niedziela, 13 kwietnia 2014

"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch

Nie przepadam za kryminałami i pewnie dlatego nie przeczytałam ich zbyt wiele. Rzeki Londynu to powieść nie tyle kryminalna, ale kryminalno-fantastyczna. Dla mnie magii nigdy nie za wiele, więc najnowszą książkę Aaronovitch'a przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. 

We współczesnym Londynie, aż roi się od bóstw, duchów czy wampirów. Stołeczna policja stara się utrzymać magię na wodzy, aby ta nie przekraczała progu tolerancji przeciętnego obywatela. Jednak pewien duch rebelii próbuje zakłócić panujący porządek.

Peter Grant to policyjny nowicjusz, który z bycia zwykłym posterunkowym awansuje na ucznia czarodzieja, detektywa Thomasa Nightingale'a. Nienaganne maniery inspektora, jego ubiór i sposób wysławiania się niechybnie wskazują na to, że urodził się w innym stuleciu. Ten wiekowy jegomość stacjonuje w Szaleństwie, departamencie zajmującym się czarami. Posterunkowy Grant ma mu pomóc w rozwikłaniu zagadki tajemniczych wydarzeń ostatnich tygodni. 

Z pozoru zwyczajnych i spokojnych ludzi ogarnia szał, nad którym nie potrafią zapanować. Stają się agresywni i niebezpieczni dla otoczenia. Nightingale i Grant starają się zapobiec kolejnym aktom przemocy. Pater trenuje zaklęcia i uczy się teorii magii. Będzie musiał także przejść przyspieszony kurs z wiedzy o londyńskich rzekach, które zostały podzielone między Matkę Tamizę oraz Ojca Tamizę. 

Aaronovitch stworzył intrygującą powieść, która sprytnie łączy kryminologię z elementami fantastycznymi. Mamy tu także kawałek historii Londynu oraz wód, które go otaczają. Dla mnie najciekawszymi postaciami są właśnie personifikacje każdej z rzek. Kolejnym interesującym elementem jest vestigium, czyli trudne do opisania zjawisko percepcji zmysłowej danego miejsca lub osoby. Aaronovitch pokazał, że ma sporo ciekawych pomysłów, ale Rzeki Londynu to tylko przedsmak większej całości. Kontynuacją będzie powieść Księżyc nad Soho, po którą sięgnę na pewno.


Moja ocena: 6/10

Tytuł: Rzeki Londynu
Tytuł oryginalny: Rivers of London
Autor: Ben Aaronovitch
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: MAG, 2014


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!




piątek, 14 marca 2014

przyTARGaj książki 2014

Wiosna na dobre zawitała do Poznania! W ciagu ostatnich kilku miesięcy myślałam, że miasto zapadło w zimowy sen. Ale piękna marcowa pogoda inspiruje do wyjścia z domu i rzucenia sie w wir kulturalnych wydarzeń. Takim centrum w Poznaniu jest bezsprzecznie CK Zamek. W zeszłą sobotę byłam na Targach Lokalnych Projektantów, którzy chciali pokazać Poznaniakom swe najnowsze dzieła. Od 5 marca trwa na Zamku cykl Mroczna Skandynawia, gdzie fani Wikingów na pewno znajdą cos dla siebie. Ja na przykład byłam wczoraj na wykładzie pt. Mrok i tajemnica w sagach islandzkich. Brzmi nieźle, prawda?

Kolejną akcją będzie sobotnia wymiana książek przyTARGaj KSIĄŻKI.
Oddaję głos odpowiedzialnemu za to wydarzenie Projektowi Czytelnisko:

przyTARGaj KSIĄŻKI – to cykliczna akcja wymiany książek, której celem jest podzielenie się lekturami z innymi! Skierowana jest do wszystkich, którzy mają w swoim domu książki, które chcieliby wyprawić w podróż. Dajemy możliwość wymiany tych „niechcianych” na inne, których jeszcze nie były przez Was czytane, a może uda się również kogoś skusić na spróbowanie sił w zupełnie innym gatunku literackim? 

Zapraszamy do Centrum Kultury ZAMEK przy ulicy Święty Marcin, w sobotę, 15 marca 2014 od godziny 16:00 do 18:00. Spotykamy się w salach 102,103,104. 
Książki przyjmujemy już od godziny 15:30!

Jedynym warunkiem wzięcia udziału w wydarzeniu jest przyniesienie przynajmniej jednej książki na wymianę. Uczestnik rejestruje się na „liście obecności”, deklarując liczbę przyniesionych książek. Następnie zostają one podzielone pomiędzy stoły tematyczne. Każdą książkę można wziąć do ręki, obejrzeć, przeczytać jej fragment. Każdy uczestnik może wynieść tyle książek, ile przyniósł. Akcja potrwa dwie godziny.

Kto się wybiera, ręka do góry!

sobota, 1 marca 2014

Moje przygody z czytnikiem e-booków

www.freakingnews.com
Czy mieliście kiedyś do czynienia z czytnikiem e-booków? Do pewnego czasu taki czytnik był dla mnie zbędną fanaberią, wymysłem dla uzależnionych od nowinek technologicznych gadżeciarzy. Jednak pomimo wszystko postanowiłam dać mu szansę.

Czytałam o wszystkich możliwych modelach, poznawałam parametry i funkcje. Oczywiście nie dałam się wciągnąć w wir popularności czytników Kindla i postanowiłam zakupić urządzenie mało znanej firmy PocketBook. Najważniejsze było dla mnie to, żeby czytnik nie miał LED-owego ekranu, tak jak w tabletach. Ekran LED męczy oczy i mamy wrażenie jakbyśmy cały czas czytali na komputerze. W czytnikach plusem jest to, że już większość z nich jest wyposażona w ekran E-Ink imitujący czytanie z kartki papieru. Musimy mieć naturalne oświetlenie, aby korzystać z jego funkcji. Ale przecież do czytania normalnej książki też przydaje się lampka albo światło dzienne. 

Wybrałam model, złożyłam zamówienie i w końcu mogłam odebrać mój zakup. Radości nie było końca. Miałam już przygotowaną listę książek, które będę mogła sobie na niego wgrać i wystarczyło tylko zabrać się do czytania. Kocham książki papierowe, ale jak zobaczyłam, że mój czytnik bez trudu pomieścił sześć tomów Pieśni lodu i ognia, szala przechyliła się na jego korzyść. Każdy bibliofil zna tę słodycz udręki noszenia ze sobą wszędzie 600 stronicowego czytadła. Czytnik jest bardzo poręczny i zmieści się w każdej torebce. I na pewno nie waży tyle, ile ważyłyby faktycznie książki, które w sobie przechowuje.

Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że czytnik przestał działać już po tygodniu. Ekran się zawiesił, przyciski nie działały, na stronie z Gry o tron pojawiły się podejrzane linie. I pojawiła sie myśl "trzeba było kupić Kindla". Po pierwszej złości, rozpaczy i bezradności musiałam wziąć się w garść i przy nieopisanej pomocy E. czytnik trafił do serwisu na naprawę gwarancyjną. Znowu nadeszły kolejne dni stresu i niepwności. A jak mi już go nie odeślą? A jak nie przyjmą go do naprawy? A jak go popsują jeszcze bardziej? Okazało się, że moje obawy były przesadzone, bo juz po 4 dniach czytnik do mnie wrócił. Podobno trzeba było tylko wymienić oprogramowanie. Tylko, że teraz przy każdym włączeniu drżę czy nie będzie powtórki z rozrywki. Odpukać na razie czytnik działa i ma się dobrze. Dorzucam do niego kolejne książki, ponieważ stałam się ekspertem od wynajdywania stron, z których można ściągać darmowe e-booki. Większość z nich jest jednak po angielsku, bo czytnik e-booków a sprawa polska, to jeszcze niebo i ziemia. 


Na stronach z darmowymi e-bookami królują przede wszystkim klasyki literatury. Nie znajdziemy tam najnowszych hitów z list bestsellerów. Dla mnie to i tak jest plusem, bo jest wiele książek, których jeszcze nie czytałam, a które zaliczają się do tak zwanego literackiego must read. Na na przykład W stronę Swanna Prousta czy Czerwone i czarne Stendhala, które już tylko czekają w kolejce do czytania. A jak jeszcze znajdę sobie klasyk po angielsku to już jestem w siódmym niebie. Dla chętnych czytających także po angielsku podaję przydatne strony: 

http://www.epubbooks.com
http://www.goodreads.com/index
http://wolnelektury.pl/

Jeżeli znacie jakieś godne polecenia strony z e-bookami albo w ogóle chcielibyście podzielić się swoją opinią na temat czytników zachęcam do zostawiania komentarzy :)



sobota, 22 lutego 2014

Serialowo: plan na najblizsze miesiące

Nigdy nie byłam fanką seriali, ale przez ostatnie kilka miesięcy pojęcie "serialomania" zaczyna być mi bliższe. Oczywiście jest to dosyć łagodna odmiana, ale już zauważyłam, że zaczynam się uzależniać. Kiedy jestem w trakcie oglądania jednego serialu, nie mogę przestać myśleć o niczym innym. Zastanawiam się, co dalej się wydarzy, co zrobią bohaterowie i jak ich decyzje wpłyną na dalsze losy. Zaczynam rozumieć uzależnienie od serialów typu "Klan" czy "Dynastia" :)

W najbliższych miesiącach pojawią się kontynuacje produkcji, z którymi już miałam możliwość się zapoznać i na które niecierpliwie czekam.

Gra o tron

Jestem w trakcie czytania pierwszego tomu Pieśni lodu i ognia i serial mam cały czas przed oczami. Wydaje mi się, że ekranizacja powieści Martina jest bardzo wierna, a aktorzy idealnie dobrani. Najbardziej kibicuję Starkom, czy też tym, których oszczędzono, no i oczywiście Khaleesi czyli Dany Targaryen. Postanowiłam, że przeczytam jak najwięcej tomów do premiery czwartego sezonu, czyli do 7 kwietnia. 

Poniższa zapowiedź daje przedsmak tego, czego możemy się spodziewać w kolejnych odcinkach.



Demony da Vinci

Zakończenie pierwszego sezonu pozostawiło niedosyt. W drugim sezonie ma być jeszcze ciekawiej, kiedy Da Vinci wyruszy na poszukiwania Księgi Liści.  Wśród seriali obejrzanych przeze mnie do tej pory Demony Da Vinci wypadają najsłabiej, ale drugi sezon to druga szansa.

Recenzja tutaj





Wikingowie

W drugim sezonie, którego premiera zapowiedziana jest na 27 lutego dojdzie do konfrontacji między Ragnarem i jego bratem Rollo. Nie obejdzie się też bez konfliktu pomiędzy Lagerthą oraz Aslaug. Już nie mogę się doczekać.
Recenzja tutaj



Hannibal

Pierwszy sezon zrobił na mnie duże wrażenie. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Willa i co znowu wymyśli Hannibal. To będzie niesamowity pojedynek.Premiera drugiego sezonu juz za tydzień! 

Recenzja tutaj





A teraz coś z nowości. Na maj stacja Showtime zapowiada premierę serialu Penny Dreadful z Evą Green oraz Joshem Hartnettem. Mianem penny dreadful określane były sensacyjne historyjki, które można było kupić w XIX wiecznym Londynie za jednego pensa. W serialu spotykają się takie osobistości świata grozy jak Frankenstein, Dorian Gray czy Dracula. 

Myślę, że serial jak najbardziej trafi w mój gust, ponieważ zapowiadają się raczej mroczne klimaty. Sprawdźcie sami.




Chciałabym także zacząć oglądać Sherlock'a. Nasza rodzima telewizja od jakiegoś czasu stara się zapewnić widzom dostęp do seriali z wyższej półki. Ostatnio był to Homeland, a jeszcze wcześniej Downtown Abbey. Niestety nie było mi dane obejrzeć żadnego z nich,  dlatego 2 marca zasiadam przed telewizorem, aby zapoznać się z przygodami najsławniejszego detektywa świata.





Kolejnym serialem, który planuję obejrzeć będzie Klodnike. Gorączka złota w Ameryce oraz Robb Stark (Richard Madden) wśród śmiałków walczących o lepsze życie.





A Wy na jakie serialowe premiery czekacie?



środa, 19 lutego 2014

Filmowo: grudzień





Tytuł: Bizancjum
Tytuł oryginalny: Byzantium
Reżyser: Neil Jordan
Występują: Gemma Arterton, Saoirse Ronan
Kalendarz: 06.12.2013
Moja ocena: 7/10

Filmów o wampirach mamy w tych czasach, aż nadto. Jeżeli bliżej im do takich klasyków jak Dracula Coppoli lub Wywiad z wampirem Jordana to jeszcze pół biedy. Najnowsze dzieło tego ostatniego utrzymuje poziom swojego poprzednika.
Bizancjum to historia dwóch kobiet-wampirów rzuconych w wir współczesnego świata intryguje i zachwyca. Szczególnie w warstwie wizualnej. Scenografia, krajobrazy zdają się grać osobną rolę.Od Arterton nie można oderwać wzroku, natomiast Ronan rozczula naiwnością i prostotą. Bohater Johnny'ego Lee Millera odrzuca i oburza.  Bizancjum nie wszystkim się spodoba, bo w ten film trzeba się "wgryźć".



Tytuł: Hobbit: Pustkowie Smauga
Tytuł oryginalny: The Hobbit: The Desolation of Smaug
Reżyser: Peter Jackson
Występują: Richard Armitage, Martin Freeman
Kalendarz: 30.12.2013
Moja ocena: 5/10

Tak jak nie zachwyciła mnie pierwsza filmowa wersja przygód Bilba, tak druga część jednoznacznie pogrzebała swoje szanse. Jackson przynudza, przydłuża i w ogóle przesadza. Legolas, to już nie jest ten sam Legolas, dodanie postaci elfki czyni z filmu oklepane romansidło. Jedynie Luke Evans wprowadza nieco świeżości do tej odgrzewanej historii. Szkoda, że Jackson nie zrobił jednego porządnego filmu, zamiast dzielić go na trzy nieskładne części. Szkoda czasu.






Tytuł: O miłości i innych demonach
Tytuł oryginalny: Del amor y otros demonios
Reżyser: Hilda Hidalgo
Występują: Pablo Derqui, Eliza Triana
Kalendarz: 19.12.2013
Moja ocena: 9/10

Minęły oceany czasu od kiedy dzieło filmowe zachwyciło mnie tak jak ostatnio O miłości i innych demonach. Prosty, ascetyczny, szczery. Młoda dziewczyna zostaje ugryziona przez psa chorego na wściekliznę, dlatego kościół postanawia oddzielić ja od reszty świata. Do opieki nad nią zostaje wyznaczony młody ksiądz, który ma za zadanie uleczyć jej duszę. Pomiędzy dwojgiem rodzi się uczucie, które nie powinno ujrzeć światła dziennego.
Historia na podstawie opowiadania Marqueza wzruszyła mnie do łez.





Tytuł: Labirynt
Tytuł oryginalny: Prisoners
Reżyser: Denis Villeneuve
Występują: Hugh Jackman, Jake Gyllenhaal
Kalendarz: 26.12.2013
Moja ocena: 7/10

Kiedy giną dwie dziewczynki całe miasto zostaje postawione na nogi. Rodzice na własną rękę szukają dzieci, ale znajdują tylko domniemanego porywacza. Zrozpaczony ojciec jest skłonny zrobić wszystko, by odnaleźć córeczkę. Nawet jeżeli nie jest to do końca zgodne z prawem.
Wzruszająca rola Hugh Jackmana i ciekawa kreacja Gyllenhaala.
Nie polecam na seans tuż przed snem.









Tytuł: Człowiek na krawędzi
Tytuł oryginalny: Man on a Ledge
Reżyser: Asger Leth
Występują: Sam Hemsworth, Elizabeth Banks
Kalendarz: 10.12.2013
Moja ocena: 5/10

Główny bohater zostaje skazany za kradzież cennego klejnotu. Podczas pogrzebu ojca, udaje mu się zbiec. Postanawia za wszelką cenę udowodnić, że jest niewinny. A robi to w bardzo niekonwencjonalny sposób.
Film obejrzałam dla Sama Worthingtona.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Mój dom, moja biblioteczka

Przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, że zaczyna poszukiwać jakiegoś miejsca na stałe. Wieczny wynajem zaczyna męczyć, a rozdarcie między domem rodzinnym far, far away a tymczasowym lokum daje się we znaki. Ten rok będzie wyjątkowy, bo w końcu zamieszkamy u siebie. A od czego zacznę urządzanie? Oczywiście od biblioteczki!

Poniżej kilka propozycji, które najbardziej mi się podobają:













Oczywiście traktuję je jako inspiracje, ponieważ przy urządzaniu biblioteczki trzeba wziąć wiele rzeczy pod uwagę. A Wam która opcja się najbardziej przypadła do gustu?

poniedziałek, 3 lutego 2014

Serialowo: Hannibal

www.beyondhollywood.com
Mój stopień zaangażowania w oglądane ostatnio produkcje przekracza poziom zarezerwowany dla standardowego widza. Dla mnie standardowy widz to taki, który nie wzdryga się, kiedy tylko za oknem pojawi się rozmazana postać lub narządy wewnętrzne są już niemal stałym elementem scenografii. Standardowy widz nie ogląda filmu przez palce (dosłownie!) lub też z kocem zarzuconym na głowę, kiedy tylko bohater sam schodzi do ciemnej piwnicy albo zagląda pod łóżko w środku nocy. Standardowy widz potrafi sobie wytłumaczyć, że to tylko film .

Ostatnio mój stan się pogorszył. Moje zaangażowanie przejawia się obsesyjno-kompulsywnymi zachowaniami takimi jak: bieżące komentowanie w stylu "po co on tam poszedł?!", "no co za cham!", nerwowe cmokanie z dezaprobatą, machanie nogą lub ręką. Może to być film, serial, teleturniej, a nawet program kulinarny. Seans staje się udręką dla osób współogladających, które próbują przekonać mnie, że to nie dzieje się naprawdę.

Za intensyfikację tych nieprzyjemnych dolegliwości winię serial produkcji NBC Hannibal. Seriale kryminalne nigdy mnie nie interesowały, ale Hannibal to nie tylko zabójstwa i związane z nimi zagadki. Łączy je doktor Lecter, który został pokazany z całkiem innej perspektywy. Oczywiście jego nawyki żywieniowe pozostały niezmienione, jednak jego rolę rozbudowano i uczyniono z niego kogoś więcej, niż inteligentnego kanibala. Mads Mikkelsen nadał tej postaci głębi, której zawsze mi brakowało patrząc na nieco przerysowanego Anthonego Hopkinsa- jego filmowego poprzednika.

www.melty.fr

W Minnesocie odkryto makabryczne morderstwa. Hannibal jako psychiatra, zostaje zaangażowany w pracę behawioralnego oddziału FBI. Lecter ma wspierać Willa Grahama (Hugh Dancy), specjalnego agenta, który dzięki swojej nadmiernie rozwiniętej empatii potrafi odtworzyć tok myślenia zabójcy. Po kolejnych sesjach terapeutycznych oraz kolejnych zabójstwach, Will i Hannibal tworzą namiastkę przyjaźni opartej na bezgranicznym zaufaniu ze strony pacjenta. Także Jack Crowford (Laurence Fishburne) wierzy w każde słowo doktora i często zwraca się do niego po radę. Doktor Lecter chce chronić Willa, ale nie robi tego bezinteresownie.

Will Graham natomiast jest jak gąbka. Chłonie całe zło, które płynie z kolejnych morderstw, ale nie potrafi zdystansować się do otaczającej go masakry. Powoli zatraca granice między rzeczywistością a snem. Jego geniusz jest jego największym przekleństwem. Rola Dancy'ego porusza dramatyzmem. Bohater zmaga się z koszmarami, które wpędzają go w jeszcze większą samotność. Hannibal w bardzo plastyczny i sugestywny sposób ukazuje umysł na granicy szaleństwa.

www.comcvine.com

Hannibal niestety, aż razi przewidywalnością. Bohaterowie poruszają się jak dzieci we mgle, a główny stwórca tego zamieszania patrzy na nich z politowaniem. Dla mnie to największy minus tej produkcji. Choć na pewno dla niektórych będzie to ogromną zaletą, że scenarzyści tak manewrują fabułą. Ale jak już wspominałam w moim przypadku, zaangażowanie sięga zenitu, więc skoro ja wiem kto mordował te niewinne dziewczyny, to jak agenci specjalni FBI mogli tego nie dojrzeć? I teraz jest czas na odwołanie się do mojego kompulsywnego bieżącego komentowania: "Jak to się stało, że nikt niczego się nie domyślał?".

Premiera drugiego sezonu już pod koniec lutego. Będę miała trochę czasu, aby ochłonąć. Zdystansować się. Bo pomimo kilu uchybień serial Hannibal to solidna porcja psychologii, kryminologii i szaleństwa. Nie wszystkim posmakuje, ale tej potrawy, aż żal nie spróbować.


Moja ocena: 6/10
Tytuł: Hannibal
Premiera: 4 kwietnia 2013, NBC
Twórcy: Bryan Fuller
Występują: Mads Mikkelsen, Hugh Dancy, Laurence Fishburne
Gatunek: Kryminalny, thriller



środa, 22 stycznia 2014

Filmowo: listopad

Dawno mnie tu nie było. Nie będę się tłumaczyć dlaczego, ale miałam swoje powody. Miesięczna przerwa od Bloggera dobrze mi zrobiła. Nabrałam dystansu i kilka rzeczy przemyślałam. Doszłam do wniosku, że czytanie książek i oglądanie filmów ma dla mnie sens tylko wtedy, jeżeli mogę się z kimś podzielić moimi wrażeniami i odczuciami. A to czy Wy będziecie chcieli je czytać to już inna sprawa i decyzja należy tylko i wyłącznie do Was.





Zapraszam na przegląd filmów, które zagościły u mnie w listopadzie.


Tytuł: Dary anioła: Miasto kości
Tytuł oryginalny: The Mortal Instruments: City of bones
Reżyser: Harald Zwart
Występują: Lily Collins, Jamie Campbell Bower
Kalendarz: 08.11.2013
Moja ocena: 5/10

Powieść Cassandry Clare Miasto kości nigdy nie przykuła mojej większej uwagi, ponieważ uplasowałam ją gdzieś pomiędzy Zmierzchem a Pięknymi istotami. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy okazało sie, że film Miasto kości ma względnie wciągającą fabułę i przyjemną dla oka warstwę wizualną. Jeśli chodzi o głównym bohaterów to relacja Clary (Lily Collins) z Jacem (Jamie Campbell Bower) pochłonęła większą część mojej uwagi, przez co trudno mi streścić fabułę bez większego zastanowienia. Wiem jedno: główna bohaterka irytowała mnie swoją naiwną odwagą, przez co trudno mi odnieść się do jej przygód obiektywnie. Bower w roli mrocznego Nocnego Łowcy był miłą odmianą po roli hrabiego w Anonimusie. 
Po seansie Miasta kości dodałam powieść Clare do listy "gdzieś w przyszłości może przeczytam".



Tytuł: Wyścig
Tytuł oryginalny: Rush
Reżyser: Ron Howard
Występują: Chris Hemsworth, Daniel Bruhl
Kalendarz: 13.11.2013
Moja ocena: 7/10

Wyścig to mistrzowski pojedynek między talentem Hemswortha i Bruhla. Tego pierwszego wszyscy kojarzą z filmowym wcieleniem Thora, a Bruhla można łączyć z takimi filmami jak "Good bye Lenin" czy "Lawendowe Wzgórze". W Wyścigu mierzą się z biografią, czyli niełatwą filmową kreacją, która z założenia jest dla aktora wyzwaniem. Według mnie obaj wypadli w tym filmie znakomicie. Pomimo, że nie jestem fanką filmów sportowych, to dzieło Howarda obejrzałam z wielkim zainteresowaniem. Ryk silników na torze wyścigowym, a za kierownicą bóg piorunów- bezcenne!



Tytuł: Wolverine
Tytuł oryginalny: The Wolverine
Reżyser: James Mangold
Występują: Hugh Jackman, Tao Okamoto
Kalendarz: 17.11.2013
Moja ocena: 2/10

Wolverine jest jednym z moich ulubionych bohaterów z komiksowego świata Marvela. Uważam, że Hugh Jackman świetnie sprawdza się w roli Logana i z wielką chęcią śledzę jego przygody. Do kolejnego Wolverina podeszłam z odgórnym przekonaniem o genialności tego przedsięwzięcia. Już po pierwszych kilku minutach okazało się, że najnowszy Wolverine to nie tylko scenariuszowa pomyłka, ale także istny pastisz ekranizacji komiksu. Przyznam od razu, że nie czytałam komiksów o Loganie i może coś mnie ominęło. Jednak mam kilka wątpliwości: kto wpadł na pomysł, aby akcja toczyła się w Japonii? Skąd główny bohater znalazł się tam podczas II wojny światowej? Mam wrażenie, że Wolverine został zrobiony li tylko dla pieniędzy. Bardzo to smutne.



Tytuł: R.I.P.D. Agenci z zaświatów
Tytuł oryginalny: R.I.P.D.
Reżyser: Robert Schwentke
Występują: Ryan Reynolds, Jeff Bridges
Kalendarz: 23.11.2013
Moja ocena: 4/10

Czas na film lekki, łatwy i przyjemny. Chociaż nieco makabryczny, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że policjanci po śmierci nadal pracują w zawodzie. Tym razem w Wydziale Wiecznego Odpoczynku. Ścigają "nieżywych" przestępców, którzy grasują na Ziemi. Nick (Ryan Reynolds) ginie podczas akcji i zostaje zwerbowany do oddziału R.I.P.D.. Jego partnerem jest stary szeryf Roy (Jeff Bridges) przestrzegający iście kowbojskiego kodeksu. Razem muszą stawić czoło umarlakom. 

Film Schwentke można obejrzeć jeżeli ktoś chce się na chwilę oderwać od rzeczywistości i pośmiać się z bohatera stworzonego przez Bridgesa. Tak poza tym, R.I.P.D. można sobie darować.



Tytuł: Mój rower
Reżyser: Piotr Trzaskalski
Występują: Michał Urbaniak, Artur Żmijewski, Krzysztof Chodorowski
Kalendarz: 23.11.2013
Moja ocena: 7/10

Uwielbiam hasła, które dystrybutorzy umieszczają na plakatach filmowych. Szczególnie polskich filmów. "Cała prawda o facetach" bardziej pasuje mi do Testosteronu, niż do takiego kameralnego i bardziej ambitnego filmu jak Mój rower. Facetów tam faktycznie mamy i to w całym przedziale pokoleniowym: dziadek, syn i wnuczek. Ich relacje pozostawiają wiele do życzenia, ale połączy ich miłość do tej samej kobiety: babci, która postanowiła dosłownie i w przenośni uciec od dotychczasowego życia. 

Trzaskalski pokazuje stopniowe burzenie murów, które mężczyźni budowali przez lata oraz odnawianie więzi, która kiedyś ich łączyła. Mój rower to wzruszający i mądry film.



Tytuł: Tylko Bóg wybacza
Tytuł oryginalny: Only God Forgives
Reżyser: Nicolas Windig Refn
Występują: Ryan Gosling, Kristin Scott Thomas
Kalendarz: 23.11.2013
Moja ocena: 3/10

Widziałam głośny Drive, ale nie powalił mnie na kolana. W Tylko Bóg wybacza pojawia się podobna, mroczna stylistyka. Mamy oczywiście Goslinga, który walczy, aby pokazać pełnię swojego aktorskiego talentu w przydługich ujęciach i nielicznych dialogach. Podobały mi się zdjęcia, natomiast muzyka męczyła. Na uwagę zasługuje rola Kristin Scott Thomas jako zaborczej i żądnej zemsty matki. W takim wydaniu jej jeszcze nie widziałam. 
Tylko bóg wybacza mogę zaliczyć do filmów, wokół których jest zawsze dużo szumu, ale niestety mało kto wie, co autor miał na myśli.





Tytuł: Thor: Mroczny świat
Tytuł oryginalny: Thor: The Dark World
Reżyser: Alan Taylor
Występują: Chris Hemsworth, Natalie Portman, Tom Hiddleston
Kalendarz: 27.11.2013
Moja ocena: 5/10

Druga część filmu, jak to zwykle bywa, ustępuje pierwszej. Twórcy dokonali wszelkich starań, aby było i ekscytująco i zabawnie, jednak przez to mamy powtórkę z rozrywki dla wszystkich w w wieku do lat dziesięciu. Film ratuje wspaniały Loki, który jest żywym przeciwieństwem swego brata, a brak mięśni nadrabia inteligencją i sprytem. W Mrocznym świecie Hiddleston dał do zrozumienia, że z nim także trzeba się liczyć i przez to lubię go jeszcze bardziej. Nie wiem czy nie bardziej, niż prostodusznego i jakże przeze mnie faworyzowanego boga piorunów.




Już wkrótce przegląd filmów obejrzanych w grudniu.

czwartek, 19 grudnia 2013

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" David Mitchell

Z okładki najnowszej powieści Davida Mitchella gejsza w pięknym kimonie kusi czytelnika dojrzałym owocem persymony. Autor głośnego Atlasu chmur tym razem zabiera nas w podróż do Japonii, nazywanej krajem tysiąca jesieni. 

Podróż rozpoczynamy wraz z młodym Holendrem Jacobem de Zoet, który przybywa do Dejimy, aby rozpocząć pracę jako kancelista dla Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Do jego obowiązków należeć będzie kontrola budżetu holenderskiej faktorii. Poprzedni naczelnik został zwolniony z powodu finansowych nadużyć i jego następcą oraz opiekunem Jacoba został Unico Vorstenbosch, który postanawia uratować nadwyrężona reputację Kompanii.

Jacob sumiennie wykonuje swoje obowiązki, ale odkrywa, że życie na tej małej wyspie w zatoce Nagasaki opiera się na kłamstwie, obłudzie i manipulacji, a konfrontacja dwóch odmiennych kultur nie zawsze przebiega pokojowo. Tym, co trzyma go w tej "złotej klatce" jest uczucie do akuszerki Orito. Ale czy miłość Japonki i Holendra ma racje bytu w tych niepewnych czasach?

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta to epicka powieść historyczna ukazująca Japonię z perspektywy holenderskich osadników. Mitchell niezwykle barwnie i szczegółowo opisuje tamten okres przenosząc czytelnika na zatłoczone ulice Dejimy, do pałacowych sal, parnych łaźni oraz ciasnych mieszkań. Dla mnie, tak jak dla głównego bohatera, Japonia stanowi jedną wielką zagadkę, ale cieszę się, że moim przewodnikiem był ten rudowłosy Holender. Jacob de Zoet pokazał mi, że Japonia to kraj intrygujący, ale ukryty, jak gejsza pod wieloma warstwami kimona. Tylko nieliczni mogą podziwiać jego piękno w pełnej krasie.


Moja ocena: 7/10

Tytuł: Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
Tytuł oryginalny: The Thousand Autumns of Jacob de Zoet
Autor: David Mitchell
Ilość stron: 624
Wydawnictwo: MAG, 2013

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!   




niedziela, 8 grudnia 2013

Rookie Book Fair- relacja i trochę marudzenia



Wczoraj w Słodowni w Starym Browarze rozpoczęły się Targi Książki Artystycznej. Rookie Book Fair przyciągnął wiele ciekawych wydawnictw związanych z promowaniem szeroko pojętej kultury i sztuki. Jednak większość z tych wydawnictw nie jest jeszcze zbyt popularna, co pewnie też było przyczyną raczej niskiej frekwencji, przynajmniej wczorajszego dnia. Ja sama dosyć szybkim krokiem przeszłam obok wszystkich stoisk starając się znaleźć coś, co by mnie zainteresowało.

Moją największą uwagę przykuło stoisko Korporacji Ha!art, gdzie znalazłam najnowszy reportaż Ziemowita Szczerka Przyjdzie Mordor i nas zje. Zastanawiałam się także nad Opowieściami graficznymi Juliana Antoniszczaka, ale to już wyższa półka kasowa. Może następnym razem.



Po Targach odczuwałam pewien niedosyt, że to już? że to wszystko, że to tyle? W styczniu wybiorę się na kilka spotkań autorskich odbywających się po egidą Rookie Book Ideas, które mam nadzieję będą bardziej inspirującym wydarzeniem.






A teraz z całkiem innej beczki.


Pewnie dlatego, że mój blog ma ponad 60 czytelników, z każdego kolejnego cieszę się jak szalona. Ale co mam sobie pomyśleć jak obserwatorzy rezygnują z czytania mojego bloga. Tak też się stało. W ciągu tego weekendu straciłam dwóch czytelników. Zmowa jakaś? Trudno powiedzieć.

Mam nadzieję, że Ci, którzy czytają In the Deep Blue Sea zaglądają tutaj bo szczerze ciekawi ich to, co Queen Margot ma do powiedzenia i jestem im za to wdzięczna. Nie obserwują go, bo jest ładny obrazek w tle, czy ciekawe zdjęcie autorki. Mam nadzieję, że zaglądają tutaj bo interesuje ich treść, którą chcę przekazać. Skoro zaszłam już tak daleko w tym marudzeniu, to chciałam tylko uspokoić tych, którym zależy, że blog będzie istniał nadal. Chociaż, jak pewnie każdy z nas, mam czasem wątpliwości, co do sensu jego egzystencji. Jednak prowadzenie bloga i pisanie ogólnie daje mi niewypowiedzianą radość, dlatego pisać będę dalej i dzielić się z Wami swoimi przemyśleniami. Będę cieszyła się z każdego komentarza i każdego kolejnego czytelnika. Nie ważne jak skromna będzie to liczba.

A teraz chciałabym się zwrócić do osób, które In the Deep Blue Sea nieco znają oraz do osób, które są tu po raz pierwszy. Co Wam się tutaj podoba? A co byście z chęcią zmienili? Co Wam przeszkadza, a co interesuje? Dziękuję za wszystkie konstruktywne uwagi :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...