czwartek, 3 stycznia 2013

Zamiast podsumowania...

Nie przepadam za podsumowaniami, więc krótko napiszę, że w 2012 roku udało mi się przeczytać 24 książki, z tego 3 z wyzwania czytelniczego Z półki. Nie udało mi się osiągnąć pułapu, który sobie narzuciłam czyli od 11 do 15 książek. No cóż, wstyd i hańba, dlatego też stwierdziłam, że w tym roku będę bardziej rozsądnie podejmować się jakichkolwiek wyzwań, aby nie mieć później do siebie pretensji.

W 2012 roku udało mi się nawiązać współpracę z dwoma wydawnictwami oraz zorganizować jeden konkurs.

Filmów obejrzałam zdecydowanie więcej, niż przeczytałam książek, jednak nie każdy doczekał się swojej recenzji.

Rok 2012 minął bardzo szybko. Dużo się działo, także w życiu prywatnym. Zwieńczeniem roku okazało się zapalenie oskrzeli, które dopadło mnie wraz z Wigilią. Święta i Sylwestra spędziłam nieprzytomna w łóżku przeklinając los, że akurat na mnie padło. Ale już powoli wracam do siebie i mam nadzieję, że Nowy Rok 2013 przyniesie same pozytywne zmiany. Czego sobie i Wam życzę :)


A w Nowym Roku tak będzie wyglądała moja osobista biblioteczka:



Obrazki pochodzą z weheartit.com

sobota, 22 grudnia 2012

Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę


Książki, w których głównym bohaterem są zwierzęta mają tę specyficzną, beztrosko-radosną aurę. Zwykle pojawia się ten sam wzór: główny (ludzki) bohater, z początku niechętnie i często przypadkiem wchodzi w posiadanie zwierzaka, najczęściej kota lub psa. Czworonogi te obdarzone niezwykłym charakterem i werwą doszczętnie demolują mieszkanie głównego bohatera i przysparzają mu wielu innych trosk związanych z porwanymi firankami, obgryzionymi butami czy obsikanym łóżkiem. Główny bohater walczy, miota się pomiędzy złością a miłością do kudłatego bohatera. Ostatecznie oczywiście pozytywne uczucia zwyciężają, a ludzki bohater uznaje, że przygarnięcie zwierzaka to była jedna z lepszych decyzji w jego życiu.

Taki sam wzór powtarza się w książce Helen Brown Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę. Tylko w tym przypadku nikt nie przesadzi jeżeli naprawdę powiemy o „ocaleniu”. Syn autorki Sam zginął pod kołami samochodu kiedy miał 9 lat. Świadkiem tego zdarzenia był jego młodszy brat Rob. Cała rodzina pogrążyła się w rozpaczy i ostatnią rzeczą na jaką autorka miała ochotę było przygarnięcie kociaka: istoty, która także trzeba chronić i darzyć opieką. Brown początkowo nieufnie i z obawą przyjęła ją pod swój dach. Wtedy zaczęło się bieganie za skarpetkami, zbieranie potłuczonych wazonów oraz ratowanie jeszcze żywych kocich zdobyczy, takich jak ptaki czy myszy. Autorka w zawirowaniach codziennego życia powoli godziła się z wydarzeniami z przeszłości. Nigdy o nich nie zapomniała, ale obecność Kleo pozwoliła jej iść naprzód. Znalazła przyjaciół, zmieniła miejsce zamieszkania oraz… męża. Kotka abisyńska towarzyszyła jej w tych najgorszych i tych najlepszych momentach życia. Przeżyła z rodziną Brown dwadzieścia trzy lata.

Książka Brown to powieść bardzo intymna. Autorka doświadczyła już chyba wszystkiego. Jednak pisze o tym w sposób bardzo przystępny. Nie boi się wpuścić nas do swojego osobistego świata pomimo, że nie jest idealny. Opisuje swoje życiowe perypetie tak, jak mógłby zrobić to kot, z dystansem i humorem. To od Kleo nauczyła się żyć chwilą i nie przywiązywać wagi do drobiazgów. Kot najlepiej wie, że najważniejsze jest tu i teraz. Kiedy wygrzewa się na słońcu, kiedy biega w kółko walcząc ze swoim ogonem czy gdy zwinie się w kłębek na kolanach swojego opiekuna, mrucząc z uciechy. Koty to królowie życia. Jeśli taka kocia bogini postanowi wkroczyć w nasze życie, doceńmy to. Mamy prawdziwe szczęście.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: ”Kleo i ja. Jak szalona kotka ocaliła rodzinę”
Tytuł oryginalny: "Cleo. How an Uppity Cat Helped Heal a Family"
Autor: Helen Brown
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

"Przyjaciel do końca świata"

21 grudnia 2012 zbliża się wielkimi krokami. Czy za trzy dni skończy się świat taki jakim go znamy? Czy koniec kalendarza Majów równa się globalnej zagładzie? Na moment przyjmijmy ten katastroficzny scenariusz: pozostały nam niecałe trzy dni życia. A my co robimy? Wstajemy rano i idziemy do pracy. Robimy obiady i odprowadzamy dzieci do szkoły. Życie toczy się jak do tej pory, a niektóre koncerny tylko wykorzystują okazję do wprowadzenia obniżek czy promocji. Ale wiedząc, że to mogą być nasze ostatnie dni, czy postępujemy słusznie? Takie rozważania podjęła Lorene Scafaria w swoim debiutanckim filmie Przyjaciel do końca świata.

Na trzy tygodnie przed globalna katastrofą, Dodge (Steve Carell) zostaje sam. Opuszcza go żona, nie ma już też po co chodzić do pracy. Życie przestaje mieć dla niego jakikolwiek sens. Znajomi nie są już dla niego oparciem, tylko bandą hipokrytów dla których koniec świata to początek moralnej rozwiązłości. Jedynym ratunkiem dla Dodge’a jest szalona sąsiadka Penny (Keira Knightley), która przekazuje mu list od jego dawnej miłości. Dodge postanawia wykorzystać te ostatnie dni i odszukać utraconą dziewczynę. Razem z Penny i porzuconym kundelkiem wyrusza w podróż po to, co jeszcze dobrego zostało na tym łez padole.

Przyjaciel do końca świata pokazuje różne ludzkie postawy w obliczu globalnej katastrofy: od skrajnej rozpaczy, przez euforię do kompletnego braku moralnych zahamowań. Człowiek w obliczu takiego zdarzenia czuje się wyzwolony, wszystko mu wolno, nie ponosi żadnych konsekwencji. Dodge nie chce być częścią takiej społeczności. Pragnie jedynie przeżyć te ostatnie dni jak należy. Film Scafarii nakłania widza do pewnego wewnętrznego rozrachunku. Czy w obliczu końca uznalibyśmy swoje życie za udane? Czy żyliśmy tak, jak tego pragnęliśmy? Czy wręcz przeciwnie: tkwiliśmy w nieudanym związku, spędzaliśmy czas z nieodpowiednimi ludźmi i traciliśmy czas w znienawidzonej pracy?

Film Scafarii jest zabawny i smutny zarazem. Nie epatuje komercyjnymi efektami specjalnymi. Po prostu wiemy, że coś się zbliża. Główni bohaterowie też są tego świadomi, jednak robią wszystko, aby te ostatnie chwile spędzić najlepiej jak potrafią. Razem.

Jednak czegoś mi w tym filmie zabrakło. Bohaterowie są raczej naiwni i przewidywalni. Carell brawurowo wcielił się w rolę Dodge’a, ale pomimo różnorodnego repertuaru, każdy bohater stworzony przez niego jest taki sam. Czy to w Kocha, lubi, szanuje, Mała Miss czy Evan Wszechmogący. Bardziej podobała mi się rola sąsiadki w wykonaniu Knightley. Była szczera, postrzelona, po prostu prawdziwa. Gdyby nie zagrażająca światu asteroida, historia w Przyjacielu do końca świata trąci banałem. Jednak apokalipsa nie należy do łatwych tematów. Scafaria nie stworzyła może dzieła wybitnego, ale ciepły, miły film.

Słyszałam, że Majowie jednak przełożyli koniec świata. Ale gdybyśmy tak hipotetycznie przyjęli ten nasz czarny scenariusz, to jak zamierzacie wykorzystać te ostatnie dni, które Wam zostały?

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Przyjaciel do końca świata
Tytuł oryginalny: Seeking a Friend for the End of the World
Reżyseria: Lorene Scafaria
Występują: Steve Carell, Keira Knightley
Czas trwania: 1:40
Premiera polska: 13.07.2012

piątek, 14 grudnia 2012

Wymiana: Dobre, bo polskie

Wczoraj w ramach wymiany Dobre bo polskie otrzymałam bardzo bogatą paczuszkę, której autorką była madmad. W paczce znalazły się, aż cztery (!) książki: Nurowska, Gutowska-Adamczyk, Kordel, Rogińska. Żadnej z tych książek nie czytałam i już nie mogę się doczekać ich lektury.


W paczce znalazła się także śliczna bransoletka, ręcznie wykonana zakładka, kartka świąteczna oraz cudowna świąteczna ozdoba. Naprawdę jestem pod wrażeniem talentu autorki.



Jak widać na zdjęciach nie tylko mi się bardzo spodobała ta paczka :)

Bardzo, bardzo dziękuję nadawczyni za wspaniałe prezenty!


sobota, 8 grudnia 2012

Top 10- najlepsze ścieżki dźwiękowe

Top 10 to akcja, przy okazji której na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów.

Dziś przyszła pora na... Najlepsze ścieżki dźwiękowe!


Zainspirowana rankingiem u Kreatywy postanowiłam stworzyć listę moich ulubionych soundtrack'ów. 




Dziewczyna z perłą

Piękny film i równie piękna muzyka Alexandra Desplat- stonowana, tajemnicza, pełna skrywanej namiętności.



Elizabethtown

Na ten soundtrack składają się utwory takich artystów jak Nancy Wilson, Elton John czy Tom Petty. 
Wielka dawka muzycznego optymizmu i ciepła. 




Królowa Margot

Ulubiony film = ulubiona muzyka. 
Stworzona przez Gorana Bregovic'a towarzyszy widzowi podczas takich wydarzeń jak ślub Małgorzaty de Valois z Henrykiem z Nawarry czy krwawej Nocy św. Bartłomieja. Mocna i wyrazista.



Królowa potępionych

Nie jestem wielką fanką samego filmu, ale myślę  że jego bezwzględnym atutem jest właśnie muzyka. Ostre rockowe brzmienia takich kapel jak Static-X, Deftones czy Disturbed tworzą prawdziwie mroczny klimat.



Wszystko za życie

Eddie Vedder stworzył coś niesamowitego. Muzykę  która nie daje o sobie zapomnieć i zostaje w człowieku już na zawsze.



Pokuta

Nacechowana emocjami, wzruszająca i bardzo prawdziwa. Dario Marianelli za tę muzykę otrzymał Oscara. 



To właśnie miłość

Z racji tego, że Święta zbliżają się wielkimi krokami, warto poczuć klimat i posłuchać świątecznych utworów. Z tej składanki szczególnie polecam utwór Christmas is all around w wykonaniu Billy'ego Macka (a.k.a. fantastyczny Bill Nighy).



Królestwo Niebieskie

Myślę, że Kingdom of Heaven jest jednym z tych mało docenianych filmów. Ja jednak zawsze do niego wracam z pewnym sentymentem, a pozwala mi na to świetna muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa.



Dracula

Przyszedł czas na polski akcent w tym zestawieniu. Muzyka do filmu Dracula skomponowana przez Wojciecha Kilara. Bardzo ja lubię, a nawet czasem nieco się... boję! Muzyka ta ma specyficzny, mroczny klimat, jak zresztą cały film. Ale o tym, że w końcu jest to historia o miłości, przypomina nam piosenka Annie Lennox A Love song for a Vampire.



Władca pierścieni

Tej pozycji oczywiście nie mogło tu zabraknąć. Bez muzyki, którą skomponował Howard Shore trylogia nie byłaby taka sama. Nic dodać, nic ująć.


Czy jest taka ścieżka dźwiękowa, która zrobiła na Was wielkie wrażenie? Czy ulubiony film to także ulubiona muzyka?


czwartek, 29 listopada 2012

Urodzinowo...

Chciałam się też tak szybko pochwalić, że dziś z okazji dnia 29 listopada oraz 182 rocznicy Powstania Listopadowego, no i w końcu z okazji moich urodzin, dostałam taki oto prezent:


Ostatnio opublikowana lista zaczyna działać! :)

A czy Wy już dostaliście jakąś książkę z wymarzonej dziesiątki ?


"Wymyk"

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, kiedy patrzyłam na DVD z filmem Wymyk to intrygujące zdjęcie twarzy Roberta Więckiewicza, która zdaje się rozpadać na drobne kawałeczki. Kolejną rzeczą był komentarz dystrybutora głoszący, że rola Więckiewicza odbiega od typowego bohatera męskiego kina. Chociaż slogan ten, jak wszystkie hasła ostatnio promujące filmy, dosyć mnie zastanowił.

Jeżeli ktoś uznaje, że ta rola odbiega od typowego męskiego bohatera, to jaki jest ten sztandarowy bohater? Nie chce się tu wymądrzać, ale typowy męski bohater to może być James Dean w Olbrzymie, Clint Eastwood w Brudnym Harrym czy Jason Statham w Transporterze. Nie ma to jak rzucać hasła bez pokrycia. Mając w głowie owe dziwne rozważania, włożyłam płytę do komputera i zaczęłam seans.

Alfred (Robert Więckiewicz) razem z bratem prowadzą firmę telewizyjno-internetową. Fred zdaje się być tym twardym facetem: obraża pracowników, lubi szybkie samochody i prowadzi firmę po swojemu. Jurek (Łukasz Simlat) natomiast jest przykładnym ojcem, który chce rozwijać interes w tym kierunku, który niegdyś obrał ich ojciec (Marian Dziędziel).

Bracia wchodzą w otwarty konflikt, gdzie nie ma szans na porozumienie. Jednak kiedy dochodzi do prawdziwej konfrontacji to Jurek wykazuje się prawdziwą odwagą, a Fred biernie przygląda się dramatycznemu rozwojowi wypadków. Realizm sceny w pociągu budzi grozę, a widz nie godzi się na taką niesprawiedliwość. Nie dowiadujemy się czy reakcja Freda była powodowana strachem czy było to działanie z premedytacją. Jednak od tego momentu, życie Freda rozpadnie się na kawałki.

Wymyk jest filmem niepokojącym, o zbrodni i karze, ale też o sytuacji człowieka, który z powodu jednego wydarzenia musi przewartościować swoje życie. Nie pokusiłabym się jednak na stwierdzenie, że Więckiewicz zmienia coś swoja rolą lub wnosi coś nowego. Dobry aktor po prostu zrobił swoje. 

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Wymyk
Reżyseria: Greg Zglinski
Występują: Robert Więckiewicz, Łukasz Simlat, Marian Dziędziel
Czas trwania: 1:25
Premiera polska: 18.11.2011 

poniedziałek, 26 listopada 2012

”Kochanie, zabiłam nasze koty” Dorota Masłowska

Nie przeczytałam Wojny Polsko-Ruskiej. Nie dałam rady. Po lekturze pierwszych kilku rozdziałów, uznałam, że mam przed sobą oryginalne, aczkolwiek osobliwe dzieło, które może i niesie jakieś przesłanie, ale przez swój trudny język zostało przeze mnie zdyskwalifikowane. Kolejne książki Masłowskiej nie wzbudziły już we mnie większego zainteresowania.

Kiedy pojawiła się Kochanie, zabiłam nasze koty, nagłówki krzyczały „Wielki powrót Masłowskiej”, a w niemal każde czasopismo zachęcało do wywiadu z młodą pisarką. Pomyślałam, że może warto dać jej szansę. A zresztą, książka ma tylko 156 stron, więc jeżeli powtórzyłaby się sytuacja z „Wojny”, to koszmar chociaż szybko się skończy. I tak oto zaczęłam czytać i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam.

Fabuła nie jest szczególnie porywająca czy skomplikowana. Mamy dwie przyjaciółki, Farah i Joanne, które są swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Farah to ułożona pani z biura, która chodzi na jogę, robi sobie psychotesty i wykazuje nadmierne przywiązanie do żelu antybakteryjnego. Joanne natomiast jest fryzjerką, której styl może być określany jako „Rosjanka wracająca codziennie przez cały rok z sylwestra” (str.14). Jest wegetarianką, ale nie przeszkadza jej to w tym, by co jakiś czas skusić się na tłustego kebaba. Jak widać obie panie pochodzą z różnych światów, ale przez to dogadują się wspaniale. Jednak na ich drodze staje pewien mężczyzna, zakochany w Joanne, przez którego ich przyjaźń zostanie poddana ciężkiej próbie.

Jak już wcześniej wspomniałam fabuła nie jest zbytnio wyszukana. Ale ważniejsze jest to, jak Masłowska ją opowiada. W  Kochanie, zabiłam nasze koty najważniejsze są opisy, porównania i zgryźliwe komentarze. Masłowska ma niesamowitą zdolność obserwacji, która przelana na papier tworzy cyniczny obraz świata, w którym żyjemy. Pełen billboardów, Facebooka, zdrowego trybu życia i ekologii. Opisy te są bardzo dowcipne, czasami wręcz absurdalne, ale niestety wyłania się z nich gorzka prawda o współczesnym życiu: pełnym kontrastów, hipokryzji i samotności.

Autorka swobodnie żongluje odniesieniami do innych wybitnych dzieł lub ich twórców, ale także portretuje samą siebie jako sfrustrowaną pisarkę bez weny i inspiracji. Ale z tego, co czytamy okazuje się, że natchnieniem może być przypadkowe spotkanie w windzie czy kot leżący na jezdni. „W końcu przyjedzie jakiś patrol i go zabierze- pomyślała Farah (…) i wróciła do lektury pisma.” (str.5).

Kochanie, zabiłam nasze koty czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, czasem nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Książkę polecam wszystkim, którzy mają odrobinę dystansu do siebie i otaczającego nas świata.


Moja ocena: 8/10

Tytuł: ”Kochanie, zabiłam nasze koty”
Autor: Dorota Masłowska
Ilość stron: 156
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc


Zapraszam do lektury powyższej recenzji także w języku angielskim

piątek, 23 listopada 2012

Stosik


Zanim na dobre rozpiszę się o ostatnio przeczytanych książkach i obejrzanych filmach, chciałabym się pochwalić ostatnimi zdobyczami książkowymi. Muszę przyznać, że kiedy patrzę na ten stos, od razu robi mi się cieplej na sercu. A to wszystko dzięki takim książkom jak:

Odruch serca Toni Morrison
Po przeczytaniu Suli nabrałam wielkiej ochoty na kolejną książkę Noblistki. 

Podróż Bena Doris Lessing.
Nie miałam jeszcze możliwości zapoznania się z twórczością tej pisarki, a że biorę udział w Wyzwaniu z literą w tle, postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Kobiety z miasta Salta Elsa Drucaroff
Kiedyś przeczytałam kilka słów o tej książce i od razu zapragnęłam ją mieć. Później o niej zapomniałam, aby w końcu natknąć się na nią całkiem przypadkiem. I oczywiście kupić.

Kochanie, zabiłam nasze koty Dorota Masłowska
Pożyczona i od razu przeczytana. Wkrótce recenzja.

Drood Dan Simmons
Egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa MAG. Radość :)

Odruch serca, Kobiety z miasta Salta oraz Podróż Bena nabyłam po bardzo okazyjnej cenie w nowo odkrytej księgarni.

Czy coś Was w tym "stosie" zainteresowało?

sobota, 17 listopada 2012

Nowości, nowości...


Ostatnio z recenzjami u mnie kiepsko, ponieważ czasu brak na czytanie i pisanie. Ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni i na blogu pojawią się nie tylko recenzje książkowe, ale także filmowe. A tymczasem zachęcam wszystkich do zapoznania się z kolejnymi nowościami Wydawnictwa MAG.



Skok w konflikt/Skok w wizję

Angus Thermopyle miał najgorszą reputację spośród tych kosmicznych piratów, którzy zachowali jeszcze prawo do dokowania na stacji. Plotka głosiła, że każdy, kto został jego partnerem, załogantem czy wrogiem, kończył martwy albo w pudle. Nick Succorso był jego przeciwieństwem. Cieszył się reputacją pirata raczej zuchwałego niż krwiożerczego. Osobisty wdzięk sprawiał, że mężczyźni robili o co poprosił, a kobiety dawały mu to, czego chciał. Do czasu pojawienia się Morny Hyland nie wchodzili sobie w drogę. Później stało się jasne, że w Sektorze Delta jest miejsce tylko dla jednego z nich.
I to jest dopiero początek tej historii...

Tytuł: Skok w konflikt/Skok w wizję
ISBN:  978-83-7480-265-9
Tłumaczenie:  Piotr W. Cholewa
Oprawa:  miękka
Format:  135x202
Liczba stron:  656
Rok wydania:  16 listopada 2012
Cena detaliczna:  49,00 zł



Wspomnienie lodu wydanie 2.

Na spustoszonym kontynencie Genabackis zrodziło się nowe, straszliwe  imperium, Pannion Domin, które szerzy się niczym potop skażonej krwi,  pożerając wszystkich wrogów tajemniczego proroka zwanego panniońskim  jasnowidzem. Sprzeciwia mu się sojusz, w którego skład wchodzą Zastęp  Dujeka Jednorękiego, Caladan Brood, Anomander Rake oraz Rhivijczycy z  równin. Fanatycy jasnowidza mają przewagę liczebną, dlatego też  sojusznicy muszą zapomnieć o
dzielących ich różnicach i nawiązać kontakt  z potencjalnymi sprzymierzeńcami, tajemniczym bractwem najemników,  noszącym nazwę Szarych Mieczy, które zobowiązało się bronić miasta  Capustan przed oszalałymi hordami.
Wspomnienie lodu, w którym powraca wielu kluczowych bohaterów Ogrodów  księżyca, stanowi  kolejny rozdział epickiej fantasy Stevena Eriksona -  Malazańskiej Księgi Poległych.

Seria: Malazańska Księga Poległych
Autor:  Steven Erikson
ISBN:  978-83-7480-267-3
Tłumaczenie:  Michał Jakuszewski
Oprawa:  miękka
Format:  165x230
Liczba stron:  896
Rok wydania:  16 listopada 2012
Cena detaliczna:  59,00 zł

Patronaty medialne: Fantasta, Katedra, Poltergeist, QFANT, Kawerna, WP, ksiazki.wp.pl, Olesiejuk





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...