wtorek, 26 listopada 2013

"Zmierzch" Stephenie Meyer

Nigdy nie myślałam, że kiedyś napiszę recenzję Zmierzchu, ponieważ nie przeszło mi nawet przez myśl, że tę powieść przeczytam. Broniłam się przed nią rękami i nogami. Oglądałam filmy i obca mi była gorączka, która obiegła fanów Sagi na całym świecie. Stwierdziłam jednak, że moja postawa nie jest do końca słuszna, bo jak mogę oceniać historię zawartą w (powiedzmy sobie szczerze) nie do końca udanych filmach, skoro nigdy nie miałam do czynienia z ich literackim pierwowzorem.

Dlatego zdecydowałam się sięgnąć po opowieść o Edwardzie i Belli. Oto moje wytłumaczenie. Bo czytanie takiej książki jak "Zmierzch" wymaga wyjaśnień prawda? Czytałam ją tylko w ustronnych miejscach, krępowałam się, że ktoś zobaczy okładkę, kiedy czasem udało mi się przeczytać kilka stron w środkach publicznego transportu. Czy słusznie?

Do tej pory uważałam, że Saga Meyer jest jedną z najbardziej kiczowatych i ckliwych historii, jaką poznał świat. Przyznam szczerze, że książka tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu, ale spojrzałam na całą opowieść nieco bardziej pobłażliwie. Powieść jednak rządzi się innymi prawami, niż film i często działa to na jej korzyść. W filmie nie można zmieścić wszystkiego, dlatego warto sięgnąć po książkę jako uzupełnienie ekranowej historii.

Czytając powieść Meyer nieźle się ubawiłam, gdyż arcydzieło to to nie jest. Czasem wybuchałam śmiechem czytając takie wyrażenia jak: Czy powinnam wiedzieć, że wiedzą, że wiem, czy też nie? (s. 182)Dając mu znać oczami, co zamierzam uczynić (s.229)Gdzie miałaś oczy na łące? ( s. 239). Może to wina nietrafionego tłumaczenia,ale takich smaczków jest więcej. Wydaje mi się, że Meyer po prostu spisywała to, co jej ślina na pióro przyniosła i wyszło z tego średniej jakości czytadło dla nastolatek.

Kiedy jeszcze nie panował szał na wampiry i wilkołaki, książka Meyer była pozycją nowatorską, początkującą pewien trend w literaturze. Nie można porównywać jej książek z dziełami Anne Rice czy Brama Stokera. Jednak to właśnie Meyer spopularyzowała wampira dla szerszej i dużo młodszej publiczności. Nie mogę się nie zgodzić z faktem, że Saga: Zmierzch to swoisty fenomen, który na stałe zapisał się w światowej popkulturze.

Wydaje mi się, że wiele osób nawet nie próbuje zmierzyć się z powieścią. Powiem szczerze: spróbujcie. Przynajmniej z ręką na sercu będziecie mogli stwierdzić, że nie podobał Wam się Zmierzch, zamiast dostosowywać się do opinii innych. Ja tak zrobiłam i nie żałuję.

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Zmierzch
Tytuł oryginalny: Twilight
Autor: Stephenie Meyer
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Dolnośląskie, 2007


7 komentarzy:

  1. Może nie jest to literatura wysokich lotów, ale mam do tej serii osobisty sentyment

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam Zmierzch, gdy byłam w trzeciej gimnazjum - a może pierwszej klasie liceum? Pamiętam, że wówczas mi się spodobał. Po pół roku wzięłam się za kolejną część i już niestety nie mogłam przebrnąć przez pierwsze 30 stron...

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam podobne odczucia do Ciebie, jednakże ja wolę film niż książkę, a to z tego względu, że reżyser i scenarzysta oszczędzi tam "mądrych wywodów Belli".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie zapomniałam o tych rozterkach Belli, które w książce są na pierwszym miejscu :)

      Usuń
  4. Książki przeczytałam kilka lat temu.
    Czytałam ją, kiedy już wszyscy powoli ochłonęli z "wampirów", więc mogłam szczerze ją ocenić. Naprawdę nie wiedziałam, co w tym jest takiego!
    Choć jeszcze pierwsza część jest "arcydziełem", porównując do kolejnych... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie mam potrzeby czytania kolejnych części, ale może kiedyś jeszcze po nie siegnę. Oczywiście podeszłabym do nich bez szczególnych wymagań :)

      Usuń
  5. "Zmierzch" budzi we mnie wiele sprzecznych uczuć, a to za sprawą tego głupiego filmu, którego mogli nigdy nie kręcić. Rzecz w tym, że gdy czytałam książkę, a było to ze 4 lata temu, bardzo mi się podobała. A film wszystko zepsuł... ;( Uważam, że nie jest to książka najwyższych lotów, jednak nie jest zupełnie zła. "Intruz" był na przykład świetny. Lekki styl, ciekawa fabuła, barwni bohaterowie - to wszystko, czego szukamy w książkach, a za sprawą filmu cała seria wydaje się mdła i kojarzy się głównie z Robertem i Kristen...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...