryginalny: Rivers of London
Autor: Ben Aaronovitch
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2014


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!




piątek, 14 marca 2014

przyTARGaj książki 2014

Wiosna na dobre zawitała do Poznania! W ciagu ostatnich kilku miesięcy myślałam, że miasto zapadło w zimowy sen. Ale piękna marcowa pogoda inspiruje do wyjścia z domu i rzucenia sie w wir kulturalnych wydarzeń. Takim centrum w Poznaniu jest bezsprzecznie CK Zamek. W zeszłą sobotę byłam na Targach Lokalnych Projektantów, którzy chciali pokazać Poznaniakom swe najnowsze dzieła. Od 5 marca trwa na Zamku cykl Mroczna Skandynawia, gdzie fani Wikingów na pewno znajdą cos dla siebie. Ja na przykład byłam wczoraj na wykładzie pt. Mrok i tajemnica w sagach islandzkich. Brzmi nieźle, prawda?

Kolejną akcją będzie sobotnia wymiana książek przyTARGaj KSIĄŻKI.
Oddaję głos odpowiedzialnemu za to wydarzenie Projektowi Czytelnisko:

przyTARGaj KSIĄŻKI – to cykliczna akcja wymiany książek, której celem jest podzielenie się lekturami z innymi! Skierowana jest do wszystkich, którzy mają w swoim domu książki, które chcieliby wyprawić w podróż. Dajemy możliwość wymiany tych „niechcianych” na inne, których jeszcze nie były przez Was czytane, a może uda się również kogoś skusić na spróbowanie sił w zupełnie innym gatunku literackim? 

Zapraszamy do Centrum Kultury ZAMEK przy ulicy Święty Marcin, w sobotę, 15 marca 2014 od godziny 16:00 do 18:00. Spotykamy się w salach 102,103,104. 
Książki przyjmujemy już od godziny 15:30!

Jedynym warunkiem wzięcia udziału w wydarzeniu jest przyniesienie przynajmniej jednej książki na wymianę. Uczestnik rejestruje się na „liście obecności”, deklarując liczbę przyniesionych książek. Następnie zostają one podzielone pomiędzy stoły tematyczne. Każdą książkę można wziąć do ręki, obejrzeć, przeczytać jej fragment. Każdy uczestnik może wynieść tyle książek, ile przyniósł. Akcja potrwa dwie godziny.

Kto się wybiera, ręka do góry!

sobota, 1 marca 2014

Moje przygody z czytnikiem e-booków

www.freakingnews.com
Czy mieliście kiedyś do czynienia z czytnikiem e-booków? Do pewnego czasu taki czytnik był dla mnie zbędną fanaberią, wymysłem dla uzależnionych od nowinek technologicznych gadżeciarzy. Jednak pomimo wszystko postanowiłam dać mu szansę.

Czytałam o wszystkich możliwych modelach, poznawałam parametry i funkcje. Oczywiście nie dałam się wciągnąć w wir popularności czytników Kindla i postanowiłam zakupić urządzenie mało znanej firmy PocketBook. Najważniejsze było dla mnie to, żeby czytnik nie miał LED-owego ekranu, tak jak w tabletach. Ekran LED męczy oczy i mamy wrażenie jakbyśmy cały czas czytali na komputerze. W czytnikach plusem jest to, że już większość z nich jest wyposażona w ekran E-Ink imitujący czytanie z kartki papieru. Musimy mieć naturalne oświetlenie, aby korzystać z jego funkcji. Ale przecież do czytania normalnej książki też przydaje się lampka albo światło dzienne. 

Wybrałam model, złożyłam zamówienie i w końcu mogłam odebrać mój zakup. Radości nie było końca. Miałam już przygotowaną listę książek, które będę mogła sobie na niego wgrać i wystarczyło tylko zabrać się do czytania. Kocham książki papierowe, ale jak zobaczyłam, że mój czytnik bez trudu pomieścił sześć tomów Pieśni lodu i ognia, szala przechyliła się na jego korzyść. Każdy bibliofil zna tę słodycz udręki noszenia ze sobą wszędzie 600 stronicowego czytadła. Czytnik jest bardzo poręczny i zmieści się w każdej torebce. I na pewno nie waży tyle, ile ważyłyby faktycznie książki, które w sobie przechowuje.

Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że czytnik przestał działać już po tygodniu. Ekran się zawiesił, przyciski nie działały, na stronie z Gry o tron pojawiły się podejrzane linie. I pojawiła sie myśl "trzeba było kupić Kindla". Po pierwszej złości, rozpaczy i bezradności musiałam wziąć się w garść i przy nieopisanej pomocy E. czytnik trafił do serwisu na naprawę gwarancyjną. Znowu nadeszły kolejne dni stresu i niepwności. A jak mi już go nie odeślą? A jak nie przyjmą go do naprawy? A jak go popsują jeszcze bardziej? Okazało się, że moje obawy były przesadzone, bo juz po 4 dniach czytnik do mnie wrócił. Podobno trzeba było tylko wymienić oprogramowanie. Tylko, że teraz przy każdym włączeniu drżę czy nie będzie powtórki z rozrywki. Odpukać na razie czytnik działa i ma się dobrze. Dorzucam do niego kolejne książki, ponieważ stałam się ekspertem od wynajdywania stron, z których można ściągać darmowe e-booki. Większość z nich jest jednak po angielsku, bo czytnik e-booków a sprawa polska, to jeszcze niebo i ziemia. 


Na stronach z darmowymi e-bookami królują przede wszystkim klasyki literatury. Nie znajdziemy tam najnowszych hitów z list bestsellerów. Dla mnie to i tak jest plusem, bo jest wiele książek, których jeszcze nie czytałam, a które zaliczają się do tak zwanego literackiego must read. Na na przykład W stronę Swanna Prousta czy Czerwone i czarne Stendhala, które już tylko czekają w kolejce do czytania. A jak jeszcze znajdę sobie klasyk po angielsku to już jestem w siódmym niebie. Dla chętnych czytających także po angielsku podaję przydatne strony: 

http://www.epubbooks.com
http://www.goodreads.com/index
http://wolnelektury.pl/

Jeżeli znacie jakieś godne polecenia strony z e-bookami albo w ogóle chcielibyście podzielić się swoją opinią na temat czytników zachęcam do zostawiania komentarzy :)



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...