sobota, 1 marca 2014

Moje przygody z czytnikiem e-booków

www.freakingnews.com
Czy mieliście kiedyś do czynienia z czytnikiem e-booków? Do pewnego czasu taki czytnik był dla mnie zbędną fanaberią, wymysłem dla uzależnionych od nowinek technologicznych gadżeciarzy. Jednak pomimo wszystko postanowiłam dać mu szansę.

Czytałam o wszystkich możliwych modelach, poznawałam parametry i funkcje. Oczywiście nie dałam się wciągnąć w wir popularności czytników Kindla i postanowiłam zakupić urządzenie mało znanej firmy PocketBook. Najważniejsze było dla mnie to, żeby czytnik nie miał LED-owego ekranu, tak jak w tabletach. Ekran LED męczy oczy i mamy wrażenie jakbyśmy cały czas czytali na komputerze. W czytnikach plusem jest to, że już większość z nich jest wyposażona w ekran E-Ink imitujący czytanie z kartki papieru. Musimy mieć naturalne oświetlenie, aby korzystać z jego funkcji. Ale przecież do czytania normalnej książki też przydaje się lampka albo światło dzienne. 

Wybrałam model, złożyłam zamówienie i w końcu mogłam odebrać mój zakup. Radości nie było końca. Miałam już przygotowaną listę książek, które będę mogła sobie na niego wgrać i wystarczyło tylko zabrać się do czytania. Kocham książki papierowe, ale jak zobaczyłam, że mój czytnik bez trudu pomieścił sześć tomów Pieśni lodu i ognia, szala przechyliła się na jego korzyść. Każdy bibliofil zna tę słodycz udręki noszenia ze sobą wszędzie 600 stronicowego czytadła. Czytnik jest bardzo poręczny i zmieści się w każdej torebce. I na pewno nie waży tyle, ile ważyłyby faktycznie książki, które w sobie przechowuje.

Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że czytnik przestał działać już po tygodniu. Ekran się zawiesił, przyciski nie działały, na stronie z Gry o tron pojawiły się podejrzane linie. I pojawiła sie myśl "trzeba było kupić Kindla". Po pierwszej złości, rozpaczy i bezradności musiałam wziąć się w garść i przy nieopisanej pomocy E. czytnik trafił do serwisu na naprawę gwarancyjną. Znowu nadeszły kolejne dni stresu i niepwności. A jak mi już go nie odeślą? A jak nie przyjmą go do naprawy? A jak go popsują jeszcze bardziej? Okazało się, że moje obawy były przesadzone, bo juz po 4 dniach czytnik do mnie wrócił. Podobno trzeba było tylko wymienić oprogramowanie. Tylko, że teraz przy każdym włączeniu drżę czy nie będzie powtórki z rozrywki. Odpukać na razie czytnik działa i ma się dobrze. Dorzucam do niego kolejne książki, ponieważ stałam się ekspertem od wynajdywania stron, z których można ściągać darmowe e-booki. Większość z nich jest jednak po angielsku, bo czytnik e-booków a sprawa polska, to jeszcze niebo i ziemia. 


Na stronach z darmowymi e-bookami królują przede wszystkim klasyki literatury. Nie znajdziemy tam najnowszych hitów z list bestsellerów. Dla mnie to i tak jest plusem, bo jest wiele książek, których jeszcze nie czytałam, a które zaliczają się do tak zwanego literackiego must read. Na na przykład W stronę Swanna Prousta czy Czerwone i czarne Stendhala, które już tylko czekają w kolejce do czytania. A jak jeszcze znajdę sobie klasyk po angielsku to już jestem w siódmym niebie. Dla chętnych czytających także po angielsku podaję przydatne strony: 

http://www.epubbooks.com
http://www.goodreads.com/index
http://wolnelektury.pl/

Jeżeli znacie jakieś godne polecenia strony z e-bookami albo w ogóle chcielibyście podzielić się swoją opinią na temat czytników zachęcam do zostawiania komentarzy :)



2 komentarze:

  1. ja właśnie usilnie bronię się przed czytnikiem. Rękoma i nogami zapieram się, by w niego nie zainwestować, bo jestem cholerną tradycjonalistką. Książka musi być na papierze, mieć okładki itd. Oczywiście to bardzo absurdalny argument, wiadomo, że czytnik to rzecz nieziemsko praktyczna - np. w dalekiej podróży, czy gdy w samolocie ogranicza nas waga bagażu. Ale jednak, no nie mogę, ciągle włącza mi się alarm na myśl o czytniku, z półek zerkają na mnie książki z wyrzutem: "Zaczniesz ściągać książki, przestaniesz zachwycać się fakturą papieru, chodzić po antykwariatach, przestaniesz kolekcjonować!", no i zawsze ulegam tym podszeptom i za nic w świecie nie mogę się skusić na czytnik :)

    Cieszę się, że sprawa z naprawą Twojego urządzenia skończyła się dobrze. Wszyscy chyba wiemy, jak to jest z gwarancjami. I oto kolejny plus papieru - książka się nie zacina ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam kindle ;) muszę powiedzieć, że jestem z niego zadowolona, choć nadal nie ma nic lepszego niż papier... Mimo to, zdecydowanie sprawdza się w podróżach, kiedy wszyscy bliscy odmawiali współpracy ze względu na ilość pakowanych przeze mnie książek... Oraz, miał pewne zalety w hiszpańskim słońcu - książka papierowa, którą miałam ze sobą, miała jaśniejsze strony i po niej bolały mnie oczy, w przeciwieństwie do kindla. Co ciekawe, czytam na nim takie książki, które co prawda mnie interesują, ale nie zależy mi na nich tak bardzo, by mieć w paierowy m wydaniu ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...